Znani rekolekcjoniści przygotują młodzież na ŚDM

Oficjalne rekolekcje „Dla nas i całego świata” rozpoczną się 12 grudnia w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Siedem kolejnych spotkań poprowadzą znani rekolekcjoniści, którzy przygotują młodych na Światowe Dni Młodzieży.

– Rekolekcje są „dla nas i całego świata”, ponieważ będziemy je transmitowali przez Internet na żywo, a później też tłumaczyli na języki, którymi posługujemy się podczas Światowych Dni Młodzieży – mówi ks. Rafał Marciak z sekcji pastoralnej Komitetu Organizacyjnego ŚDM Kraków 2016. Kapłan wskazuje, że rekolekcje podzielone zostały na trzy etapy. Pierwszy już trwa. – Poprosiliśmy duszpasterstwa akademickie Krakowa, żeby w ramach przygotowań do ŚDM, zajęły się postaciami świętych, którzy żyli w Krakowie, a których oni naśladują, albo chcą naśladować – mówi ks. Marciak i dodaje, że właśnie powstają filmiki o krakowskich świętych, które staną się częścią drugiego etapu rekolekcji.

 

Od grudnia do czerwca w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia odbędzie się siedem spotkań transmitowanych na żywo w Internecie. Organizatorzy zaprosili gości z Polski i świata, którzy za każdym razem wprowadzą zebranych w Łagiewnikach oraz widzów w temat uczynków miłosierdzia i poprowadzą modlitwę. Uczestnicy rekolekcji obejrzą też materiał filmowy o krakowskich świętych, którzy pełnili omawiane uczynki. Będzie także celebrowana Msza św., po której rozpocznie się część ewangelizacyjna spotkania zakończona modlitwą uwielbienia. Każde spotkanie będzie rozpoczynało się o godz. 16.30 i potrwa łącznie ok. 4 godziny. W tym czasie w konfesjonałach łagiewnickiego Sanktuarium będą dyżurować kapłani – spowiedź będzie możliwa w różnych językach.

Każde spotkanie będzie miało podobny scenariusz. Poprowadzą je młodzi blogerzy Tomasz Adamski i Mateusz Ochman związani z portalem Stacja7. Pierwsze spotkanie w ramach rekolekcji „Dla nas i całego świata” zaplanowano na 12 grudnia. Gośćmi będą ojcowie Antonello Cadeddu i Enrique Porcu, misjonarze ze wspólnoty Przymierze Miłosierdzia z Brazylii. Temat stanowić będą uczynki: grzeszących upominać i głodnych nakarmić. A duszpasterstwa akademickie zaprezentują postacie św. Stanisława, biskupa i męczennika oraz Brata Alberta.

– Rekolekcje „Dla nas i całego świata” to wyjątkowy projekt, ponieważ stwarza szansę wspólnego przygotowania się młodych do ŚDM. Wierzymy, że im więcej osób w jednym momencie się modli w jednej intencji, to ta moc modlitwy jest większa. Bardzo na to liczymy, gdyż z biegiem czasu potrzeba nam coraz więcej modlitwy, bo wzrasta poziom naszego zaangażowania i ilość pracy – mówi Anna Wojna z sekcji pastoralnej i liczy, że rekolekcje będą dla wielu czasem osobistego nawrócenia.

Trzeci etap rekolekcji przewidziany jest w trakcie samych Światowych Dni Młodzieży. Duszpasterstwa akademickie, które przygotowały filmy o świętych, będą zapraszały pielgrzymów do odwiedzenia miejsc ich kultu. – Kiedy zaprosimy na Wawel do św. Jadwigi przed krzyż, to młodzi ludzie będą dawali świadectwo swojej wiary mówiąc, w jaki sposób można naśladować duchowość św. Jadwigi. Wiemy, że ona wpatrywała się w krzyż, kontemplowała krzyż. Młodzi Polacy będą swoim rówieśnikom pokazywać jak dziś się modlić – wyjaśnia ks. Marciak. – Jak pokażemy konfesjonał, w którym Jan Paweł II spowiadał jako biskup, to jakiś młody człowiek powie, czym jest dla niego spowiedź, jak się do niej przygotować, co to jest pięć warunków dobrej spowiedzi i jak ją dobrze przeżyć – dodaje szef sekcji pastoralnej.

 

Kolejnymi rekolekcjonistami przygotowującymi młodzież do ŚDM będą m.in. ks. Michał Olszewski SCJ, o. Adam Szustak OP, José Prado Flores i Ulf Ekman.


pra / Kraków

OBEJRZYJ ZWIASTUN REKOLEKCJI


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments

Jezus nie chce być “przy okazji”!

Czasem wydaje się nam, że wszystko jest lepsze niż Jezus. Jego zaś traktujemy jako dodatek - jest obok, przy okazji. Musi wrócić świadomość, że jest skarbem!

Michał
Olszewski SCJ
zobacz artykuly tego autora >

Michał Olszewski SCJ

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Michał
Olszewski SCJ
zobacz artykuly tego autora >

Watykan apeluje o pomoc syryjskiej służbie zdrowia

Stolica Apostolska apeluje o odbudowę syryjskiej służby zdrowia. „Po siedmiu latach wojny nawet media zaczynają coraz mniej mówić na temat Syrii, a sytuacja jest tutaj bardzo trudna, cierpienie jest nadal ogromne” – powiedział nuncjusz apostolski w Damaszku kard. Mario Zenari.

Odniósł się on m.in. do opublikowanych ostatnio zdjęć wychudzonych dzieci, które w Syrii cierpią głód. Mówiąc o aktualnych problemach tego kraju, szczególną uwagę zwrócił na to, co dzieje się w służbie zdrowia.

 

Sytuacja w służbie zdrowia jest dramatyczna, grozi zapaścią. Ponad połowa szpitali i ośrodków zdrowia jest nieczynnych. Z powodu tego konfliktu dwie trzecie personelu medycznego opuściło kraj. Sytuacja jest więc bardzo trudna. Mówi się o milionie rannych, jest wiele kalek. Pragnę zwrócić się z apelem o pomoc trzem szpitalom katolickim, które w Syrii działają już od ponad 100 lat, są bardzo szanowane, ale grozi im zamknięcie niektórych oddziałów, jeżeli nie otrzymają pomocy finansowej. Koszty utrzymania są bowiem bardzo wysokie – powiedział kard. Zenari.


RV / Damaszek
KAI

Show comments

Papież pomodli się o pokój w Sudanie Południowym

Watykan przygotowuje się do zaplanowanej na czwartek specjalnej modlitwy o pokój w Sudanie Południowym i Republice Demokratycznej Konga. Będzie jej przewodniczył w Bazylice św. Piotra Ojciec Święty o godz. 17.30.

„Konieczne są działania na rzecz pokoju. Potrzeba konkretnych rozwiązań, a wspólnota międzynarodowa powinna się poczuć bardziej odpowiedzialną za tę sytuację. Stolica Apostolska i papież robią to, co do nich należy. Pozostaje modlitwa” – powiedział w odniesieniu do tej modlitewnej inicjatywy dyrektor generalny Caritas Internationalis Michel Roy.

 

Sudan Południowy to najmłodsze państwo świata, które niepodległość uzyskało w 2011 r. Od 2013 r. trwa tam wojna domowa, która przyniosła śmierć co najmniej 50 tys. osób, a tysiące innych musiało opuścić swoje domy. Oblicza się, że ponad 40 proc. z 12 milionów mieszkańców tego kraju cierpi na niedożywienie. Przyczyny konfliktu tłumaczy tamtejszy kapłan, ks. Alex.

 

„To wojna polityczna, walka o władzę. Jesteśmy młodym krajem. Jest nadzieja. Ale niestety politycy, którzy są u władzy zaczęli wszystko rozkradać, przede wszystkim bogactwa naszego kraju. Obecnie mamy w Sudanie Południowym dwa problemy: wojna i w związku z tym wielu uchodźców. Z powodu tego konfliktu nie można uprawiać ziemi. Jeżeli ktoś to robi na swoim polu, to rząd od razu mówi, że osoba taka jest buntownikiem. Moim zdaniem problemem nie jest odzyskana niepodległość. Ludzie nie mają poczucia winy, że głosowali za secesją. Jedyny problem to nasi rządzący, którzy niestety nie są do tego zdolni. I to jest główna trudność” – powiedział ks. Alex.

 

Natomiast w Republice Demokratycznej Konga od wielu lat trwają walki między wojskami rządowymi, a różnymi grupami bojówkarzy. Główną przyczyną są starcia o dostęp do bogactw naturalnych, eksploatowanych przez międzynarodowe koncerny. „Od ponad 20 lat trwa ta wojna i jeszcze się nie zakończyła. Jest to walka o bogactwa mineralne, które znajdują się w Kongo. Nasz kraj posiada ich bardzo dużo, więc wiele koncernów międzynarodowych chce nas z nich okraść. Działa dużo oddziałów zbrojnych i każdy dzień przynosi kolejne ofiary. Szacuje się, że do tej pory zginęło 8 mln ludzi. I my wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni, ponieważ te spółki międzynarodowe, które okradają nas z naszych bogactw szukają i wydobywają koltan. Jest to minerał, który znajduje się w naszych telefonach komórkowych, pochodzi on z Kongo. 80 procent tego minerału wydobywanego jest w tym kraju. Wszyscy używamy smartfonów, a nie jesteśmy świadomi tej odpowiedzialności” – mówi kongijski jezuita o. Rigobert Kyungu.


RV / Watykan

Show comments

niemaGOtu – Biada

Wszystko, czegośmy im nie uczynili, tegośmy i nie uczynili samemu Bogu.

Utwór “Biada” znajduje się na płycie Nieśmiertelni. Całkowity dochód z jej sprzedaży jest przeznaczony na wsparcie dla dzieci i młodzieży z Aleppo oraz ich rodzin, które ucierpiały na skutek wojny. Więcej informacji o projekcie na stronie: www.niesmiertelni.swm.pl


[odstep

Show comments

Twoja Biblia. Ubóstwo to skarb

Pismo Święte w wielu słowach pokazuje wartość ubóstwa. „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (Mt 19,24), a ubodzy w duchu są błogosławieni, bo "do nich należy królestwo niebieskie" (Mt 5, 3). Jak widać w ubóstwie nie chodzi tylko o niedostatek w sensie materialnym.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

W Starym Testamencie wiele mamy przykładów osób ubogich – zawsze byli to ludzie oddani całym sercem Panu. Wiele razy pada tu stwierdzenie, że Bóg opiekuje się tymi, którzy są słabi, podnosi pokornych, otacza opieką ubogich. Prawo podaje kilka możliwości szczególnego traktowania potrzebujących:

  • Jeśli pożyczysz pieniądze ubogiemu z mojego ludu, żyjącemu obok ciebie, to nie będziesz postępował wobec niego jak lichwiarz i nie każesz mu płacić odsetek” (Wj 22,24).
  • Nie pozwolisz wydać przewrotnego wyroku na ubogiego, który się zwraca do ciebie w swym procesie” (Wj 23,6).
  • „Kiedy żąć będziecie zboże ziemi waszej, nie będziesz żął aż do samego skraju pola i nie będziesz zbierał kłosów pozostałych na polu. Nie będziesz ogołacał winnicy i nie będziesz zbierał tego, co spadło na ziemię w winnicy. Zostawisz to dla ubogiego i dla przybysza. Ja jestem Pan, Bóg wasz!” (Kpł 9,9-10)

Także w Księdze Psalmów znajdujemy wiele fragmentów o Bożej opiece nad ubogimi:

  • Ja zaś jestem ubogi i nędzny, ale Pan troszczy się o mnie. (Ps 40, 18)
  • Otoczy opieką uciśnionych z ludu, ratować będzie dzieci ubogich, a zetrze ciemiężyciela. (Ps 72, 4)
  • Wyzwoli bowiem wołającego biedaka i ubogiego, i bezbronnego. Zmiłuje się nad nędzarzem i biedakiem i ocali życie ubogich: uwolni ich życie od krzywdy i ucisku, a krew ich cenna będzie w jego oczach. (Ps 72, 14)
  • Podnosi nędzarza z prochu, a dźwiga z gnoju ubogiego, by go posadzić wśród książąt, wśród książąt swojego ludu. (Ps 113, 7-8)

Dla Izrealitów bogactwo było traktowane jak Boże błogosławieństwo, nagroda za wierność – nie postrzegano więc ubóstwa pozytywnie. Historia Hioba spowodowała, że sprzeczność uczciwości i ubóstwa zaczęto traktować jak tajemnicę – oto człowiek wierny Bogu doświadczał ogromnej biedy, a przecież niczym sobie na to nie zasłużył.

W Księdze Przysłów znajdziemy teksty zachęcające do pomagania osobom ubogim.

  • Kto ciemięży ubogiego, lży jego Stwórcę, czci Go ten, kto się nad biednym lituje. (Prz 14, 31)
  • Kto uszy zatyka na krzyk ubogiego, sam będzie wołał bez skutku. (Prz 21, 13)
  • Kto daje ubogim – nie zazna biedy; kto na nich zamyka oczy, zbierze wiele przekleństw. (Prz 28, 27)

 

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie” (Mt 5, 3). Takimi słowami rozpoczął Jezus kazanie na górze. To pierwsze błogosławieństwo – ubóstwo jest niejako punktem wyjścia do kolejnych. I nie chodzi tu jak widzimy tylko o ubóstwo materialne, ale właśnie o ducha – o postawę. Do ubóstwa wracał Jezus w swoich naukach, często także w przypwieściach. Znana jest chociażby przypowieść o bogatym młodzieńcu, który usłyszawszy, że powinien sprzedać wszystko, co ma “odszedł zasmucony” (Mt 19, 22). Inny przykład to historia ubogiej wdowy, która wrzuciła do skarbony tylko dwa pieniążki. Jezus postawił ją za wzór do naśladowania, mówiąc “Wszyscy wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie” (Mk 12, 44).

W jednej z przypowieści Jezus pokazał gromadzenie bogactw jako niepotrzebne. Pewien człowiek zgromadził tak dużą ilość plonów, że nie miał gdzie ich pomieścić. Postanowił zbudować ogromne spichlerze i żyć w dostatku do końca swoich dni. “Bóg powiedział mu: O niemądry! Jeszcze tej nocy zażądają od ciebie twojej duszy i dla kogóż zostanie to, co sobie przygotowałeś?” (Łk 12, 20). Historia ta pokazuje, że lepiej być bogatym przed Bogiem. Jezus mówi wprost “Gromadźcie sobie skarby w niebie” (Mt 6, 19). Bogactwo Jezus jako przeszkodę do wejścia do królestwa niebieskiego. „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (Mt 19, 24).

 

Warto też zwrócić uwagę, że Jezus właśnie spośród ludzi ubogich wybrał większość Apostołów. Posyłając ich na głoszenie powiedział wprost „Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie!” (Łk 9,3). Nie dziwi zatem, że jako ogromną wartość ukazywał Jezus również służbę ubogim. Jako jedną z nauk przytoczył przypowieść o bogaczu i Łazarzu. Żebrak Łazarz leżał pod domem bogacza prosząc go o pomoc. Po śmierci Łazarz trafił do nieba, a bogacz do otchłani. Bogacz wołał “Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu”. Lecz Abraham odrzekł: “Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz.” (Łk 16, 24-25)

Bardzo dosadnie wartość służby ludziom słabszym pokazał Jezus w jednym z obrazów końca świata, porównując go do rozdzielania przez pasterza owiec od kozłów. Zapowiedział, że Syn Człowieczy postawi owce po swojej prawej stronie, mówiąc “Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie” (Mt 25, 35). Do ofiarności na rzecz potrzebujących Jezus zachęca słowami “Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).

Widzimy więc, że Pismo Święte wskazuje nie tylko na wartość ubóstwa, ale przede wszystkim – na konieczność służby potrzebującym. Pomoc ludziom słabszym, uboższym jest wyrazem miłości nie tylko bliźniego, ale przede wszystkim miłości do Stwórcy.

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

49% polaków przeciwnych karom cielesnym wobec dzieci

Przemoc fizyczna nie służy żadnemu rozwojowi, zwłaszcza u dziecka - powiedział w rozmowie z KAI prof. dr hab. Aleksander Nalaskowski, dyrektor Instytutu Pedagogiki UMK w Toruniu w latach 1996–2007. 20 listopada obchodzony jest Ogólnopolski Dzień Praw Dziecka. Po wprowadzeniu w 2010 r. zakazu prawnego stosowania przemocy fizycznej wobec dzieci przyzwolenie Polaków na stosowanie kar cielesnych spadło z 63% do 48% - wynika z badań przeprowadzonych przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę (FDDS).

Zdaniem prof. Nalaskowskiego, trzeba odróżnić karę od przemocy fizycznej. – Przemoc fizyczna nie jest żadną karą, nie służy żadnemu rozwojowi, zwłaszcza u dziecka. Dziecko nie może się obronić, bo wie, że jest słabsze, a po drugie wie, że nie może podnieść ręki na rodziców. Mechanizm, który powoduje, że człowiek nie jest w stanie się obronić przed przemocą, prowadzi do powstania zespołu lękowego. Człowiek może być potem tchórzliwy, albo takie zachowania przekłada na innych – powiedział prof. dr hab. Nalaskowski.

 

Z badań przeprowadzonych przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę (dawniej Fundacja Dzieci Niczyje) wynika, że po wprowadzeniu w Polsce w 2010 r. zakazu prawnego stosowania przemocy fizycznej wobec dzieci, przyzwolenie Polaków na stosowanie kar cielesnych spadło z 63% do 48%.

 

Zdaniem 46% Polaków, przemoc fizyczna wobec dzieci nie powinna być stosowana, ale są sytuacje, kiedy jest usprawiedliwiona. Tylko 2% uważa, że przemoc wobec dzieci może być stosowana za każdym razem, kiedy rodzic uzna to za stosowne. To aż o 11% mniej w stosunku do roku 2005.

 

Coraz więcej osób kategorycznie sprzeciwia się karaniu dzieci w ten sposób. W 2010 r. przeciwników przemocy fizycznej było 34%, w 2017 jest ich już 49%.

 

Według Polaków zakaz prawny przede wszystkim powinien dotyczyć uderzenia w twarz dziecka (90%), bicia pasem (88%) oraz mocnego bicia ręką (83%). Znacznie mniej, bo tylko 34 % Polaków uważa, że klaps powinien być również objęty zakazem prawnym.

 

– Każda kara powinna być adekwatna do przewinienia. Jeżeli dziecko nie reaguje trzy razy na uwagę to klaps jest nie tyle karą, co takim tupnięciem nogą, ostrzeżeniem “uważaj co robisz!”. Klaps, który nie jest bolesny jest takim otrzeźwieniem dziecka – podkreśla prof. dr hab. Nalaskowski.

 

Aż 83% Polaków przyznaje, że było świadkiem przemocy fizycznej wobec dziecka. Z kolei 33% badanych reagowało, by powstrzymać dorosłego, a 22% uważa, że jest to prywatna sprawa każdej rodziny. 46% przyznało, że nie wiedziało jak zareagować w takiej sytuacji.

 

Rodzice najczęściej karzą swoje dzieci, stosując wobec nich zakazy, np. zabawy czy spotykania się z przyjaciółmi (71%). Ponad połowa (55%) krzyczy na swoje dzieci bądź je krytykuje, a ponad jedna czwarta (26%) stosuje przemoc fizyczną. Tylko 14% rodziców przyznaje, że nigdy nie stosowało żadnych kar.

 

Prof. dr hab. Nalaskowski zaznacza, że jest zwolennikiem naprawiania uszkodzonej struktury. – Przede wszystkim dziecko oprócz kary ma obowiązek naprawienia tego, co zepsuło – jeżeli było niemiłe dla matki to musi iść i ją przeprosić, jeżeli coś uszkodziło, to ma to naprawić – podkreślił. Jak dodał, każde wychowanie powinno w sobie zawierać pewien repertuar kar. – Dziecko musi wiedzieć, co się stanie, jeśli czegoś nie zrobi lub nie będzie posłuszne. Powinien też działać mechanizm odkupienia swoich win – zaznaczył.

 

Wśród kar fizycznych wobec dzieci najczęstsze są klapsy (94%), bicie ręką (49%) i bicie pasem (22%). Najczęściej rodzice tłumaczą stosowanie przemocy utratą panowania nad sobą (56%), temperamentem dziecka (37%) i poczuciem bezradności (36%). Jedna czwarta rodziców uważa, że jest to skuteczna metoda (24%), a prawie jedna piąta twierdzi, że robi to dla dobra dziecka (18%). Z kolei 6% badanych przyznało, że co najmniej raz uderzyło swoje dziecko z taką siłą, że został po tym ślad.

 

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę (dawniej Fundacja Dzieci Niczyje) działa od 1991 r. Dąży do tego, by wszystkie dzieci miały bezpieczne dzieciństwo i były traktowane z poszanowaniem ich godności i podmiotowości. Jej misją jest oferowanie krzywdzonym dzieciom i ich opiekunom pomocy psychologicznej i prawnej, uczenie dzieci, jak mogą uniknąć przemocy i wykorzystywania, informowanie dorosłych, jak reagować, gdy podejrzewają, że dziecku dzieje się krzywda.

 

W 1954 r. Organizacja Narodów Zjednoczonych w rezolucji 836 (IX) Zgromadzenie Ogólne ONZ zaleciło wszystkim państwom organizowanie obchodów Powszechnego Dnia Dziecka i zaapelowało, aby wykorzystać te obchody do propagowania idei braterstwa i zrozumienia pomiędzy dziećmi całego świata oraz do promowania działań na rzecz ich pomyślnego rozwoju.

 

ONZ obchodzi własny Dzień Dziecka 20 listopada, w rocznicę uchwalenia Deklaracji Praw Dziecka (w 1959 r.) oraz Konwencji o Prawach Dziecka (w 1989 r.). Zgromadzenie Ogólne w swojej rezolucji sugeruje jednak, że każde państwo może organizować własne obchody w dniu, który uzna za właściwy.


(KAI) pgo, fdds.pl, brpd.gov.pl / Warszawa

Show comments
Z KRAJU

Światowy Dzień Ubogich się nie kończy

Potrzeba miejsca, w którym ubodzy i bezdomni mogą się schronić i spotkać, pomoc osobom zagrożonym ubóstwem i zagospodarowanie potencjału wolontariuszy – to najważniejsze wyzwania, które pojawiły się przed organizatorami Światowego Dnia Ubogich w archidiecezji krakowskiej po zakończeniu wydarzenia. Jak poinformowała w rozmowie z KAI albertynka s. Teresa Pawlak, w przyszłym tygodniu twórcy Namiotu Spotkań spotkają się, by podsumować efekty pracy i zastanowić się nad kontynuacją działań.

KAI: Słyszałam głosy, że Namiot Spotkań na Małym Rynku powinien stać cały rok. Co Siostra na to?

– Takie głosy docierały i do nas. Byli i tacy, którzy deklarowali, że pójdą z tą sprawą do magistratu. Na pewno Namiot pokazał, że są osoby, które nie mają gdzie spędzić całego dnia, szczególnie wtedy, gdy jest chłodno. Namiot stał się dla nich świetlicą, domem, kuchnią, wszystkim, co mieli. Są miejsca w Krakowie, gdzie osoby bezdomne mogą przychodzić, ale nie są one czynne 12 godzin na dobę. Nasz Namiot pokazał, że jest taka potrzeba miejsca, w którym osoby bezdomne, mieszkające w noclegowniach mogły gdzieś spędzić dzień.

 

Są już pomysły, gdzie taki namiot lub coś podobnego mogło w Krakowie stanąć?

– Na razie to tylko idea. Za tydzień odbędzie się spotkanie, podczas którego będziemy o tym rozmawiać. Myślę, że nam, czyli ludziom, którzy zajmują się pomaganiem, Namiot zadał pytanie: i co teraz? Jak można pomagać bardziej? Co zrobić, by osoby bezdomne nie musiały się tułać przez cały dzień? To impuls do myślenia dla organizacji, fundacji i stowarzyszeń pomocowych. Zobaczymy. Widzimy potrzebę i to w naszych sercach już pracuje.

 

Dla zwykłych krakowian mógł to też być impuls do refleksji nad tym, jak w swojej codzienności rozbijać taki Namiot Spotkań?

– Namiot wyczulił na to, że mamy więcej niż inni i możemy się tym dzielić. Było wiele osób, które nas odwiedzały i widać było po nich duże przejęcie. To nie kwestia ludzkiej ciekawości, tylko zainteresowania drugim człowiekiem. Dla mnie najbardziej wzruszające były spotkania z tymi, których bliscy zostali bezdomnymi. Te osoby miały poczucie i żal do siebie, że nie zrobiły nic, by do tego nie doszło, i dlatego teraz chcieli się zaangażować w pomoc.

Poza tym widać było, że w bezdomnych zaczynamy dostrzegać ludzi z konkretnymi twarzami i konkretnymi historiami. To pozwala, by zastanowić się nad tym, jak pomóc osobom, które są wśród nas i potrzebują naszego wsparcia.

Wśród ludzi odwiedzających namiot było też sporo takich, którzy mówili nam, że niewiele brakowało, by znaleźli się w podobnej sytuacji. Przy stolikach prawnika i psychologa odbyło się wiele rozmów z osobami, które nie są jeszcze bezdomne, ale znajdują się na granicy i potrzebują konkretnej pomocy, żeby nie znaleźć się na ulicy. Stanowiska, gdzie udzielano tego typu porad, były dla nich idealnym miejscem, żeby zatrzymać pewien proces, który prowadzi do tego, by wpadły w kryzys bezdomności.

 

To też jest kolejny obszar pomocy, którym trzeba się zająć.

– Ludzie zagrożeni bezdomnością mają w sobie lęk przed instytucjami. Zasada no logo pomagała w tym, by te osoby mogły przyjść i poprosić o pomoc. Jest wielu nieporadnych ludzi, zwłaszcza starszych, którzy wciąż jakoś sobie radzą, ale mają cały czas w głowie świadomość, że nie wiadomo, jak długo to potrwa i są tak naprawdę zostawione same sobie. Takich osób jest coraz więcej . Rodzi się pytanie, jak do nich dotrzeć. One się wstydzą, nie wiedzą, jak poprosić o pomoc, może są samotne, a historie pokazuje, że może niewiele brakować, by ci ludzie znaleźli się w ekstremalnie trudnej sytuacji, której można przecież zapobiec.

 

Są jeszcze jakieś nowe wyzwania, które stoją przed organizatorami ŚDU po tym niezwykle intensywnym tygodniu wydarzeń?

Teraz będzie bardziej optymistycznie. Zobaczyliśmy wielu wspaniałych wolontariuszy. Wielu z nich po raz pierwszy pomagało osobom bezdomnym i ubogim. To duży zasób ludzi, którzy chcą się bardziej zaangażować w udzielanie pomocy. To spory potencjał wrażliwości i potrzeby działania. Widziałam studentki, które były wyznaczone na określone godziny, ale potem przychodziły już tylko dlatego, że chciały. Odnalazły w Namiocie swoje miejsce. Przychodzili młodzi, starsi, ludzie związani ze środowiskami typowo modlitewnymi, tylko po to, by pomóc w sprzątaniu czy rozdawaniu herbaty. Dla nas wszystkich ten zaangażowany całym sercem wolontariat to było wielkie zaskoczenie. Szkoda by było to zmarnować. Ludzka dobroć nie ma granic. Szesnastolatek z Igołomi dojeżdżał do nas codziennie, by pomóc. Wielu krakowskich emerytów przychodziło, żeby pomóc albo po prostu pobyć i porozmawiać.

Dużym zainteresowaniem cieszył się też fryzjer. Dla ludzi ubogich czy bezdomnych zmiana wizerunku okazała się czymś bardzo ważnym. Poszli więc do fryzjera, który przez cały tydzień był do dyspozycji, zrobili sobie zdjęcia potrzebne do wyrobienia dokumentów i deklarowali, że zaraz następnego dnia złożą wniosek o dowód. To dla wielu może okazać się początkiem zmian w życiu. Podobnie z pomocą medyczną.

Jest też przestrzeń bardzo trudna, bo związana z nałogami. Wielu bezdomnych ma problem z alkoholem czy innymi używkami. Oczywiście nie pozwalaliśmy na picie w Namiocie, ale niestety widać było, że z dnia na dzień coraz trudniej niektórym tę abstynencję utrzymać. To dla nas wielki ból, bo trudno na dłuższą metę pomóc komuś, kto nie chce wytrzeźwieć. To jest pytanie: jak do nich dotrzeć i czy da się jeszcze coś zrobić, by im pomóc.

Na niedzielnym posiłku pojawiały się całe rodziny. To jest niepokojące, bo wydawać by się mogło, że ten problem w Krakowie prawie nie istnieje i że pomoc socjalna jest tak wydajna, że ubogie rodziny mogą dać sobie radę. W wielu wypadkach jest to jednak kwestia niezaradności życiowej i wielka potrzeba wsparcia tych rodzin.

 

Namiot był także przestrzenią ekspresji artystycznej dla osób ubogich i bezdomnych. Udał się ten eksperyment?

– Warsztaty literackie pokazały, że ci ludzie mają ogromną potrzebę wyrażenia siebie i są bardzo wrażliwe. Osoby bezdomne, jeśli tylko mają taką możliwość, chcą śpiewać, pisać, malować i być zauważone w przestrzeni kulturalnej. Są w Krakowie takie miejsca, gdzie mogą wyrazić siebie przez sztukę, ale to ciągle za mało. Potencjał jest dużo większy, a dla nas zadanie, bo jest nadzieja, że przez wrażliwość artystyczną osób bezdomnych można do nich dotrzeć i pomóc podnieść się z dna.

 

KAI: Wśród gości Namiotu Spotkań było wiele znanych osób, ale nikt nie robił wokół nich zbędnego show. To chyba pokazuje, że spełniło się założenie tego miejsca, w którym wszyscy są równi?

– Wiadomo, że jak pojawia się osoba znana, to wszyscy ją rozpoznają. Tak było, gdy gotowała Ewa Wachowicz, czy gdy przyszedł ks. kard. Dziwisz. To wielki plus tego miejsca. Nie było bariery, która rozdzielałaby znanych od anonimowych, bogatych od ubogich, pomagających i przyjmujących pomoc. Dobre było i to, że osoby medialne potrafiły się w tym odnaleźć i służyć naszym namiotowym gościom. Kiedy pojawił się kard. Dziwisz, jeden z bezdomnych poprosił o spowiedź. Ksiądz Kardynał nie miał oporów, żeby usiąść do konfesjonału. Wyspowiadał wtedy wilka osób. Nikt nikogo nie klasyfikował. Osoby gotujące na warsztatach kulinarnych to są przecież ludzie znani i medialni, ale w ogóle nie rzucali się w oczy. Dla osób, które do nas przychodziły z obawami, czy nie zostaną napiętnowane, to było bardzo istotne, bo pokazywało, że wszyscy są równi, że nie ma lepszych i gorszych.

 

Osoby, z którymi rozmawiałam, porównywały atmosferę Dnia Ubogich do tego, co się działo na krakowskich ulicach w czasie ŚDM. Skala mniejsza, ale radość świętowania podobna?

To porównanie jest uzasadnione, bo w czasie Światowych Dni Młodzieży ludzie się zjednoczyli bez względu na środowiska, narodowość, język czy nawet wyznanie. Młodzi przyjechali, by spotkać się ze sobą i z Panem Bogiem. Mieli dla siebie czas, byli razem. To była ogromna radość, o której nie da się zapomnieć i wynikała ona ze spotkania i czasu, który poświęcaliśmy sobie nawzajem. Podobnie było i u nas. Może nie spotkały się zupełnie inne światy, ale nie było też podziałów. Ludzie mieli dla siebie czas, by rozmawiać ze sobą, śpiewać, tańczyć i modlić się. Nasza radość wynikała nie z tego, co posiadamy jako materialne dobra, ale z tego, że mamy siebie nawzajem. Sprawdziła się prawda, że największą biedą człowieka jest brak relacji, samotność i brak miłości. A takie spotkania, jak nasze, to przestrzeń bycia razem, która jest ogromnym bogactwem. Zapominamy o własnych brakach, niewygodach i krzywdach. Kiedy mamy obok siebie drugiego człowieka, ciężar jest lżejszy. Tego nam na co dzień brakuje. Wartość spotkania koniecznie trzeba ocalić.


(KAI) Rozmawiała Magda Dobrzyniak / Kraków

Show comments

Birma: 200-300 tys. wiernych na papieskiej Mszy

Na Mszy św., jaką 29 listopada papież Franciszek odprawi na błoniach Kyaikkasan w Yangonie (Rangunie) spodziewanych jest nawet 200-300 tys. wiernych z całej Mjanmy (Birmy), czyli ponad jedna trzecia spośród 700 tys. katolików w tym azjatyckim kraju. Franciszek będzie przebywał w Mjanmie w dniach 27-30 listopada, po czym odleci do sąsiedniego Bangladeszu.

Katolicy na spotkanie z papieżem przybędą z regionów Kaczin, Kaja, Czin, Karen i Szan, gdzie mieszka większość z nich. Wszyscy będą ubrani w tradycyjne stroje. Niektórym podróż do Yangonu zabierze nawet 3-4 dni. Dla tych, którzy przyjadą pociągiem rząd przygotował darmowe bilety.

 

We Mszy odprawianej po łacinie, angielsku i birmańsku wezmą również udział katolicy z innych azjatyckich państw: Tajlandii, Korei, Wietnamu. Obecni będą przedstawiciele muzułmanów, hinduistów, buddystów i innych Kościołów chrześcijańskich, dla których zarezerwowano specjalne miejsca.

 

Drugą Mszę św. Franciszek odprawi 30 listopada w stołecznej katedrze dla młodzieży, z udziałem 6 tys. osób. Jednak do świątyni wejdzie jedynie 1500, pozostali uczestnicy będą stali na zewnątrz, obserwując przebieg liturgii na wielkich ekranach.

 

Rząd Mjanmy oddał do dyspozycji papieża samochód marki Mercedes, jednak Franciszek wolał skromniejszy pojazd i po ulicach Yangon będzie jeździł ciemnoniebieską Toyotą Mark II.

 

Kluczowymi tematami papieskich przemówień w Mjanmie będą: pojednanie, przebaczenie i pokój. Franciszek będzie mówił po włosku, a jego słowa będą tłumaczone na język lokalny.

 

Za jedno z najważniejszych w czasie podróży rzecznik episkopatu uznaje spotkanie papieża z władzami korpusem dyplomatycznym w stolicy kraju, Naypyidaw. – Kraj przechodzi okres przejściowy, który sam w sobie jest niezwykle delikatny, trudny i wciąż trwa. Od papieża oczekuje się zachęty do podążania drogą budowy demokracji w kraju – stwierdził duchowny. Dodał, że „papież zwróci się co całego kraju”, którego wszyscy mieszkańcy „bardzo wiele wycierpieli”.

 

Innym ważnym punktem programu będzie spotkanie 29 listopada z Najwyższą Radą Sanghi (zgromadzenia) mnichów buddyjskich. Zdaniem rzecznika episkopatu, relacje katolicko-buddyjskie w Mjanmie są bardzo dobre, także za sprawą „życzliwego usposobienia ludności buddyjskiej”. Spotkanie to „potwierdzi, że katolicy szanują buddyzm i że przyszłość kraju buduje się także na wzajemnym szacunku między różnymi tradycjami religijnymi i grupami etnicznymi”.

 

Z Franciszkiem do Mjanmy przyleci 69 dziennikarzy, na miejscu zaś jego podróż opisywać będzie kolejnych 200.


pb (KAI/SIR) / Yangon

Show comments

“Nie jest łatwo być chrześcijaninem w Bangladeszu” [WYWIAD]

"Bycie chrześcijaninem w takim kraju jak Bangladesz nie jest łatwe: oznacza skazanie na różnorodne formy dyskryminacji" - podkreśla ks. Paweł Kociołek, salezjanin, misjonarz prowadzący placówkę misyjną w Joypurhat w Bangladeszu. W rozmowie z KAI polski misjonarz mówi m. in. o przygotowaniach do wizyty apostolskiej papieża Franciszka, która odbędzie się w dniach 30 listopada - 2 grudnia, specyfice kraju, sytuacji chrześcijan oraz Kościele katolickim.

Krzysztof Tomasik (KAI): Do jakiego Bangladeszu przyjeżdża papież Franciszek?

Ks. Paweł Kociołek: Aby dobrze zrozumieć znaczenie wizyty Ojca Świętego w Bangladeszu, trzeba znać kontekst, w jakim żyją tu chrześcijanie. W minionych latach dochodziło do ostrych prześladowań mniejszości religijnych, w tym wyznawców Chrystusa. Choć obecny rząd jest wyczulony na wszelakiego rodzaju próby wykluczeń społecznych i czasami interweniuje w obronie pokrzywdzonych, to trzeba jasno powiedzieć, że prawo to jedno, a życie to drugie i kieruje się swoimi zasadami. Bycie chrześcijaninem w takim kraju jak Bangladesz nie jest łatwe: oznacza skazanie na różnorodne formy dyskryminacji.

Dzięki Bogu obecnie nie jesteśmy przedmiotem krwawych prześladowań, ale praktycznie wszędzie: w pracy, szkole, urzędzie, restauracji chrześcijanin jest traktowany jako druga albo nawet trzecia kategoria człowieka. Dla wielu to bardzo męczące i niezwykle upokarzające. Chrześcijanie często zadają sobie pytania: dlaczego tyle lat nie mogę dostać pracy, czemu w szkole, szczególnie gdy w klasie jest dwóch, trzech uczniów chrześcijan, nauczyciel stale podkreśla wyższość islamu nad chrześcijaństwem? Dlaczego w restauracji posiłek podawany jest „dla swoich” w specjalnie, tylko dla nich, odłożonych miskach?

 

Jak w tej sytuacji wyglądają przygotowania do papieskiej wizyty?

– Wizyta papieża, która będzie przebiegać pod hasłem „Zgoda i pokój”, przede wszystkim umocni tych, którzy wątpią, doda sił tym, którzy czują się przytłoczeni, i zachęci wszystkich chrześcijan do jedności, do bycia świadkiem Jezusa nawet w tak niesprzyjających warunkach. Chrześcijanie bardzo się z niej cieszą. I dobrze pamiętają pielgrzymkę Jana Pawła II z 1986 r. Ze względu na ubóstwo wielu z nich nie będzie w stanie przyjechać do stolicy Bangladeszu Dhaki i osobiście uczestniczyć w spotkaniach z Franciszkiem, ale dużo mówi się o wizycie w środowiskach chrześcijańskich. Z tej okazji we wszystkich kościołach odmawiana jest codziennie specjalna modlitwa za papieża, Bangladesz i dobre owoce pielgrzymki.

 

Czy papieska wizyta obecna jest w bengalskich mediach?

– Na co dzień media, które prawie w 100 proc. należą do muzułmanów, nie mówią wiele o chrześcijaństwie. Jest to raczej temat, którego się nie porusza. Obecnie, tuż przed wizytą Ojca Świętego, sporadycznie pojawiają się w gazetach wzmianki o wizycie papieża. Telewizja państwowa raczej przemilcza ten temat. Natomiast osoba Franciszka pojawia się w mediach społecznościowych w kontekście uchodźców z ludu Rohindża, brutalnie wypędzonych z sąsiedniej Mjanmy. Na terenie Bangladeszu jest ich obecnie ok. 600 tys. Pamięta się słowa papieża, którymi nieraz wsparł prześladowanych Rohindżów. Nieoficjalnie się mówi, że żaden z liderów muzułmańskich nie stanął w ich obronie, tak jak to zrobił zwierzchnik największego Kościoła chrześcijańskiego.

 

W czym tkwi specyfika Bangladeszu?

– Bangladesz to jeden z najbardziej zaludnionych krajów świata, słabo rozwinięty gospodarczo i co się z tym wiąże – o bardzo wysokim poziomie ubóstwa. 80 proc. mieszkańców mieszka na wsiach i trudni się rolnictwem. Główną uprawą jest ryż, dlatego też dominującą część krajobrazu stanowią pola ryżowe. Bangladesz to niewielki kraj. Jego powierzchnia wynosi 144 tys. km kw., czyli mniej niż połowa Polski. A zamieszkuje go prawie 170 mln ludzi.

 

Jakie największe wyzwania stoją dziś przed Bangladeszem?

– Obok przeludnienia i ubóstwa boryka się on z wieloma problemami, które dotykają całe społeczeństwo, a są nimi: praca dzieci i nieletnich, prostytucja, duża przestępczość, analfabetyzm, wyzysk pracowników, niesprawiedliwość społeczna. Często dochodzi do strajków, które paraliżują cały kraj. Innym problemem są bardzo obfite deszcze, jedne z największych w świecie, które co roku nawiedzają Bangladesz. Największa liczba opadów połączonych z cyklonami występuje w okresie monsunowym pomiędzy czerwcem a wrześniem. Wtedy dochodzi do ogromnych powodzi i zniszczeń.

 

Jak scharakteryzowałby Ksiądz Kościół katolicki w Bangladeszu? Kim są katolicy, skąd się wywodzą?

– Kościół jest podzielony na osiem diecezji z 400 tys. wiernych. Chrześcijanie to w absolutnej większości biedni ludzie, żyjący przede wszystkim w wioskach i wywodzący się w 60 proc. z wielu grup etnicznych zamieszkujących różne tereny kraju, m.in. z ludów Garo, Shantal, Mohali i Oraun. Można powiedzieć, że życie wcale ich nie rozpieszcza, a w chrześcijaństwie i Kościele znajdują wsparcie i różnorodną pomoc.

 

Jak są traktowani chrześcijanie na co dzień przez muzułmańskie w większości społeczeństwo?

– Mimo że wspólnota chrześcijan jest bardzo mała, to większość społeczeństwa postrzega ją bardzo pozytywnie. Kościół katolicki prowadzi wiele szkół. Praktycznie przy każdej misji jest placówka edukacyjna. Warto zaznaczyć, że najlepsza szkoła w Bangladeszu jest prowadzona przez księży z założonego w XIX w. przez o. Basile-Antoine Moreau we Francji Zgromadzenia Świętego Krzyża. Kościół prowadzi także wiele szpitali i przychodni zdrowia, w których każdy bez względu na wyznanie znajdzie pomoc. Katolicy są znani i kojarzeni z pomocą charytatywną najbardziej potrzebującym. Jeśli ktoś zada pytanie pierwszemu spotkanemu człowiekowi na ulicy – a zapewne będzie to muzułmanin – z czym kojarzy mu się chrześcijaństwo, to na pewno odpowie, że z dobrymi szkołami i szpitalami. Arcybiskup Dhaki kard. Patrick D’Rozario zwykle mówi, że „Kościół w Bangladeszu jest solą dla naszego narodu. To mała ilość, ale w misce ryżu wystarczy jej szczypta, aby nadać potrawie odpowiedni smak”. Warto zaznaczyć, że oprócz katolików jest wiele różnych mniejszych lub większych Kościołów protestanckich, z którymi nasze relacje są raczej pozytywne.

 

Wcześniej mówił ksiądz o dyskryminacji bengalskich chrześcijan…

– Raz jeszcze podkreślę, Bangladesz to kraj, w którym w ciągu ostatniej dekady sytuacja chrześcijan dramatycznie się pogorszyła. Będący religią państwową islam coraz bardziej się radykalizuje. Jest to zauważalne także przed wizytą papieża. Co prawda wielu ludzi cieszy się z tej wizyty, ale są to głównie chrześcijanie, którzy oczekują wsparcia i pocieszenia. Duża część muzułmanów nie jest zadowolona, pojawia się nawet pytanie: „Po co on tu przyjeżdża?”. Systematycznie narasta islamski fundamentalizm, któremu władze nie są w stanie stawić czoła albo zwyczajnie nie chcą. Arabia Saudyjska zapowiedziała właśnie sfinansowanie w Bangladeszu budowy 560 meczetów. Przeznaczy na to ponad miliard dolarów. Powstaną przy nich sale do nauki, biblioteki i ośrodki kulturalne, by jak mówią ofiarodawcy, upowszechnić prawdziwą znajomość islamu. Problem w tym, że będą promować islam w najbardziej radykalnej postaci wahhabizmu. Pieniądze znad Zatoki Perskiej finansują masowy rozwój szkół koranicznych, a ci, co znają temat, wiedzą, że nie wróży to nic dobrego.

 

Dlaczego wybrał Ksiądz Bangladesz?

– W naszym zgromadzeniu salezjańskim raczej nie wybieramy sobie miejsca pracy i posługi. Każdy, kto wybiera się na misje, oddaje się do dyspozycji przełożonemu i to on, znając potrzeby i sytuację na świecie, posyła misjonarzy w różne miejsca, i tak też było ze mną. Przełożony uznał, że Bangladesz będzie najlepszym miejscem dla mnie i pracuję tu od 2010 r., praktycznie od początku działalności salezjańskiej misji.

 

Na czym polega Wasza praca? Czym możecie się pochwalić?

– Salezjanie w Bangladeszu są obecni od 2009 r. W ciągu ośmiu lat otworzyliśmy trzy misje: w Utrail, Lokhikul i niedawno w Joypurhat. Wszędzie, gdzie jesteśmy, stawiamy przede wszystkim na edukację, widząc w niej „klucz”, który otwiera młodzieży drzwi do lepszego jutra. Nasza misja jest bardzo młoda. Gdy przybyliśmy do Bangladeszu, wszystko trzeba było organizować od zera. Na przykład w Utrail mieszkaliśmy w jednej z sal starego, prawie całkowicie zniszczonego budynku szkoły. W tym niewielkim pomieszczeniu mieliśmy wszystko i robiliśmy wszystko. W Lokhikul po dotarciu na miejsce nie było żadnego budynku oprócz obory, więc trzeba było kilka miesięcy mieszkać „z krowami”, a w Joypurhat pierwszy rok mieszkałem w zakrystii kościoła.

 

Ksiądz pracuje na misji w Joypurhat…

– Tak, w założonej trzy lata temu placówce misyjnej. Prowadzimy tam w niewielkim budynku przerobionym ze starego magazynu internat dla uczniów. Mieszka w nim obecnie dziewięciu chłopców w wieku 16- 19 lat. Prowadzimy dożywianie. Codziennie 50 osób, w większości dzieci, ale także parę samotnych starszych otrzymuje obiad. Prowadzimy popołudniową bezpłatną szkołę dla najbardziej zaniedbanych dzieci, głównie z pobliskich slumsów. Niestety lekcje odbywają się pod gołym niebem, ponieważ nie mamy żadnego budynku. Działa oratorium dla 200 dzieci. Zajęcia odbywają się w każdy piątek.

 

Jak wygląda codzienna ewangelizacja?

– Odbywa się głównie przez odwiedzanie wiosek zamieszkiwanych przez różne plemiona. Są to ludzie bardzo ubodzy, opuszczeni i zostawieni samym sobie. Często proszą nas o pomoc medyczną, zakup lekarstw, wsparcie dla uczących się dzieci, a czasem nawet o pomoc w naprawie rozlatującego się domu. W ramach ewangelizacji wybudowaliśmy także kilka kaplic w oddalonych od misji wioskach.

Cały czas rozbudowujemy infrastrukturę misji. Swoją działalność rozpoczęliśmy od zakupu gruntów. Teren ogrodziliśmy murem, a następnie przerobiliśmy stary magazyn na internat i wybudowaliśmy kościół. Jest to jedyna katolicka świątynia w całym regionie. Wybudowaliśmy też niewielki dom dla posługujących tu salezjanów. Obecnie jest ze mną kleryk (pierwsze nasze lokalne powołanie do kapłaństwa), który odbywa praktykę. W planach mamy budowę centrum młodzieżowego im. św. Jana Pawła II, w którym mają być internat, szkoła i dom zakonny. Finansowania dużej części tego projektu podjął się Salezjański Wolontariat Misyjny „Młodzi Światu” w porozumieniu z Krakowską Inspektorią Salezjanów.

 

W czym zatem i jak najlepiej Kościół w Polsce powinien wspierać katolików w Bangladeszu?

– Pomoc może być różnoraka. Przede wszystkim pomagajmy modlitwą za misjonarzy, misjonarki i tutejszych chrześcijan, którzy żyją w niełatwej dla nich rzeczywistości i jako chrześcijanie doświadczają różnorakich form dyskryminacji.

Niezwykle ważna jest oczywiście pomoc finansowa. Kościół w Bangladeszu bez pomocy z zewnątrz nie jest w stanie funkcjonować i służyć bliźniemu. W parafii w której pracuję niedzielna ofiara na tacę, która jest jedynym jej dochodem, wynosi około 300 taka to jest 2,5 euro. Za taką sumę można kupić 5 kilogramów ryżu. Przypomnę raz jeszcze budujemy i prowadzimy szkoły, finansujemy edukację najuboższym, dożywiamy ich, zajmujemy się pomocą medyczną, na to wszystko potrzebne są środki materialne. Każde wsparcie jakiegokolwiek projektu to wsparcie dla tutejszych chrześcijan i za to już z góry dziękujemy.


Ks. Paweł Kociołek, salezjanin urodził się w 1975 r. Pochodzi z Koniuszowej k. Nowego Sącza, parafii św. Marcina w Mogilnie. Do salezjańskiego nowicjatu wstąpił w 1998 r. Święcenia kapłańskie przyjął w 2007. Pracował w Świętochłowicach w salezjańskim liceum ogólnokształcącym jako nauczyciel katechezy i wychowawca. Ponadto był duszpasterzem młodzieży a wolnym czasie zajmował się wolontariatem misyjnym i pomocą misjonarzom. Na misje do Bangladeszu wyjechał w 2009 r. Obecnie prowadzi placówkę misyjną w Joypurhat.

Rozmawiał Krzysztof Tomasik (KAI)


 

 

Show comments

Jak ukraiński prałat uratował życie kardynałowi di Montezemolo

W wieku 92 lat zmarł 19 listopada w Rzymie kard. Andrea Cordero Lanza di Montezemolo. Jako wybitny heraldyk był autorem papieskiego herbu Benedykta XVI, który w 2006 roku podniósł go do godności kardynalskiej a także m. in. pierwszym nuncjuszem apostolskim Stolicy Apostolskiej w Izraelu po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych w 1993 r. W kwietniu br. w wywiadzie dla ukraińskich dziennikarzy kardynał opowiedział m.in. jak podczas niemieckiej okupacji został uratowany przez ukraińskiego prałata.

Kard. Montezemolo pochodził ze znanej arystokratycznej rodziny z Piemontu. Jego ojciec Giuseppe był podczas II wojny światowej pułkownikiem włoskiej armii. Po wypowiedzeniu przez Włochów sojuszu z Trzecią Rzeszą, odsunięciu od władzy Benito Mussoliniego i zakończeniu okupacji kraju przez hitlerowców, założył wojskową organizację ruchu oporu. Schwytany i osadzony w więzieniu Regina Coeli, był jednym z 335 rozstrzelanych (w tej licznie było 75 Żydów), w Grotach Ardeatyńskich w marcu 1944 r. w odwet za akcję partyzantów.

 

Kard. Montezemolo miał wtedy 19 lat. “To było w 1943 roku. Ojciec żył w podziemiu i starał się za wszelką cenę zapewnić nam wszystkim bezpieczeństwo. Moja matka i trzy siostry ukrywały się w klasztorze w Rzymie, ponieważ mój ojciec umieścił je tam dzięki fałszywym dokumentom Gubernatoratu Państwa Watykańskiego. Byliśmy poszukiwani przez niemieckich okupantów. Znaliśmy dobrze jednego z ukraińskich prałatów, który pracował w Kongregacji Kościołów Wschodnich i mieszkał w Papieskim Kolegium Ukraińskim św. Jozafata na rzymskim wzgórzu Janiculum” – wspominał kardynał. To dzięki niemu młody Montezemolo ukrywał się w czasie okupacji w Kolegium jako „ukraiński student”.

 

“Podczas mojego pobytu w ukraińskim kolegium zapisałem się na filozofię i teologię na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Wybrałem te kierunki ponieważ myślałem o kapłaństwie. Ale wtedy nie byłem tego do końca pewien. Przez kilka lat mieszkałem w ukraińskim kolegium. Tam właśnie po raz ostatni widziałem mojego ojca przed jego śmiercią” – wyznał sędziwy kardynał dziękując ukraińskiemu kolegium za gościnę w latach niemieckiej okupacji.

 

Od kilku lat kardynał chorował. Rok temu w rzymskiej klinice odwiedził go papież Franciszek. Po śmierci kard. Montezemolo kolegium kardynalskie liczy 217 członków, spośród których 120 nie ukończyło jeszcze 80. roku życia i ma prawo do udziału w ewentualnym konklawe.


tom (KAI/RV) / Watykan

Show comments
Z KRAJU

Rozpoczęła się XVII edycja „Szlachetnej Paczki”

Rozpoczęła się XVII edycja Szlachetnej Paczki, projektu Stowarzyszenia Wiosna, który inspiruje społeczeństwo do pomocy potrzebującym. Przygotować paczkę dla osób starszych, samotnych, niepełnosprawnych, a także ubogich dzieci i rodzin można już za pośrednictwem strony internetowej szlachetnapaczka.pl. Akcja co roku łączy tysiące osób potrzebujących pomocy oraz darczyńców i wolontariuszy.

W ubiegłym roku paczki z potrzebnymi produktami dotarły do 19 tys. rodzin. Aktualne baza osób potrzebujących jest już dostępna na stronie Szlachetnej Paczki. W pomoc co roku angażują się ludzie świata polityki i kultury. W poprzednich latach paczki dla potrzebujących przygotowali między innymi papież Franciszek, para prezydencka, polscy piłkarze, skoczkowie narciarscy, znani aktorzy i muzycy i politycy.

 

– Dokonujemy rewolucji, ale to jedyna rewolucja, w której nie ma ofiar. Tworzymy historię, bo wydobywamy z ludzi piękno – podkreśla ks. Jacek Stryczek, prezes Stowarzyszenia Wiosna. – Nie chodzi jedynie o to, kim ludzie są, ale kim mogą się stać. Bo zaangażować się możesz w każdej chwili. Możesz być wolontariuszem, możesz być darczyńcą, możesz być kierowcą, który przewiezie paczkę. Po prostu dołącz i rób to razem z nami – zachęca pomysłodawca projektu Szlachetna Paczka.

 

W ostatnich tygodniach wolontariusze akcji odwiedzali rodziny, które mogą potrzebować pomocy.
Aby zachęcić do pomocy i przekonać, że warto pomagać, zaangażowani w akcję wolontariusze zorganizowali w weekend pochody w całej Polsce, marsze Szlachetnej Paczki odbyły się m.in. w Krakowie, Warszawie, Poznaniu, Szczecinie i Opolu.

 

Na stronie internetowej szlachetnapaczka.pl można wybrać rodzinę, której chcemy pomóc. Ogólnopolski finał akcji odbędzie się w weekend 9-10 grudnia. Wtedy paczki przygotowane przez darczyńców trafią do potrzebujących.

 

Akcję Szlachetna Paczka organizuje od 2001 roku krakowskie stowarzyszenie Wiosna.


(KAI) led / Kraków

Show comments

Ściągnij coś z wieszaka i podziel się!

Studenci z dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego „Beczka” organizują zbiórkę odzieży dla osób bezdomnych. – Ściągnijcie coś z wieszaka i podzielcie się dobrem – namawiają. Akcja „Wieszak” potrwa do końca tygodnia.

Zbiórka rzeczy „ściągniętych z wieszaka” rozpoczęła się w związku z I Światowym Dniem Ubogich i zakończy w niedzielę Chrystusa Króla. Dla bezdomnych do przeżycia zimy niezbędne są m.in. plecaki, w których mieszczą oni cały dobytek, śpiwory, karimaty, koce, termosy, kurtki ciepłe oraz zimowe buty.

– Papież Franciszek, kończąc Jubileusz Miłosierdzia, ogłosił w przedostatnią niedzielę roku liturgicznego ogłosił Święto Ubogich. To bardzo świeże spojrzenie na to, jak w naszej wspólnocie, która nazywa się Kościół mamy patrzeć na ubogich: świętować ich – mówią studenci z „Beczki” i podkreślają, że sam Jezus był „tym, który nie miał gdzie głowy położyć”.

Ich zdaniem, święto ubogich to święto nas wszystkich, bo każdy ma jakieś braki w sobie. Akademicy chcą jednak konkretnie odpowiedzieć na potrzeby osób najuboższych i bezdomnych – by Dzień Ubogich nie stał się tylko jednorazową akcją, ale zobowiązaniem na co dzień
– Dlatego bardzo serdecznie zapraszamy, abyście ściągnęli w wieszaka kilka rzeczy i podarowali je komuś, kto ich potrzebuje – zachęcają studenci od dominikanów. Proszą jednak, by był to faktyczny dar z siebie, a nie pozbywanie się niepotrzebnych sztuk odzieży czy zużytego wyposażenia turystycznego.

Rzeczy można przynosić do Beczki przez cały tydzień po Mszy o 7 rano oraz na spotkaniach grup po 19.15. W niedzielę po Mszach św. ubrania można zostawiać w koszach ustawionych na krużgankach klasztoru ojców dominikanów.


md / Kraków

KAI

 

Show comments