Nasze projekty
Tomasz Adamski

Kościół w kontrze do nauki – bzdura!

Schemat myślenia o Kościele, który to trudni się uwstecznianiem świata naukowego to bardzo silna kalka, którą propagandowa moc zdołała na stałe wtłoczyć w zbiorową świadomość współczesności. Nic dziwnego, skoro relację Kościół-nauka obrazują z reguły ryciny przedstawiające egzekucje na stosie i wykoślawiony obraz inkwizycji, o którym nie marzył nawet Monty Python

Reklama

Wczoraj późnym popołudniem portal natemat.pl opublikował tekst pod złowieszczym tytułem: Kościół kontra króliki – pięć przykładów na to, że religia i nauka nie idą ze sobą w parze. Po kliknięciu w niego trochę się zawiodłem, bo oto kolejny młot na katolicką mitologię okazał się mały jak rekwizyt dla postaci z Lego.

Punktem wyjścia jest rozmowa rzecznika Konferencji Episkopatu, ks. Józefa Klocha z Moniką Olejnik w Radio ZET. Całość obejmuje zatem polemikę z wygłaszanymi przez Episkopat tezami i poglądami w sprawie okrytej kontrowersyjną sławą pigułki po. Zarzuty te sformułowane są mniej lub bardziej zgrabnie, ale to, co mnie zaintrygowało, to akapit ze wstępu:

Ponad trzysta lat zajęło hierarchom Kościelnym zaakceptowanie faktu, że to Ziemia krąży wokół Słońca, a nie Słońce wokół Ziemi. Zanim zdecydowali się przyznać, że jednak nie ma co walczyć z tą teorią, jest ona dość logiczna i wyjaśnia kilka zjawisk, na stosie spłonęło kilku naukowców, którzy już wcześniej przyznali rację Kopernikowi (m.in. Giordano Bruno). Co ciekawe, dzisiaj duchowni zastrzegają, że religia nie wyklucza się z nauką, a za przykład uczonego katolika podają właśnie Kopernika… I dodatek: (…) paradoksalnie, trudno znaleźć instytucję, która równie silnie hamowała rozwój nauki.
 

Reklama

Kościół w kontrze do nauki - bzdura!

Pewność autorki tekstu przypomina poczucie wyższości maturzysty nad gimnazjalistą, ponieważ tego starszego już w szkole zmuszono do wykucia wzoru na deltę, ten młodszy jeszcze o tajemniczej delcie nie słyszał.

 

Reklama

Łatwo człowiekowi wykształconemu w XX w. stroszyć się w piórka intelektualisty i naśmiewać się z wątpliwości dawnej nauki. A jak przyłożymy do tego kalkę Kościoła-wstecznika to zabawa kręci się sama. Ale gdyby przyjąć stan uczciwie, wedle faktów, to teoria heliocentryczna została zaakceptowana w Kościele 11 września 1811 roku (choć niektórzy mówią, że zrobił to dopiero Jan Paweł II). Oczywiście to zdecydowanie późno. Lecz dla intelektualnej uczciwości warto zajrzeć do kalendarium, by dostrzec jeszcze dwa inne elementy: Robert Hooke, brytyjski naukowiec potwierdził na przełomie XVII/XVIII w. teorie kopernikańskie, w 1757 r., za zgodą Benedykta XIV, dopuszczono heliocentryczne materiały do użycia.

 

Tak jest! Świat naukowy również wahał się i nie potrafił udowodnić teorii Kopernika oraz intuicji Galileusza. Najpierw sam ich potępił (np. w osobie Kartezjusza!), a później musiał się długo przekonywać do ich racji. Gdy tezę udało się udowodnić – została zatwierdzona przez Kościół.

Reklama

 

Takich nieuczciwości w świadomości zbiorowej funkcjonuje więcej. Dlatego w kontrze do tezy autorki, ośmielę się ustawić pięć przykładów na to, że religia jednak idzie z nauką w parze. I to całkiem równym krokiem.

 

Wielką Mgławicę Oriona odkrył nie kto inny, jak jezuita – Johann Baptist Cysat, a było to tylko jedno z kilku jego odkryć i tylko kropla w morzu tego, czego na polu astronomii dokonali jezuici w XVI i XVII w.

Kościół w kontrze do nauki - bzdura!
Wielki Wybuch w schemacie

A skoro już jesteśmy w sprawach kosmosu – Wielki Wybuch, który wielu współczesnych przeciwstawia katolickiemu kreacjonizmowi jest teorią z gruntu katolicką. Hipotezę tę jako pierwszy wyłożył belgijski astronom, który poza zaglądaniem w teleskop zerkał też w ludzkie dusze jako spowiednik, ponieważ był księdzem. Georges-Henri Lemaître mocno rozwinął teorie Einsteina.

 

Stworzył podstawy elektrochemii, zbudował pierwszą prądnicę, a jego nazwisko na szkolnych zajęciach z fizyki wzbudza postrach i kojarzy sie tylko z jednym – z klatką Faradaya. Michael Faraday odkrył zjawisko indukcji elektromagnetycznej, ale w wolnych chwilach stwierdzał: Chrystus jest mocą Bożą i mądrością Bożą. Religia chrześcijańska jest objawieniem i tym objawieniem jest Boże słowo.

 

W tekście na portalu natemat.pl sporo jest wyrażonych między wierszami podśmiechujek z katolików, którzy nie bardzo rozumieją biologię. Pierwszym nazwiskiem, które przyszło mi do głowy podczas tej lektury był o. Gregor Johann Mendel. Ojciec Gregor był opatem augustianów w Brnie w połowie XIX w. Badając groch, doszedł do wniosków na temat praw dziedziczenia cech. Jednak świat naukowy (!) dość długo nie doceniał jego odkryć. Gdy jednak przyjrzał im się dokładniej, dostrzegł coś, bez czego dzisiejsza nauka nie istnieje. Genetykę. Allele, gamety, genotypy – wszystko to, czym operuje współczesna medycyna, zostało zapoczątkowane przez augustiańskiego opata na Morawach.

 

I aby nie zatrzymywać się tylko na zapomnianych wiekach, warto wspomnieć jako piąty obrazek, członka Papieskiej Akademii Nauk (jest coś takiego!) i laureata Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, Charlesa Townesa. Profesor wykładał na najważniejszych technicznych uniwersytetach w USA i znany jest z tezy o pozornej sprzeczności religii z nauką.

 

Oczywiście, pięć jaskółek oświecenia nie czyni. Ale to tylko mały klucz katolickich odkrywców na niebie nauki. Warto o tym pamiętać, nim zarzuci się Kościołowi rolę wielkiego wstecznika.

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite