Lektura niebanalna

Lubię letnie wieczory. Szczególnie, kiedy czeka na mnie ciekawa pozycja, w której odnajduję odpowiedzi na pojęcia, o których nie wiedziałam, co myśleć i uzupełniam braki, chociaż jestem ciągle na początku drogi. Rwę się do pierwszej strony i tak kartka po kartce uświadamiam sobie, że jednak papierowi przyjaciele są lepsi. Może to kwestia podejścia, a może zaprzyjaźnienia.

Biorąc udział w pewnym konkursie, religijnym rzecz jasna, zostałam obdarowana mnóstwem książek związanych z nauczaniem Jana Pawła II. Cieszę się jak dziecko, choć to ostatnie moje dziecięce chwile, że mam to szczęście chłonąć wszystkie te wiadomości napisane przez wybitne postaci życia codziennego. Książkę, którą wybrałam, jako pierwszą napisali: Giovanni Reale (profesor historii filozofii starożytnej) oraz Angelo Scola (patriarcha Wenecji). Książka nosi tytuł Dialog o wartości człowieka.

Lektura niebanalna

Jeśli mam być szczera nie mam pojęcia czy książka ta jest znana, przynajmniej czytelnikom Stacji7, bo to pozycja nie tak popularna i nader wytężająca zwoje mózgowe. Ale chwała i pokłony temu, kto da się namówić. Żałować nie będzie. Polecając a nie argumentując moje słowa rzuciłabym na wiatr, więc postaram się nie siłowo opowiedzieć to i owo.

Lektura niebanalna

Publikacja składa się z dwudziestu jeden rozdziałów, rozpoczynających się cytatem nawiązującym do tematyki rozdziału. W wprowadzeniu Armanda Torna zaznacza Dialog Scoli i Realego doprowadza do Chrystusa, który poza wszelką filozofią wyjaśnia, kim jest człowiek i jak może on zrozumieć samego siebie. Oczywiście, w rozmowie zostaje podjęte zagadnienie miłości; Kardynał i Filozof nie zapomnieli też i pięknie, Kościele, wierze, a nawet o demokracji i korzeniach Europy. Słuchając tych dwóch rozmówców, spostrzegamy taki efekt wywrze na czytelniku lektura książki, że powoli otwierają się przestrzenie, dzięki którym nasze horyzonty się poszerzają i przenika je zmysł krytyczny.

W platońskim dialogu zbieżność poglądów jest oczywista i sprowadza się do nauki, jaką kierował dla świata Jan Paweł II. Tematy, jakie są podejmowane to między innymi: ateizm, nihilizm, relatywizm, wolność i samowola, demokracja, wielokulturowość, pojęcie osoby, cierpienie i śmierć, miłość i piękno. Zagadnienia te nurtują i krążą ciągle w naszych głowach. Zazwyczaj nie wiemy jak się odnieść do terminu lub nie chcemy się zbłaźnić, podając swoje racje, co do zagadnienia. Książka ta to podanie w pigułce odpowiedzi i usystematyzowanie naszych dywagacji. Dialog ten może nie jest łatwy, a słownictwo trudne do zrozumienia, nie komunikatywne dla człowieka czasów komputera i nowych gadżetów, ale przy odrobinie chęci i samozaparcia, możemy podrasować swój język i wprowadzić nowe słownictwo w naszej rzeczywistości. A może skonfrontować swoje racje z tymi zawartymi w książce. Lektura niebanalna, czasami zaskakująca, dająca duże pole do popisu naszych przemyśleń. Pozwalająca sięgnąć głęboko w nasze przekonania i utwierdzić nas w nich, a może przeciwnie naprowadzić na inne spojrzenie na sprawę. Ostrzegam: bardzo wciągająca!Lubię letnie wieczory. Dzięki nim następny dzień można spędzić na rozważaniu form piękna czy też zastanowić się nad tym, czym jest prawdziwa miłość i dlaczego współczesny człowiek nie potrafi kochać. Lubię letnie wieczory.”Skończyła się era zwyczajnego katolicyzmu, a rozpoczęła się epoka katolicyzmu heroicznego. Nie da rady już dłużej być katolikiem z przypadku, ale trzeba być katolikiem z przekonania.” fr. Terence Henry


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Abp Ryś o ks. Popiełuszce: wtedy przegrał komunizm!

Wbrew temu co ogłaszano wcześniej w telewizji, to był moment kiedy w Polsce przegrał ostatecznie komunizm - beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki. Moment kiedy on się okazał zwycięzcom, kiedy zło zwyciężył dobrem! – mówił abp Ryś podczas Mszy św. za ofiary stanu wojennego.

W łódzkim kościele księży Jezuitów p.w. Najświętszego Imienia Jezus, gdzie w okresie stanu gromadzili się członkowie powstającej w Łodzi „Solidarności” odbyła się Msza św., której przewodniczył metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś.

 

– Gromadzimy się tutaj w tym kościele, który nie tylko w tamtym czasie, ale zawsze w powojennej historii był miejscem gdzie gromadziły się środowiska niepodległościowe. Tacy kapłani jak o. Tomasz Rostworowski czy o. Stefan Miecznikowski, są postaciami niezwykle ważnymi nie tylko dla łodzian, ale także dla całej Polski. To właśnie przy tym kościele powstał ośrodek pomocy internowanym. – przypomniał we wprowadzeniu o. Kazimierz Kubacki – proboszcz parafii.

 

W homilii arcybiskup łódzki odnosząc się do dzisiejszej – 36. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego – wskazał na to, że – jest bardzo ważne, żeby pamiętać wprowadzenie stanu wojennego i żeby przychodzić na Eucharystię w każdym roku nie po to, żeby budzić w sobie gniew tylko po to, aby budzić w sobie wiarę w miłosierdzie! – tłumaczył.

 

Przypominając postać męczennika tamtego czasu – ks. Jerzego Popiełuszki – przywołał ewangeliczne słowa: „Zło, dobrem zwyciężaj!”, aby zło nas nie zwyciężyło. – Kiedy jest człowiek zwyciężony przez zło? Nie kiedy ginie jak ks. Jerzy, tylko wtedy, kiedy zło opanuje jego myślenie! Kiedy zło opanuje jego decyzje, jego emocje, jego działanie. Wtedy jest zwyciężony przez zło. Jeśli jest wolny od chęci zemsty, od gniewu, jest absolutnym zwycięzcom. – podkreślił.

 

– Tuż przed Mszą beatyfikacyjną ks. Jerzego Popiełuszki, jego mama prowadziła modlitwę różańcową z tysiącami ludzi na placu. Może w dziejach świata te 10 minut, kiedy matka męczennika prowadzi różaniec z ludźmi, to nic nie znaczy, ale w dziejach ewangelii na tej ziemi, to strasznie dużo znaczy! – wspominał abp Ryś. Ta beatyfikacja, to był jeden z dwóch momentów w moim życiu, kiedy płakałem ze szczęścia – dodał łódzki pasterz.

 

Na zakończenie liturgii, po błogosławieństwie zebrani w świątyni odśpiewali hymn: Boże coś Polskę!

 

W Mszy św. uczestniczyli przedstawiciele władz wojewódzkich, samorządowych i miejskich, członkowie NSZZ Solidarność regionu łódzkiego, poczty sztandarowe oraz rodziny i przyjaciele ofiar stanu wojennego.


(KAI) xpk / Łódź

Plaster miodu 2. Odcinek 11: Łyżka dziegciu

To nie jest odcinek dla wszystkich. Ale to odcinek ważny i trudny, bo choć mówi o relacjach, to chodzi o relacje, które powinny zostać jak najszybciej ucięte.

Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >
Adam Szustak OP

Adam Szustak OP

Dominikanin, wędrowny kaznodzieja, były duszpasterz krakowskiej "Beczki". Jest autorem kilkunastu książek i audiobooków o tematyce religijnej, a także rekolekcji internetowych (Wilki Dwa, Plaster miodu, Jeszcze 5 Minutek). Prowadzi blog i kanał Langusta na Palmie, na którym można znaleźć wszystkie nagrania jego homilii i konferencji.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >

Liban: przywódcy religijni porozmawiają o Jerozolimie

Patriarcha Kościoła Maronickiego zwołał na jutro do swej siedziby w Bkerke szczyt chrześcijańsko-muzułmański w sprawie Jerozolimy. Najwyżsi zwierzchnicy religijni w Libanie chcą zająć wspólne stanowisko na temat decyzji Stanów Zjednoczonych o przeniesieniu do tego miasta swej ambasady w Izraelu.

Kard. Bechara Boutros Rai już teraz podkreśla, że decyzja prezydenta Trumpa to policzek wymierzony Palestyńczykom, wschodnim chrześcijanom, muzułmanom i wszystkim Arabom. Udaremniono w ten sposób starania o pokój między Izraelem, Palestyną i krajami arabskimi. Prowokując do nowej intifady, Donald Trump przemienił Jerozolimę z miasta pokoju w miasto wojny – powiedział kard. Rai. Warto zauważyć, że w Libanie ponad 10 proc. mieszkańców do uchodźcy z Palestyny.


RV / Bejrut
KAI

Łucja z Syrakuz. Święta o pięknych oczach

Kościół katolicki obchodzi 13 grudnia liturgiczne wspomnienie św. Łucji, dziewicy i męczennicy.

Życie i śmierć dziewicy i męczennicy, św. Łucji, związane są z Syrakuzami – miastem założonym w 734 r. przed narodzeniem Chrystusa. Syrakuzy były niegdyś najbogatszym i najludniejszym miastem na Sycylii, stolicą niezależnego państwa. W 212 r. przed Chrystusem zdobyli je Rzymianie. Zginął wtedy w obronie miasta największy w starożytności matematyk i fizyk świata, Archimedes. Miasto wydało kilkunastu świętych, ale wśród nich pierwsze miejsce zajmuje św. Łucja, która żyła na początku III wieku (być może w latach 286-304, jak piszą niektórzy jej hagiografowie).

Według najstarszego przekazu datowanego na V w., święta pochodziła ze znakomitej rodziny. Była przeznaczona dla równie zamożnego młodzieńca. Kiedy jednak udała się z pielgrzymką do grobu św. Agaty do pobliskiej Katanii, aby uprosić o zdrowie dla matki, miała jej się ukazać ta święta i przepowiedzieć męczeńską śmierć; radziła też przygotować się na czekającą ją ofiarę. Kiedy Łucja powróciła do Syrakuz, cofnęła obietnicę zamążpójścia, rozdała swoje majętności i złożyła ślub dozgonnej czystości. Niebawem wybuchło prześladowanie chrześcijan, najkrwawsze w dziejach chrześcijaństwa. Wtedy niedoszły małżonek oskarżył Łucję, że jest chrześcijanką i 13 grudnia ok. 304 r. została ścięta mieczem; miała 23 lata.

Została pochowana we wczesnochrześcijańskich katakumbach, nad którymi już w VI wieku, jak wspomina papież św. Grzegorz I Wielki, wznosił się kościół i klasztor jej imienia, w obecnych Nowych Syrakuzach. Tenże papież wprowadził imię św. Łucji do kanonu Mszy św.

Początkowo czczono Łucję jako nieugiętą chrześcijankę, która została wpisana w poczet świętych za trwałość w wierze.

Mieszkańcy jej rodzinnych Syrakuz, potomkowie cywilizacji greckiej, a nie bizantyjskiej czy arabskiej, są powściągliwi i mają wyczucie dobrego smaku, a obchody świętej Łucji nie mają tam w sobie nic z ludowego festynu. Wokół kultu „ich” świętej nie powstał żaden przemysł pamiątek czy dewocjonaliów.

W Rzymie pierwszy kościół ku czci świętej męczennicy wystawił papież Honoriusz I (625-638). Na mozaice bazyliki św. Apolinarego (Nuovo) w Rawennie znajduje się wizerunek świętej pochodzący z VI w. Kiedy w 718 r. z polecenia cesarza Leona III zaczęto niszczyć wizerunki świętych, relikwie św. Łucji przeniesiono do Corfino w Abruzzach, potem wróciły do Syrakuz. W 1204 r. krzyżowcy zabrali je do Wenecji, gdzie w 1313 r. wystawiono ku czci świętej osobny kościół i tam złożono jej doczesne szczątki. W 1860 r., ze względu na budowę dróg, kościół został rozebrany, a relikwie św. Łucji przeniesiono do kościoła św. Jeremiasza, gdzie przebywały do 7 października 1981 r., kiedy to zostały wykradzione. Obecny kościół pochodzi z XVIII w. Relikwie umieszczono w kaplicy nad jednym z kanałów weneckich, na której zewnętrznym szczycie wyświetla się widoczna z daleka postać św. Łucji, otaczana czcią przez weneckich gondolierów. Na całym świecie, również i w Polsce znana jest i chętnie śpiewana włoska piosenka „Santa Lucia”.

W grudniu 2004 r., po dziesięciu stuleciach doczesne szczątki św. Łucji wróciły do rodzinnych Syrakuz. Wenecjanie zastrzegli, że „to tylko pożyczka”, obawiając się, by wierni Syrakuz nie potraktowali tego jako ostatecznego zwrotu.

Św. Łucja ma trzy sanktuaria: w kościele św. Jeremiasza w Wenecji, w Syrakuzach oraz w kościele klaretynów w Rzymie. Według legendy, św. Łucja miała piękne, wielkie oczy, które przyciągały powszechną uwagę. Widząc zachwyt nawet u oprawców, kazała je sobie wyłupić. Na tę pamiątkę w dzień jej dorocznego święta w Syrakuzach niesie się na drogocennej tacy „oczy św. Łucji”. Św. Łucja była tak dalece czczona jako patronka chorób oczu, że modlił się do niej m.in. Dante, gdy tracił wzrok.

Aż do czasu wprowadzenia przez papieża Grzegorza XII reformy kalendarza w 1582 r. wspomnienie św. Łucji przypadało 25 grudnia, gdy była najciemniejsza i najdłuższa noc w roku. Z tą nocą wiązały się legendy o demonach pochodzące jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. Tradycja ta „przeszła” na św. Łucję, którą straszono leniwe służące i niegrzeczne dzieci. Straszono też każdego, kto po odmówieniu wieczornej modlitwy „Anioł Pański” wychodził na dwór. Tego też dnia nie wolno było piec chleba, tkać ani szyć, a kto się odważył to robić, narażał się na gniew Łucji. Z czasem jednak zapomniano o tamtych zwyczajach i pojawiły się przyjemniejsze, np. nagradzanie drobnymi upominkami za dobre uczynki. Z czasów przedchrześcijańskich pozostało jedynie „powitanie światła”, a więc – pielęgnowane w wielu miejscach, zwłaszcza w regionie alpejskim i w Skandynawii – pochody ze światłami.

Od kilku wieków znany jest zwyczaj wróżenia przyszłości: w dniu św. Łucji dziewczęta nacinają kawałek kory na gałązce wierzbowej i opasują to miejsce. Odkrywają je ponownie w Nowy Rok, szukając znaków, z których – podobnie jak z wosku lanego w andrzejki – przepowiadają sobie przyszłość. Szczególnie odważne dziewczęta wychodzą w noc św. Łucji na dwór, żeby zobaczyć cień świętej, który też wróży przyszłość. W austriackim Burgenlandzie sieje się 13 grudnia pszenicę w doniczkach. Jeśli ziarna wykiełkują do Bożego Narodzenia, zapowiada to dobre żniwa w nadchodzącym roku. Są też regiony, gdzie w dzień św. Łucji, podobnie jak w dzień św. Barbary, ścina się wiśniowe „gałązki św. Łucji”, które zakwitną na Boże Narodzenie. W dzień św. Łucji w niektórych regionach sprawiano prezenty małym dziewczynkom.

Dzień, w którym obchodzone jest wspomnienie św. Łucji, jest także dniem astronomicznego „zatrzymania się Słońca”, po czym kilkanaście dni później – w Boże Narodzenie – następuje przełom czasu i zaczyna przybywać dnia. Nawiązuje do tego polskie przysłowie: „Święta Łuca dnia przyrzuca”.


Teresa Sotowska / Warszawa

KAI

Żołnierze przed świętami spotkali się z bp. Guzdkiem

Spotkanie opłatkowe żołnierzy i pracowników Wojsk Obrony Terytorialnych (WOT) odbyło się dziś w Centrum Konferencyjnym katedry polowej. Wspólną modlitwę poprowadził i życzenia złożył biskup polowy Józef Guzdek. W spotkaniu wziął również udział gen. Wiesław Kukuła, dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej.

Składając życzenia gen. Kukuła podkreślił, że czas Bożego Narodzenia jest „pełnym pięknej tradycji i podniosłego nastroju okresem, w którym szczególnie doceniamy więzy rodzinne”. – Chodzi nie tylko o więzy krwi, ale i o wspólnotę wartości, w które wierzymy. Nasza obecność jest wyrazem solidarności z bohaterskimi poprzednikami, kontynuacji woli walki o bezpieczeństwo Polaków – powiedział.

 

Życzył, aby czas świąt był okazją do zapomnienia „na chwilę o służbowych wyzwaniach”. – Życzę świąt dających radość i odpoczynek oraz nową nadzieję na nadchodzący rok – powiedział.

 

Głos zabrał także biskup polowy Józef Guzdek. – Wszystkich nas łączy jeden cel. Troska o naszą ojczyznę i jej bezpieczeństwo – powiedział, dziękując żołnierzom WOT za pełnioną przez nich służbę. Ordynariusz wojskowy życzył żołnierzom WOT, aby nie zawiedli pokładanych w nich nadziei. – Miejmy nadzieję, że z Wojsk Obrony Terytorialnej wyrośnie formacja, która będzie poważnie wspierać bezpieczeństwo naszej ojczyzny – powiedział.

 

W spotkaniu uczestniczyli również gen. dyw. Jarosław Mika, dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, gen. bryg. Jan Dziedzic, zastępca Szefa Sztabu Generalnego, rektorzy-komendanci i przedstawiciele instytucji, uczelni wojskowych, inspektoratów, a także żołnierze i pracownicy WOT. Obecni byli również przedstawiciele Kościołów prawosławnego i ewangelicko-augsburskiego

 

.

Wojska Obrony Terytorialnej są jednym z pięciu rodzajów Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, obok Wojsk Lądowych, Sił Powietrznych, Marynarki Wojennej i Wojsk Specjalnych. Początek tworzenia systemu obrony terytorialnej w Polsce w obecnej formie rozpoczął się dnia 30 grudnia 2015 r.

 


kos / Warszawa
KAI

Gdzie mieszka Bóg?

Dusza nasza jest zamkiem, jego murem – nasze ciała, poza murami rozciąga się świat zewnętrzny, zaś w ich obrębie nasz wewnętrzny świat; tu mieszkają wszystkie władze duszy, w centrum zaś, pośrodku wszystkich mieszkań, zamieszkuje sam Bóg

Dorota Krawczyk
Dorota
Krawczyk
zobacz artykuly tego autora >

Fragment książki Doroty Krawczyk, Gdzie mieszka Bóg? Wędrówka po zamku duszy ze św. Teresą od Jezusa


Teresa od Jezusa urodziła się w Kastylii – krainie zamków – i tu spędziła większość swojego życia. Miasto Ávila, z którego pochodzi i w którym przebywała najdłużej, samo zbudowane jest na kształt zamku, zresztą Toledo, w którym powstaje Zamek wewnętrzny – też. W dzieciństwie więc mieszkała w obrębie murów zamku, jakim było jej rodzinne miasto, potem zaś, jako zakonnica, patrzyła na ów zamek z zewnątrz, bowiem klasztor Wcielenia – pierwsze miejsce pobytu siostry Teresy – znajdował się za jego murami.

 

Teresa pochodzi z rodziny szlacheckiej, majątkowo wprawdzie niezbyt dobrze sytuowanej, lecz za to dobrze ułożonej i – jak sama podkreśla – bardzo cnotliwej. (…) Ojciec był człowiekiem wrażliwym na ludzkie ubóstwo i cierpienie. Podobnie i matka, choć wytworna i wyjątkowej urody, zawsze zachowywała skromność i powściągliwość. Sama zaś Teresa była miła w obyciu, bardzo pogodna i otwarta, a przez to lubiana w towarzystwie. Czasem więc, już jako zakonnica, przebywała na zamkach, pełniąc funkcję duchowej damy do towarzystwa (takie to dziwne zwyczaje panowały w ówczesnym świecie). A że wieść o nadzwyczajnych łaskach, których doświadczała, rozchodziła się po kraju lotem błyskawicy, tym chętniej bogate damy chciały ją mieć pod swoim dachem. Łask było wiele. Od mów wewnętrznych poprzez różnego rodzaju widzenia i odczucia Bożej obecności aż do snu władz, zachwyceń i lewitacji. O tym, jak wiele i jak często ich doświadczyła, wiemy od niej samej, nie dlatego, iżby chciała ogłaszać światu swoją wyjątkowość; powód był zgoła odmienny – opowiadała o nich swoim spowiednikom i osobom zaufanym, aby zweryfikować ich pochodzenie, bowiem w czasach reformacji zbyt wiele spraw dziejących się w duszach ludzkich pachniało diabelskimi sztuczkami.

 

Teresa bała się, że to, czego doświadcza, może być zwykłą ułudą, która prędzej czy później sprowadzi ją na manowce, wolała więc zawczasu obnażyć wszystkie ewentualne nieczyste diabelskie sprawki. Niestety, jej szczerość i otwartość w mówieniu o sprawach nadprzyrodzonych, nie dość że była dla niej powodem wielkiego zażenowania, to ściągnęła na jej głowę więcej utrapień niż spokoju. Powiernicy okazali się nie tylko niedouczeni i podejrzliwi w sprawach doświadczeń mistycznych, ale również niedyskretni i małostkowi. Pomimo tego Teresa opowiadała podczas spowiedzi o swoich intymnych przeżyciach, w nadziei, że każdy, najbardziej zawzięty diabeł wystraszy się tak głębokiej szczerości, powodowanej troską wyłącznie o to, żeby w najmniejszym stopniu nie obrazić miłości Boga. I miała rację, ostatecznie bowiem ci, którzy zrazu obawiali się jej doświadczeń i odradzali wszelkie kontakty ze światem nadprzyrodzonym, po latach przekonywali się co do boskiego pochodzenia jej przeżyć i sami niejednokrotnie zaczęli wyjawiać przed Teresą tajniki swoich dusz, w nadziei na pomoc w sprawach, z którymi sami sobie nie potrafili poradzić.

 

Trzeba przyznać, że doświadczenia mistyczne Teresy mogły budzić odczucia ambiwalentne i ona sama początkowo podchodziła do nich z dużą dozą nieufności, dopóki sam Bóg nie przekonał jej w głębi serca, że nie należy się ich lękać. Pierwszych widzeń i mów wewnętrznych zaczęła doświadczać w wieku około 40 lat, czyli po 20 latach pobytu w klasztorze. Zaczęło się od doświadczeń Bożej obecności, tak silnych, że niemal wizualnych. Na pytania spowiedników: jak wyglądał Jezus, który nawiedził ją swoją obecnością, Teresa nie mogła jednak odpowiedzieć nic konkretnego, bowiem nie widziała nikogo, a jedynie odczuwała, za to tak bardzo wyraźnie, że – jak zapewniała – żaden wewnętrzny czy zewnętrzny obraz nie mógłby być wyraźniejszy. Z czasem pojawiły się również i obrazy Chrystusa, Jego przebitych rąk czy pokrwawionej twarzy. (…) Często potem wspominała, jak bardzo była udręczona, czując z jednej strony wewnętrzną radość na widok swojego umiłowanego Pana i za nic w świecie nie chcąc się pozbawiać Jego obecności, z drugiej zaś zmuszając się do tej praktyki, którą nakazywało jej posłuszeństwo. Wolała po stokroć nie doświadczać niczego nadzwyczajnego, niż dręczyć swoją duszę tym, że znalazła się w rękach diabła. I potrzeba było długiego czasu, żeby zrozumiała, że Bóg nie pozwoli zrobić krzywdy tym, którzy szczerym sercem Go szukają, i że bardziej obawiać się należy tych, którzy na każdym kroku widzą diabła niż jego samego. Mimo to później wielokrotnie przestrzega swoje siostry, żeby – na ile to możliwe – unikały wszelkich nadzwyczajności. Ona sama jednak uniknąć ich nie potrafiła, przeciwnie – z upływem lat intensyfikowały się, przybierając coraz bardziej spektakularne i widoczne dla otoczenia formy. Zdarzało się na przykład, że po przyjęciu komunii świętej unosiła się parę centymetrów nad ziemię, czasem w czasie rozmów z innymi siostrami zamierała, jakby pozbawiona na chwilę życia; jednak dla samej Teresy te zewnętrzne oznaki kontaktu z Bogiem nie miały większego znaczenia. Ważne było to, co podczas owych zachwyceń dokonywało się w jej wnętrzu.

 

Pewnego razu, a było to w wigilię Zesłania Ducha Świętego, gdy czytała przeznaczone na ten dzień rozważania, poczuła przy sobie ogromną bliskość Boga, jakiej wcześniej nie doświadczała. Zachwyciło ją to bardzo i gdy tak trwała w porywie miłości, ujrzała nad swoją głową gołębicę, „całkiem odmienną – jak wspomina – od tych tu na ziemi, gdyż nie miała zwykłych piór, ale skrzydła miała z perłowych łusek, które emanowały wielkim blaskiem.

 

Była dużo większa od zwykłej gołębicy, a Teresie wydawało się, że słyszy furkot jej skrzydeł. (…) Innym znów razem zobaczyła, jak Najświętsza Panna wkłada na pewnego zakonnika nieskazitelnie biały płaszcz, mówiąc przy tym, że daje mu go na znak, że kapłan ten, za pomoc, jakiej udzielił Teresie przy zakładaniu pierwszego klasztoru karmelitanek bosych, otrzyma łaskę nieskazitelnej czystości duszy. Po paru latach od tamtego widzenia zakonnik ów zmarł, a jego współbracia nie mieli wątpliwości, że umiera w aurze świętości, z duszą całkowicie oddaną Bogu. Takich i tym podobnych widzeń, mów wewnętrznych i porywów ducha Teresa miała mnóstwo; jedne dotyczyły jej samej, inne osób, z którymi w jakiś sposób była związana.

 

Często też wspomina o mowach prorockich, których treści nie wyjawiała wprawdzie nikomu, lecz zawsze – ku swojej wielkiej radości i pociesze ducha – doczekiwała się ich spełnienia. Nic przeto dziwnego, że Teresa była zjawiskiem i każdy, kto o niej słyszał, chciał ją przynajmniej raz zobaczyć, choć każdy zapewne z nieco innych pobudek. A że możne panie Kastylii hojnie łożyły na utrzymanie klasztorów, przeto gdy ta lub inna chciała umilić sobie życie obecnością Teresy w swoim domu, karmelitańscy przełożeni zawsze takim pragnieniom czynili zadość. Zdarzyło się pewnego razu, że jej pobyt w wielkopańskim zamku trwał aż sześć miesięcy, kiedy to po śmierci marszałka Kastylii, bratanka arcybiskupa Toledo, Teresa opuściła klasztor w Ávila, by pocieszać doñę Luisę de la Cerda po stracie męża. Pobyt okazał się korzystny dla obu stron. Między zakonnicą a młodą wdową nawiązała się nić przyjaźni, która – jako że osnuta na wątku głębokiej miłości do Boga – zaowocowała licznymi dobrymi dziełami, które reformę karmelitańską realizowały mimo

 

kłód, jakie jej pod nogi nieustannie rzucano. Był to jeden z tych pobytów na zamku, który Teresa chętnie i mile wspomina. Poznała wtedy dobrze zamkowe życie, na tyle w każdym razie, żeby mieć o nim wiele do powiedzenia. I oto teraz znów jest w Toledo, by móc swoją wiedzę o życiu w zamkowych murach przełożyć na sprawy duszy. Z pewnością więc, gdy w jej wyobraźni pojawił się obraz duszy ludzkiej będącej bogatym i pięknym zamkiem,

 

o niebo piękniejszym niż te, które znała ze swoich podróży po Kastylii, musiała odczuwać niewymowną radość z odkrycia tego porównania, i polecenie spowiednika, zrazu trudne, a nawet wręcz niemożliwe do wykonania, zarówno z racji licznych codziennych klasztornych obowiązków, jak i złego stanu zdrowia, rozszerzyło jej serce i rozgrzało ducha tak bardzo, że więcej niż połowę swojego obszernego dzieła napisze w półtora tygodnia.

 

Zamek duszy nie jest jednolitą budowlą, lecz raczej zespołem zamkowym, takim jak kastylijskie miasta. Jest otoczony solidnym murem, wokół którego rozciąga się obszerne przedmurze. Jego wnętrze zaś, do którego – zapewne ze względów bezpieczeństwa – prowadzi tylko jedna brama, zbudowane jest – jak to już wiemy – z wielu mieszkań. Mieszkania, których nie jest kilka czy kilkanaście, lecz – jak mówi Teresa – setki i tysiące, pogrupowane są w kompleksy mieszkaniowe, rozmieszczone koncentrycznie wokół centralnej komnaty zamku na wzór owocu palmito, „w którym dla dotarcia do tego, co jadalne, trzeba odsłonić wiele warstw otaczających całą tę smakowitą część” (1M 2,8)3. Owych kompleksów jest siedem, z których każdy również ma swoje wewnętrzne mury i bramy, zaś najbardziej smakowitą częścią owocu, centralnym pomieszczeniem zamku jest pałac Króla.

 

Dusza nasza jest zamkiem, jego murem – nasze ciała, poza murami rozciąga się świat zewnętrzny, zaś w ich obrębie nasz wewnętrzny świat; tu mieszkają wszystkie władze duszy, w centrum zaś, pośrodku wszystkich mieszkań, znajduje się to najważniejsze i najbogatsze mieszkanie, które zamieszkuje sam Bóg i „w którym dzieją się sekretne rzeczy pomiędzy Bogiem a duszą” (1M 1,1).


Książka pod patronatem Stacja7.pl

http://floscarmeli.pl/

Dorota Krawczyk

Dorota Krawczyk

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Krawczyk
Dorota
Krawczyk
zobacz artykuly tego autora >

Przygotowali paczki dla Polaków w Mołdawii i na Ukrainie

Ok. 420 kilogramów artykułów szkolnych oraz paczki ze środkami opatrunkowymi trafią do Polaków mieszkających w Mołdawii i na Ukrainie. To dzięki zbiórce przeprowadzonej w kieleckich szkołach i księgarniach, którą koordynował Urząd Marszałkowski oraz Fundaca Poland Business Run.

Kredki, farby, zeszyty i inne przybory szkolne znalazły się wśród zebranych – głównie wśród młodzieży szkolnej – darów. Akcję nazwano „Świętokrzyskie Polakom na Wschodzie”. Z kolei pracownicy Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego przy współpracy z firmami medycznymi wsparli akcję poprzez zbiórkę m.in. środków opatrunkowych. Jak informuje Robert Biernacki z Fundacji Poland Business Run, to największa z kilku tego typu zbiórek, przeprowadzonych w ostatnich latach.

 

W zbiórkę przyborów szkolnych przeprowadzoną w Kielcach włączały się przede wszystkim szkoły, których uczniowie rozumieją potrzeby swych rówieśników pochodzenia polskiego, żyjących w uboższych krajach. Byli to m.in. uczniowie LO im. Juliusza Słowackiego, kieleckiego „Plastyka” oraz Zespołu Szkół Katolickich Diecezji Kieleckiej. Zbiórkę wspomogli także pracownicy urzędu marszałkowskiego w Kielcach skupieni w wolontariacie pracowniczym.

 

Dary powinny dotrzeć do rodaków jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Prowadzone są m.in. rozmowy z ambasadorem Mołdawii, gdyż to ambasada odpowiada za podział zebranych podarunków. 

 

Fundacja Poland Business Run powstała w 2016r. Misją organizacji jest przede wszystkim kompleksowa oraz profesjonalna pomoc osobom z niepełnosprawnościami narządu ruchu, pomoc w ich aktywizacji oraz niwelowanie barier społecznych, a także pomoc osobom zagrożonym amputacją.


dziar / Kielce
KAI

niemaGOtu – Marana tha! [Nie mądrość świata tego]

Nie mądrość świata tego, lecz Pana ukrzyżowanego głosimy aż przyjdzie znów!

Kościół w Peru potrzebuje jedności

Arcybiskup Limy kardynał Juan Luis Cipriani Thorne wyraził nadzieję, że styczniowa podróż apostolska papieża do Peru przyniesie temu krajowi jedność. - Nasz Kościół, aby był bardziej przekonywujący, potrzebuje przede wszystkim jedności – powiedział peruwiański hierarcha.

Kard. Cipriani Thorne ujawnił, że podczas swego ostatniego spotkania z Franciszkiem w Rzymie poinformował papieża, że mieszkańcy Peru czekają na wizytę Ojca Świętego z modlitwą i radością. W ocenie arcybiskupa Limy jednym z najważniejszych wydarzeń styczniowej pielgrzymki papieża do Peru będzie spotkanie Franciszka z przedstawicielami miejscowych Indian, które zamieszkują lasy amazońskie. – Wydarzenie to, zaplanowane w Puerto Maldonado, będzie niczym początek Synodu Panamazońskiego, który został ogłoszony przez papieża i odbędzie się w październiku 2019 r. – stwierdził peruwiański hierarcha.

 

Pielgrzymka Franciszka do Peru odbędzie się pomiędzy 18 a 20 stycznia. Papież przybędzie do tego kraju z Chile, które również znajdzie się na trasie wizyty apostolskiej. W Peru papież odwiedzi Limę, Trujillo oraz Puerto Maldonado.

 

Jak zapowiedzieli biskupi tego południowoamerykańskiego kraju w trakcie papieskiej wizyty przekażą Franciszkowi list związany z ochroną środowiska. Dokument, choć oficjalnie jest wspólną deklaracją episkopatów Peru i Niemiec, to powstał z inicjatywy niemieckich biskupów. Jednym z głównych punktów deklaracji jest troska o aktualny stan środowiska naturalnego. Dokument zachęca m.in. do większych działań w celu ochrony życia, a także do inicjatyw służących wsparciu najbiedniejsze osoby, które zamieszkują Puszczę Amazońską.


mz (KAI/RV) / Lima

Przepis na świąteczne „ciasto biblijne”

Święta Bożego Narodzenia to czas wielkich przeżyć religijnych, ale też rodzinnych spotkań przy wspólnym stole. Z myślą o tym, aby przygotowywanie świątecznych potraw zawierało również „coś dla ducha”, niemiecki tygodnik „Heinrichsblatt” katolickiej archidiecezji Bambergu zamieścił przepis na „ciasto biblijne". Okazuje się, że składniki na taki wypiek można znaleźć na stronach Starego Testamentu!

Przepis jest następujący:

  • 1,5 szklanki Pwt 32, 14a
  • 6 sztuk Jr 17, 11
  • 2 szklanki Sdz 14, 18
  • 4,5 szkl. 1 Krl 5, 25
  • 2 szkl. 1 Sm 30, 12a
  • ¾ szkl. 1 Kor 3, 2
  • ¾ szkl. Hi 10, 10
  • 2 szkl. Na 3, 12
  • 1 szkl. Lb 17, 23 b
  • szczypta Kpł 2, 13
  • 4 łyżeczki Wj 30, 23
  • 3 łyżki proszku do pieczenia.

Przygotowanie: postępuj według słów Salomona z Księgi Przysłów 23,14a.

Piec ok. 60 min. w temp. 160-180 stopni.

Smacznego!


ts (KAI) / Berlin

Papież do Polaków: Eucharystia to przywilej, nie nakaz

Do traktowania Mszy św. nie jako nakazu, lecz danego nam przywileju, zachęcił papież pielgrzymów polskich podczas dzisiejszej audiencji ogólnej.

Oto słowa Ojca Świętego skierowane do Polaków:

Pozdrawiam serdecznie pielgrzymów polskich. Przeżywamy czas Adwentu. Oczekujemy na przyjście Chrystusa. Pamiętajmy, że w każdej Mszy św., w której uczestniczymy, spełnia się nasze oczekiwanie. Pan Jezus przechodzi do nas, abyśmy mogli poznać Jego imię, Jego prawdziwe Oblicze, byśmy mogli doświadczyć Jego obecności i nieskończonego miłosierdzia. Dlatego perspektywa udziału we Mszy św. niech nigdy nie będzie dla was nakazem, lecz danym nam przywilejem. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

 

Papieską audiencję streścił po polsku ks. prał. Paweł Ptasznik z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej:

Drodzy bracia i siostry, w cyklu katechez o Mszy świętej zadajmy sobie dzisiaj pytanie: dlaczego trzeba w niedziele chodzić na Mszę św.? Idziemy tam, by spotkać zmartwychwstałego Pana, by słuchać Jego Słowa, karmić się przy Jego stole i w ten sposób stawać się Kościołem. Uczniowie Jezusa celebrowali eucharystyczne spotkania z Panem w dniu, który Żydzi nazywali „pierwszym dniem tygodnia”, a Rzymianie „Dniem Słońca”, ponieważ tego dnia Jezus zmartwychwstał, ukazał się uczniom, rozmawiał z nimi, jadał z nimi, udzielił im Ducha Świętego. Z tych powodów niedziela była dla nich, i jest dla nas, dniem świętym.

Niektóre zlaicyzowane społeczeństwa zatraciły chrześcijański charakter niedzieli, na którą tak mocne światło rzuca Eucharystia. Konieczne jest ożywienie sensu świętowania niedzieli, radości rodzinnej, wspólnoty parafialnej, solidarności, powstrzymania się od pracy, odpoczynku. Niedzielna Msza św., spotkanie z Jezusem Zmartwychwstałym i Komunia św., dają nam siłę do życia każdego dnia z ufnością, odwagą i nadzieją. Jak możemy praktykować Ewangelię, nie czerpiąc niezbędnej do tego energii z niewyczerpalnego źródła niedzielnej Eucharystii?

Podsumowując – dlaczego trzeba w niedziele chodzić na Mszę św.? Ponieważ tylko dzięki łasce Jezusa, z Jego żywą obecnością w nas i między nami, możemy wypełniać Jego przykazania, i w ten sposób być Jego wiarygodnymi świadkami.


st (KAI) / Watykan

KS. JERZY POPIEŁUSZKO

Stan wojenny. Ks. Jerzy: uciekłem przed nienawiścią

Krótka historia z jednej z niesprawiedliwych rozpraw podczas stanu wojennego

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

– W pewnym momencie ksiądz siedzący koło mnie wybiegł z sali. Wybiegł tak szybko, że zwróciło to uwagę wszystkich, a mnie zaniepokoiło bardzo. Wyszłam za nim. Stał na korytarzu sam. Pytam się:

– Co się księdzu stało?

– Nic się nie stało.

– Czy ksiądz się źle czuje?

– Nie

– Może trzeba księdzu pomóc?

– Nie, proszę pani. Proszę iść spokojnie, nic mi nie jest

– Może ksiądz mógłby mi jednak powiedzieć, czemu ksiądz wybiegł tak szybko

– Nie zwykłem spowiadać się przed osobami świeckimi płci żeńskiej

– Jeden wyjąteczek, dla spokoju

– Mogę pani powiedzieć – rzekł nagle – uciekłem przed nienawiścią, przed uczuciem nienawiści.

 

Roma Szczepkowska o jednej z rozpraw sądowych stanu wojennego

 

13 grudnia 1981 w Polsce został wprowadzony stan wojenny. Był to czas szczególnie trudny, podczas którego wielu ludzi doznało licznych represji, więzienia i prześladowania. Tylko w pierwszym tygodniu stanu wojennego internowanych zostało 5000 osób. Ks. Jerzy od samego początku wspierał ofiary tego okrutnego czasu, wspierał ich także podczas niesprawiedliwych procesów. 

 
 

 

Wpis oraz zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości:

Muzeum Ks. Jerzego Popiełuszki


Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >