video-jav.net

Religia futbolu

Niektórzy ludzie uważają, że piłka nożna jest sprawą życia lub śmierci. Jestem rozczarowany takim podejściem. Mogę zapewnić, że to coś o wiele ważniejszego.

Jakub Kuza
Jakub
Kuza
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Słowa legendarnego menedżera Liverpool F.C. Billa Shankly’ego to jeden z najczęściej przytaczanych cytatów w dyskusjach o fenomenie piłki nożnej. Jak daleko można się posunąć w analogiach przy konstruowaniu teoretycznego modelu opisującego stosunek między kibicami a ukochanym klubem? Dzięki uprzejmości Michała Pola z Gazety Wyborczej miałem przyjemność zapoznać się z pracą socjologów z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika – Dominika Antonowicza i Łukasza Wrzesińskiego Kibice jako wspólnota niewidzialnej religii (Studia socjologiczne 1/2009).

Korzystając z koncepcji Thomasa Luckmanna autorzy w ciekawy sposób opisali zjawisko kibicowania używając metafory religii sensu largo tj. najszerszego spektrum treści wierzeń i społecznych form, które wypełniają funkcje „religijne”. Zdaniem niemieckiego socjologa w epoce religii postmodernistycznej, odchodzenia od Boga i Kościoła, sacrum nie znika, a tylko przenosi się w społecznej rzeczywistości w zupełnie inne, dość zaskakujące miejsca.

Religia futbolu

Przyjmując ten postmodernistyczny paradygmat socjolodzy z UMK przedstawiają kibiców jako grupę niewidzialnej religii, zjednoczonej kultem nieskazitelnej, świętej idei klubu piłkarskiego. Idea piłkarskiej wspólnoty jest ponadczasowa – klubu nie tworzą obecni właściciele, trener drużyny, ani nawet piłkarze. W świadomości kibiców są oni jedynie przemijającą, niedoskonałą egzemplifikacją bytu idealnego. Cały czas trwa rotacja prezesów, działaczy, trenerów czy zawodników, niezmienny jest tylko sam klub – metafizyczna przestrzeń wokół której skupiają się kibice. To dlatego w przypadku konfliktów kibiców z właścicielami klubu czy piłkarzami na trybunach można usłyszeć chóralne: Wisła to my, a nie wy! To wspólnota kibiców, i tylko ona, jest strażnikiem pieczęci klubowej tożsamości i ciągłości historii. Nie są to tylko puste słowa – nieraz wobec rejterady sponsorów, działaczy i piłkarzy to właśnie kibice brali na siebie ciężar odpowiedzialności za przetrwanie klubu – dobrym przykładem jest tu historia Lechii Gdańsk, która upadła na samo dno (do A-klasy, wówczas piątego szczebla rozgrywek w Polsce) i tylko dzięki determinacji najwierniejszych fanów wróciła po wielu latach do Ekstraklasy.

Największą cnotą wyznawców piłkarskiej religii jest wierność i lojalność wobec klubu, zgodnie z hasłem Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce.

Największą pogardą cieszą się tzw. kibice sukcesu przenoszący swoje piłkarskie sympatie w zależności od dobrej passy klubu. Analogicznie, największym szacunkiem wśród kibiców cieszą się piłkarze, którzy są wychowankami klubu, albo reprezentują go od wielu lat, a najbardziej niewybaczalne transfery to te od/z najbardziej znienawidzonych rywali (np. transfer do Legii zawodnika Lecha Poznań Pawła Kaczorowskiego, który wcześniej obrażał warszawski klub).

Materialnym znakiem przynależności do kibicowskiej wspólnoty stają się święte barwy w postaci szalików, flag, koszulek, czapek. Stąd, często bardzo brutalna, wojna o kibicowskie akcesoria, toczona między sympatykami konkurencyjnych klubów. Ostentacyjne palenie zdobytych klubowych szalików na stadionie podczas meczu dwóch zwaśnionych drużyn ma na celu zademonstrowanie wyższości własnej grupy nad grupą wrogą. Poprzez niemożność zareagowania wobec tej profanacji wroga grupa zostaje szczególnie poniżona i upokorzona. Religijny charakter zachowują też często wywieszane przez kibiców flagi i transparenty – Dla was to tylko kolory, a dla nas to całe życie; Wiara, która przetrwała – Zagłębie, Raków – The Religion, Bóg wybacza – Cracovia nigdy itp.

Czas kibica biegnie w zupełnie inny sposób niż w zwykłym kalendarzu. Rytm wyznacza jesienna i wiosenna runda rozgrywek, z zimową i letnią przerwą. Zakończenie udanego sezonu (mistrzostwo, zdobycie Pucharu Polski, awans do wyższej klasy rozgrywek) celebrowane jest szczególnie – np. poprzez masowe wbiegnięcie na murawę, pozbawienie piłkarzy klubowych strojów, demontaż i krojenie siatek z bramek itd.

Centralnym punktem piłkarskiej religii jest stadion – obdarzone przez grupę religijną szczególnym kultem miejsce spotkań kibiców i rytualnego odprawiania wspólnych obrzędów ku czci świętej idei klubu.

To miejsce owiane legendą, święta ziemia, której należy bronić. Jeśli więc kibice utracą na własnym stadionie flagę, pozwolą wrogim fanom świętować sukces na murawie (jak Widzew na Legii w 1997 roku), albo w skrajnym przypadku dadzą się przegonić ze swojej trybuny (legendarny atak fanów Lechii Gdańsk na tzw. górkę kibiców Arki Gdynia w 1983 roku) możemy mówić o najbardziej hańbiących wydarzeniach w historii danej grupy. Stadiony piłkarskie, zwłaszcza tych najbardziej utytułowanych klubów, stają się zarazem swoistymi sanktuariami, obiektami pielgrzymek kibiców, często z bardzo daleka. Coraz częściej na stadionie znajduje się muzeum danego klubu, a sam obiekt można w środku zwiedzać, tak samo jak zabytkowe kościoły. Podobnie jak gotyckie katedry kiedyś dominowały w panoramie średniowiecznych miast, teraz górują nad nimi gigantyczne, zdolne pomieścić kilkadziesiąt tysięcy osób stadiony.

Religia futbolu

Mecz piłkarski autorzy pracy porównują do obrzędu liturgicznego, podczas którego kibice społecznie obiektywizują swoje przeżycia związane z ideą klubu. Możliwość dzielenia sportowych emocji w jednym miejscu i w jednym czasie powoduje, że zatomizowana zbiorowość kibiców staje się duchową jednością, symbolicznie podtrzymywaną przez wspólnotę barw i śpiewu. Rolę liturgicznych służb ołtarza pełnią fanatycy – jednostki szczególnie poważane w grupie, prowadzące i organizujące doping, ochraniające flagi i inne święte insygnia. Jak piszą autorzy zorganizowany doping, efektowna choreografia, transparenty, chóralne śpiewy powodują, że pozornie zwykłe wydarzenie – rywalizacja sportowa – nabiera iście mistycznego charakteru.

Czy zaproponowana przez autorów metafora religijna może być przydatna dla opisania fenomenu piłki nożnej i kibicowania? Niektórzy zapewne się oburzą, inni tylko wzruszą ramionami i może się uśmiechną. O absolutnie wyjątkowym fenomenie piłki nożnej napisano już bardzo wiele, rzeczy poważnych (Wojna futbolowa), mniej poważnych (Jak futbol wyjaśnia świat) i zupełnie niepoważnych. Przekonanych o niepowtarzalnej magii futbolu przekonywać nie trzeba, tych wszystkich , którzy wszystkich chcieliby dać piłce przynajmniej jedną szansę zapraszamy na stadiony.

Jakub Kuza

Jakub Kuza

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jakub Kuza
Jakub
Kuza
zobacz artykuly tego autora >

Lucy Phere – na dobre i złe

Kiedy pierwszy raz słuchałam nowego hitu T. Love, pomyślałam, że Muniek Staszczyk mógłby głosić rekolekcje w Kościele.

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ale Muniek nie pcha się na ambony, za to od dłuższego czasu próbuje nam wyśpiewać swoją duchową autobiografię. Na kolejnych płytach, razem z T. Love, wypuszcza utwory dotyczące spraw wiary – ostatnio tych najtrudniejszych, w których Boga można pomylić z diabłem.

W hitowym dzisiaj utworze Lucy Phere z płyty Old is Gold (z końcem listopada 2012 pojawił się na szczycie Trójkowej Listy Przebojów) – opisuje jak wygląda wewnętrzna walka w człowieku – realna, nie udawana. I nie sięga przy tym po zbyt bogate środki: nie dobiera słów jak ks. Natanek, nie każe porzucić świata i nie straszy piekłem. Przeciwnie. Spokojną nutą śpiewa opowieść o tym, jak diabeł prowadzi z nim dialog, pokazując jego przebiegłość.

Lucy – tak nazywa demona Muniek Staszczyk – kusi go pod postacią dobra. Zachęca do wspólnej drogi, w której będzie mógł mówić nawet o Bogu i nazywać go Darem, Wodzem. Tytułowy Lucy Pher chętnie też zaprowadzi człowieka do konfesjonału, pomodli się czy przywoła obraz z Biblii, taki jak ten: „Nawet Jezus pił wino – pada hasło w dialogu – więc się napij z dziewczyną… a po kłótni najlepszy jest seks…”. Dobrze wpadają w ucho też inne słowa, w których Lucy obiecuje fantastyczny PR, gwarantuje swój dyskretny udział w karierze i skutecznie wysuwa człowieka na pierwszy plan, tak by mógł być – Big Star!

To nie jest artystyczna kreacja. To prosta i szczera opowieść pokazująca co dzieje się z człowiekiem, kiedy wchodzi w pokusy Lucy. I ta przygoda nie kończy się szczęśliwie, bo diabeł daje wybór tylko na chwilę, potem odbiera wszystko, co pomógł człowiekowi osiągnąć. Zmęczony Muniek mówi w końcu w utworze do Lucy Phera, żeby dał mu już spokój, bo on chyba woli iść z Bogiem i słyszy odpowiedź: „Nie wymiękaj dziecino, jesteś moją ptaszyną, będę z tobą na dobre i złe”.

Niewiele jest osób, które potrafią przedstawić dialog duszy ludzkiej z diabłem, choć chętnych do demonizowania rzeczywistości – wręcz przeciwnie. Muniek pokazuje swój prosty rachunek i przypomina to, co mówił św. Paweł w Liście do Rzymian: Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka (Rz 7,19). Staszczyk pokazuje, jak Lucy potrafi zamieszać, jak potrafi być przyjemny i tak właśnie sięga do duszy człowieka, do wnętrza, bo to tam rozgrywa się cały dramat.

Popularne jest dzisiaj tropienie diabła, nawet na etykietach z napojami. Ja osobiście bardziej boję się tego, który niszczy relacje między ludźmi, niż postaci, która patrzy na mnie z reklamy. Taki jest Lucy Pher, o którym śpiewa Staszczyk – zawsze blisko człowieka. Nie są mu potrzebne przedmioty, w których mógłby się schować. Bo niby po co miałby to robić, skoro znacznie skuteczniej posługuje się bardziej subtelnymi metodami.

Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >