Deklaracja wiary. Dwa razy nie rozumiem

W gorącym temacie podpisywania przez lekarzy "Deklaracji Wiary" dr Wandy Półtawskiej (oraz składania petycji przeciwko tym, którzy ową "Deklarację wiary" przeczytali), mam do powiedzenia jedno: dwa razy nie rozumiem.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Po pierwsze nie rozumiem sensu owej "Deklaracji Wiary". Która (stwierdzam po przeczytaniu) nie jest w zasadzie deklaracją wiary, a światopoglądu, moralności, który z wiary wynika. W polskim prawie jest już jednak przecież "klauzula sumienia", która pozwala lekarzowi nie wykonywać świadczeń na które się moralnie nie zgadza i jest na takie ewentualności przygotowana procedura. Jej częścią jest wskazanie pacjentowi miejsca, gdzie owo świadczenie uzyska.

To naprawdę dramatyczna sytuacja, gdy lekarz który odmawia zgodnej z polskim prawem aborcji musi wskazać innego lekarza, który oporów przed zabiciem dziecka nie ma (albo wyłączyć się z postępowania i np. prosić szefa, żeby przejął sprawę i takiego wskazał). Ale takie jest niestety prawo, obowiązujące w naszym kraju, zamieszkałym przez wierzących i niewierzących. W którym – warto sobie uświadomić – z moich i twoich pieniędzy z podatków dokonuje się owych kilkuset legalnych aborcji rocznie. Klauzula sumienia pozwala lekarzowi wyłączyć się z odpowiedzialności za dokonanie zabójstwa. Dobrze, że może to zrobić. Jak wierzę – zrobił wszystko, żeby odwieść pacjentkę od tego zamiaru. Od tej pory może tylko gorąco modlić się za tego, kto w tej sytuacji ponosi pełną odpowiedzialność: za pacjentkę, za jej bliskich, za kolejnego lekarza.

Deklaracja wiary. Dwa razy nie rozumiem

Lekarz – katolik już teraz z pewnością nie robi in vitro, aborcji (eutanazja jest w Polsce nielegalna). Po co więc ta pompatyczna, słowna tautologia, skoro najgłębszą (a przede wszystkim konkretną) deklaracją wiary jest zastosowanie przez lekarza – katolika "klauzuli sumienia", wiedząc że narazi się na kłopoty: docinki, obelgi, a może nawet szykany?

Poza wszystkim nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że najlepszą deklaracją wiary jest po prostu pełne poświęcenia i oddania pacjentom wykonywanie swojej pracy. Że znacznie większe działanie ewangelizacyjne miałoby promowanie ludzkich zachowań lekarzy wobec pacjentów. Niechby zamiast "Deklaracji Wiary" podpisywali najpierw "Deklarację Miłości" (może być też "Dekaracja Służby"). Być może są lekarze, którzy czują codzienny napór pacjentów chcących dokonać aborcji, in vitro, względnie zmienić płeć, w moim codziennym doświadczeniu problemem jest raczej to, że oni (niezależnie od wyznania), z nielicznymi wyjątkami, traktują mnie jak chodzące punkty do kontraktów w NFZ-ecie. Lekarz – katolik, dostrzegający moje człowieczeństwo, co wyrazi się nie w tym, że nie zaleci mi prezerwatyw, ale w tym że z troską dopyta o mój stan po dyżurze, nie będzie w biegu między jednym etatem a drugim, ale poświęci mi pół godziny w przychodni! To moje prywatne marzenie.

Moje drugie "nie rozumiem" kieruję zaś pod adresem tych, co teraz z takim lamentem i zawodzeniem poniżają lekarzy, którzy ową "Deklarację" podpisali. Gdy lekarze z klinik in vitro strojąc się w szaty chłodnych specjalistów wygłaszają karcącym tonem swoje ideologiczne manifesty – wszystko jest w porządku i wszyscy zachwyceni są słusznością ich poglądów. Halo, halo, pozwalamy jednym, głos winni mieć i drudzy. Lekarz to nie maszyna do udzielania świadczeń, to człowiek ze swoim systemem wartości i wolę żeby go miał i umiał uzasadnić (a ja wtedy wybiorę, czy mi pasuje czy nie), niż na siłę udawał ideologiczną bezpłciowość. Założę się też, że gdyby obecni antydeklaracyjni apostołowie wylądowali w Indiach i poszli do regularnego doktora, który przy okazji byłby wyznawcą ajurvedy, byliby zachwyceni, że takie nowe, uduchowione, holistyczne podejście do człowieka, którego próżno szukać w Europie. Śmieszy mnie też ich nieświadomość, wszak już teraz leczą się u ludzi, którzy składali przysięgę Hipokratesa, której tezy "Deklaracja Wiary" w części powtarza.

Deklaracja wiary. Dwa razy nie rozumiem

Przezabawni są ci wszyscy moi znajomi, którzy na Facebooku organizują teraz akcje wypisywania się od lekarzy, którzy – jak podejrzewają – mogliby im teraz leczyć grypę "po katolicku", a oni chcą po świecku. Bo niby w jakich przypadkach wejdą w realny, zagrażający ich zdrowiu konflikt z katolickim sumieniem lekarza, czego się boją? In vitro nie robi się pacjentom nieprzytomnym, antykoncepcji nie przepisuje się osobom bez kontaktu na ostrym dyżurze, podobnie ze zmianą płci. Nie mówimy o sytuacjach, w których karetka wiezie cię do szpitala, a tam lekarz bez twojego udziału robi ci coś niezgodnego z twoim światopoglądem. Wyrostka naprawdę nie usuwa się po katolicku lub po świecku, podobnie nie składa kości i nie leczy raka. Jedyną kwestią o której naprawdę można by tu dyskutować jest eutanazja. Ale mam wrażenie, że nie o nią się przy okazji tego całego zamieszania spieramy.

Słowem: w mojej prywatnej ocenie "Deklaracja Wiary" to kolejny przejaw "ewangelizacji konfrontacyjnej", podejścia które zakłada, że toczy się wojna, więc trzeba zwierać szeregi, zbroić się, zbijać w grupę, szyć i wywieszać flagi. To ewangelizacja, w której chodzi nie o ewangelizowanego, a o ewangelizatora. O to, by poczuł się raźniej, by nie był sam, by się policzył z innymi, by sam jasno określił swoje stanowisko. Nie wyobrażam sobie, żeby ową "Deklaracją" udało się uratować choć jedno ludzkie życie, albo choć jedną duszę nawrócić. To nasza wewnątrzna, katolicka przygoda, dająca przy okazji na tacy wrogom religii gratisowe pół tony amunicji, żeby znów mogli sobie w nas postrzelać.

Spór, który owa "Deklaracja" wywołała raz jeszcze dobitnie pokazał z jak dziecinnym odreagowaniem, z jak banalnym intelektualnie i poznawczo antyklerykalizmem i "antyeklezjalizmem" mamy dziś w Polsce do czynienia. Po raz kolejny, ci którzy deklarują, że dadzą się pokroić za to by Polacy mogli dokonywać wolnych wyborów pokazują, że zrobią to wyłącznie w sytuacji gdy chodzi o wybory zgodne z ich własnymi.

Każdy oświecony humanista skoro jest gotów umrzeć za prawo pacjenta do zrobienia in vitro, powinien być gotów iść na szafot również za lekarza, któremu sumienie zabrania owego in vitro robić.

Jeśli nie jest – nie jest żadnym oświeconym humanistą, a po prostu ideologiem tylko z drugiej strony, względnie osobą też wierzącą, tylko w co innego niż ja.

Więc zamiast odreagowywać sobie na Kościele jakieś osobiste czy społeczne traumy, powinien zwyczajnie szanować katolickich lekarzy korzystających z "klauzuli sumienia". Którzy owszem, nie zrobią mu in vitro, ale też np. nie podadzą bez jego zgody śmiertelnej dawki morfiny, gdy umożliwi to polskie prawo, a zażyczy sobie tego zjeżdżająca już na pogrzeb rodzina (znam taki przypadek z Belgii). Nie obetnie ręki w sytuacji gdy w Polsce zacznie może za sto lat obowiązywać szariat, a przede wszystkim da mu poczucie, że widzi w nim coś więcej niż zbiór komórek, widzi godność i piękno człowieczeństwa. Będąc częstym klientem polskiej służby zdrowia zakładam, że nie tylko ja gorąco za tym ostatnim tęsknię.


Polecamy również inne artykuły dotyczące deklaracji wiary:


Nie rozumiem czego Pan nie rozumie – dr Helena Pyz


Deklaracja wiary – podpisałamdr Daria Mikuła-Wesołowska


Deklaracja wiary a… Kopernikks. Krzysztof Wieczorek


Treść deklaracji wiary i listu otwartego prof. Wandy Półtawskiej



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Jutro Niedziela – III Adwentu B

Jedynym pewnym źródłem radości jest Miłość. Gotowi na eksplozję radości?

ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >
ks. Piotr Rymuza
ks. Piotr
Rymuza
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Niedziela „Gaudete” jest wezwaniem do radości. Oczekiwany Pan niebawem przyjdzie! W dzisiejszej Ewangelii Jan Chrzciciel mówi nawet więcej – On już jest wśród was!

Żydzi upatrywali Mesjasza w nieodpowiednim człowieku. Nie potrafili zaś rozpoznać Go w Jezusie. Aby móc zobaczyć Boga w swoim życiu, trzeba bowiem podjąć pracę nad sobą, tak by dokonało się w nas nawrócenie.

Jak zauważa św. Paweł, nie jest to sprawa prosta, jednak wysiłek zainwestowany w relację z Bogiem może stać się źródłem wielkiej radości.

Człowiek, który spotkał Boga w swoim życiu, wie bowiem, że znalazł kogoś, kto jest w stanie uleczyć jego złamane serce.

 

PUNKT WYJŚCIA


TRZECIA NIEDZIELA ADWENTU “GAUDETE” • Rok B • KOLEKTA: Będziemy prosić, aby dobre przygotowanie do świąt pozwoliło nam je przeżywać z radością • CZYTANIA: Księga Proroka Izajasza 61,1-2a.10-11; Psalm: Łk 1,46-50.53-54; 1 List św. Pawła do Tesaloniczan 5,16-24; Ewangelia wg św. Jana 1,6-8.19-28.

 

 

• CHMURA SŁÓW • Słowem, które najczęściej pojawia się w liturgii, jest DUCH (5), oznaczający Ducha Bożego, dawcę radości, a także duszę ludzką. Zaraz po nim mamy DUSZĘ (3) – człowieka wezwanego w tę niedzielę do RADOWANIA SIĘ (3). Nic dziwnego, przeżywamy przecież “Niedzielę Radości” (gaudete). Radość jest darem BOGA (3) POSYŁAJĄCEGO (2) swoje sługi-proroków do głoszenia DOBREJ NOWINY (2) UBOGIM (2) i  ogłaszania Bożego MIŁOSIERDZIA (2).

Jutro Niedziela - III Adwentu B

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst I czytania

(Iz 61, 1-2a. 10-11)

Czytanie z Księgi proroka Izajasza

Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim, bym opatrywał rany serc złamanych, żebym zapowiadał wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; abym obwieszczał rok łaski Pańskiej. «Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty. Zaiste, jak ziemia wydaje swe plony, jak ogród rozplenia swe zasiewy, tak Pan Bóg sprawi, że się rozpleni sprawiedliwość i chwała wobec wszystkich narodów».

Oto słowo Boże

[01][02]

PIERWSZE CZYTANIE

Ogromnie weselę się w Panu • Iz 61,1-2a.10-11

KSIĘGA: Izajasza • AUTOR: Izajasz • CZAS POWSTANIA:  poł. VI w. przed Chr. • KTO MÓWI: prorok (w imieniu Boga) • ADRESACI: Izraelici, wszystkie narody  • KATEGORIA: mowa prorocka


O KSIĘDZE • Księga Izajasza składa się aż z 66 rozdziałów. Dzieli się na trzy części, którym przypisuje się różnych autorów i odmienny czas powstania. Adresatami każdej z części są Izraelici w zmieniających się okolicznościach historii zbawienia • Pierwsza część (Iz 1-39) dotyczy Izraela przed wygnaniem za czasów panowania bezbożnego króla Achaza (735-715 r. przed Chr.) oraz jego syna, wiernego reformatora Ezechiasza (715-698 r. przed Chr.). Jej autorem jest tzw. Pierwszy Izajasz (Proto-Izajasz), działający w latach 740-701 przed Chr. Podkreśla on Świętość Boga działającego w historii • Część druga (Iz 40-55) skierowana jest do Izraelitów na wygnaniu. Jej autorem jest Drugi Izajasz (Deutero-Izajasz), prawdopodobnie uczeń wielkiego Izajasza. Głosi on radykalny monoteizm oraz przedstawia zbawienie przychodzące przez cierpienia tajemniczego Sługi Jahwe • Trzecia część (Iz 56-66) powstała już po powrocie z wygnania. Odpowiada za nią wciąż tzw. szkoła Izajasza. Autor, nazwany umownie Trzecim Izajaszem (Trito-Izajaszem), podkreśla świętość Boga i Jerozolimy oraz rysuje wizję czasów ostatecznych, w których zbawienie ma objąć wszystkie narody.

KONTEKST • Od 60 do 62 rozdziału Księga opisuje przyszłą chwałę Jerozolimy, do której wracają wygnańcy z Judy i która przyjmuje w swe mury także pogan z wszystkich krain i narodów (Iz 60,1-18). Do swego miasta powróci także Pan, opromieniając je swoim światłem (Iz 60,19-22). W rozdziale 61 Bóg zwraca się do proroka, którego imię pozostaje zakryte, a który ma nieść miastu Dobrą Nowinę, i zapowiada odbudowę oraz wywyższenie miasta. Jerozolima na powrót zostanie poślubiona Panu (Iz 62). 

ZANIM USŁYSZYSZ • Część pierwsza czytania to wypowiedź proroka, który przyjmuje powierzoną mu przez Pana misję (Iz 61,1-2). Bóg namaszcza go swoim Duchem, aby głosił Dobrą Nowinę, opatrywał złamane serca, wyzwalał jeńców i więźniów. W części drugiej słyszymy głos Jerozolimy, która z radością przyjmuje Bożego wysłannika, uwielbiając Boga przywracającego piękno i blask swojej oblubienicy (Iz 61,10-11).

 

JESZCZE O PIERWSZYM CZYTANIU


• Kiedy gaśnie radość. W Księdze Trito-Izajasza odbija się historia Izraela i Jerozolimy w pięknych i trudnych czasach powrotu z Babilonii. Bóg wyprowadził swój lud z niewoli, wyrwał ich z ręki jednego z najpotężniejszych imperiów na ziemi, Babilończyków, które padło pod ciosami Persów. Żydom powracającym z wygnania śniła się ziemia ojczysta, odbudowana i wspaniała, nad którą góruje przywrócona znów do pełnego blasku świątynia w Jerozolimie. Tymczasem rzeczywistość okazała się być znacznie bardziej skomplikowana. Odbudowa postępowała powoli, kraj trapiły klęski i susze, a świątynia była tylko cieniem swej dawnej wspaniałości. W Izraelu powoli gasła radość powrotu z wygnania.

• Głos proroka. W tej sytuacji rozlega się głos proroków, którzy próbują podtrzymać ducha przygnębionych rodaków, próbują przywrócić im radość życia z Panem. Głos, który rozlega się w Księdze Izajasza,  ogłasza czas wolności dla biednych (61,1b). Boży wysłannik troszczy się o nich w sposób szczególny, pochyla się nad nimi osobiście, przewiązuje ich złamane serca (61,1c). Posłaniec Pana ostatecznie ogłasza „rok łaski” dla wszystkich zgnębionych.

• Uzdrowieni ze smutku. Słowa Izajasza mogą prowadzić do wniosku, że Bóg w pierwszym rzędzie chce wyzwolić swój lud ze smutku i skupienia na trudnościach, które często stają się dla człowieka więzieniem, nie pozwalają doświadczyć radości życia.

 • Pieśń ukochanej/ukochanego. W ostatnich wersach słyszymy pieśń, jaką intonuje Jerozolima: Ogromnie weselę się w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim…. To ta sama Jerozolima, która przeżywa wciąż swoje problemy, powoli dźwiga się z niewoli, zmaga się z biedą. Co skłania ją do rozpoczęcia swej pieśni radości? Odkryła, że jest piękna, że jest ukochaną i poślubioną Bogu. Szata zbawieniapłaszcz sprawiedliwości, które otrzymała, to atrybuty samego Pana, którego bliskość staje się wyczuwalna i namacalna w świętym mieście. Miłość Boża jest nieodwołalna. Będzie niezmordowanie pracowała nad tym, aby jego wybrani byli szczęśliwi. Ta miłość jest jedynym pewnym źródłem radości Izraela.

 

TRANSLATOR


• Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim. Ubodzy (anawim), o których mowa, to nie tylko materialnie źle sytuowani, lecz także prześladowani i pogrążeni w smutku, depresji, sprawiedliwi czekający na Boży ratunek (Iz 11,4; 29,19; 32,7).

• By zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę. Pan ogłasza wolność dla jeńców i niewolników oraz swobodę dla więźniów (61,1d). Podwojony rzeczownik peqaḥ-qôaḥ, przetłumaczony w BT jako swoboda, oznacza dosłownie szerokie otwarcie. W Księdze Izajasza odnosi się on także do otwarcia oczu i uszu (42,20) wyprowadzenia z ciemności (42,7).

 

CYTATY


Izajasz o misji pośród łachmaniarzy: Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim

I o własnych szatach: bo mnie przyodział w szaty zbawienia

…z cennymi dodatkami: jak oblubienicę strojną w swe klejnoty.

 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst psalmu

(Łk 1,46-50.53-54)

REFREN: Duch mój się raduje w Bogu, Zbawcy moim

Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim. Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy, oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia.

Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, święte jest imię Jego. A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie nad tymi, co się Go boją.

Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił. Ujął się za swoim sługą, Izraelem, pomny na swe miłosierdzie.

[01][02]

PSALM 

Uczynił mi wielkie rzeczy • Łk 1,46-50.53-54

MAGNIFICAT • AUTOR: Maryja/św. Łukasz • CZAS POWSTANIA:  ok. 6/7 r. przed Chr. – 80 r.


O PSALMIE • Dzisiejszy psalm to fragment pieśni Maryi z Ewangelii wg św. Łukasza. Wyśpiewała ją jako prosta dziewczyna, która oczekuje na narodziny poczętego w niej Syna Bożego. Źródłem radości Maryi jest jednak nie tylko wyczekiwanie na Emmanuela, ale również szczęście jej krewnej Elżbiety, która mimo podeszłego wieku, zaszła w ciążę. Magnificat (inna nazwa tego utworu) nawiązuje wprost do pieśni Anny, którą ta śpiewała po poczęciu Samuela (1 Sm 2,1-10). Jest on utkany z odniesień do tekstów Starego Testamentu – głównie nawiązań do psalmów i tekstów prorockich.

ZANIM USŁYSZYSZ • Pieśń Maryi można podzielić na dwie zasadnicze części: • dziękczynienie indywidualne (w. 46b-49) • grupowe, będące wyrazem spełnienia oczekiwań Izraela (w. 50-55). Matka Boża z jednej strony dziękuje za dar macierzyństwa i łaskę, którą obdarzył ją Bóg, a z drugiej cieszy się z realizacji zapowiedzi mesjańskich wraz z całym swym narodem. Bóg nie opuścił swojego ludu, ale rzeczywiście jest Emmanuelem “Bogiem z nami”. Wierność Boża jest niezwykła, ponieważ nie zanikła, mimo wielokrotnych odstępstw Narodu Wybranego.

 

CYTATY


Maryja orientuje się, że ma sporo szczęścia: oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia.

I że jej misja to nie drobiazg: Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny

Zamiana ról: Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił

 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst II czytania

Czytanie z Pierwszego Listu św. Pawła do Tesaloniczan

(1 Tes 5,16-24)

Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Tesaloniczan

Bracia: Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie. W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie. Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie. Unikajcie wszelkiego rodzaju zła. Sam zaś Bóg pokoju niech uświęca was całych, aby nietknięty duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Wierny jest Ten, który was wzywa: On też tego dokona.

Oto Słowo Boże

[01][02]

DRUGIE CZYTANIE

Radujcie się! • 1 Tes 5, 16-24

PIERWSZY LIST DO TESALONICZAN • NADAWCA: św. Paweł • SKĄD: Korynt/Ateny • DATA: ok. 50 r. •  ADRESACI: chrześcijanie w Tesalonice


O KSIĘDZE • Pierwszy List do Tesaloniczan jest uznawany za najstarsze pismo Nowego Testamentu. Paweł napisał je zaraz po założeniu wspólnoty i opuszczeniu Tesaloniki z powodu nieprzychylności mieszkających tam Żydów. List powstał podczas drugiej podróży misyjnej Apostoła (49–52 r.), po otrzymaniu wieści od Tymoteusza. Adresaci listu to chrześcijanie nawróceni z pogaństwa (1,9), którzy za swoje nawrócenie płacą wysoką cenę prześladowań (1,7) ze strony swych rodaków (2,14). List nie ma na celu korygowania błędów Tesaloniczan, lecz umocnienie ich w wierności otrzymanej Ewangelii (4,1-2.10).

KONTEKST • List składa się z kilku części:wdzięczności za świadectwo życia Tesaloniczan i pochwały ich wiary (1,2-30; 2,12-20) wspomnienia działalności apostolskiej wśród Tesaloniczan i wyjaśnienia roli Tymoteusza (2,1-12; 3,1-13) zachęty do trwania w braterskiej miłości (4,1-12) nauki o paruzji (4,13-5,11) końcowych wskazań i pozdrowień (5,12-28). Dzisiejszy fragment pochodzi z ostatniej części Listu.

ZANIM USŁYSZYSZ • Drugie czytanie jest zbiorem kilku zachęt i błogosławieństwa udzielonego  przez Pawła wspólnocie z Tesaloniki (5,23). Apostoł zaleca chrześcijanom: nieustanną modlitwę dziękczynienie za otrzymane już łaski wytrwałość roztropne rozeznawanie charyzmatów członków wspólnoty i korzystanie z nich unikanie zła. Wszystko to powinna przenikać radość, że to sam Bóg troszczy się o wierzących (5, 23-24).

 

 

JESZCZE O DRUGIM CZYTANIU


Radość bierze się z modlitwy. Radość, do której wzywa wspólnotę apostoł, nie jest zarezerwowana na chwile szczęścia i oddechu od przeciwności, lecz ma im towarzyszyć zawsze: zawsze się radujcie. Czy człowiek o zdrowych zmysłach może cieszyć się nawet wówczas, gdy przeżywa problemy i mierzy się z trudnościami? Tak, sugeruje apostoł, jeśli się modli. Zaraz po wezwaniu do radości Paweł dodaje – nieustannie się módlcie, dziękujcie Panu w każdym położeniu.

Lekarstwo na bezsens. Nieustanna modlitwa nie jest pustym nakazem, lecz tym, czego chrześcijanie mogli uczyć się od samego Pawła (Rz 1,10; 1 Tes 1,2). Sam znajdował się przecież wielekroć w niebezpieczeństwie śmierci, był odrzucany, ponosił klęski i cierpiał biedę. Paweł poznał życie we wszystkich jego blaskach i cieniach. Zrozumiał także, że najlepszą terapią na cierpienia i poczucie bezsensu, jakie w momentach kryzysu naturalnie ogarnia człowieka, jest dziękczynienie, świadomość, że wszystko, co wydarza się w życiu ucznia Jezusa, jest związane z wolą Bożą i Bożym planem wobec nas (1 Tes 5,18).

Dar Ducha. Dzięki modlitwie otrzymujemy Ducha, który daje moc do zmagania się z rzeczywistością, i pewność, że nie musimy polegać tylko na sobie samych. Wierny jest Ten, który was wzywa: On też tego dokona, zapewnia apostoł. Chrześcijanie żyją mocą Ducha. Często zapominamy o tym, zamieniając chrześcijańskie życie na wymagający, samotny bieg ku niebu.

 

CYTATY


Paweł o kontakcie z “Bazą”: nieustannie się módlcie!

Wzywa do napełnienia się nadzieją: Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie!

Bądź czujny jak pies podwójny: Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła.

 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst Ewangelii

Słowa Ewangeli wg świętego Jana

(J 1,6-8.19-28)

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie». Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?» Powiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak rzekł prorok Izajasz». A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zaczęli go pytać, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?» Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała». Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.

Oto słowo Pańskie

[01][02]

EWANGELIA

Kim jesteś? • J 1,6-8.19-28

EWANGELISTA: św. Jan • CZAS POWSTANIA: ok. 90 r.

KATEGORIA: dialog MIEJSCE NAUCZANIA: Betania • CZAS: ok. 30 r. • KTO MÓWI: Jan Chrzciciel • ADRESACI: Żydzi


KSIĘGA • Ewangelia wg św. Jana to jedno z najmłodszych pism Nowego Testamentu i najpóźniejsza z Ewangelii. Została napisana przez Jana a następnie spisana przez jego uczniów ok. 90 r. Księga zdecydowanie różni się od pozostałych Ewangelii, głównie ze względu na formę przekazu. Podczas gdy Synoptycy kładą nacisk na chronologiczne przedstawienie faktów z życia Jezusa, dla Jana kryterium budowy tekstu jest ukazanie sensu misji Mistrza. W księdze Jan nie posługuje się przypowieścią, zamiast tego świetnie operuje opowiadaniem czy narracją. Ewangelię Janową można podzielić na dwie zasadnicze części:objawienie się Jezusa w znakach (rozdz. 1-12) orazopis Męki Pańskiej (rozdz. 13-20). Drugą część zamyka zakończenie (20, 30), po nim następuje jednak jeszczeepilog (21), mówiący o spotkaniu Jezusa z uczniami nad Genezaret i przekazaniu pieczy nad Kościołem Piotrowi. Epilog kończy się drugim zakończeniem (21,24-25).

KONTEKST •  Dzisiejszy fragment pochodzi z pierwszego rozdziału Ewangelii Jana. Jego pierwsza część to tzw. hymn o Logosie, wczesnochrześcijanski utwór opisujący misję przychodzącego z wysoka Chrystusa, Bożego Słowa (J 1,1-18). Po prologu, który od otaczających go tekstów różni się obrazami i poetyckim charakterem, rozpoczyna się narracja o Janie Chrzcicielu (J 1,19-34). Wskazuje on nadchodzącego Mesjasza (J 1,29) i sprawia, że idą za Nim jego dotychczasowi uczniowie (J 1,35-37). Scena nad Jordanem zapowiada koniec misji Chrzciciela. Jan zaczyna się umniejszać, ponieważ pojawił się ten, którego zapowiadał. Pod koniec pierwszego rozdziału Jezus otoczony jest już przez grono uczniów, których powołał.

ZANIM USŁYSZYSZ • Fragment, który dziś słyszymy (J 1,6-8), i dalszą narrację z J 1,19-28 łączy postać Jana. On, przewidziany przed wiekami w Bożym planie, miał przygotować drogę przychodzącemu Logosowi (J 1,6-8). Część druga to relacja z rozmowy, jaką Jan prowadzi z Żydami nad brzegiem Jordanu (1,19-28). Jan odpowiada na serię pytań związanych z jego misją: jesteś Mesjaszem? Eliaszem? prorokiem? Cytując proroctwo Izajasza, sam Chrzciciel nazywa się “głosem” wołającym na pustyni. Chrzest, którego udziela, zapowiada przyjście mocniejszego od niego.

 

JESZCZE O EWANGELII


Jan – tylko prorok. W społeczności żydowskiej I w. pojawiła się wątpliwość, czy Jan Chrzciciel nie jest obiecanym Mesjaszem. Ściągał nad Jordan tłumy zainteresowanych jego nauką. Jan poprzedzał Jezusa. W mentalności starożytnej iść za kimś znaczyło także być jego uczniem. W pierwszych wiekach nie brakowało wspólnot i sekt twierdzących, że to Jezus był uczniem Jana. Autor czwartej Ewangelii wyraźnie podkreśla, że Jan to Boży posłaniec, który przyszedł tylko jako świadek światłości. 

Jedyna misja. Jan sam musi odkryć swoją misję i tożsamość. Okazja nadarza się, kiedy przybywają do niego kapłani i lewici, wysłannicy z Jerozolimy (J 1,19). Jan zaprzecza, że jest Eliaszem czy nawet prorokiem, nie z wrodzonej skromności ani nie dlatego, że rzeczywiście nim nie jest. Jan jest największym z proroków, a w jego misji, nawet wyglądzie zewnętrznym, można się dopatrzyć podobieństwa do Eliasza. Jan dochodzi tu jednak do prawdy, jak wyjątkowa jest jego misja. Ani Eliasz, ani żaden z Proroków ST nie zapowiadał do tej pory przyjścia Syna Bożego (J 1,23).

Radość Jana. Wszystko, co robi Jan, chrzest, którego udziela, przygotowują na nadejście Chrystusa. Jednocześnie Jan jest tylko Jego głosem. Obraz sandała, to najwymowniejsze potwierdzanie roli, jaką przyjmuje: nie śmie nawet nazwać się Jego sługą (J 1,27). Odkrycie i wypełnienie misji, jaką powierzył mu Bóg, ostatecznie daje Janowi ogromną radość, o której powie dalej: Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu. Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał (J 3,29-30). Jan nie jest Mesjaszem, nie do niego należy zbawianie świata. Ma tylko na Niego wskazać. Ta misja uwalnia go od odpowiedzialności ponad jego siły i daje prawdziwą radość.

 

TRANSLATOR


Pojawił się człowiek. Ewangelista podkreśla, że Chrzciciel to tylko człowiek, a równocześnie jednak wprowadza go na scenę w niezwykle uroczysty sposób: egeneto anthropos, dosłownie wydarzył się, pojawił się człowiek, który jest wydarzeniem. Bez tego człowieka historia zbawienia nie będzie pełna. Postać Jana Chrzciciela pojawia się w każdej Ewangelii. Bez niego trudno sobie wyobrazić historię Jezusa.

• On wyznał, a nie zaprzeczył. Ewangelista podkreśla, że słowa Jana to nie tylko prosta operacja eliminacji przez negację, ale prawdziwe wyznanie: Ja nie jestem Mesjaszem (J 1,20). Czasownika homologeo (wyznać) używa się w NT na określenie wyznania wiary (J 9,22; 1 J 4,2). Jan recytuje swoje osobiste credo, głęboką wiarę w misję powierzoną mu przez Boga, nie wypiera się jej. Jest tylko sługą Zbawiciela, nie Zbawicielem.

 

 

CYTATY


Jan Chrzciciel dementuje: Ja nie jestem Mesjaszem

Wyjaśnia, kim jest: Jam głos wołającego na pustyni

Jan wzywa, by się rozejrzeć: Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie

 

1/4
Chrystus w domu rodziców, John Everett Millais, 1849–1850 r., Tate Britain, Wielka Brytania (Jan zbliza się z wodą do obmycia skaleczenia Chrystusa)
2/4
Kazanie św. Jana Chrzciciela, Pieter Bruegel Starszy, 1566 r., Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie, Węgry
3/4
Prawosławna ikona Jana Chrzciciela, szkoła Stroganova, m. 1620-30 r., Galeria Tretiakowska, Moskwa
4/4
Ścięcie Jana Chrzciciela, Pierre Puvis de Chavannes, ok. 1869 r., National Gallery w Londynie, Wielka Brytania
poprzednie
następne
ks. Marcin Kowalski

ks. Marcin Kowalski

Doktor nauk biblijnych, wykładowca KUL oraz WSD w Kielcach. Sekretarz czasopism biblijnych The Biblical Annals oraz Verbum Vitae. Uczestnik programów radiowych i telewizyjnych popularyzujących Biblię: W Namiocie Słowa, Szukając Słowa Bożego, Telewizyjny Uniwersytet Biblijny (Radio Maryja i Telewizja Trwam). Moderator Dzieła Biblijnego Diecezji Kieleckiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr Rymuza

ks. Piotr Rymuza

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >
ks. Piotr Rymuza
ks. Piotr
Rymuza
zobacz artykuly tego autora >

Plaster miodu 2. Odcinek 13: Wstyd

Jezus obnażony z szat bierze na siebie nasz wstyd. Zabiera go z naszego serca, z naszego życia, z naszego myślenia o sobie. Od teraz nie musisz już więcej się wstydzić.

Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Adam Szustak OP

Adam Szustak OP

Dominikanin, wędrowny kaznodzieja, były duszpasterz krakowskiej "Beczki". Jest autorem kilkunastu książek i audiobooków o tematyce religijnej, a także rekolekcji internetowych (Wilki Dwa, Plaster miodu, Jeszcze 5 Minutek). Prowadzi blog i kanał Langusta na Palmie, na którym można znaleźć wszystkie nagrania jego homilii i konferencji.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >

Życie nad urwiskiem

Kiedy obudzą Cię w środku nocy i zapytają czego najbardziej potrzebują Twoje dzieci, co odpowiesz?

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ogromne góry, niedostępne szczyty, urwiska i czarne jak otchłań przepaści, a ponad nimi mosty. Jedne stabilne i stosunkowo krótkie, inne prowizoryczne, chwiejne, pełne dziur, i dodatkowo bardzo długie. Łączące naprawdę odległe szczyty. A pośrodku każdego z mostów dziecko. Co jakiś czas najdłuższe mosty rozrywają się i dziecko, które na nich było spada w czarną przepaść. Co jakiś czas mosty najkrótsze, te o najmocniejszej konstrukcji zanikają bo góry, które łączyły stapiają się w jedną bryłę i dziecko może wreszcie zejść z mostu na ziemię.

Gdyby ktoś obudził  Cię w środku nocy i zapytał, czego najbardziej potrzebują Twoje dzieci, co odpowiesz? Prawdopodobnie większość z nas odpowie, że miłości. Może zapracowany tata odpowie, że obecności. Może zbyt nerwowa mama odpowie, że cierpliwości. Ale czego tak naprawdę najbardziej potrzebują nasze dzieci?

Człowiek, który wierzy Bogu, opiera na Nim swoje życie. Mówi wówczas, że Bóg jest jego skałą, że to On jest fundamentem istnienia. A na czym opiera się istnienie dziecka? Gdybym miała stworzyć legendę do tego przerażającego opisu z pierwszego akapitu to: Górami są rodzice, trwałością konstrukcji – ich wzajemna miłość, ale tym, co najważniejsze – długością mostu jest ich jedność. Im jej więcej tym most krótszy, albo nawet zanikający. Im jej mniej, tym most bardziej chwiejny, niestabilny i coraz dłuższy. Na takim moście pomiędzy nami – rodzicami siedzi każde z naszych dzieci. Czego tak naprawdę potrzebują nasze dzieci? Potrzebują naszej jedności.

Kościół od wieków wskazuje na to, że rodzina ludzka została stworzona na obraz i podobieństwo samej Trójcy Świętej. Zwykle, gdy to słyszę myślę o miłości, ale całkiem niedawno zdałam sobie sprawę, że doświadczając miłości zbawczej Pana Jezusa, doświadczając miłości stwórczej Boga Ojca, doświadczając miłości sprawczej Ducha Świętego, doświadczam czegoś jeszcze. Doświadczam JEDNOŚCI. Nie ma ani jednej sekundy w wiecznym istnieniu Boga, w której Syn stanąłby przeciwko Ojcu, a Duch odwrócił się plecami do Syna. Nigdy nad naszymi głowami nie doświadczyliśmy nawet cienia sporu Trójcy Świętej. To, że oddychamy Jej miłością jest wtórne w stosunku do tego, jak wiele pewności daje nam to, że „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”.

Jako rodzice jesteśmy powołani przede wszystkim do jedności. To jest nasze najważniejsze zadanie względem naszych dzieci. Nie miłość, nie obecność, nie cierpliwość, nie wierność, nie uważność, nie dom z ogrodem, nie wakacje pod palmami i nie kocyk z alg morskich. Nasze dzieci jak powietrza potrzebują jedności swoich rodziców. Ich jednego głosu i jednego serca.

Wszyscy wiemy, jakim dramatem dla dziecka jest rozwód rodziców. To oczywiście ten najbardziej przerażający obraz spadającego w przepaść dziecka. Ale czy naprawdę zdajemy sobie sprawę z tego jak wiele w życiu naszego dziecka zależy od jakości naszej małżeńskiej relacji?

Czasem łatwiej jest syknąć nad uchem dziecka „Tata jest głupi, nie przejmujemy się nim” niż podejść do współmałżonka i spróbować sytuację wyjaśnić między sobą. Czasem łatwiej jest wziąć nadgodziny, zapisać się na serię dyżurów, wyjechać na miesięczną delegację niż próbować wytłumaczyć żonie dlaczego jej zachowanie tak nas rani. I niby pozornie nic się nie dzieje. Przecież nikt nie mówi o rozwodzie, nawet nie ma kłótni, a ciche dni wypełniamy, na złość nieobecnego współmałżonka, super atrakcjami dla dziecka. Ale most, na którym ono siedzi robi się coraz dłuższy a poczucie bezpieczeństwa naszego malucha coraz bardziej kruche.

Spotkałam niedawno mamę, która szlochała mi w rękaw opowiadając o swoim mężu i o jego braku cierpliwości dla dzieci. Opowiadając o jego chęci rozstawiania dzieciaków po kątach i o niepohamowanej potrzebie karania, powiedziała znamienne zdanie: „Nam naprawdę będzie lepiej bez niego”. Odpowiedziałam, że jej być może tak, ale na pewno nie dzieciom. Koleżanka była ogromnie zaskoczona i zbulwersowana. Nie spodziewała się, że ja – orędownik wychowywania bez kar – wezmę stronę jej męża. Odpowiedziałam, że biorę stronę ich dzieci. Bo one jak powietrza potrzebują zgody swoich rodziców. Kiedy emocje opadły dojechał do nas jej mąż. Byli w nie najlepszej formie, ale zaczęliśmy spokojnie rozmawiać. Jej relację już znałam, ale jego słowa mnie poruszyły: „Ja po prostu chcę, żeby dzieci nas szanowały, a ona pozwala im na wszystko”. Podrążyliśmy temat i po pewnym czasie ta skłócona para odkryła, że problem był pośrodku. Ona pochodziła z domu, w którym dzieci były trzymane niezwykle krótko i dlatego nie chcąc skazywać swoich na podobny los, jak ognia unikała stanowczego tonu i jawnego sprzeciwiania się pociechom. Co – jak łatwo się domyślać – spowodowało znaczne rozluźnienie w domu i szkodliwą arogancję starszych dzieci względem rodziców. Karanie ich przez męża, było tak naprawdę jego – może i niefortunną, ale jednak – próbą ratowania całej rodziny.

Tamte dzieciaki nie potrzebowały pobłażliwości mamy, ani surowości taty. Tamte dzieci potrzebowały tej rozmowy swoich rodziców i ich wspólnego stanowiska.

O. Karol Meissner OSB komentując IV przykazanie mówił, że zawiera ono w sobie prawo dziecka do obojga rodziców. Zbyt rzadko zdajemy sobie sprawę, że to my – rozżalone żony, zniechęceni mężowie jesteśmy pierwszymi, którzy tego prawa własne dziecko pozbawiają. Łatwiej przychodzi nam uderzyć we współmałżonka niż spróbować go zrozumieć. Zaślepieni złością, pełni rezygnacji budujemy w naszych domach, czasem na całe dziesięciolecia, fronty. Po cichu stawiamy wokół wykluczonego współmałżonka mur i uczymy dzieci nowych reguł gry. I wydaje nam się, że to miłość. Że chronimy je w ten sposób przed zbyt nerwową mamą, albo nadmiernie pedantycznym tatą. A nie widzimy przerażenia w oczach dziecka, bo most, na którym go posadziliśmy w dniu poczęcia jest coraz dłuższy i coraz bardziej niebezpieczny.

Z okazji zbliżających się Świąt podarujmy naszym dzieciakom największy prezent – porozmawiajmy ze sobą. Jeśli istnieją w naszym domu mury i podziały, jeśli od lat wybuchają między nami napięcia, spróbujmy je odnaleźć, ponazywać i może po raz pierwszy zamiast szukać winnego, znajdźmy rozwiązanie najlepsze dla naszych dzieci. Może uda się wyskoczyć gdzieś razem i powspominać narzeczeńskie wygłupy? Może uda się usiąść wieczorem na kanapie z kubkiem herbaty i powiedzieć sobie tak po prostu, że jest nam ze sobą dobrze?

A potem weźmy dzieciaki na dobry deser i obiecajmy sobie, że sprowadzimy je z tego mostu na stały ląd.

Anna Hazuka

Anna Hazuka

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

CBOS: Finanse i opieka zdrowotna problemami niepełnosprawnych

Trudności finansowe oraz niewystarczający dostęp do opieki zdrowotnej i rehabilitacji – to najczęstsze, według Polaków, problemy osób niepełnosprawnych - podaje w najnowszym raporcie Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS).

Polub nas na Facebooku!

Rodziny osób niepełnosprawnych, poza kwestiami finansowymi, największy problem mają z pogodzeniem pracy zarobkowej z opieką nad niepełnosprawnym członkiem rodziny.

 

Porównując wyniki tegoroczne z badaniami sprzed dziesięciu CBOS, odnotowuje pewien wzrost odsetka badanych deklarujących znajomość osób niepełnosprawnych. Zmiany te można wiązać m.in. z procesami starzenia się społeczeństwa oraz wydłużaniem się czasu życia.

 

Wśród najczęściej wymienianych problemów, jakie dotykają osoby niepełnosprawne, blisko połowa badanych wskazuje problemy finansowe (48%), a co trzeci (33%) – niewystarczający dostęp do opieki zdrowotnej i rehabilitacji. Więcej niż co czwarty ankietowany do najczęściej występujących problemów, z jakimi mierzą się osoby niepełnosprawne, zalicza brak pracy (23%) oraz bariery architektoniczne (22%), a co piąty – izolację społeczną, ograniczenie kontaktów (20%) oraz brak akceptacji i nietolerancję (20%).

 

Osoby niepełnosprawne biorące udział w badaniu częściej niż pozostałe do głównych problemów osób niepełnosprawnych zaliczały trudności finansowe oraz niewystarczający dostęp do opieki zdrowotnej i rehabilitacji.

 

Zdaniem badanych także dla rodzin osób niepełnosprawnych problemy finansowe są ich głównym wyzwaniem – wskazuje na to 52% badanych. W drugiej kolejności wymieniono trudności w pogodzeniu pracy zarobkowej z opieką nad niepełnosprawnym członkiem rodziny (44%). Relatywnie często wśród trudności rodzin osób niepełnosprawnych wymieniane były: wypalenie, przemęczenie, brak sił (29%) oraz niewystarczający dostęp do opieki zdrowotnej i rehabilitacji (25%).

 

Badani, którzy sami są niepełnosprawni bądź też mają w swoim gospodarstwie domowym takie osoby, trochę częściej niż pozostałe do głównych problemów rodzin zaliczały trudności finansowe, niewystarczający dostęp do opieki zdrowotnej i rehabilitacji oraz zbyt małą dostępność zorganizowanych form wsparcia.

 

CBOS zapytał też respondentów, którzy sami siebie zaliczyły do osób niepełnosprawnych, o to, kto przede wszystkim ich wspiera, pomaga im w codziennych sprawach. Warto zaznaczyć, iż 6% osób niepełnosprawnych zadeklarowało, że w ogóle nie potrzebuje pomocy. Niemal wszystkim (90%) pomaga najbliższa rodzina. Co ósmemu pomagają przyjaciele, znajomi (12%), co dwunastemu – pomoc społeczna (8%) , zbliżony odsetek może liczyć na wsparcie sąsiadów (7%).

 

Zdecydowana większość ankietowanych uważa, że wsparcie, jakie obecnie otrzymują od państwa osoby niepełnosprawne i ich rodziny, jest niewystarczające – opinie te dotyczą zarówno wsparcia rodzin dzieci niepełnosprawnych, jak dorosłych osób niepełnosprawnych.

 

Badanie przeprowadzono w dniach 2–12 listopada 2017 roku na liczącej 1016 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.


CBOS, tk / Warszawa
KAI

Hinduscy radykałowie uwięzili katolickich księży

Fundamentaliści hinduscy przetrzymywali przez kilka godzin 14 grudnia 30 seminarzystów i 2 księży w środkowoindyjskim stanie Madhia Pradeś. Spalono również jeden z samochodów, którym udawali się oni do odległej wioski, aby wspólnie z jej mieszkańcami przygotowywać się do świąt Bożego Narodzenia i śpiewać kolędy.

Polub nas na Facebooku!

W rozmowie z włoską agencją miyjną AsiaNews ks. Stephen Maria, odpowiedzialny za komunikację społeczną w tym regionie, powiedział, że dla ekstremistów “wolność praktykowania i wyznawania własnej wiary jest sprawą podejrzaną”. Podkreślił, że okres przedświąteczny i “obchody Bożego Narodzenia już zostały zakłócone”, dodając, że “jest to atak na świecki charakter państwa”.

 

Seminarzyści i księża z kolegium teologicznego św. Efrema w mieście Satna jak co roku wyruszyli do jednej z odległych wiosek, gdzie mieli ćwiczyć z miejscowymi mieszkańcami pieśni o tematyce bożonarodzeniowej i zanieść im orędzie pokoju. Około godz. 20 czasu miejscowego grupa fundamentalistów zablokowała im drogę, zmuszając ich następnie do udania się na najbliższy posterunek policji. Tam zatrzymano w depozycie ich dokumenty i inne rzeczy osobiste, po czym policjanci chcieli ich wypuścić, ale tłum fanatyków zamknął ich w komisariacie, wykrzykując przy tym groźby i treści antychrześcijańskie.

 

Duchowni mogli opuścić pomieszczenie dopiero po rozejściu się napastników, gdy ustało zagrożenie ich życia; wtedy też zobaczyli, że jeden z ich samochodów spłonął. “Ekstremiści najpierw spalili pojazd naszych śpiewaków, po czym udali się do wioski, aby tam składać fałszywe świadectwa przeciw chrześcijanom, oskarżając ich o uprawianie prozelityzmu” – powiedział ks. Maria.

 

Wydarzenie w Satnie było drugim przejawem nietolerancji wymierzonej w mniejszość chrześcijańską w tym stanie w czasie Adwentu. 10 grudnia w miasteczku Kalibai wtrącono do więzienia czworo zielonoświątkowców, których “winą” było przygotowywanie się do Bożego Narodzenia.


kg (KAI/AsiaNews) / Satna

Papież spotkał się z artystami

O znaczeniu sztuki w przebudzeniu sumień oraz otwieraniu umysłów i serc na prawdziwe znaczenie Bożego Narodzenia mówił dziś Ojciec Święty przyjmując artystów, którzy wystąpią jutro, 16 grudnia w koncercie Bożonarodzeniowym w auli Pawła VI. Zyski z tego wydarzenia zostaną przeznaczone na sfinansowanie dwóch projektów dla dzieci z Demokratycznej Republiki Konga (Fundacja „Don Bosco w świecie”) i młodzieży z Argentyny (Fundacja „Scholas Occurrentes”).

Polub nas na Facebooku!

Zwracając się do obecnych, Franciszek podkreślił szczególny charakter Bożego Narodzenia, święta zdolnego do rozpalenia nawet najbardziej oziębłych serc i usunięcia obojętności wobec innych, aby zachęcać do otwartości i składania bezinteresownego daru z siebie. Papież zachęcił do upowszechniania orędzia właściwego Bożemu Narodzeniu i podkreślił potrzebę wyrażania autentycznych, ożywiających je uczuć.

 

„A sztuka jest wspaniałym środkiem do otwarcia drzwi umysłu i serca na prawdziwe znaczenie Bożego Narodzenia. Kreatywność i geniusz artystów, z ich dziełami, także z muzyką i śpiewami potrafią dotrzeć do najgłębszych rejestrów sumienia” – stwierdził Ojciec Święty.

 

Na zakończenie swego przemówienia Franciszek życzył, aby watykański koncert, który w tym orku odbędzie się po raz 25 przyczynił się do szerzenia czułości, pokoju i gościnności wypływających z Groty Betlejemskiej.


st (KAI) / Watykan

Australia: Kościół chce przeciwdziałać molestowaniu małoletnich

Australijski Kościół zapewnił, że pragnie zdecydowanie walczyć z przypadkami molestowania osób niepełnoletnich. Biskupi odnieśli się do opublikowanego wczoraj, 14 grudnia raportu Królewskiej Komisji ds. Instytucjonalnej Odpowiedzi na Nadużycia Seksualne wobec Dzieci. Wynika z niego, że w latach 1950-2009 7 proc. katolickich duchownych w Australii dopuściło się molestowania osób małoletnich, a w sumie odnotowano 4444 takich przypadków.

Polub nas na Facebooku!

W niektórych diecezjach sprawa dotyczy nawet 15 proc. duchownych. – To szokujące cyfry – oświadczył Francis Sullivan, który kieruje kościelną komisją ds. prawdy, sprawiedliwości i uleczenia. Przewodniczący konferencji episkopatu Australii abp Denis Hart poprosił o wybaczenie w imieniu Kościoła.

Liczący 17 tomów raport został 15 grudnia przekazany gubernatorowi generalnemu Australii. Jest on wynikiem trwającego pięć lat śledztwa i dotyczy przypadków przemocy seksualnej wobec dzieci w instytucjach państwowych, szkołach, sierocińcach, Kościołach i klubach sportowych – w sumie w ponad 4 tys. różnych instytucji. Podkreśla, że problem nie należy jedynie do przeszłości, lecz jest „nadal aktualny”, gdyż nadużycia w instytucjach wciąż się zdarzają. Zawiera też 189 rekomendacji, jak zapobiegać przypadkom molestowania małoletnich i jak zajmować się jego ofiarami. Stwierdza, że pedofilia jest „narodową tragedią trwającą przez pokolenia w wielu instytucjach zaufania” publicznego i że Australia „poważnie uchybiła swojemu obowiązkowi” ochrony dzieci. Ponad 2500 przypadków zgłoszono na policję, a 230 dochodzeń już się rozpoczęło.

 

Na końcowym posiedzeniu komisji w Sydney kierujący nią sędzia Peter McClellan podziękował ponad 15 tys. ofiar, które złożyły swe zeznania. W odniesieniu do Kościoła katolickiego skrytykował fakt, że niektórzy przełożeni kościelni woleli bronić reputacji swej instytucji zamiast zająć się cierpieniem ofiar. Dlatego „domniemani winni często nadal mieli dostęp do małoletnich, nawet gdy ich zwierzchnicy wiedzieli o zagrożeniu”. Raport zwraca się do australijskich biskupów o to, by wstąpili do Stolicy Apostolskiej o pewne zmiany w prawie kanonicznym, w tym o wprowadzenie dobrowolnego celibatu i o odstąpienie od tajemnicy spowiedzi w przypadku nadużyć seksualnych.

 

W odpowiedzi abp Hart stwierdził, że traktuje poważnie rekomendacje Komisji i przekaże je do Watykanu, szanuje też australijskie prawo. Jednak tajemnica spowiedzi nie może zostać złamana, nawet jeśli spotkałaby za to księdza państwowa sankcja karna za niedoniesienie o przypadku nadużyć seksualnych wobec dzieci. Jednocześnie stwierdził, że gdyby ktoś spowiadał się u niego z „tych haniebnych przestępstw”, to odmówiłby mu rozgrzeszenia dopóki nie zgłosiłby się do odpowiednich władz. A gdyby spowiadało się dziecko, które było molestowane, starałby się porozmawiać z nim o tym poza konfesjonałem i zaprowadzić do rodzica lub nauczyciela, upewniając się, że podzieliło się z nim swymi zarzutami.

 

Odnośnie do propozycji wprowadzenia dobrowolności celibatu abp Hart stwierdził, że decyzja należy do Stolicy Apostolskiej. Przyznał, że celibat jest trudny, ale ma też „prawdziwą wartość”, jaką jest naśladowanie życia Jezusa Chrystusa. Dodał zarazem, że w formacji kapłańskiej trzeba się upewnić, że młodzi ludzie rozumieją, do czego się zobowiązują i jeśli nie są naprawdę zmotywowani i pewni, lepiej żeby nie szli drogą kapłaństwa.

 

Hierarcha zapewnił, że wnioski Komisji będą traktowane poważnie i przyznał, że we „wstydliwej przeszłości” w Kościele katolickim „przeważała kultura dyskrecji i samoobrony, prowadząca do niepotrzebnych cierpień wielu ofiar i ich rodzin”. – Jako biskup pokornie przepraszam – powiedział przewodniczący episkopatu.

 

Zobowiązał Kościół do pójścia naprzód ku „nowej przyszłości, w której nadużycia seksualne wobec dzieci nie będą istnieć w naszej wspólnocie”. – Nigdy więcej nadużyć seksualnych wobec dzieci gdziekolwiek na świecie – podkreślił metropolita Melbourne.

 

Ze swej strony metropolita Sydney abp Anthony Fisher obiecał, że raport królewskiej komisji nie będzie „stał na półce”, lecz stanie się przedmiotem uważnego studiowania ustaleń i rekomendacji, by znaleźć jak najlepszy sposób działania na przyszłość. Wyznał, że przeraziła go grzeszna i zbrodnicza działalność niektórych księży i zawstydził sposób zajęcia się sprawą przez niektórych zwierzchników kościelnych. – Rozumiem jak bardzo zniszczyło to wiarygodność Kościoła – zaznaczył hierarcha. Dodał, że aby okazać się wartym zaufania ludzi, Kościół musi pokazać, że szanuje prawo dzieci do bezpieczeństwa, wysłuchania i otrzymania właściwej odpowiedzi.

 

W podobnym duchu wypowiedział się metropolita Perth abp Timothy Costelloe, który zobowiązał się do szybkiej i współczującej odpowiedzi w przypadku nadużyć. – Nie będzie łatwego odrzucania opowieści ludzi, zamiatania spraw pod dywan, ich ukrywania – zadeklarował hierarcha.

 

Również Kościół anglikański w Australii przyznał, że czasem był zbyt opieszały w zrozumieniu zasięgu i powagi nadużyć wobec dzieci. Dotychczas 1082 osoby złożyły skargi dotyczące 569 domniemanych sprawców w łonie tego Kościoła. Jego prymas, abp Philip Freier zapowiedział, że w odpowiedzi na raport królewskiej komisji zostaną ulepszone procedury wprowadzone w 2004 r. On także przeprosił w imieniu swego Kościoła ofiary i ich rodziny za „zawstydzający sposób” w jaki odpowiadano na zarzuty, zniechęcając tych, którzy chcieli składać doniesienia o nadużyciach.


pb (KAI/VaticanInsider/sbs.com.au/prealpina.it) / Canberra

Papieskie podróże zagraniczne w 2018

W przyszłym roku można spodziewać się co najmniej trzech podróży zagranicznych Papieża Franciszka – pisze na stronie internetowej agencji ACI Andrea Gagliarducci. Przypomina, że w dniach 15-22 stycznia 2018 Franciszek odwiedzi Chile i Peru. Natomiast na oficjalne potwierdzenie innych planów papieża trzeba poczekać przynajmniej do lutego przyszłego roku.

Polub nas na Facebooku!

Podana ostatnio informacja, że administrator apostolski Estonii, bp Philippe Jourdan zachęcił wiernych do modlitwy w intencji dobrego przygotowania na spotkanie z Ojcem Świętym skłoniła redakcję do przeprowadzenia rozmowy z arcybiskupem Rygi, Zbigniewem Stankiewiczem. Metropolita stolicy Łotwy potwierdził jedynie, że Ojciec Święty poważnie rozważa wizytę w tym kraju. Przypomniano, że rzeczniczka pani prezydent Litwy, Dalii Grybauskaite – pani Daiva Ulbinaite stwierdziła, że papieska wizyta w tym kraju przewidywana jest jesienią 2018. Przypomniano, że te trzy kraje w dniach od 4-10 września 1993 roku odwiedził św. Jan Paweł II, zaś w przyszłym roku będą one obchodziły 100-lecie ogłoszenia niepodległości.

 

Andrea Gagliarducci prezentuje specyfikę każdego z krajów bałtyckich, zaznaczając, że zarówno w Estonii jak i na Łotwie istotne znaczenie ma wymiar ekumeniczny. Przypomina również, że od 22-26 sierpnia w stolicy Irlandii Dublinie odbywać się będzie Światowe Spotkanie Rodzin. Jednocześnie Prefektura Domu Papieskiego informuje, że 22 sierpnia nie będzie audiencji ogólnej Ojca Świętego, a 26 sierpnia niedzielnego spotkania z Franciszkiem na modlitwie „Anioł Pański”.


st (KAI) / Watykan

„Rekolekcje adwentowe z kawą w tle” – znakomicie przyjęte

„Ten pomysł przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania” – tak o trwających w Cieszynie „Rekolekcjach adwentowych z kawą w tle” mówią ich pomysłodawcy. Liczni uczestnicy kolejnych spotkań w cieszyńskich kawiarniach, żywe zainteresowanie podczas dyskusji, dociekliwe pytania, atmosfera dialogu, każą sądzić, że inicjatywa była strzałem w dziesiątkę – zauważa jeden z pomysłodawców adwentowego przedsięwzięcia, ks. dr Andrzej Abdank-Kozubski, cieszyński duszpasterz służby zdrowia.

Polub nas na Facebooku!

„Kawiarniane rekolekcje” odbywają się w przygranicznym mieście po raz pierwszy. Jak zaznaczył ks. Abdank-Kozubski z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, który 13 grudnia w kawiarni na Zamku w Cieszynie pokazał, jak możemy spojrzeć na wyznawane prawdy wiary w kontekście współczesnych teorii naukowych, przyznał, że frekwencja na spotkaniu bardzo go zaskoczyła.

 

„To nowy pomysł, ale już teraz wiemy, że to strzał w dziesiątkę. Narodził się jako alternatywa dla tradycyjnych form tego typu spotkań. Chcieliśmy dotrzeć do ludzi, którzy z różnych powodów kościół omijają. Jak policzyliśmy, przyszło na pierwsze spotkanie ponad 70 osób” – powiedział w rozmowie.

 

Teolog wyjaśnił, że głoszenie rekolekcji w takim nowym otoczeniu jest bardzo mobilizujące. „To nowe wyzwanie. Rekolekcje głosi się inaczej, bez patosu” – dodał. Zdaniem cieszyńskiego kapłana, pomysł ten to także odpowiedź na wezwanie Benedykta XVI, by umieć swoją wiarę uzasadniać.

 

Współinicjator rekolekcji w kawiarniach, ks. Tomasz Sroka, dyrektor Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. Melchiora Grodzieckiego w Cieszynie, zwrócił uwagę, że pomysłowi przyświecała myśl papieża Franciszka, by wyjść do tych, których nie mamy szans spotkać w kościele.

 

„Dużo ludzi po pierwszych spotkaniach mówiło, że podoba im się styl, odbiegający do kaznodziejskiego. Cenili sobie atmosferę spotkania i dialogu. Chyba potrzebują zobaczyć nas, księży, w innym otoczeniu” – wytłumaczył duchowny, który w ramach rekolekcji poprowadził 14 grudnia w kawiarni-antykwariacie-księgarni „Kornel i Przyjaciele” spotkanie z ks. dr. Leszkiem Łysieniem.

 

Znany na Śląsku Cieszyńskim kapłan – filozof przedstawił licznie zebranym w kawiarni słuchaczom, czym jest myślenie według Ewangelii. „Ewangelia jest anarchiczna i to w radykalnym słowa tego znaczeniu. Ona nieustannie prowokuje. Jeżeli się wmyślimy w tekst Ewangelii, to musimy się zetknąć z tym momentem prowokacji, jaki tam jest obecny. Osoba Chrystusa, jaka się wyłania z kart Ewangelii, nieustannie budzi protesty. Jak gdyby pod nogi Chrystusa były rzucanie jakiejś przeszkody. Chrystus budzi zgorszenie u własnej rodziny, która widzi Go jako człowieka, który odszedł od zmysłów. Budzi protesty i sprzeciw wśród żydowskiego establishmentu. Nieustannie dzieje się coś, co powoduje odrzucanie Chrystusa” – powiedział ks. Łysień.

 

„Chrystus jest w świecie, ale nie jest ze świata. Jego przyjście z zewnątrz rozbija wszelkie schematy, jakie człowiek sobie konstruuje” – dodał. Zachęcał, by nie odzierać Chrystusa z tajemnicy i dopasowywać do stereotypowego myślenia. Przytaczał w tym kontekście różne koncepcje teologiczne i filozoficzne.

 

„Rekolekcje adwentowe z kawą w tle – dla tych, dla których nic nie jest oczywiste” adresowane są do wszystkich, choć skupiają się w pierwszym rzędzie wokół trzech duszpasterstw: nauczycieli, lekarzy i środowisk twórczych.

 

16 grudnia w kawiarni „Pod Arkadami” ks. Tomasz Sroka wraz z nauczycielkami, Jolantą Dawidowicz-Macurą i Aldoną Kałużą-Kanadys zapraszają do panelu pt. „…i zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, że kochasz”.

 

Rekolekcje zakończy 17 grudnia wspólna Msza św. o godz. 11.00 sprawowana w kościele pw. Świętej Trójcy w Cieszynie.


(KAI) rk / Cieszyn

Kościół apeluje o polsko-polskie pojednanie

Wczorajszy apel przewodniczącego Episkopatu o pokój wewnętrzny w Polsce wpisuje się w szereg wypowiedzi hierarchów Kościoła, którzy usiłują uspokoić emocje, rozgorzałe wskutek targających społeczeństwem politycznych rozdźwięków. I przypominają o fundamentach chrześcijaństwa, wzywają do jedności i pojednania w imię dobra wspólnego. Głos metropolity poznańskiego jest jednym z wielu, które stanowią główny nurt narracji Kościoła wobec aktualnych problemów Ojczyzny.

Polub nas na Facebooku!

O pokój i pojednanie zaapelował wczoraj wieczorem do rodaków abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Episkopatu Polski. Trzynastego grudnia, w 36. rocznicę ogłoszenia stanu wojennego, u progu świąt Bożego Narodzenia i obchodów setnej rocznicy uzyskania niepodległości, napisał: “Zwracam się do wszystkich Rodaków z gorącym apelem o szerzenie pokoju w naszym społeczeństwie. Pokój można osiągnąć tylko wtedy, gdy każdy sam zaczyna się nawracać, wyrzekając się nienawiści i uprzedzeń. Chrystus wzywa: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół!” (Mt 5,43). My nie mamy być dla siebie nieprzyjaciółmi, ponieważ – nawet wtedy, gdy myślimy inaczej – jesteśmy braćmi”.

Stwierdził, że spór i dyskusje są rzeczą naturalną, nie mogą jednak odzierać z godności przeciwników i ujawniać brak szacunku do instytucji Państwa i pełniących funkcje państwowe osób.

Głos metropolity poznańskiego wpisuje się w szereg wypowiedzi hierarchów Kościoła w Polsce, którzy niezmiennie od lat usiłują uspokoić emocje, rozgorzałe w skutek debat i targających społeczeństwem rozdźwięków, przypominają o fundamentach chrześcijaństwa, wzywają do jedności i pojednania w imię dobra wspólnego ponad podziałami.

 

W obliczu kryzysu

Respektując autonomię Kościoła i Państwa biskupi w Polsce nie milczą w obliczu kryzysów i zaognionych sporów. Po wybuchu konfliktu w Parlamencie w grudniu ubiegłego roku, zajęciu sali obrad przez posłów opozycji oraz trwających przed Sejmem manifestacji, przewodniczący Episkopatu, abp Stanisław Gądecki, wezwał obie strony sporu o “cofnięcie się o krok” i podjęcie negocjacji. W rozmowie z KAI przypomniał, że nie ma innego wyjścia niż dialog.

Kilka dni później przewodniczący Episkopatu w wigilijnym orędziu telewizyjnym, zwrócił się do wszystkich stron o poszanowanie zasad demokracji. Przypomniał, że “prawdziwy pokój jest możliwy tylko dzięki przebaczeniu i pojednaniu”. A odwołując się do watykańskiego kompendium społecznego, przypomniał, że demokratycznie wybrany rząd, winien zadbać, aby “różne podmioty wspólnoty obywatelskiej, na każdym jej poziomie, były formowane, słuchane i włączane w pełnione przez nią zadania”.

O “szukanie dróg porozumienia i dialog” – zaapelował także Prymas Polski, abp Wojciech Polak podkreślając, że dialog jest dziś “nie tylko palącą potrzebą, ale obowiązkiem wszystkich tych, którym na sercu leży dobro wspólne i przyszłość Polski, opartej na demokratycznych i praworządnych zasadach”. Wspomniał o głębokich podziałach, które niszczą jedność i osłabiają wspólnotę narodową i przestrzegał obie strony sporu, że “emocje, które wzbudzają, nie służą narodowej zgodzie i jeszcze bardziej pogłębiają istniejące już podziały”.

Metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz w czasie Pasterki na Wawelu mówił, że osiągnięcie “warunkiem społecznego pokoju i harmonijnej współpracy jest dialog”. Stwierdził, że problemem dzisiejszej Polski jest niezrozumienie, że celem polityki winna być troska o dobro wspólne, a rządzenie – “bezinteresowną służbą”.

W podobnym duchu wypowiadali się metropolici warszawski i lubelski oraz biskup warszawsko-praski. Podczas ubiegłorocznej Pasterki kard. Kazimierz Nycz odwołując się do symbolu stołu wigilijnego, wyjaśniał, że “musi to być stół, przy którym “potrafiliby zasiąść wszyscy, ale tak, by prawdziwy dialog łączył ludzi i pomagał w rozwiązywaniu spraw trudnych”. Abp Stanisław Budzik modlił się do Boga słowami: “Spraw, abyśmy przekuli miecze i włócznie naszej bratobójczej walki na lemiesze i sierpy pokoju i pojednania”. Abp Henryk Hoser, przypomniał, że “Polska jest naszym wspólnym domem, w którym musimy nauczyć się nie tylko razem żyć, ale i wzajemnie dyskutować nie przekraczając pewnych granic”.

Natomiast metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź w tym samym okresie przypomniał o zasadzie “Treuga Dei”, czyli Pokoju Bożego, który przez wieki przyjmowany był przez zwaśnione strony na czas najważniejszych, religijnych świąt. “Polska potrzebuje wewnętrznego pokoju i współpracy wszystkich sił politycznych dla dobra wspólnego” – mówił.

Apelom i napomnieniom towarzyszyły wezwanie do intensywnej modlitwy w intencji Ojczyzny. Zastępca przewodniczącego Episkopatu, abp Marek Jędraszewski apelował o “gorącą i nieustanną modlitwę różańcową w intencji Ojczyzny, która – jak wyjaśnił – potrzebuje “tych małych gestów, które będą przełamywać wznoszone między nami mury”, abp Hoser zarządził, aby w diecezji warszawsko-praskiej modlitwy w intencji Ojczyzny trwały we wszystkich parafiach i świątyniach diecezji przez całą oktawę Bożego Narodzenia, zaś metropolita częstochowski abp Wacław Depo zalecił, aby od 19 grudnia do 2 lutego 2017 r. podczas każdej Mszy św. w archidiecezji częstochowskiej odmawiana była modlitwa za Ojczyznę, autorstwa ks. Piotra Skargi. O “wielką zaporę modlitwy, która może uchronić Naród i Ojczyznę przed drogą ku prawdziwej przepaści” – zaapelował bp Wiesław Mering z Włocławka. Zalecił, by w kościołach śpiewano suplikacje, odmawiano różaniec, modlono się wspólnie przed Najświętszym Sakramentem.

Z prośbą o modlitwę zwrócił się do wiernych w ostatni dzień ubiegłego roku również bp bielsko-żywiecki Roman Pindel, który także zaproponował odmawianie modlitwy na zakończenie Mszy św. „Jezu, spojrzyj z miłością na naszą Ojczyznę, uwolnij ją od podziałów i waśni, obdarz trwałym pokojem i jednością. Dotknij serc wszystkich ludzi, usuń z nich to, co rodzi lęk i nie pozwala zagościć w nich Twojemu pokojowi. Tylko Ty, Jezu możesz tego dokonać”.

 

Brać przykład z poprzednich pokoleń

Nie tylko kryzysy polityczne, ale również obchody rocznic ważnych wydarzeń historycznych są okazją do przypomnienia przykładu, jaki dają współczesnym poprzednie pokolenia rodaków.

“Wspólnota. To słowo klucz do zrozumienia fenomenu odrodzenia niepodległej Polski. Jak prywata i podziały spowodowały upadek państwa polskiego, tak zjednoczenie sił całego narodu wokół idei niepodległości doprowadziło do jego zmartwychwstania” – mówił bp polowy WP Józef Guzdek sprawując Mszę św. w Świątyni Opatrzności w święto niepodległości, 11 listopada tego roku. Stwierdził, że “Trzeba konsekwentnie usuwać to, co dzieli, a pomnażać to, co łączy i buduje wspólnotę. Potrzebne są: solidarność, pokora, wzajemne zaufanie, odpowiedzialność za każde wypowiadane słowo, wzajemny szacunek i służba prawdzie. Do budowania jedności w sposób szczególny zobowiązani są ludzie wierzący w Chrystusa, których On gromadzi przy stole Eucharystii”.

W przeddzień rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego biskup polowy przypomniał słowa papieża Franciszka, który na Jasnej Górze w 2016 r. prosił: „niech Matka (…) zaszczepi pragnienie wyjścia ponad krzywdy i rany przeszłości i stworzenia komunii ze wszystkimi, nigdy nie ulegając pokusie izolowania się i narzucania swej woli”. Bp Guzdek zadał retoryczne pytania, czy można przejść obojętnie wobec papieskiego apelu oraz uczestników Powstania o jedność w narodzie? A także wezwał, żeby robić rachunek sumienia i pytać o wierność wartościom, za które ginęli powstańcy i którymi kierowali się w chwilach najcięższej próby. Podkreślił, że „różnice i spory nie mogą przesłonić dobra nadrzędnego, na które wskazują nam dziś warszawscy powstańcy – dobra narodu i Ojczyzny”.

– Powstańczy czyn wzywa nas do narodowej jedności. Przebaczenie i pojednanie musi być bardzo głębokie, aby zasypać coraz głębsze podziały – powiedział.

Apele o zgodę i pojednanie są stale powracającym wątkiem nie tylko w chwilach wyjątkowych. W Komunikacie po 375. zebraniu plenarnym KEP, które odbyło się w marcu tego roku czytamy: “W perspektywie zbliżających się Świąt Wielkanocnych biskupi zwracają się do wszystkich stron życia politycznego i społecznego z gorącym apelem o wzajemny szacunek, o autentyczną i roztropną troskę o dobro wspólne, o pojednanie i budowanie jedności i pokoju. Wszystkich Polaków żyjących w kraju i poza jego granicami proszą o modlitwę w intencji Ojczyzny”.

Najbardziej palący problem współczesnej Polski dostrzegają także hierarchowie, żyjący daleko od Ojczyzny. W uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, 15 czerwca, abp Jan Romeo Pawłowski, delegat ds. nuncjatur w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej zaapelował o pojednanie między rodakami. – Nasza polska historia naznaczona jest tyloma podziałami, które źli ludzi – także spoza naszych granic, próbowali wprowadzać. Tyle razy starano się dzielić Polaka z Polakiem. Tymczasem dziś robimy to sami – własnymi rękami, własnymi ustami i na własne życzenie – ubolewał. – Potrzeba nam dziś jedności bo w niej można budować i tworzyć.

 

Długa polska tradycja

W wywiadzie dla KAI abp Gądecki, pytany o rolę Kościoła w sytuacji silnych napięć społecznych, zwrócił uwagę, że “Kościół musi nieustannie wskazywać, że Chrystus wzywa nas do budowania pokoju, skoro zburzył mur nienawiści jaki jest między ludźmi”.

To długa polska tradycja, że gdy emocje osiągają niebezpieczny punkt wrzenia, nawet niechętni Kościołowi politycy, zgodnie z powiedzeniem “Jak trwoga to do Boga” zwracają się o pomoc do autorytetu Kościoła. W rozmowie z KAI metropolita gdański abp Leszek Sławoj Głódź, przypomniał, że “wielokrotnie jako Episkopat cytowaliśmy w listach pasterskich słowa św. Pawła: „Baczcie, abyście się wzajemnie nie pożarli!” (Por. Ga 5,14).

Bp toruński Wiesław Śmigiel w wywiadzie dla KAI niedawno stwierdził, że “Kościół ma zawsze takie samo zadanie – mówić prawdę, podawać uniwersalne zasady życia publicznego, bronić najuboższych i dbać, by spór nie zamienił się w „totalną wojnę”. Kościół nie popiera żadnej partii politycznej ani nie formułuje konkretnych i kompletnych projektów ekonomicznych, gdyż respektuje autonomię rzeczywistości ziemskich. Różnorodność polityczna i związany z tym spór nie jest niczym nowym i złym, gdyż wynika z prawideł demokracji”.

Biskup toruński podkreślił, że różnica poglądów nie musi prowadzić do konfliktu i zwrócił uwagę na znaczeniu dialogu, szukaniu wspólnych rozwiązań. Kościół powinien łagodzić konflikty i „cywilizować” spór, tak, by dominował dialog, szacunek dla adwersarzy i by nikt nie był prześladowany z powodu swoich przekonań. Kościół w Polsce ma ogromne zadanie, by budować braterską wspólnotę ludzi o różnych poglądach, którzy darzą się szacunkiem i pomagają sobie w osiąganiu dobrych celów.

W podobnym tonie wypowiedział się w rozmowie z KAI metropolita katowicki abp Wiktor Skworc pytany, co można zrobić, by uspokoić społeczne emocje. “Zacząłbym od zachęty do budowania dobra wspólnego. Powiedziałbym też o potrzebie odkrywania prawdy, zaznaczając, że nie jest ona własnością konkretnych osób, wpływowych polityków lub grup nacisku. Prawdy nie jesteśmy w stanie całościowo ogarnąć, ale możemy odkrywać ją wspólnie.”.

Zaś abp Sławoj Leszek Głódź przypomniał w wywiadzie niedaleką przeszłość. “Jako Kościół staramy się być pomostem. Cofnę się do czasów PRL-u. Wiemy, jak trudne były relacje komunistów z Kościołem. Ale jak grunt palił się im pod nogami, to i Gierek, i Jaruzelski wiedzieli gdzie jest siedziba Prymasa przy Miodowej 17. Szukali wsparcia. (…) Negatywne nastroje trzeba tonować. Ludzie tego oczekują. Jako biskupi jesteśmy co dzień w terenie: w parafiach, na wizytacjach czy bierzmowaniu. Wierni oczekują spokoju. Ale gotowej recepty nikt nie ma. Politycy powinni bardziej wsłuchać się w oczekiwania ludzi”.


Alina Petrowa-Wasilewicz, serwis KAI / Warszawa

„Lewacy nie umieją uszanować ludzkiego życia”

- Lewacy nie umieją uszanować ludzkiego życia. Ich ideologie, niekiedy krzykliwe i związane z przemocą fizyczną i medialną, zwyciężają. Większość potulnie spuszcza głowy i przyjmuje „politykę strusia”. A przecież chodzi tu o ludzkie życie - mówił abp Marek Jędraszewski w czwartkowy wieczór podczas „Dialogów u św. Anny”, odnosząc się do oprotestowania konferencji nt. obrony życia przez zwolenników partii Razem. W jego ocenie mamy do czynienia z dyktaturą mniejszości.

Polub nas na Facebooku!

Spotkanie w kolegiacie św. Anny dotyczyło troski o rodzinę we współczesnych czasach. Abp Jędraszewski został zapytany, co sądzi na temat oprotestowania przez lewicową partię Razem konferencji „Etyka w medycynie – Prawo dziecka do życia”, która miała odbyć się 13 grudnia w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie – Prokocimiu i która została odwołana przez dyrektora szpitala prof. Krzysztofa Federka oraz prorektora UJ ds. Collegium Medicum.

 

Zdaniem hierarchy, argument, że konferencja i ewentualne pikiety przeciwników mogłyby zakłócić normalną pracę szpitala nie jest poważny. Hierarcha przypomniał, że w tej placówce przez dłuższy czas odbywał się strajk rezydentów, który nie spowodował zagrożenia dla funkcjonowania szpitala i był szeroko relacjonowany przez media.

 

W jego ocenie szczególnie niebezpieczne jest to, że podniesiono zarzut przeciwko naukowości dochodzenia do konieczności obrony życia dzieci nienarodzonych. – Jest dla mnie rzeczą przejmująca, że protest ośmiuset osób związanych z partią Razem zaowocował taką decyzją władz oraz to, że partia ta, o charakterze jak najbardziej lewackim, ogłasza na portalach społecznościach swój trumf – podkreślił arcybiskup. Jak dodał, w konferencji mieli wziąć udział wybitni naukowcy wskazujący, że w okresie prenatalnym można leczyć różne choroby i zagrożenia życia, dlatego są to problemy naukowe. – Mamy do czynienia z tym, co wielokrotnie piętnował Benedykt XVI – z dyktaturą mniejszości oraz z lękiem tych, którzy ponoszą odpowiedzialność za życie społeczne i uczelniane przed wzięciem odpowiedzialności wobec ideologii lewackiej – tłumaczył, dodając, że nie ma ona nic wspólnego z nauką, a częstokroć jest nauce przeciwna.

 

– Lewacy nie umieją uszanować ludzkiego życia. Ich ideologie, niekiedy krzykliwe i związane z przemocą fizyczną i medialną, zwyciężają. Większość potulnie spuszcza głowy w dół i przyjmuje „politykę strusia”. A przecież chodzi tu o ludzkie życie – stwierdził. – Nie ma większego kryterium człowieczeństwa niż solidarność i nieobojętność na los istot, których życie jest zagrożone. Jeśli umywa się od tego ręce, to powtarza się gest Piłata – podkreślił abp Jędraszewski.

 

Arcybiskup został zapytany także o interpretację papieskiej adhortacji „Amoris laetitia”, dotyczącą przyjmowania Komunii przez osoby żyjące w związkach niesakramentalnych. Arcybiskup podkreślił, że niewątpliwie pod tym względem jest wielka dyskusja w Kościele, a dyskusje wskazują na to, że jest to problem bardzo ważny i otwarty. Jego zdaniem wskazania papieża Franciszka pokazują na pewną drogę zatroskania duszpasterskiego. – Wielokrotnie była mowa o tym, że chodzi tutaj o nową jakby wrażliwość duszpasterską, przy nie zmienianiu doktryny Kościoła. Te dyskusje, te otwarcia, mówią na pewno o tym, że po pierwsze jest kryzys rodziny – tłumaczył arcybiskup. Jak dodał, obecnie także w Polsce wiele małżeństw kończy się rozwodami, a Kościół nie może wobec tej sytuacji być obojętny. – Nie może Kościół tutaj przyjmować „polityki strusia”, który w razie niebezpieczeństwa chowa głowę w piasek. Właśnie trzeba widzieć te problemy i trzeba na nie starać się odpowiadać w duchu Chrystusowej Ewangelii (…) – mówił.

 

Zdaniem arcybiskupa, to, że wielu młodych dzisiaj nie chce zawierać związków małżeńskich, wynika z ich doświadczeń, ponieważ widzą nieudane małżeństwo swoich rodziców i zaczynają wątpić w to, czy im samym uda się zbudować trwały dom. Zdaniem metropolity krakowskiego, nie będzie zdrowego społeczeństwa bez zdrowych małżeństw i rodzin.

 

Metropolita krakowski został zapytany także o różnice i granice między czystością przedmałżeńską, a czystością małżeńską. – Narzeczeństwo jest okresem przygotowywania się do małżeństwa, to jeszcze nie jest małżeństwo i dlatego w okresie narzeczeńskim nie powinno się korzystać z tych praw, które przynależą małżonkom. Z tych praw, które Biblia opisuje bardzo pięknie, że oto oni oboje stają się jednym ciałem – powiedział hierarcha. Jak dodał, narzeczeństwo to czas przygotowywania się do zaślubin i pokazanie tego, czy dana kobieta i mężczyzna potrafią być odpowiedzialni za siebie i swoje życie.

 

Arcybiskupa zapytano także, czy Konferencja Episkopatu Polski zajmie stanowisko w sprawie dyskusji nad adhortacją „Amoris Laetitia”. Hierarcha wyznał, że taki dokument powstaje. – Podczas ostatniej konferencji biskupów w Lublinie wydawało się, że powstanie taki właśnie dokument KEP skierowany do Kościoła w Polsce, ale dyskusja sprawiła, że uznaliśmy konieczność doprecyzowania pewnych rzeczy – mówił arcybiskup.

 

Kolejne spotkanie w ramach „Dialogów u św. Anny” odbędzie się 18 stycznia.


(KAI) led / Kraków

WIARA

Ks. Węgrzyniak prosto o “nie wódź nas na pokuszenie”

Ks. Wojciech Węgrzyniak wyjaśnia fragment "nie wódź nas na pokuszenie" pochodzący z modlitwy Ojcze Nasz. Cztery możliwe działania Boga w czasie pokusy zostały wyjaśnione na podstawie prostego rysunku.

ks. Wojciech Węgrzyniak
ks. Wojciech
Węgrzyniak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jeszcze raz, najprościej jak mogę o “Nie wódź nas na pokuszenie”.
Obrazki (rys. Justyna Chowaniec) przedstawiają cztery…

Posted by Wojciech Węgrzyniak on Thursday, December 14, 2017

ks. Wojciech Węgrzyniak

ks. Wojciech Węgrzyniak

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Wojciech Węgrzyniak
ks. Wojciech
Węgrzyniak
zobacz artykuly tego autora >