Dziękujemy za zapis na newsletter!

Na podany przez Ciebie adres e-mail wysłaliśmy pakiet bezpłatnych fragmentów siedmiu naszych książek. Dobrej lektury!

Polub nas na Facebooku!

Jeśli nie otrzymasz wiadomości w ciągu 3 minut – sprawdź folder SPAM.

Jeśli i tam jej nie będzie, napisz do nas na adres: [email protected]

Z KRAJU

Bp Jezierski: administrator apostolski to rola przejściowa, bez wprowadzania zasadniczych reform

- Administrator „sede vacante” zostaje ustanowiony nie po to, aby otwierał nową epokę, ale po to, aby spokojnie przeprowadził Kościół partykularny do czasu wyłonienia nowego arcybiskupa metropolity – tak mówi o swojej nowej roli bp Jacek Jezierski.

Polub nas na Facebooku!

Papież Franciszek mianował biskupa elbląskiego Jacka Jezierskiego administratorem apostolskim „sede vacante” archidiecezji gdańskiej, po przyjęciu rezygnacji abp. Sławoja Leszka Głódzia ze względu na osiągnięcie wieku emerytalnego.

– Funkcja administratora apostolskiego „sede vacante” jest to rola przejściowa – wyjaśnia bp Jezierski w rozmowie z KAI. Polega ona na wypełnianiu obowiązków rządcy diecezji, czyli kierowaniu wszystkimi jej instytucjami. Dodaje przy tym, że widzi ją w ten sposób, aby „po pierwsze nie szkodzić w niczym dobrym, a skoro jest to rola czasowa, to bez wprowadzania jakiś zasadniczych reform”. – Administrator zostaje ustanowiony nie po to, aby otwierał nową epokę, ale po to aby spokojnie przeprowadził Kościół partykularny do czasu wyłonienia nowego arcybiskupa metropolity – wyjaśnia bp Jezierski.

Pytany o długość sprawowania tej funkcji, odpowiada, że może być to kilka miesięcy, a nawet do roku. – Tego nie wiem i nie sposób dziś tego przewidzieć – dodaje.

Pytany o archidiecezję gdańską, bp Jezierski wyjaśnia, że jest ważna „nie tylko w Polsce, ale i w świecie”. – Jest to duża metropolia, otwarta na świat dzięki swoim portom, jak też uczelniom, dzięki bogatemu życiu gospodarczemu, intelektualnemu i kulturalnemu. Poza tym jest to metropolia znana od 40 lat w świecie dzięki dziedzictwu Solidarności – mówi administrator apostolski.

Pytany o kwestie i problemy duszpasterskie archidiecezji gdańskiej, odpowiada, że „od strony duszpasterskiej krzyżują się tam różne tradycje. Do rdzennych mieszkańców Gdańska i okolic, Gdańszczan i Kaszubów dołączyło w okresie powojennym wielu przybyszów ze Wschodu, głównie z Wileńszczyzny. Oczywiście w późniejszym okresie przybywali na te tereny jeszcze inni, szukający pracy i możliwości studiów, z całej Polski. Trzeba pamiętać, że w 1992 r. przyłączono do archidiecezji gdańskiej część diecezji chełmińskiej wraz z Gdynią”.

– Jest to więc nowa tkanka społeczna, w której są obecne zjawiska zarówno pozytywne jak i trudne, analogicznie jak we wszystkich dużych miastach – konstatuje bp Jezierski.

Poproszony o ocenę dokonań przechodzącego dziś na emeryturę abp. Głódzia, bp Jezierski podsumowuje krótko: „Jest to silna i wyrazista osobowość, człowiek, który ma wiele dokonań, choćby stworzony od zera Ordynariat Polowy, co jest niewątpliwą zasługą i najważniejszym dziełem jego życia”.

KAI/kh

Marianna Kolbe. Kobieta, która wychowała świętego

Marianna chciała budować życie własnymi siłami, według własnych planów, a Pan Bóg i tak poprowadził wszystko swoimi drogami. W końcu zrozumiała, że to nie ona jest panią losu swojego i swoich bliskich, że Bóg z każdym ma własną relację. Z Natalią Budzyńską, autorką książki Matka męczennika, kulturoznawcą i dziennikarką Przewodnika Katolickiego rozmawia Lidia Molak.

Polub nas na Facebooku!

Lidia Molak: Dlaczego zajęła się Pani postacią Marianny Kolbe?

Natalia Budzyńska: W biografiach św. o. Maksymiliana jego rodzina jest przedstawiana dość powierzchownie. Kiedy zaczęłam zagłębiać się w życie Marianny Kolbe, ucieszyłam się, że to była naprawdę zwykła rodzina, wcale nie idealna. Szczególnie Marianna okazała się osobą bardzo ciekawą.

 

Czyli jaką?

Bardzo doświadczoną przez życie. Pod wpływem tych doświadczeń kształtowała się również jej wiara – od bardzo infantylnej po bardzo dojrzałą, choć Pana Boga do końca nazywała „Bozią”. Miała silną osobowość, nikt nie był w stanie się jej sprzeciwić.

 

Otoczenie ją ceniło?

Wspomnienia są pełne szacunku.

 

Szacunku do niej samej czy do niej jako matki o. Maksymiliana?

Owszem, była kojarzona z synem: rozwijał się Niepokalanów, Rycerz Niepokalanej był bardzo popularnym pismem… Ale felicjanki, u których spędziła w Krakowie ostatnie 30 lat życia, podkreślały jej dobroć, odpowiedzialność, opiekuńczość, pracowitość, pokorę, rozmodlenie.

 

Opowiedzmy o jej rodzinie.

Marianna Dąbrowska pochodziła z rodziny prostych robotników, tkaczy ręcznych ze Zduńskiej Woli, wtedy nazywanej „miastem tkaczy”. Ojciec nawet nie potrafił pisać. Dzieci nie chodziły do szkoły, były uczone przez matkę i pomagały rodzicom w ich warsztacie. Było biednie i pobożnie, z wyraźnym rysem maryjnej pobożności. Marianna chciała być zakonnicą. Nie wiem skąd się wzięło to jej pragnienie, bo w Zduńskiej Woli nie było klasztoru, a ona nigdzie nie wyjeżdżała i nie miała kontaktu z mniszkami. Bardzo ważny był dla niej ideał czystości, mówiła często: „Wolałabym umrzeć, niż wyjść za mąż”. A jednak Marianna znalazła kawalera, Juliusza Kolbego, który nie dość, że nie pił i nie palił, to jeszcze chodził na pielgrzymki do Częstochowy. Pobrali się i urodziła mu pięciu synów, z których dwóch najmłodszych wcześnie zmarło. Kolbowie przeprowadzali się kilka razy. Krótko mieszkali w Łodzi czasu „ziemi obiecanej” – zresztą w tym samym czasie co oni mieszkał tam Reymont, zbierający materiały do swojej powieści. Potem przenieśli się do Pabianic, gdzie pracowali w fabryce. Robotnicy uważali ich za „święte małżeństwo”. Oboje należeli do III zakonu św. Franciszka. Żyli bardzo skromnie, bo uważali, że dobra doczesne są zagrożeniem dla zbawienia. Juliusz nawet zrezygnował ze swojej części spadku po rodzicach.

A jednak Marianna swoich marzeń nie porzuciła. Nie wiem, czy namówiła swego męża, czy wyszło to od niego, ale kiedy chłopcy mieli po kilkanaście lat, Juliusz napisał żonie zwolnienie ze ślubów małżeńskich, pozwalając jej, by odeszła i poświęciła się w pełni służbie Bogu. Zanim się to stało, przez kilka lat co roku odnawiali śluby czystości, żyjąc jako białe małżeństwo.

 

Marianna doświadczyła więc wszystkiego, czego może doświadczyć kobieta: małżeństwa, bliskości z mężczyzną, macierzyństwa i życia w klasztorze.

Ale nie jako zakonnica. Okazało się, że oświadczenie męża nie wystarczy, by mogła nią zostać, choć bardzo się o to starała i starał się także o. Maksymilian. Jej mąż też szukał miejsca dla siebie przy klasztorach, nawet je znajdował, ale szybko okazywało się, że to nie dla niego. Nie odnajdywał się w takim życiu. W ten sposób, jeszcze przed czterdziestką, Juliusz został bez domu, bez żony, bez synów, którzy wówczas już wszyscy trzej byli w nowicjacie u franciszkanów. Bardzo tęsknił za nimi wszystkimi. Jego listy są naprawdę rozpaczliwe. Ostatecznie zaginął nie
wiadomo gdzie, udawszy się na poszukiwanie najstarszego syna, który zbiegł z klasztoru na wojnę w 1914 r. wraz z sześcioma innymi klerykami. A Marianna, tak jak chciała, żyła przy klasztorze i obserwowała życie swoich synów – którzy również realizowali jej pragnienia.

 

A jednak jeden się zbuntował.

Najstarszy, który od początku był planowany przez rodziców na księdza. Franciszek, czyli brat Walerian. Najpierw został żołnierzem, a potem
się ożenił, czego Marianna nie zaakceptowała do końca życia. Nie akceptowali tego również jego bracia. W swoich listach o. Maksymilian snuje wizje, że Franciszek wróci jeszcze do zakonu i że do zakonu pójdzie również jego żona i córka. Marianna zaś miała żal do Franciszka, że opuścił klasztor – uważała, że z niego uciekł. 

 

Rodzina Kolbów była bardzo patriotyczna, chowała synów w duchu wolnej Polski

Ale Franciszek nie opuścił przecież zakonu z powodu przyszłej żony.

Nie, po prostu doszedł do wniosku, że nie chce być zakonnikiem. Pociągało go inne życie. Rodzina Kolbów była bardzo patriotyczna, chowała synów w duchu wolnej Polski i trudno się dziwić, że kiedy zaczęła się wojna, kiedy pojawiła się szansa na niepodległość, młody mężczyzna rwał się do wojaczki. Zresztą i Maksymilian miał na to ochotę; sam pisał, że gdyby nie był w tym czasie w Rzymie, to kto wie… Franciszek dotarł z legionami aż na Węgry, został tam ranny, był w szpitalu. Doświadczył wojny, walk na bagnety, także braterstwa broni. A skoro tego posmakował, to trudno sobie wyobrazić, że wróciłby do zakonu, do którego najwyraźniej nie miał powołania. Potem walczył w II wojnie światowej jako żołnierz AK i zginął w Auschwitz.

 

Czy Franciszek miał wcześniej swobodny wybór drogi życiowej?

Bracia Kolbowie chodzili do gimnazjum we Lwowie przy klasztorze franciszkańskim, do nowicjatu wstąpili mając po 15, 16 lat. Marianna izolowała ich jako dzieci od rówieśników. Mieli siedzieć w domu, chodzić do szkoły, do kościoła, uczyć się, modlić; chór kościelny i owszem, ale już biegać po podwórku – nie bardzo. Była niezadowolona, kiedy szkoła handlowa, do której chodzili Franciszek i Rajmund, stała się koedukacyjna. Myślę, że o. Maksymilian przejął od matki trochę tego lęku przed kobietami. Wyrażał się o nich – podobnie jak matka – „baby”.

 

Był jeszcze jeden syn.

Józef, w zakonie brat Alfons. To też ciekawa postać. Beniaminkiem pozostał właściwie do końca życia. Żył zresztą niedługo, zmarł koło trzydziestki z powodu za późno rozpoznanego zapalenia wyrostka. Również został franciszkaninem, był nawet przez jakiś czas przeorem w Niepokalanowie, kiedy o. Maksymilian, zawsze konkretny, niezależny, pojechał do Japonii. Brat Alfons – bardzo wrażliwy, zależny od emocji matki, jej nadopiekuńczości, piszący wiersze, miał duży wkład w tworzenie Niepokalanowa i Rycerza Niepokalanej. Niestety, zbyt mało się go wspomina.

 

Na ile o. Maksymilian został ukształtowany przez matkę, rodzinę?

Niewątpliwie te osoby miały wielki wpływ na to, kim się stał. Ale ja wyraźnie widzę jego późniejszą drogę jako zupełnie samodzielną. Szczególnie lata wojny postawiły go w sytuacji, w której wykazał wierność samej istocie chrześcijaństwa i ducha franciszkańskiego. Niepokalanów stał się dzięki niemu miejscem, gdzie pomoc mogli otrzymać wszyscy bez wyjątku potrzebujący, również liczna grupa Żydów z Wielkopolski. Wszystkim tym ludziom o. Maksymilian udzielał pomocy aż do granic swego wyczerpania. Wszystko postawił na jedną
kartę. To, jak się skończyło jego życie, było następstwem tego, jak żył i Komu ufał.

 

Maksymilianowi udało się skutecznie i w porę przeciąć pępowinę. Wiedział, jaki jest jego cel, i do niego dążył. A jego niechęć dotyczyła nadmiernego afektu matki, sieci, jakimi próbowała go osaczyć. Odrzucił relację, która tak naprawdę jest niszcząca, bo zagraża wolności młodego człowieka.

Patrząc na jego relację z Marianną, myślę o słowach Jezusa, że kto nie ma w nienawiści matki i ojca, nie może być Jego uczniem.

Maksymilianowi udało się skutecznie i w porę przeciąć pępowinę. Wiedział, jaki jest jego cel, i do niego dążył. A jego niechęć dotyczyła nadmiernego afektu matki, sieci, jakimi próbowała go osaczyć. Odrzucił relację, która tak naprawdę jest niszcząca, bo zagraża wolności młodego człowieka. Sądzę jednak, że Maksymilian był wolnym człowiekiem.

 

Jak jego niezależność przyjmowała Marianna?

Tęskniła za nim, jak to matka. Ale on miał już własne życie, własną drogę, własną rodzinę franciszkańską, i był tego całkowicie świadomy. Ona w listach między wierszami robiła mu wyrzuty, że jej nie odwiedził, kiedy przejeżdżał przez Kraków, że nie wyszedł do niej, kiedy ona odwiedziła go w Niepokalanowie.

 

Jak przeżyła jego śmierć?

Bardzo mocno. Przyznała się później, że zwątpiła w dobroć Boga, miała do Niego wielki żal, że zabrał jej syna, i to w taki sposób, że ona nawet nie wie, gdzie jest pochowany – a przecież, mówiła – on był tak oddany Bogu i należało mu się coś innego. Ale ten bunt, który Marianna przeżyła, trwał tylko przez moment.

 

Sądzę, że Marianna zrozumiała, iż chciała budować życie własnymi siłami, według własnych planów, a Pan Bóg i tak wszystko swoimi drogami poprowadził.

Wspomniała Pani na początku, że wiara Marianny dojrzewała w jej cierpieniu.

Pod koniec życia napisała w liście do franciszkanów, do Niepokalanowa, że była niedoskonałą żoną i matką i że to, jacy byli jej synowie, nie było zupełnie jej zasługą. Myślę, że pisała szczerze – siedemdziesięciokilkuletnia kobieta, która przeżyła wszystkich synów, synową i zapewne męża, z których nikogo nie dane jej było pochować. Na jej pogrzebie nie było żadnej osoby z rodziny.

Sądzę, że Marianna zrozumiała, iż chciała budować życie własnymi siłami, według własnych planów, a Pan Bóg i tak wszystko swoimi drogami poprowadził. Zrozumiała, że to nie ona jest panią losu swojego i swoich bliskich, że Bóg z każdym ma własną relację. Myślę, że ona to faktycznie w końcu zrozumiała.

 

Dlaczego tak mało wiemy o Mariannie?

Zapytałabym raczej, dlaczego żaden z biografów św. Maksymiliana nie był gotowy, by opowiedzieć więcej o jego rodzinie. A przecież korzystali z tych samych materiałów, co ja. To mnie uderzyło, że ktoś może myśleć, iż nie jesteśmy gotowi przyjąć prawdy o rodzinie Kolbów. Tak jakby to coś ujmowało o. Maksymilianowi i jego świętości.

 

Może mamy tendencję do dwubiegunowości: albo idealizujemy, albo potępiamy?

Ale przez to dostajemy czasami tani, pięknie podkolorowany święty obrazek. A przecież to była rodzina autentyczna, ludzka, z krwi i kości. Popełniała błędy, jak każdy z nas. Jeśli w rodzinie tak dalekiej od ideału wyrósł święty – to dlaczego nie miałby wyrastać w mojej czy twojej rodzinie? I to jest dla mnie istotne pytanie. Nie jesteśmy doskonali. Mylimy się, bo jesteśmy tylko ludźmi, ale Boga w Jego szczodrości to nie ogranicza.

 

Tekst pochodzi z najnowszego numeru miesięcznika dla kobiet List do Pani.

Pismo ukazuje się od lutego 1993 r., a jego wydawcą jest Polski Związek Kobiet Katolickich. Miesięcznik poświęcony szeroko pojętej formacji religijnej, adresowany jest do kobiet, które pragną ogarnąć refleksją swoje życie i zadania wynikające z kobiecego powołania. Punktem odniesienia dla twórców pisma jest Ewangelia i nauczanie Jana Pawła II, Jego teologiczna wizja kobiety i jej zadań w misterium Stworzenia i Zbawienia. Wpisany w nurt tak pojętego nowego feminizmu „List do Pani” ukazuje niezwykłą rolę kobiety w rodzinie, społeczeństwie, w nowej ewangelizacji; upomina się o powszechny szacunek dla macierzyństwa, ojcostwa, rodziny, dziecka, o politykę prorodzinną; stara się wykazać, jak błędne i szkodliwe są postawy i ideologie zaprzeczające w pełni ludzkiemu i duchowemu rozumieniu rodziny, kobiety i dziecka.

Informacje o prenumeracie dostępne są na stronie internetowej miesięcznika.

SACROKLIMATY

Sacroklimaty. Sanktuarium w Radzyminie – Wotum za 1920

W Radzyminie powstaje Sanktuarium Jana Pawła II będące wotum wdzięczności za obronę Polski podczas Bitwy Warszawskiej, czyli tak zwany Cud nad Wisłą. Dziś, równo 100 lat po tym wydarzeniu i w 100. urodziny Karola Wojtyły budowniczy pragną, by świątynia została poświęcona i mogła gromadzić kolejnych wiernych.

Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Określenie “Cud nad Wisłą” zostało wprowadzone przez przeciwników Piłsudskiego, którzy zwycięstwo przypisywali Opatrzności. Objawienie Maryi, przed którą uciekali bolszewicy to nie jedyna ingerencja Boża podczas dni walki. Wiadomo też, że wojska sowieckie do łączności z centralą w Mińsku posiadały dwie radiostacje, a kiedy jedną z nich przejęli kaliscy ułani przestrojono nadajnik i zaczęto nadawać fragmenty Pisma Świętego, by zakłócić łączność wroga. Nazwana przez Edwarda D’Abernona osiemnasta decydująca bitwa świata obroniła zdobytą dwa lata wcześniej niepodległość i zatrzymała w tamtym czasie napływ komunizmu do zachodniej Europy. Niewiele mówi się o tym, że w Radzyminie można znaleźć też małą kapliczkę na tzw. Zjawieniu, przed którą leżąc krzyżem po bitwie miał modlić się z dziękczynieniem generał Haller. Kapliczka stoi tam od roku 1926, na miejscu trzech wcześniej zniszczonych i też jest votum dziękczynnym za zwycięstwo. 

O budowę sanktuarium w Radzyminie, w miejscu skąd rozpościera się widok na pamiętające bitwę pola, mieszkańcy i władze miasta zabiegali podobnie jak o odwiedziny Papieża, które udały się podczas pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1999 roku. Na zawsze będzie to to miejscem historczynym, pełne patriotycznych i chrześcijańskich symboli. Pod możliwą dzięki ofiarom darczyńców budowę został wmurowany kamień węgielny dokładnie w drugą rocznicę papieskich odwiedzin, 13 czerwca 2001. W roku 2009 uzyskano pozwolenie na budowę, 13 maja 2011, kilka dni po beatyfikacji, ogłoszono powstanie kościoła pod wezwaniem błogosławionego Jana Pawła II, a niewiele później sprowadzono też relikwie błogosławionego. Tak wielkie przedsięwzięcie i jego realizacji jest kolejnym dowodem na to, że Radzymiskie pola są miejscem pielgrzymowania oraz gorliwej wiary Polaków w Bożą pomoc. Dotychczas (przed otwarciem kościoła głównego) Sanktuarium działa w formie niewielkiej kaplicy, gdzie są zanoszone modlitwy przez wstawiennictwo Świętego Jana Pawła II.


WIĘCEJ O SANKTUARIUM NA WWW.WOTUM1920.PL


Do zakończenia budowy wciąż brakuje części środków. Jak można przeczytać na oficjalnej stronie “Ostatni etap, który pozwoli na zakończenie niezbędnych prac budowlanych został wyceniony na 805.000 zł, co pozwoli zakończyć prace przy dolnym dachu, opłacić resztę prac przy tynkach, zainstalować ogrzewanie, drzwi, balustrady (wymagane w projekcie budowlanym), drzwi zewnętrzne i docieplić stropy kościoła.To olbrzymia kwota, ale ufamy, że znajdą się Darczyńcy, którzy pomogą dokończyć budowę tego wotum narodu.”

Przed sanktuarium ma też stanąć figura Matki Bożej Łaskawej, na pamiątkę objawienia się walczącym i uratowanie Polski. Jej uroczyste odsłonięcie i poświęcenie odbędzie się 16 sierpnia. Napisali o niej na swojej stronie twórcy sanktuarium:

Zaszczytem jest dla nas to, że przy sanktuarium stanie figura Matki Bożej Łaskawej, która w kluczowym momencie Bitwy Warszawskiej objawiła się walczącym, a jej obecność tak przeraziła bolszewików, że ugięli się pod polskim natarciem.

Wciąż ważnym jest, by pamiętać o przełomowych momentach w życiu narodu i uczyć o nich kolejne pokolenia. Powstające w Radzyminie sanktuarium niewątpliwie będzie miejscem zarówno modlitwy jak i edukacji.

Osoby, które nie będą mogły przyjechać do Radzymina, mogą uczestniczyć w Mszy Św. dziękczynnej i poświeceniu figury Matki Bożej Łaskawej za pośrednictwem transmisji:

 

Paulina Malczyk

Paulina Malczyk

Uwielbia jazdę pociągami, czarną mocną kawę, wygodne sukienki, sernik, kolor niebieski i pracę z kalendarzem w ręce. W wolnych chwilach czyta książki kucharskie, śpiewa, dyryguje i robi albumy ze zdjęciami. Z wykształcenia manager kultury, z doświadczenia superniania, wieloletnia autorka kulinarnego bloga Lendryggen.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >

Sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej podniesione do godności bazyliki mniejszej

Franciszkański kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Kalwarii Pacławskiej, który jest jednocześnie Sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej, został podniesiony do godności bazyliki mniejszej. Dekret Stolicy Apostolskiej ogłosił abp Adam Szal podczas wieczornej Mszy świętej 13 sierpnia, we wspomnienie liturgiczne Matki Bożej Kalwaryjskiej. – Matka Boża obrała sobie to miejsce, aby tu odbierać cześć – powiedział w homilii metropolita przemyski.

Polub nas na Facebooku!

Podczas homilii abp Szal przypomniał historię powstania tego sanktuarium – jej założyciel Aleksander Maksymilian Fredro miał w czasie polowania zobaczyć jelenia i krzyż między jego porożem. – Matka Boża obrała sobie to miejsce, aby tu odbierać cześć. Możemy powiedzieć, że jest to sanktuarium naszej Pani, która czeka na nas, by słuchać naszych próśb i by nam pomagać – stwierdził.

Zwrócił uwagę na tradycję odprawiania tzw. dróżek Pana Jezusa i Matki Bożej, w czasie których rozważa się różne wydarzenia z Ich życia. – I tak powinno być, bo tajemnice Maryi nabierają szczególnego znaczenia w kontekście życia Pana Jezusa. Maryja trwała zgodnie z wolą Bożą – podkreślił.

Metropolita przemyski wskazał, że dobrze rozumiany kult maryjny trzeba rozważać w kontekście dzieła odkupienia dokonanego na krzyżu. – A Maryja w tym dziele jest szczególną Przewodniczką – zaznaczył.

Odnosząc się do nadania kalwaryjskiemu kościołowi tytułu bazyliki mniejszej, abp przypomniał, że bazylika to Dom Boży. – W kontekście chrześcijańskim bazylika to Dom Króla. Króla, który jest niezwykłym Królem. To dom samego Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Tutaj to dom także Jego Matki – powiedział.

Uroczystościom miał przewodniczyć nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Penacchio, jednak ze względów epidemicznych, nie mógł przyjechać do Kalwarii Pacławskiej. Skierował natomiast list do uczestników liturgii. Podkreślił, że nadanie tego honorowego tytułu ma na celu pogłębienie związku kościoła z biskupem Rzymu i umocnienie w głoszeniu Słowa Bożego i sprawowaniu sakramentów świętych, ale jednocześnie stanowi prawdziwe wyzwanie na przyszłość. „Kościół jako budynek tym bardziej zasługuje na honory, im bardziej przybliża Jezusową obecność w słowie i Eucharystii. Jest to ta obecność, która buduje prawdziwą wspólnotę chrześcijańską, podsyca wiarę, nadzieję, a przede wszystkim miłość między współbraćmi w Chrystusie. Głęboko wierzymy, że tutejsza świątynia będzie spełniać swoje zadanie na miarę godności, do której została wywyższona – napisał.

Mszę koncelebrowali także biskupi pomocniczy archidiecezji przemyskiej: bp Stanisław Jamrozek i bp Krzysztof Chudzio, prowincjał krakowskiej prowincji franciszkanów konwentualnych o. Marian Gołąb oraz kapłani diecezjalni i zakonni.

Kalwaria Pacławska to bardzo mała wioska w województwie podkarpackim. Leży ok. 25 km na południe od Przemyśla. Jej założycielem był hrabia Andrzej Maksymilian Fredro. Powstała z myślą upowszechniania kultu Męki Pańskiej, ale z czasem – ze względu na słynący łaskami obraz – stało się ważnym miejscem czci wobec Matki Bożej. Najwięcej pielgrzymów gromadzi Wielki Odpust Kalwaryjski ku czci Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Odbywa się on od 11 do 15 sierpnia.

KAI/kh

W niedzielę otwórzmy serca dla Bejrutu

Rośnie tragiczny bilans eksplozji chemikaliów w stolicy Libanu, do której doszło 4 sierpnia. Potwierdzono już ponad 200 ofiar śmiertelnych, doraźnej pomocy nadal potrzebują mieszkańcy miasta, którzy stracili dach nad głową. W najbliższą niedzielę, 16 sierpnia, swoją solidarność z poszkodowanymi w wyniku wybuchu będzie można wyrazić poprzez udział w zbiórce pieniędzy na ich rzecz, która zostanie przeprowadzona pod kościołami w całej Polsce.

Polub nas na Facebooku!

Zniszczone domy mieszkalne, szpitale i szkoły. Ulice pokryte szkłem z okien wybitych przez wybuch, kolejki do namiotów z pomocą żywnościową – to codzienność dotkniętych skutkami ubiegłotygodniowej katastrofy dzielnic dwumilionowego Bejrutu. W wyniku eksplozji w bejruckim porcie uszkodzeniu uległy m.in. silosy zbożowe; szacuje się, że zapasy mąki dla Libanu wystarczą zaledwie na sześć tygodni.

– Dziesiątki zaginionych, tysiące rannych, setki tysięcy ludzi straciło domy – wszyscy są tu wstrząśnięci tym, co się stało. A wszystko to dzieje się w czasie, gdy Libańczycy stawiają czoła wyzwaniom związanym z załamaniem gospodarki. Obecnie bezsilność doprowadziła do jeszcze większej destabilizacji. Ludzie wyszli na ulice i pomimo że kilka dni temu doszło do rezygnacji rządu, w różnych częściach miasta nadal trwają demonstracje. Jednocześnie potrzeby wciąż są ogromne: brakuje żywności, lekarstw, środków ochronnych – bo przecież Libanu nie ominęła epidemia koronawirusa, która dotknęła inne kraje – donosi z Bejrutu Anna Pilaszek, wysłanniczka Caritas Polska.

– Nasza reakcja na ten kryzys musi być błyskawiczna i zdecydowana. Już przekazaliśmy Caritas Liban, której wolontariusze niosą pomoc na miejscu, 100 tys. zł z własnych środków. Wpływy ze zbiórki, którą uruchomiliśmy 5 sierpnia, przekroczyły 550 tys. zł. Koszty zakupu żywności, środków medycznych, a także pomocy ludziom, którzy stracili dach nad głową, są jednak olbrzymie. Dlatego bardzo liczymy na ofiarność Polaków w niedzielę (16 sierpnia), która w myśl apelu apb. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, będzie dniem solidarności z mieszkańcami Bejrutu – przypomina ks. Marcin Iżycki, dyrektor Caritas Polska.

Środki zebrane podczas niedzielnej kwesty pod kościołami zostaną za pośrednictwem Caritas Polska przekazane na rzecz poszkodowanych na skutek wybuchu w Bejrucie. Pomóc można również dokonując wpłaty na konto, przekazując darowiznę za pomocą strony internetowej lub wysyłając charytatywnego sms-a.

Jak wesprzeć mieszkańców Bejrutu?

• Dokonując wpłaty na stronie caritas.pl/Bejrut

• Wpłacając dowolną kwotę na konto nr 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384 (tytuł wpłaty: BEJRUT)

• Wysyłając SMS o treści BEJRUT pod numer 72052 (koszt 2,46 zł)

***

Caritas to największa organizacja dobroczynna w Polsce. Pomaga setkom tysięcy potrzebujących w kraju i za granicą. Struktura Caritas w Polsce składa się z Caritas Polska, która pełni funkcję koordynatora projektów ogólnopolskich i zagranicznych oraz z 44 Caritas diecezjalnych, które niosą bezpośrednią pomoc potrzebującym. Caritas Polska od trzech lat dynamicznie zwiększa skalę działania. W 2019 roku jej wydatki na działalność dobroczynną przekroczyły rekordowy pułap 100 milionów złotych. W tym roku obchodzimy 30-lecie działalności Caritas w Polsce. Organizacja jest częścią sieci Caritas Internationalis i Caritas Europa.

KAI

100 rocznica Bitwy Warszawskiej. Program obchodów

Obchody 100 rocznicy Bitwy Warszawskiej rozpoczęły się w czwartek 13 sierpnia Mszą św. pod przewodnictwem kard. Kazimierza Nycza w kościele konkatedralnym Matki Bożej Zwycięskiej w diecezji warszawsko-praskiej. W ramach obchodów rocznicowych zaplanowano liczne Msze święte, ale również pikniki wojskowe oraz koncerty.

Polub nas na Facebooku!

14 sierpnia

14 sierpnia o godz. 18.00 ulicami Starego Miasta w Warszawie przejdzie procesja z Figurą Matki Bożej Łaskawej. O godz. 19.00 rozpocznie się Msza Święta w sanktuarium MB Łaskawej z poświęceniem Buławy Hetmańskiej i udekorowaniem nią MB Łaskawej. Przewodniczyć będzie abp. Stanisław Gądecki. Obecny ma być Prezydent RP. Buławę wykonała gdańska pracownia Drapikowski Studio.

Następnie, o godz. 20.15 odbędzie się koncert okolicznościowy.

Z kolei w katedrze pw. św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika o godz. 18.00 zostanie odprawiona Msza św., po której zostaną złożone kwiaty pod pomnikiem ks. Ignacego Skorupki.

W Wólce Radzymińskiej o godz. 17.00 Marek Solarczyk odprawi Mszę św. przy pomniku na miejscu bitwy i ukazania się Matki Bożej. >TRANSMISJA

 

15 sierpnia

Natomiast 15 sierpnia abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, odprawi o godz. 9.30 Mszę św. na terenie Cmentarza Bohaterów 1920 roku w Ossowie. >TRANSMISJA

O tej samej godzinie biskup polowy Józef Guzdek odprawi Mszę św. w katedrze polowej Wojska Polskiego w intencji polskich sił zbrojnych, weteranów walk o niepodległość Polski, polskich żołnierzy poległych na frontach wojen oraz na służbie na całym świecie. W uroczystej Eucharystii z okazji Święta Wojska Polskiego i uroczystości Wniebowzięcia NMP wezmą udział najwyższe władze państwowe z prezydentem RP Andrzejem Dudą. W tym dniu okolicznościowe Msze święte sprawowane będą także w kościołach garnizonowych w całej Polsce.

W parafii Matki Bożej Zwycięskiej (ul. Grzybowa 1), o godz. 13.00 zostanie odprawiona Msza św. pod przewodnictwem biskupa pomocniczego diecezji warszawski-praskiej Marka Solarczyka, połączona z poświęceniem tablicy upamiętniającej 100. rocznicę Cudu nad Wisłą. Następnie planowany jest koncert patriotyczny w wykonaniu Orkiestry Victoria.

Mszy św. sprawowanej o godz. 17.00 na Cmentarzu Żołnierzy Polskich 1920 r. w Radzyminie będzie przewodniczył metropolita gnieźnieński, prymas Polski, abp Wojciech Polak. >TRANSMISJA. O godz. 21.00 zostanie odprawiony Apel Poległych, po czym zostaną złożone wieńce.

O godz. 21.00 w parafii św. Jana Pawła II (ul. Słowackiego 58) Mszy św. przewodniczyć będzie biskup pomocniczy diecezji łowickiej Wojciech Osial. Od godz. 22.30 do 6.00 potrwa nocne czuwanie modlitewne. >TRANSMISJA

Tego dnia w godz. 12:00-18:00 w Ossowie na polu corocznej rekonstrukcji zaplanowano również piknik wojskowy, a w godz. 12:00-16:00 piknik historyczny przy Samorządowej Instytucji Kultury “Wrota Bitwy Warszawskiej”.

O godz. 20:30 w Radzyminie w Parku Eleonory Czartoryskiej odbędzie się koncert kameralny Piotra Rubika.

 

16 sierpnia

Dzień później, 16 sierpnia o godz. 12.00 w parafii św. Jana Pawła II (ul. Słowackiego 58) w Radzyminie biskup warszawsko-praski Romuald Kamiński odprawi Mszę św. oraz poświęci figurę Matki Bożej Łaskawej. >TRANSMISJA

Natomiast o 10:00 zaplanowano apel pamięci w asyście Kompanii Honorowej Wojska Polskiego na Cmentarzu Poległych Bohaterów 1920.

Tego samego dnia w parafii św. Brata Alberta Warszawie-Wesołej (ul. Szeroka 2) o godz. 18.00 zostanie odprawiona Msza św. dziękczynna w intencji Ojczyzny w ramach Ogólnopolskich Obchodów 100-lecia Bitwy Warszawskiej oraz 100. rocznicy urodzin Papieża Polaka św. Jana Pawła II.

Następnie odbędzie się jubileuszowy koncert „Urodzeni do wolności” oparty m.in. na filozoficzno-religijnych rozważaniach św. Jana Pawła II na temat odpowiedzialnej wolności w życiu jednostki i narodu. Wystąpią znani artyści polscy oraz artyści Teatru Wielkiego. Koncert przygotowany został przez Parafię we współpracy z Narodowym Centrum Kultury w ramach Ogólnopolskich Obchodów 100-lecia Bitwy Warszawskiej. Transmitowany będzie przez TVP.

W Mińsku Mazowieckim w godz. 10:00-15:00 można wziąć udział w pikniku historycznym przy Miejskim Domu Kultury, natomiast w Radzyminie w godz. 15:00-18:00 w pikniku militarnym przy Sanktuarium św. Jana Pawła II, a o 16:00 w modlitwie uwielbienia “Pod Twym płaszczem ukryj nas, Maryjo”, którą poprowadzi grupa “Coraz Bliżej” i ks. Andrzej Daniewicz SAC.

 

17 sierpnia

Obchody 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej zakończą się 17 sierpnia. W tym dniu w Mińsku Mazowieckim przed obrazem Matki Bożej Anielskiej (Hallerowskiej), w kościele Narodzenia Najświętszej Marii Panny przy ul. Kościelnej 1) Mszy św. o godz. 18.00 będzie przewodniczył Nuncjusz Apostolski w Polsce, abp Salvatore Pennacchio. >TRANSMISJA

 

Uroczystości związane ze 100 rocznicą Bitwy Warszawskiej odbędą się także w innych diecezjach

Metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda będzie przewodniczyć 15 sierpnia o godz. 11.00 w katedrze w Białymstoku uroczystej Mszy św. w intencji Ojczyzny oraz Wojska Polskiego w 100. rocznicę Cudu nad Wisłą.

Dzień później wierni archidiecezji białostockiej uczczą także setną rocznicę Bitwy Białostockiej, stoczonej 22 sierpnia 1920 roku w ramach wojny polsko-bolszewickiej. W programie uroczystości jest m.in. Msza św. o godz. 18.00 w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku, godzinę później procesja modlitewna z flagami narodowymi do Krzyża – pomnika przy ul. Gen. S. Maczka, następnie (godz. 20.00) w intencji Ojczyzny i pomordowanych mieszkańców Białegostoku przy Krzyżu-Pomniku (Czciciele Miłosierdzia Bożego). Obchody zakończy koncert pieśni patriotycznych w wykonaniu Chóru Parafialnego „Omni Die” i Chóru Dziecięcego „Passeres Dei” z Parafii pw. św. Kazimierza.

Bogaty program obchodów przewidziano w diecezji płockiej. Będzie to m.in. Eucharystia w intencji Ojczyzny w bazylice katedralnej pod przewodnictwem biskupa płockiego Piotra Libery, odsłonięcie tablicy pamiątkowej 3. Pułku Szwoleżerów Mazowieckich im. płk. Jana Kozietulskiego i plener artystyczny Obrony Płocka 1920 roku.

Uroczystości, związane także z 100. rocznicą obrony Płocka przed bolszewikami i w Święto Wojska Polskiego, rozpoczną się 15 sierpnia o godz. 9.30 złożeniem kwiatów przed pomnikami Marszałka Józefa Piłsudskiego, Władysława Broniewskiego (żołnierza Legionów Polskich) i kolumną Zwycięskich Obrońców Płocka w 1920 r. na Placu Narutowicza.

W diecezji radomskiej wierni będą upamiętniać 100 rocznicę zwycięstwa nad bolszewikami już 14 sierpnia. Ośrodek Kultury i Sztuki “Resursa Obywatelska” zaprasza na godz. 18.00 na podwójny seans filmowy: niemy film Ryszarda Bolesławskiego “Cud nad Wisłą” z 1921 r., zrealizowany na zamówienie ówczesnego Wydziału Propagandy Ministerstwa Spraw Wojskowych oraz film przygotowany przez samą “Resursę” – “Twoje życie za moje życie” (reż. Elwira Dzikowska) opowiadający o radomskiej bohaterce wojny polsko-bolszewickiej Teresie Grudzińskiej, polskiej sanitariuszce, pośmiertnie odznaczonej Orderem Virtuti Militari.

15 sierpnia o godz. 12.00 w kościele garnizonowym odprawiona zostanie uroczysta Msza św. w intencji Ojczyzny i Wojska Polskiego pod przewodnictwem bp. Piotra Turzyńskiego. W godz. 13.00-14.00 w kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Orońsku odbędzie się koncert organowy z okazji 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej.

Również na Jasnej Górze w duchu wielkiego dziękczynienia za Cud nad Wisłą przebiegnie tegoroczna uroczystość Wniebowzięcia NMP. Przeor jasnogórskiego klasztoru o. Samuel Pacholski przypomniał, że losy bitwy polsko-bolszewickiej bardzo mocno wpisane są w pielgrzymią modlitwę w sanktuarium.

Sto lat temu – zaznaczył – na Jasnej Górze trwała przede wszystkim wielka modlitwa pielgrzymów, biskupów, dowódców, żołnierzy, a wreszcie samego naczelnika państwa. Stąd też kierowane były specjalne odezwy do narodu i zachęta do walki w obronie wiary i Ojczyzny, stad płynęło przekonanie i przypomnienie, że na Jasnej Górze „każdy kamień głosi cuda – Maryjnej – nad Narodem naszym opieki”.

Już 27 lipca 1920 r. przed obrazem Matki Bożej, po uroczystej Mszy św. ofiarowano zagrożoną najazdem bolszewickim Polskę Sercu Jezusowemu a następnego dnia oddano Rzeczpospolitą pieczy Królowej Korony Polskiej. Biskupi właśnie z Jasnej Góry skierowali pasterską odezwę do wiernych. Odrębne pisma rozesłali ojcowie paulini, którzy wspominając osobę o. Augustyna Kordeckiego, wzywali do obrony Ojczyzny i zachęcali do wielkiego zawierzenia Jasnogórskiej Królowej.

***

Bitwa Warszawska – decydująca bitwa wojny polsko-bolszewickiej – rozegrała się w dniach 13-25 sierpnia 1920 r. na przedpolach Warszawy. Jest określana mianem “cudu nad Wisłą” i uznawana za jedną z najważniejszych bitew w historii świata. Bitwa zadecydowała o zachowaniu przez Polskę dopiero co zdobytej niepodległości i zatrzymała rozprzestrzenienie się rewolucji bolszewickiej na Europę Zachodnią. Wojska Polskie działały pod wodzą marszałka Józefa Piłsudskiego.

W wyniku walk po stronie polskiej zginęło ok. 4,5 tys. żołnierzy, a 22 tys. zostało rannych zaś 10 tys. zaginęło. Zgodnie z szacunkami straty bolszewickie wyniosły 25 tys. poległych lub ciężko rannych. 60 tys. trafiło do polskiej niewoli a 45 tys. zostało internowanych przez Niemców.

KAI/kh

MUZYKA

Dokładnie 5 lat temu poznaliśmy niemaGOtu i “Nie mądrość”

14 sierpnia 2015 roku, zespół niemaGOtu opublikował na YouTube swój pierwszy kawałek. Dziś "Nie mądrość" ma już prawie 5 mln wyświetleń i nie było koncertu, na którym ten utwór nie zostałby nagrany.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nie mądrość świata tego…

Zespół niemaGOtu powstał w 2015 roku, kiedy opracowany przez jego członków utwór “Błogosławieni miłosierni” został wybrany Hymnem Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016. W sierpniu 2015 roku opublikowali na swoim kanale pierwszy utwór, “Nie mądrość” [Marana Tha”. – 5 lat tej piosenki to w zasadzie 5 lat niemaGOtu. To było nasze pierwsze wystąpienie – zauważa Kuba Blycharz, inicjator powstania zespołu i kompozytor piosenek niemaGOtu. Zapytany, dlaczego właśnie “Marana Tha” została wybrana jako pierwsza, mówi, że ta piosenka powstała jako utwór programowy zespołu i takim pozostaje do dziś. – Tą piosenką pokazaliśmy się światu i chcieliśmy nie tylko przez tekst, ale też przez sposób wykonania przedstawić się jako zespół. Bezkompromisowość, biblijny tekst i śpiew pozbawiony kompromisu, stanowcza, krzycząca wręcz ze zdecydowaniem Ola i chór, który w tle skanduje Bożą chwałę – o to chodziło i nadal chodzi w niemaGOtu – mówi Kuba Blycharz. – Nasza mowa ma być “tak, tak, nie, nie”. My zaczęliśmy od “nie” – niemaGOtu, nie mądrość. Chcemy być znakiem sprzeciwu – dodaje.

 

…lecz Pana ukrzyżowanego głosimy…

“Nie mądrość” zyskała popularność, szybko stając się hitem na polskiej chrześcijańskiej scenie muzycznej. Jak zauważa jednak wokalistka niemaGOtu, Ola Maciejewska, na początku pojawiały się głosy, że to “nie bardzo wypada tak tańczyć do takiej poważnej piosenki, która mówi o krzyżu, o śmierci”. Wyjaśnia jednak, że przez tę piosenkę można zobaczyć, że “krzyż jest dla chrześcijan znakiem radosnym, znakiem nadziei, bo to jest znak zbawienia”. – Wydaje mi się, że ludzie to czują, że to właśnie jest chrześcijaństwo: nie wór pokutny, tylko zwycięstwo krzyża – mówi Ola Maciejewska.

Kiedy “Nie mądrość” czyli inaczej “Marana Tha” pojawiła się na YouTube, zespół niemaGOtu był jeszcze grupą enigmatyczną. – Nigdzie nie napisaliśmy, że to są ludzie od Hymnu ŚDM, więc mało kto mógł nas kojarzyć. To pokazuje siłę tego utworu – mówi Ola Maciejewska i przyznaje też, że była zaskoczona, jak szeroko poniosła się ta piosenka. – Po kilku godzinach od publikacji było już kilka tysięcy wyświetleń, a wieczorem tego dnia kilkadziesiąt. Na Facebooku ta piosenka była udostępniana wszędzie. A my nie planowaliśmy jej żadnej promocji, nikogo nie prosiliśmy o nagłaśnianie, ludzie sami to udostępniali, bo ich to poruszyło – wspomina wokalistka. Jak mówi to był ich pierwszy utwór, pierwszy teledysk i zupełnie nie zakładali tak szerokiego odbioru.

 

…aż przyjdzie znów.

Skąd w sierpniu adwentowe wołanie “Marana Tha”? Jak zauważa Kuba Blycharz, na pierwszej płycie zespołu znalazło się kilka piosenek o takim adwentowym charakterze. – Kiedy powstawała ta piosenka, wezwanie „Marana tha” powstało na koniec, kiedy już była gotowa piosenka. To wołanie to tęsknota, która wypływa z poczucia, że dopóki Jezus nie wróci, dopóty z wieloma rzeczami będziemy się zmagać, bo pewne rzeczy ze świata może wyrguować tylko Jego ponowne przyjście – mówi Kuba Blycharz. Wyjaśnia też, że nie chodzi o tęsknotę za zwyczajnym końcem świata, ale za bliższym poznaniem Boga. – Same słowa tego wezwania można też w ogóle rozumieć na dwa sposoby. “Marana Tha” to “Przyjdź Panie”, a “maran atha” to “Nasz Pan przyszedł”. Ta dwuznaczność jest podwójnie prawdziwa – wyjaśnia kompozytor.

Kuba Blycharz przyznaje też, że nadal jest to jego ulubiona piosenka zespołu i że bogactwo jej treści jest darem do ciągłego odkrywania. – Ta piosenka programuje widzów i nas, śpiewających. Jest tu mowa o zmartwychwstaniu, nowym sercu z ciała, o Eucharystii, o chrzcie w Duchu Świętym. Jest też proklamacja krzyża i deklaracja naszej odpowiedzialności za niego. Nie w znaczeniu “Panie Jezu, jesteś taki biedny, bo umarłeś za nas”, ale w takim, że w Nim rozpoznajemy ofiarę za nas samych, osobiście. Jest tu też zapewnienie o zbawieniu, o tym, że jesteśmy w nim zanurzeni – wymienia autor piosenki.

 

 

Dziś niemaGOtu występuje w całej Polsce (i nie tylko) i nie ma koncertu, na którym nie zaśpiewaliby właśnie tej piosenki. – Zaraz po hymnie to nasz najbardziej topowy utwór. Ja się cieszę i muszę przyznać, że on mi się w ogóle nie nudzi, zawsze śpiewam go z radością – przyznaje Ola Maciejewska.

Na swoim fanpage’u zespół napisał dziś także o swoim jubileuszu, a fani piszą pod postem urodzinowe życzenia.

 

W naszym pierwszym fejsbukowym poście pisaliśmy tak:<<Uwaga, uwaga! Chodzą pogłoski, że na maturze z religii pojawić…

Opublikowany przez niemaGOtu Piątek, 14 sierpnia 2020

 

os/Stacja7

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
TEMAT NUMERU

Wygraliśmy dzięki jedności i modlitwie

Czy da się to powtórzyć? Czy jesteśmy w stanie wygrać nasze bitwy jednością i modlitwą?

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W 1920 nasze zjednoczenie i modlitwa poprowadziły przywódców Bitwy Warszawskiej do zwycięstwa. O co toczyła się walka? Oczywiście Polacy walczyli o wolność ale także o ocalenie nas, naszych rodzin, Polski i Europy od zalewu komunistycznego ateizmu. “Bitwa Warszawska była tak wielkim zwycięstwem polskich wojsk, że nie dało się go wytłumaczyć w sposób czysto naturalny i dlatego zostało nazwane Cudem nad Wisłą” – jak powiedział Jan Paweł II podczas homilii w 1999 r.

 

Jak wyglądał czas tuż przed decydującą bitwą? Jak się do niej duchowo przygotowywano?

W lipcu 1920 roku na Jasnej Górze zebrał się episkopat Polski i poświęcił cały polski naród Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Matce Bożej Królowej Polski. Od 7 sierpnia trwała Wielka Nowenna Pokutna. Tysiące pielgrzymów leżąc krzyżem pod jasnogórskim szczytem, wypraszało Matkę Jasnogórską o ratunek dla Ojczyzny. Biskupi wysyłali apele do księży, by trwali na swoich “stanowiskach”. Każda diecezja skierowała do wojska swoich kapłanów, by w okopach pokrzepiali duchowo żołnierzy, w sumie w szeregach wojska stanęło aż 500 kapelanów.  8 sierpnia na ulice stolicy wyszło 100 tysięcy warszawiaków w procesji z relikwiami bł. Andrzeja Boboli oraz bł. Andrzeja z Gielniowa, prosząc o pomoc i wsparcie, o ratunek dla Polski.

Polacy jednoczyli się na modlitwie. Dowódcy przygotowywali do walk i apelowali do duchownych o wsparcie modlitewne. Duchowni wspólnie z ludem trwali na modlitwie. I tylko w taki sposób to się udało. Wszystko ponad podziałami. Wtedy wiedzieliśmy (nasi przodkowie wiedzieli) kim jest wróg i przed czym się bronimy. Biskupi zwracali się do ludzi słowami: “„wróg tym groźniejszy, bo łączy okrucieństwo i żądzę niszczenia z nienawiścią wszelkiej kultury, szczególnie zaś chrześcijaństwa i Kościoła…, za jego stopami pojawiają się mordy i rzezie, ślady jego znaczą palące się wsie, wioski i miasta, lecz nade wszystko ściga on w swej ślepej zapamiętałej zawiści wszelkie zdrowe związki społeczne, każdy zaczyn prawdziwej oświaty, każdy ustrój zdrowy, religię wszelką i Kościół”.

W społeczeństwie była ogromna świadomość, że wraz z wolnością stracimy o wiele więcej, możemy stracić ducha.chrześcijańskiego, że o to toczy się ta walka.

Dlatego “Oficerowie i żołnierze, mieszczanie i chłopi, wykształceni i prości – stawali w obronie Ojczyzny. To była jedność w różnorodności, bo przecież oni byli różni. Kościół cały był z nimi, tworząc zaplecze modlitwy” – jak przypomniał wczoraj w swojej homilii kard. Nycz. 

Wyrzekliśmy się sporów by bronić Ojczyzny. Dzięki jedności i sile wiary udało się ocalić dusze. Dziś świętujemy 100-lecie tych wydarzeń. Kto wie, czy Wielka Nowenna Pokutna nie jest nam dziś potrzebna jeszcze bardziej. Każdy z nas z okazji tej rocznicy może odprawić swoją własną Nowennę, w podziękowaniu za to, że 100 lat temu przez naszych przodków zostaliśmy ochronieni i z prośbą o to, byśmy umieli z tego dziedzictwa mądrze korzystać.

 

Cześć i chwała Bohaterom!

Boże błogosław Polsce!

Zapraszam do wydania z okazji 100-lecia “Cudu nad Wisłą”!

 

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Zobacz inne artykuły tego autora >

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Wirtualna opowieść o Bitwie Warszawskiej

Bitwę Warszawską uznaje się za jedną z najważniejszych w dziejach świata. Jej stawką była wolność Europy, natomiast z polskiego punktu widzenia zachowanie odzyskanej po latach niewoli państwowości. Kancelaria Sejmu przygotowała z okazji 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej specjalną galerię na platformie Google Arts & Culture, dzięki której można prześledzić historię związaną z wojną polsko-bolszewicką oraz zapoznać się z jej parlamentarnym wymiarem.

Polub nas na Facebooku!

Wirtualna ekspozycja składa się z 4 części. Prezentują one: przebieg działań zbrojnych, funkcjonowanie Rady Obrony Państwa i Rządu Obrony Narodowej, indywidualne zaangażowanie posłów na Sejm Ustawodawczy w wydarzenia roku 1920 oraz negocjacje pokojowe i odbudowę zniszczonego wojną kraju.

Wirtualna wystawa to blisko 80 unikatowych reprodukcji historycznych. Wśród nich jest nawet stworzona pierwszy raz w historii animacja 3D buławy marszałka Józefa Piłsudskiego a także animacje map. Na potrzeby ekspozycji przygotowano m.in. animacje ilustrujące walkę o granice Rzeczypospolitej, przebieg frontu i przebieg granicy ustalonej w Rydze. Wykonano także tableau pokazujące skład Rady Obrony Państwa.

Znaczna część obiektów, które można zobaczyć, pochodzi ze zbiorów Biblioteki Sejmowej. Są to m.in. plakaty nawołujące do wstępowania do Armii Ochotniczej, dokumenty urzędowe, legitymacje poselskie czy popiersie premiera Wincentego Witosa. Warto zaznaczyć, że w zbiorach Biblioteki Sejmowej znajduje się ponad 1000 obiektów muzealnych związanych z działalnością Sejmu Ustawodawczego, z czego aż blisko 100 dotyczy wydarzeń roku 1920.

Ekspozycja prezentowana jest w 4 językach (polskim, angielskim francuskim i niemieckim). Nadzór naukowy nad przedsięwzięciem sprawował prof. Grzegorz Nowik.

Google Arts & Culture to platforma stworzona w 2011 r., na której zbiory udostępnia ponad 2 tys. muzeów z całego świata. Google Arts & Culture buduje technologie które zapewniają darmowy dostęp do sztuki dla każdego, niezależnie od miejsca zamieszkania. Swoje zbiory na platformie prezentują światowej sławy muzea tj. Tate z Londynu, Metropolitan Museum of Art z Nowego Jorku, Musée d’Orsay z Paryża czy Galeria Uffizi z Florencji. Sejm dołączył do GAC w 2018 r. jako 3 instytucja w Polsce po Muzeum w Wilanowie i Muzeum Sztuki w Łodzi. Swoje zbiory na GAC prezentuje zaledwie 8 parlamentów, w tym brytyjski parlament.

Wystawę można obejrzeć tutaj.

 

os, KAI/Stacja7

 

“Naśladuj Chrystusa – kochaj i służ”. Św. Maksymilian Kolbe

Kiedy miał 12 lat, ukazała mu się Najświętsza Maryja Panna, trzymająca w rękach dwie korony: białą i czerwoną. Pierwsza symbolizowała czystość, druga męczeństwo. Matka Boża zapytała, którą wybiera. Odpowiedział, że obie.

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Działo się to w jego parafialnym kościele w Pabianicach. Rok później młody Kolbe wstąpił do niższego seminarium Braci Mniejszych Konwentualnych we Lwowie i przyjął imię Maksymilian.

Fr.Maximilian_Kolbe_1939

Święty Maksymilian Maria Kolbe w 1939 roku

Studia kończył w Rzymie, gdzie po raz pierwszy zetknął się z masońskimi demonstracjami, które odbywały się pod sztandarem Lucyfera gromiącego Michała Archanioła.

Przekonany, że zaczęła się „Era Niepokalanej”, w której zgodnie z proroctwem zawartym w Księdze Rodzaju – to Ona zmiażdży głowę węża – założył Niepokalanów – olbrzymi i nowoczesny kompleks klasztorny w Teresinie pod Warszawą, wydawnictwo i rozgłośnię radiową. W planach miał również budowę lotniska oraz wytwórni filmowej.

W 1930 roku ojciec Maksymilian Kolbe wyjechał na Daleki Wschód. Trafił też do Nagasaki i tam zaczął wydawać pismo „Rycerz Niepokalanej” (dzisiaj jest to jedno z najbardziej nakładowych czasopism religijnych w Polsce). Przed wybuchem drugiej wojny światowej krajowy nakład tego periodyku wynosił 750 tysięcy, a czasem milion egzemplarzy.

Podczas pobytu w Japonii ojciec Maksymilian Kolbe zdobył ogromne doświadczenie wydawnicze, edytorskie i duchowe. Tam też udało mu się wybudować klasztor-miasto o nazwie Ogród Niepokalanej (Mugenzai no Sono), gdzie zorganizował nową wspólnotę franciszkańską.

Miał też plan założyć inne Miasta Niepokalanej w równie egzotycznych częściach świata, jednak zmuszony był wrócić do kraju, aby pokierować największym wówczas klasztorem na świecie, zrzeszającym blisko 700 braci i kandydatów do zakonu.

Kiedy po wybuchu II Wojny Światowej większość mieszkańców klasztoru zmuszona została na skutek prześladowań do opuszczenia Niepokalanowa, w jego murach schronili się uciekinierzy, rebelianci, ranni i bezrobotni – także ci, pochodzenia żydowskiego. Ta postawa ojca Maksymiliana i franciszkanów mieszkających w Niepokalanowie wywołała konflikt z nową władzą, nasiliły się przesłuchiwania. Ojciec Maksymilian kilka razy przebywał w więzieniu. Ostatni raz zabrano go 17 lutego 1941, zdążył powiedzieć tylko: „Idę służyć Niepokalanej w innym obozie pracy”.

Przesłuchiwano go na Pawiaku, a w maju przewieziono do Oświęcimia, gdzie otrzymał numer 16670. Pod koniec lipca na jednym z obozowych apeli zgłosił się, by pójść na śmierć w zamian za jednego z współwięźniów, Franciszka Gajowniczka. W celi śmierci przebywał kilkanaście dni. Zmarł dobity zastrzykiem trucizny 14 sierpnia 1941 r. W czasie gdy był w obozie, zdołał wysłać jeden list do swojej matki:

Moja Kochana Mamo, Pod koniec miesiąca maja przyjechałem z transportem do obozu w Oświęcimiu. U mnie jest wszystko dobrze. Kochana Mamo, bądź spokojna o mnie i o moje zdrowie, gdyż dobry Bóg jest na każdym miejscu i z wielką miłością pamięta o wszystkich i o wszystkim. Byłoby dobrze przed moim następnym listem nie pisać do mnie, ponieważ nie wiem, jak długo tu pozostanę. Z serdecznymi pozdrowieniami i pocałunkami. Rajmund Kolbe.

W 1982 roku papież Jan Paweł II ogłosił go świętym. Odwiedzając Oświęcim papież powiedział o nim, że “odniósł duchowe zwycięstwo, podobne do zwycięstwa samego Chrystusa, oddając się dobrowolnie na śmierć w bunkrze głodu – za brata”.

 

Kilka motywacyjnych myśli św. Maksymiliana

● Choćbyśmy się najwięcej trudzili i zamęczali – niewiele zrobimy, jeżeli nie damy dobrego przykładu.

● Co chwila bądź lepszy. Teraz czas drogi.

● Dobrze spełniać to co ode mnie zależy, a dobrze znosić to, co ode mnie nie zależy – oto jest cała doskonałość i źródło prawdziwego szczęścia na świecie.

● Kolana, a nie rozum albo pióro, dają owoc w pracy, kazaniach, książkach.

● Miłość nie spoczywa, ale rozszerza się jak ogień, który pożera wszystko.

● Modlitwa i samotność czynią człowieka świętym.

● Modlitwą wszystko (prawdziwie pożyteczne) na pewno otrzymasz. Ale natrętnie, stale módl się; z coraz większą żarliwością. A Pan Bóg przez cię będzie cuda wykonywał.

● Módl się nie więcej, ale lepiej i ufaj.

● Największa ofiara – to ofiara z własnej woli.

● Napoleon powiedział: by wygrać wojnę, potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy, pieniędzy. By zdobyć niebo, świętość potrzeba też trzech rzeczy – modlitwy, modlitwy, modlitwy. Od jakości modlitwy zależy wszystko.

● Naśladuj Chrystusa – kochaj i służ.

● Nie zmogą nas te cierpienia, tylko przetopią i zahartują. Wielkich potrzeba ofiar naszych, aby okupić szczęście i pokojowe życie tych, co po nas będą.

● Pan Bóg nie mierzy modlitwy na metry i jej wartość wcale nie zależy od ilości odmawianych różańców czy koronek. Istotę modlitwy stanowi wzniesienie myśli i duszy do Boga.

● Skupienie jest początkiem nawrócenia.

● Tylko miłość jest twórcza.

● Upomnienie jest aktem miłości. Przyjmuj je z wdzięcznością.

● Wiedza nadyma i o tyle jest pożyteczna, o ile służy miłości.

● Wierzyć – to oświetlać to, co ukryte.

● Wszystko się skończy więc i cierpienia się skończą. Droga chwały, to droga krzyża. Matka Najświętsza z nami, Ona nam zawsze pomaga.

● Z ufnością czyń, co masz czynić, nie wdając się w sprawy innych; tak uzyskasz o wiele więcej czasu do wypełniania własnych obowiązków.

● Źródłem pokoju jest zdać się na wolę Bożą: robić, co jest w naszej mocy, resztę zostawić staraniu Bożej Opatrzności i zaufać jak dziecko Matce swej najlepszej.

● Żadnej prawdy nikt nie może zmienić – może tylko szukać jej, znaleźć ją i uznać, by do niej życie dostosować.

 

Modlitwa za wstawiennictwem świętego Maksymiliana:

Święty Maksymilianie Mario, najwierniejszy naśladowco biedaczyny z Asyżu, który rozpalony miłością Bożą przemierzyłeś życie nieprzerwanie praktykując cnoty heroiczne i wypełniając święte dzieła apostolatu, skieruj swój wzrok na nas, Twoich czcicieli, którzy powierzamy się Twemu wstawiennictwu.

Ty, który oświecony światłem Dziewicy Niepokalanej, pociągnąłeś niezliczone dusze ku ideałom świętości, wzywając je do każdej formy apostolatu, by zatryumfowało dobro i rozszerzało się Królestwo Boże, uproś nam światło i siły do czynienia dobra i pociągnięcia licznych dusz do miłości Chrystusa.

Ty, który w doskonałym zespoleniu z Boskim Zbawicielem, osiągnąłeś tak wysoki stopień miłości, że ofiarowałeś we wzniosłym świadectwie miłości, własne życie dla ocalenia życia brata – więźnia, wybłagaj nam u Pana łaskę, o którą żarliwie Cię prosimy… Ożywieni tym samym zapałem miłości, możemy także my, poprzez wiarę i czyny, świadczyć o Chrystusie naszym braciom, by wraz z Tobą dojść do uświęcającego posiadania Boga w świetle chwały. Amen.

 


Więcej o świętych poczytaj w kategorii “Święci”.


 

Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB “Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie”.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Kard. Nycz: jesteśmy dłużnikami dowódców i żołnierzy Bitwy Warszawskiej

- Jesteśmy tu dziś w imię długu wdzięczności za ocalenie Warszawy, Polski, Europy i świata przed nawałą ateistycznego komunizmu - mówił kard. Kazimierz Nycz w konkatedrze Matki Bożej Zwycięskiej w Warszawie. Metropolita warszawski przewodniczył tam Mszy św. inaugurującej obchody 100 rocznicy Bitwy Warszawskiej.

Polub nas na Facebooku!

Uroczystą Eucharystię koncelebrowali biskup warszawsko-praski Romuald Kamiński oraz biskup pomocniczy tej diecezji Marek Solarczyk. Do świątyni przybyli przedstawiciele władz państwowych, w tym rządu i parlamentu, delegacja władz samorządowych, alumni, osoby życia konsekrowanego, przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń katolickich oraz harcerze.

We wstępie do liturgii bp Kamiński przypomniał krótko okoliczności wyruszenia sto lat temu ks. Ignacego Skorupki i młodych ochotników polskiej armii z kaplicy pw. Bożego Ciała na starym cmentarzu kamionkowskim, gdzie dziś stoi konkatedra pw. Matki Bożej Zwycięskiej, na front walki z bolszewikami.

– Dzisiaj w tej świątyni będącej wotum dziękczynnym za Cud nad Wisłą pragniemy z głębi naszych serc wypowiedzieć Bogu i Matce Zbawiciela nasze dziękczynienie i uwielbienie. Bohaterom tamtych dni oddajemy należny szacunek i pamięć w modlitwie – powiedział ordynariusz warszawsko-praski.

W homilii kard. Nycz przypomniał, że Bitwa Warszawska była najważniejszą bitwą zwycięskiej dla Polski wojny z siłami bolszewickimi. Następnie przypomniał słowa Jana Pawła II sprzed 21 lat wypowiedziane w Radzyminie i zwłaszcza potem w katedrze warszawsko-praskiej: „Urodziłem się w maju 1920 roku w czasie, gdy bolszewicy szli na Warszawę i dlatego noszę niejako od urodzenia w sobie wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli”.

– Właśnie w imię tego długu, wdzięczności za ocalenie Warszawy, Polski, Europy i świata przed nawałą ateistycznego komunizmu tutaj dzisiaj jesteśmy – po to, by ten dług spłacać. Wprawdzie święty papież powiedział, że zostawia ten testament spłacania długu i pamięci młodej, nowej wówczas diecezji warszawsko-praskiej, ale przecież dobrze wiemy, że wszyscy jesteśmy dłużnikami tej bitwy, tej wojny, tego trudu dowódców i żołnierzy, którzy nas wtedy wszystkich ocalili – wyjaśnił metropolita warszawski.

Wyraził też radość, że w uroczystej Mszy św. biorą udział młodzi harcerze, gdyż „daje to nadzieję i pewność, że sprawa tego długu wdzięczności będzie przenoszona na kolejne pokolenia i nie zapomnimy o tych dniach, tej odwadze i męstwie”. – Zapiszemy to w naszych sercach i będziemy wdzięczni – dodał kard. Nycz.

Ten dług wdzięczności – mówił dalej – spłacamy dziś przede wszystkim modlitwą i czynem naszych codziennych dni, jakie podejmujemy dla naszej Ojczyzny w różnych wymiarach naszego życia i naszego powołania. Ten dług spłacamy modlitwą za dowódców i żołnierzy, a także za wspomagającą i współcierpiącą ludność cywilną.

– Ale chcemy też spłacać ten dług wiernością wartościom, o które walczyli żołnierze tej wojny i tej bitwy. A była to wolność Ojczyzny, wolność Warszawy, wolność Europy, ale także sprawiedliwość, wiara, godność każdego człowieka, rodziny i całej społeczności ludzkiej zagrożonej wtedy przez tę okropną ideologię, która przeszła przez Europę – metropolita warszawski.

Kard. Nycz zacytował też słowa papieża przypominające, że Bitwa Warszawska była tak wielkim zwycięstwem polskich wojsk, że nie dało się go wytłumaczyć w sposób czysto naturalny i dlatego zostało nazwane „Cudem nad Wisłą”.

– Mówimy o Cudzie nad Wisłą także dzisiaj. Zostało przecież [to zwycięstwo] poprzedzone żarliwą modlitwą Warszawy i całej Polski. Episkopat Polski zebrany na Jasnej Górze poświęcił cały polski naród Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Matce Bożej Królowej Polski – dodał.

Metropolita warszawski zaznaczył, że połączenie odwagi i męstwa żołnierzy oraz mądrości dowódców tej bitwy wraz z modlitwą miasta i Polski pozwala zatem mówić o Cudzie nad Wisłą. O samym zwycięstwie trzeba zawsze mówić bez umniejszania roli tychże dowódców i żołnierzy, którym „zawdzięczamy po ludzku to zwycięstwo”.

Kard. Nycz podkreślił, że zwycięstwo nad bolszewikami było możliwe także dlatego, że młoda wówczas, dopiero odrodzona po latach zaborów Polska stanęła do walki ponad podziałami, zjednoczona.

– Oficerowie i żołnierze, mieszczanie i chłopi, wykształceni i prości – stawali w obronie Ojczyzny. To była jedność w różnorodności, bo przecież oni byli różni. Kościół cały był z nimi, tworząc zaplecze modlitwy, był dla wszystkich, którzy jeszcze kilka miesięcy wcześniej byli poróżnieni politycznie, społecznie, narodowo. Symbolem tej jednoczącej roli Kościoła przy walczących żołnierzach był młody ks. Ignacy Skorupka – powiedział.

Dziś pytaniem jest – zastanawiał się kard. Nycz – czy taka różnorodność i jedność zarazem dla dobra wspólnego jest możliwa tylko w śmiertelnym zagrożeniu? Z pewnością są przykłady, kiedy potrafimy się przy rozmaitych ludzkich nieszczęściach mobilizować, być razem. Pytanie, czy jest ich dość dużo? Pytanie, czy nie jest ich za mało. Czy jest możliwa taka mądra jedność w różnorodności, także w naszej normalnej organicznej pracy dla Ojczyzny, dla dobra wspólnego i człowieka.

Jest też inne pytanie – wskazał kard. Nycz: czy Kościół jest i potrafi być jako Mistyczne Ciało Chrystusa dla wszystkich ochrzczonych, wierzących, ale także szukających i niewierzących? – Czy chce objąć głoszeniem Słowa Bożego, posługą sakramentów, posługą miłości tych wszystkich, którzy na co dzień mówią o sobie: my, wy, oni. Byłoby czymś bardzo niedobrym, gdyby do wnętrza Chrystusowego Kościoła, który jest posłany do wszystkich ludzi, także wprowadziły się owe podziały na „my” i „oni”. To też jest pytanie w stulecie tamtych wydarzeń, o których dzisiaj wspominamy – powiedział metropolita warszawski.

Po Mszy św. na murze konkatedry została odsłonięta tablica poświęcona ks. Ignacemu Skorupce i żołnierzom Armii Ochotniczej. To właśnie z tej świątyni na linię frontu walk z bolszewikami pod Warszawę wymaszerowali ochotnicy na czele z ks. Skorupką. Następnego dnia po wymarszu bohaterski kapelan 236. pułku piechoty Armii Ochotniczej zginął na polu walki pod Ossowem.

Parafię na Kamionku reaktywowano po ponad 200-letniej przerwie 22 lutego 1917 r., nadając jej nowy tytuł: Parafia Bożego Ciała (pierwotnie św. Stanisława, Biskupa i Męczennika). Nawiązano w ten sposób do tytułu, jaki nosił mały kościółek, stojący wówczas na cmentarzu kamionkowskim. Przez pierwsze lata parafia funkcjonowała przy tym właśnie kościółku.

13 sierpnia 1920 r. ks. Ignacy Skorupka odprawił w starym kościółku Mszę świętą i spowiadał żołnierzy 236. pułku piechoty, którego był kapelanem. Nazajutrz zginął na polu chwały pod Ossowem, w przeddzień bitwy będącej wielkim zwycięstwem wojsk polskich nad bolszewickimi, która przeszła do historii jako “Cud nad Wisłą”.

8 września 1929 r. kard. Aleksander Kakowski pobłogosławił i wmurował kamień węgielny pod nową świątynię, której nadano tytuł Matki Bożej Zwycięskiej, gdyż postanowiono ją wznieść jako wotum Stolicy za “Cud nad Wisłą”.

Pod koniec lat 30. XX w. umieszczono w ołtarzu głównym kościoła powstały w 1935 r. tryptyk pędzla Bronisława Wiśniewskiego, upamiętniający Bitwę Warszawską. Przedstawia on Matkę Bożą Zwycięską, której oddają dziękczynny hołd dwaj polscy święci: Andrzej Bobola i Stanisław Kostka (skrzydło lewe) oraz arcybiskup Achilles Ratti, ówczesny nuncjusz apostolski, a późniejszy papież Pius XI i ks. Ignacy Skorupka (skrzydło prawe). W tle widoczna jest walka z wojskiem bolszewickim pod Radzyminem oraz kościół w Radzyminie, dzisiejsza kolegiata.

25 marca 1992 r. papież Jan Paweł II dokonał reorganizacji struktury administracyjnej Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce i ustanowił Diecezję Warszawsko-Praską. Wyznaczył też świątynię na Kamionku na konkatedrę, a Matkę Bożą Zwycięską, czczoną w tutejszej świątyni, ogłosił Patronką nowej diecezji.

KAI

Jak Maryja i Andrzej Bobola pomogli nam w Bitwie

Od 7 sierpnia 1920, kiedy sytuacja na froncie stawała się coraz bardziej dramatyczna, trwała Wielka Nowenna Pokutna. W ostatnim dniu nowenny – 15 sierpnia – nastąpił przełom, wojska bolszewickie zostały zatrzymane na przedpolach Warszawy pod Radzyminem, a nazajutrz pokonane.

Polub nas na Facebooku!

27 lipca 1920 r. w jasnogórskim sanktuarium hierarchowie dokonali podwójnego aktu zawierzenia: poświęcenia narodu i kraju Najświętszemu Sercu Jezusa oraz ponownie obrali Matkę Bożą Królową Polski.

„Najświętsza Maryjo Panno wyciągamy ku Tobie Matko Miłości, błagalne ręce, być w ciężkiej kraju naszego potrzebie przyszła nam z pomocą. Odrzuć wroga od granic Ojczyzny naszej, wróć krajowi naszemu upragniony pokój, ład i porządek, wypleń z serc naszych ziarno niezgody, oczyść dusze nasze z grzechów i wad, abyśmy bezpieczni od nieprzyjaciół naszych Pana Naszego Jezusa Chrystusa chwalić mogli”.

Biskupi poświęcili także naród Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i zobowiązali się do szerzenia nabożeństwa do Boskiego Serca. 

Od 7 sierpnia, kiedy sytuacja na froncie stawała się coraz bardziej dramatyczna, trwała Wielka Nowenna Pokutna. Tysiące pielgrzymów leżało krzyżem pod jasnogórskim szczytem, prosząc Jasnogórską Madonnę o ratunek dla Ojczyzny.

W sytuacji zbliżającego się do stolicy frontu metropolita warszawski kard. Aleksander Kakowski nakazał proboszczom i rektorom kościołów stołecznych w czasie zagrożenia bolszewickiego trwać na stanowiskach. A wszystkich wiernych mobilizował do ofiarnego wysiłku na rzecz obrony ojczyzny. W jego odezwie z 7 sierpnia 1920 r. czytamy: “Nadeszła chwila, kiedy cały naród, a w szczególności m. st. Warszawy, ma zdobyć się na siłę, aby odeprzeć najeźdźców i spełnić święty względem ojczyzny obowiązek. W tym celu tymczasowa Rada Obrony Miasta wzywa do stworzenia batalionów ochotniczych, do których winien stanąć każdy, kto zdolny unieść broń. Kogo na siły nie stać, niech śpieszy do drużyn, które pracują około kopania okopów. Nie trwoga, nie zemsta pchać nas winna, lecz płomienne wołanie Matki Ojczyzny o pomoc i ratunek. Ze względu na ważność chwili i grożące miastu naszemu niebezpieczeństwo, praca około okopów w dni niedzielne i świąteczne jest dozwoloną. (…) Gubernator wojenny i Rada Tymczasowa ujęła w swoje ręce obronę miasta, im więc należy się bezwzględny posłuch, a kto nie pójdzie za ich odezwaniem, nie jest godzien imienia Polaka”.

10 sierpnia kard. Kakowski wystosował do swoich księży apel o pozostanie na wyznaczonych im placówkach z wiernymi. “Tylko najemnik, a nie pasterz, opuszcza owce swoje w chwili niebezpieczeństwa. Gdyby jednak, co nie daj Boże, najemnik taki się znalazł i z jakichkolwiek pobudek opuścił stanowisko, obciążam go „ipso facto” suspensą „ab officio et beneficio”. Przy czym dodaję, że zbiegły kapłan na dawne stanowisko nie powróci. (…) Przykład wasz, którzy nadto jesteście stróżami mienia kościelnego, doda męstwa i otuchy waszym parafianom. (…) Stójcie niewzruszenie, a Bóg miłosierny niech nas wszystkich ma w swojej pieczy…”

Metropolita warszawski zarządził 31 lipca 1920 r. odprawienie we wszystkich kościołach archidiecezji nowenny od 6 do 15 sierpnia. 8 sierpnia na ulice stolicy wyszło 100 tysięcy warszawiaków w procesji z relikwiami bł. Andrzeja Boboli oraz bł. Andrzeja z Gielniowa, wznosząc prośby o ratunek dla Polski. W ostatnim dniu nowenny – 15 sierpnia 1920 roku – nastąpił przełom i wojska bolszewickie zostały zatrzymane na przedpolach Warszawy pod Radzyminem, a nazajutrz pokonane w słynnym uderzeniu znad Wieprza, kierowanym osobiście przez marszałka. Zwolennicy Piłsudskiego przypisywali to zdolnościom Naczelnego Wodza, a przedstawiciele innych opcji mówili o „cudzie nad Wisłą” dokonanym za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny. Zresztą obie te narracje, choć wywołujące emocjonalne spory w II Rzeczypospolitej, w istocie się nie wykluczają.

O wydarzeniach z lata 1920 r. wspominał po latach w swym liście z okazji 350-lecia męczeńskiej śmierci św. Andrzeja ks. abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, metropolita przemyski. „To do niego [bł. Andrzeja Boboli] i z nim modlono się i odprawiano procesje w roku 1920, kiedy na osłabioną Polskę, tuż po odzyskaniu wolności napadły wojska sowieckie. 

Zwycięski “Cud nad Wisłą” nastąpił podczas intensywnych modlitw do Matki Bożej i po zakończeniu nowenny do św. Andrzeja Boboli. 

Z oblężonymi w Warszawie modlił się ówczesny nuncjusz apostolski Achille Ratti, który później jako papież Pius XI kanonizował św. Andrzeja Bobolę w 1938 roku w Rzymie”.

Warto podkreślić, nuncjusz Ratti, jako jeden z nielicznych dyplomatów, pozostał wówczas w Warszawie umacniając i podnosząc ducha obrońców stolicy. Postawa nuncjusza znalazła uznanie nie tylko w oczach mieszkańców Warszawy. Na pierwszym, po odparciu inwazji bolszewickiej, posiedzeniu Sejmu w dniu 24 września władze państwowe przez usta premiera Wincentego Witosa publicznie wyraziły wdzięczność Stolicy Apostolskiej i jej przedstawicielowi za moralne wsparcie w dniach najwyższego zagrożenia narodu.

 

al, KAI/Stacja7

 

Copy link
Powered by Social Snap