Kardynałowie – biskupi

Niezauważona reforma papieża Franciszka. Grono kardynałów-biskupów jeszcze nigdy nie było tak duże.

Polub nas na Facebooku!

Najmniejszą i najważniejszą grupę w kolegium kardynalskim stanowią kardynałowie-biskupi. Kiedyś było ich siedmiu, bo siedem było siedzib biskupich wokół Rzymu. Ostatnio to się zmieniło. Piszemy o niezauważonej reformie papieża Franciszka

Każdy z kardynałów-biskupów od starożytności był jednocześnie biskupem jednej z siedmiu diecezji suburbikarnych (podmiejskich): Albano, Ostia, Porto-Santa Rufina, Sabina, Velletri-Segni, Frascati i Palestrina. 

Aż do połowy XX wieku kardynałowie-biskupi rzeczywiście administrowali tymi diecezjami, nawet jeśli równocześnie sprawowali inne funkcje, czasem nawet w odległych zakątkach świata. Jednak z biegiem wieków pogodzenie tych dwóch urzędów było coraz bardziej wymagające. Decyzją Jana XXIII kardynałowie-biskupi są tylko symbolicznie związani z tymi kościołami. Od jego reformy, oprócz nich, biskupów tytularnych, diecezje te posiadają swoich ordynariuszy, faktycznie nimi kierujących.

 

Kilka lat później Paweł VI wprowadził inną zmianę dotyczącą kardynałów-biskupów – do ich grona należą od lat 70. patriarchowie kościołów wschodnich: koptyjskiego, maronickiego i chaldejskiego, choć oczywiście bez przydzielenia im kościołów tytularnych w diecezjach podrzymskich. Grono kardynałów-biskupów wzrosło.

 

Pierwszy z kardynałów

Wróćmy jeszcze do czasów starożytnych. Szczególną rolę pełnił zawsze biskup podrzymskiej Ostii. To on, po wyborze nowego papieża, udzielał mu święceń biskupich. Tradycyjnie kierował też kolegium kardynałów po śmierci papieża. Tak ukształtowała się funkcja najważniejszego w gronie kardynałów – najpierw priora, czasem prymasa, potem dziekana kolegium. Stąd dziekanowi kolegium kardynalskiego po dziś dzień zawsze przysługuje tytuł kardynała biskupa Ostii.

Biskupem Ostii zostawał najstarszy spośród kardynałów-biskupów. “Najstarszego” określał jednak nie wiek, ale czas bycia kardynałem-biskupem. Wraz ze śmiercią poprzedniego biskupa Ostii, diecezję automatycznie obejmował najstarszy kardynał-biskup, stając się jednocześnie dziekanem kolegium kardynalskiego i przenosząc jednocześnie z dotychczasowej diecezji suburbikarnej do Ostii.

W 1914 papież zmodyfikował tę zasadę. Jeśli dany kardynał-biskup stawał się dziekanem kolegium, zachowywał władzę w dotychczasowej diecezji sububikarnej, obejmując dodatkowo diecezję w Ostii. To tłumaczy, dlaczego na przykład w życiorysie obecnego dziekana kolegium, kard. Giovanni Battisty Re, znajdziemy informację, że jest on kardynałem-biskupem Ostii oraz Sabiny-Mirteto. Inna konsekwencja tej zmiany to ta, że odtąd grono kardynałów-biskupów, co logiczne, zmniejszyło się z siedmiu do sześciu – choć później wzrosło do dziewięciu, po wspomnianym już dołączeniu do grona kardynałów-biskupów – patriarchów kościołów wschodnich.

Paweł VI zmienił dotychczasową regułę określania dziekana kolegium kardynalskiego: regułę wieku zastąpiła reguła wyboru. Po śmierci lub ustąpieniu poprzednika, kardynałowie-biskupi wybierali spośród siebie nowego dziekana, a wybór akceptował papież. Franciszek dorzucił kolejną zasadę – wyboru dziekana kolegium dokonuje się nie dożywotnio (albo do ustąpienia), lecz na pięcioletnią kadencję z możliwością jej przedłużenia. 

Tak właśnie stało się w styczniu tego roku. Z powodu sędziwego wieku, rezygnację z funkcji złożył dotychczasowy dziekan, kard. Angelo Sodano (ukończył 93 lata), a kardynałowie-biskupi po raz pierwszy w historii wybrali w styczniu spośród siebie jego następcę. Wybrany nowy dziekan, kard. Giovanni Battista Re, po raz pierwszy w historii pełni funkcję kadencyjnie. Kiedy upłynie kadencja, jedna albo dwie, przestanie więc być dziekanem i biskupem Ostii, pozostając tylko biskupem Sabiny-Mirteto.

Ale to nie ta reforma Franciszka jest ciekawa. W międzyczasie nastąpiła jeszcze inna.

 


 

ZOBACZ TEŻ:
Na najbliższy weekend papież zwołuje do Rzymu tych, którzy w przyszłości będą wybierali jego następcę. Trzynastu nominatom papież przydzieli w sobotę rzymskie kościoły, włączając ich do grona duchownych diecezji rzymskiej. Ma to swoją ważną przyczynę.

 

 


Co zmienił Paweł VI

Dziekanowi kolegium kardynalskiego tradycja wyznaczyła trzy główne zadania: przewodniczy on pogrzebowi zmarłego papieża, odprawia Mszę św. rozpoczynającą konklawe, podczas której wygłasza słynną homilię “De eligendo papa” i przewodniczy obradom konklawe. To on również w imieniu całego Kolegium kardynalskiego, gdy wyłoni się w końcu większość dwóch trzecich, prosi elekta o wyrażenie zgody: “Czy przyjmujesz twój kanoniczny wybór na Biskupa Rzymskiego?” A potem pyta: “Jakie imię przyjmujesz?” Dawniej – o czym było już wspomniane – dziekan kolegium i biskup Ostii miał jeszcze jedną kluczową funkcję – udzielał święceń biskupich nowo wybranemu papieżowi, jeśli nie był on jeszcze biskupem. Będzie tak znowu, gdy zdarzy się jeszcze kiedykolwiek w historii, że papieżem zostanie wybrany duchowny bez święceń biskupich, a teoretycznie jest to przecież możliwe.

Reforma Pawła VI odebrała dziekanom wiele z wymienionych tradycyjnych zadań. Pozwoliła bowiem na udział w konklawe tylko tym kardynałom, którzy nie ukończyli 80 lat.  

Od wprowadzenia reformy tylko raz zdarzyło się, by dziekan kolegium i biskup Ostii przewodniczył konklawe. Bowiem tylko raz od tamtej pory zdarzyło się, by dziekan kolegium w ogóle mógł wziąć w nim udział. Było to w 2005 roku, po śmierci Jana Pawła II. Dziekanem kolegium był wówczas kard. Joseph Ratzinger i to on, z racji swej funkcji, przewodniczył Mszy św. pogrzebowej Jana Pawła II, to on wygłosił homilię “De eligendo pontefice” na rozpoczęcie konklawe i przewodniczył później obradom w Kaplicy Sykstyńskiej. Jednak już nie on, lecz najstarszy spośród obecnych kardynałów-biskupów musiał podjąć się kolejnego zadania, czyli zwrócił się do elekta z pytaniem “Czy przyjmujesz wybór”, bo tym elektem, nowo wybranym papieżem, był właśnie on, Joseph Ratzinger. 

Natomiast podczas obu konklawe w 1978 oraz w 2013 roku dziekani kolegium byli wykluczeni z wyborów papieża. Przykład z ostatniego konklawe w 2013 roku: pracom przewodził wspomniany już kardynał Giovanni Battista Re, najstarszy wówczas spośród kardynałów-biskupów z prawem elekcji, ale Mszę św. rozpoczynającą konklawe odprawiał i homilię o wyborze papieża wygłosił dziekan, kard. Angelo Sodano.

 


 

ZOBACZ TEŻ:
Ten szczegół pozostaje na ogół nieznany: podczas konsystorza każdy nowo kreowany kardynał staje się kardynałem-diakonem albo kardynałem-prezbiterem. Kolegium kardynalskie dzieli się bowiem na grupy zwane stopniami, “ordini”: diakonów, prezbiterów oraz biskupów.

 


 

Niechciane skutki reformy

Dopiero teraz, po 50 latach, reforma Pawła VI ujawnia swoje pełne i czasem niezamierzone konsekwencje. Przede wszystkim spowodowała, że kolegium kardynalskie dzieli się na kardynałów elektorów i nieelektorów, a z biegiem lat, o dziwo, liczba kardynałów po obu stronach limitu 80 lat wyrównuje się. Dziś jest 128 kardynałów elektorów i aż 102 pozbawionych prawa wyboru papieża. 

Kluczowa dla naszego tematu jest inna konsekwencja. Każdy kardynał-biskup, choć przekracza 80 roku życia i traci prawo udziału w konklawe, zachowuje swój kościół suburbikarny. “Blokuje” tym samym możliwość powołania młodszych kardynałów-biskupów, mogących wziąć udział w konklawe. W efekcie, reforma Pawła VI zmniejszyła liczbę kardynałów-biskupów w konklawe. Przedtem mogli w nim uczestniczyć – i przeważnie uczestniczyli, jeśli nie wykluczyła ich np. choroba – wszyscy, czyli 7 (a od 1914 roku 6) kardynałów-biskupów. 

Popatrzmy, jak to wygląda od chwili, gdy obowiązuje limit wieku 80 lat. W obu wyborach papieża w 1978 uczestniczyło ich pięciu, w 2005 roku, po śmierci Jana Pawła II – pięciu, a w 2013 – zaledwie 4 kardynałów-biskupów, włączając w to przecież patriarchów. Reforma założyła, że dziekan kolegium nie musi przewodzić konklawe, dlatego konstytucje używają od tej pory nazewnictwa “najstarszy spośród obecnych na konklawe kardynałów-biskupów”. Ale nie przewidziała jednego: teoretycznie, na mocy obecnych przepisów, mogłoby się zdarzyć, że do Kaplicy Sykstyńskiej nie wszedłby żaden z kardynałów-biskupów. 

Jak rozwiązać ten problem? Okazało się, że został on rozwiązany dwa lata temu. 

Możliwości nie było wiele: należy poszerzyć grono kardynałów-biskupów. Ale jakie kościoły suburbikarne im przydzielić, skoro kardynałowie-biskupi, choć bez prawa elekcji, nadal żyją i zajmują te dotychczasowe? Pozostały dwa sposoby: albo poszerzyć listę kościołów przynależnych biskupom, dodając do tradycyjnych suburbikarnych sześciu diecezji inne, albo awansowanym kardynałom zachować obecne kościoły tytularne, trochę na zasadzie “opcji”.

Tak właśnie się stało. Ten przełom nastąpił 26 czerwca 2018, dokładnie wtedy, gdy kardynałem został Polak, kard. Konrad Krajewski. Byliśmy być może tak zainteresowani nominacją kolejnego kardynała z Polski, że umknęła nam wiadomość, że grono kardynałów-biskupów powiększyło się o cztery osoby. Tym bardziej nie dostrzegliśmy historycznej ciekawostki.

 


 

 

Więcej podobnych tekstów znajdziesz w CATOLICO – serwisie specjalnym, który zawiera pogłębione, eksperckie artykuły w formie analiz, raportów oraz podsumowań.

 

 


 

Pierwszy włączony do elitarnej grupy to kard. Leonadro Sandri, prefekt Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich. Najpierw był kardynałem-diakonem, z kościołem tytularnym świętych Biagio e Carlo ai Catinari, a na początku 2018 skorzystał z prawa opcji – stając się kardynałem prezbiterem z tym samym kościołem tytularnym. Ale na krótko, bo kilka miesięcy później Franciszek przeniósł go do elitarnej grupy kardynałów-biskupów – zachowując jego dotychczasowy kościół tytularny. Tego samego dnia i w ten sam sposób kardynałem-biskupem zostali kard. Marc Ouellet kard. Pietro Parolin, i obaj zachowali te kościoły tytularne, które otrzymali wtedy, gdy zostawali kardynałami prezbiterami. Czwarty to kard. Fernando Filoni, wcześniej diakon, który zachował z kolei diakonię Nostra Signora di Coromoto in San Giovanni di Dio. Po raz pierwszy w historii żaden z nowo mianowanych kardynałów-biskupów nie objął – jak to było dotąd w tradycji – jednego z kościołów suburbikarnych. Bo wszystkie były zajęte.

To jedyny sposób zasilenia grona kardynałów-biskupów tak, by mniej więcej sześciu-siedmiu było obecnych na konklawe i by uniknąć ryzyka, że żaden biskup nie wchodzi do Kaplicy Sykstyńskiej, bo wszyscy przekroczyli 80 rok życia. Dzięki temu, gdyby konklawe odbywało się dziś, uczestniczyłoby w nim 7 spośród 14 kardynałów-biskupów. Chociaż znów obrad nie poprowadziłby dziekan kolegium.

 

 

Czy przyjmujesz?

Wróćmy do informacji z 1 maja, do nominacji dwóch kardynałów-biskupów. Pierwszy z nich, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa Beniamino Stella, został biskupem tytularnym starożytnej diecezji Porto-Santa Rufina. To oczekiwane uzupełnienie wakatu po śmierci francuskiego kardynała Rogera Etchegaray’a we wrześniu ubiegłego roku, który od 1998 roku był kardynałem-biskupem przypisanym tytularnie właśnie diecezji Porto-Santa Rufina. Drugi z awansowanych, filipiński kardynał Luis Tagle, nie objął żadnej z diecezji suburbikarnych, wszystkie były “zajęte”. Franciszek powtórzył zatem zasadę, którą wprowadził dwa lata wcześniej. Zachował dla nowo mianowanego kardynała-biskupa tytulaturę kościoła św. Feliksa z Kantalicjo, tę samą, który jako kardynał-prezbiter Tagle objął w listopadzie 2012, w ostatnim konsystorzu zwołanym przez Benedykta XVI przed swoją abdykacją.

Jest jeszcze jeden wniosek płynący z dogłębnej analizy grona kardynałów-biskupów. Możemy się spodziewać, że już nieczęsto dziekan kolegium będzie przewodniczył wyborom papieża. Życząc wszystkim kardynałom przynajmniej tylu lat życia, na ile wskazuje obecna statystyka (średnia kardynałów nie-elektorów to niemal 90 lat!!!), a także biorąc pod uwagę bardzo wczesny wiek kard. Louisa Tagle, który w chwili awansu miał zaledwie 63 lata, podobnie zresztą jak kard. Pietro Parolin dwa lata wcześniej, można oszacować, że to oni mają największe szanse zostać w przyszłości “najstarszymi spośród kardynałów-biskupów”. Czyli de facto prowadzić konklawe i zwrócić się do właśnie wybranego z zapytaniem: “Czy przyjmujesz?”. 


REDAKCJA CATOLICO

Copyright © 2020 Catolico.pl. Wykorzystanie, kopiowanie i powielanie materiału wyłącznie za zgodą Redakcji.

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Kardynalskie stopnie

Ten szczegół pozostaje na ogół nieznany: podczas konsystorza każdy nowo kreowany kardynał staje się kardynałem-diakonem albo kardynałem-prezbiterem. Kolegium kardynalskie dzieli się bowiem na grupy zwane stopniami, “ordini”: diakonów, prezbiterów oraz biskupów.

Polub nas na Facebooku!

Nie ma to związku z rzeczywistym stopniem święceń – niemal wszyscy kardynałowie, a na pewno wszyscy elektorzy, są biskupami. Kardynałami-diakonami zazwyczaj zostają ci spośród purpuratów, którzy aktualnie pracują w Kurii Rzymskiej jako np. prefekci kongregacji bądź do tych stanowisk są przymierzani. Kardynałami-prezbiterami stają się natomiast z reguły biskupi albo arcybiskupi konkretnych diecezji. W przypadku kardynałów-biskupów tylko patriarchowie trzech kościołów wschodnich bezpośrednio wchodzą do tej grupy w momencie nominacji kardynalskiej. Poza nimi, kardynałem-biskupem może stać się dotychczasowy kardynał-diakon bądź kardynał-prezbiter. Stało się to niedawno, w lutym, kiedy papież Franciszek awansował do grona kardynałów-biskupów dotychczasowego kardynała diakona Beniamina Stellę i kardynała prezbitera Louisa Tagle.

 

Wyjątki i awanse

Można było zatem z góry przewidzieć, że spośród dziewięciu elektorów mianowanych ostatnio przez Franciszka dwóch zostanie kardynałami-diakonami: kard. Mario Grech (Malta), sekretarz generalny Synodu Biskupów, oraz Marcello Semeraro, nowy prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Pozostali, czyli arcybiskupi (Antoine KambandaRwandy, Wilton Gregory z USA, Jose AdvinculaFilipin, Celestino Aós Braco, Hiszpan na czele arcybiskupstwa Santiago de Chile, Włoch Augusto Paolo Lojudice), wikariusz apostolski Brunei Cornelius Sim oraz kustosz Bazyliki świętego Franciszka w Asyżu Mauro Gambetti zostaną kardynałami-prezbiterami.

Ta logika działa również wobec kardynałów bez praw elektorskich, dla których purpura kardynalska jest wyróżnieniem. Kardynałami-diakonami zostaną ci, których praca była (bądź jest) ściśle związana ze Stolicą Apostolską, czyli Silvano Tomasi, przedstawiciel Stolicy Apostolskiej przy ONZ, oraz Raniero Cantalamessa, kaznodzieja Domu Papieskiego, a kardynałem-prezbiterem – emerytowany meksykański biskup Felipe Arizmendi Esquivel. Wśród nominowanych jest też proboszcz jednej z włoskich parafii, Enrico Feroci. Zostanie kardynałem-diakonem.

Zdarza się jednak, że związany z kurią rzymską hierarcha jest kardynałem-prezbiterem. Może być tak z dwóch powodów: przeważnie dlatego, że jako diakon skorzystał z prawa opcji, czyli awansu z grona diakonów do prezbiterów, o którą można zabiegać po 10 latach bycia kardynałem-diakonem. W ten sposób polskiego kardynała, Stanisława Ryłko, wcześniej kardynała-diakona kościoła  Sacro Cuore di Cristo Re, w 2018 roku Franciszek promował do rangi prezbitera. Jest jeszcze druga możliwość, która wynika z tego, że w chwili kreacji kardynalskiej hierarcha kierował diecezją, a potem przeniósł się do Rzymu. Tak było z kardynałem Josephem Ratzingerem, który został mianowany kardynałem-prezbiterem będąc metropolitą w Monachium, a dopiero w 1981 roku został prefektem najważniejszej z Kongregacji, Nauki Wiary. W efekcie, mimo pracy w Kurii Rzymskiej, przed długi czas, do momentu awansu do grona kardynałów-biskupów, był kardynałem-prezbiterem.

 


 

 

Więcej podobnych tekstów znajdziesz w CATOLICO – serwisie specjalnym, który zawiera pogłębione, eksperckie artykuły w formie analiz, raportów oraz podsumowań.

 

 


 

Historia podziału

Skąd w ogóle podział w kolegium kardynalskim na biskupów, diakonów i prezbiterów, skoro niemal wszyscy kardynałowie są dziś biskupami? Musimy prześledzić historię papieskich elekcji.

Kardynałowie stali się osobami wybierającymi papieży mniej więcej wtedy, gdy doszło do schizmy wschodniej. Tę znakomitą historię “rewolucji kardynalskiej” opublikujemy wkrótce. Tu wspomnimy, że początkowo stawali się nimi wybierani przez papieży przedstawiciele duchowieństwa diecezji rzymskiej: 25 spośród proboszczów parafii rzymskich, 14 spośród diakonów oraz siedmiu biskupów kościołów podrzymskich (suburbani). Zatem kolegium kardynalskie od swoich początków składa się z trzech stopni, “ordini”: diakonów, księży i biskupów, dokładnie takich, jakie są związane ze stopniami kapłaństwa. Ale wówczas, nie tak jak dziś, kardynał-diakon był rzeczywiście diakonem, kardynał-prezbiter – księdzem, a kardynał biskup – w istocie posiadał pełnię święceń. Zmiany, które doprowadziły do dzisiejszego symbolicznego podziału, nastąpiły później.

Pierwszą zmianą było dołączanie do stopnia prezbiterów biskupów z innych diecezji. Pierwszym takim kardynałem-prezbiterem, pierwszym biskupem wśród kardynałów-prezbiterów, został Konrad von Wittelsbach, arcybiskup Moguncji i Salzburga, kreowany na kardynała w 1165 roku. Od wtedy, najpierw na zasadzie wyjątku – jak w jego wypadku, a potem coraz bardziej rozpowszechniającej się reguły, do grona kardynałów-prezbiterów zaczynali być włączani biskupi rezydencjalni spoza Rzymu. To od wtedy następowała ta niezgodność. 

Z biegiem dekad w gronie kardynałów-prezbiterów coraz mniej było prezbiterów, a coraz więcej biskupów rezydujących w Salzburgu, Mediolanie, Benewencie czy Reims, wkrótce zaś we wszystkich ważniejszych metropoliach świata. W XV wieku, taki przywilej dotarł i do Polski. Pierwszym polskim kardynałem został biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki.

 

 

Podobny proces dotknął stopnia diakonów, z tą jednakże różnicą, że biskupi – kardynałowie-diakoni z zasady pracowali w Kurii Rzymskiej. Ale jeszcze przed II wojną światową na listach kolegium kardynalskiego możemy odnaleźć ślad starej tradycji: faktycznych diakonów bądź księży z diecezji rzymskiej.

 


 


ZOBACZ TEŻ:
Konsystorz w czasie pandemii.
Na najbliższy weekend papież zwołuje do Rzymu tych, którzy w przyszłości będą wybierali jego następcę

 


Zmienił to Jan XXIII. I była to ta druga zmiana, która spowodowała, że podział na biskupów-księży-diakonów w kolegium kardynalskim jest dziś tylko symboliczny. Jan XXIII zarządził, że odtąd każdy kardynał powinien być biskupem. Jeśli nim nie jest, powinien zostać wyświęcony. Zdarzają się wyjątki, ale – jak już wspomnieliśmy – dotyczą tylko kardynałów, którzy – po kolejnej reformie wprowadzonej przez Pawła VI – ukończyli 80 rok życia i nigdy nie mieli prawa wyboru papieża. Najnowszy przykład to o. Raniero Cantalamessa, który został kardynałem i nie przyjmie święceń biskupich.

Ale od reformy Jana XXIII ukonstytuowała się zasada, która w praktyce i tak zmieniła oblicze kolegium kardynalskiego: zasiadają w nim właściwie wyłącznie biskupi, a już na pewno wyłącznie biskupi mają prawo wejść do Kaplicy Sykstyńskiej na konklawe. Podział na stany: diakonów, prezbiterów i biskupów, który do dzisiaj porządkuje wszelkie ceremonie kardynalskie, jest honorowy, a jego znaczenie i działanie można zrozumieć wyłącznie wtedy, gdy sięgnie się do początków, do źródeł reformy kardynalskiej.

 

REDAKCJA CATOLICO

Copyright © 2020 Catolico.pl. Wykorzystanie, kopiowanie i powielanie materiału wyłącznie za zgodą Redakcji.

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap