Lektura niebanalna

Lubię letnie wieczory. Szczególnie, kiedy czeka na mnie ciekawa pozycja, w której odnajduję odpowiedzi na pojęcia, o których nie wiedziałam, co myśleć i uzupełniam braki, chociaż jestem ciągle na początku drogi. Rwę się do pierwszej strony i tak kartka po kartce uświadamiam sobie, że jednak papierowi przyjaciele są lepsi. Może to kwestia podejścia, a może zaprzyjaźnienia.

Biorąc udział w pewnym konkursie, religijnym rzecz jasna, zostałam obdarowana mnóstwem książek związanych z nauczaniem Jana Pawła II. Cieszę się jak dziecko, choć to ostatnie moje dziecięce chwile, że mam to szczęście chłonąć wszystkie te wiadomości napisane przez wybitne postaci życia codziennego. Książkę, którą wybrałam, jako pierwszą napisali: Giovanni Reale (profesor historii filozofii starożytnej) oraz Angelo Scola (patriarcha Wenecji). Książka nosi tytuł Dialog o wartości człowieka.

Lektura niebanalna

Jeśli mam być szczera nie mam pojęcia czy książka ta jest znana, przynajmniej czytelnikom Stacji7, bo to pozycja nie tak popularna i nader wytężająca zwoje mózgowe. Ale chwała i pokłony temu, kto da się namówić. Żałować nie będzie. Polecając a nie argumentując moje słowa rzuciłabym na wiatr, więc postaram się nie siłowo opowiedzieć to i owo.

Lektura niebanalna

Publikacja składa się z dwudziestu jeden rozdziałów, rozpoczynających się cytatem nawiązującym do tematyki rozdziału. W wprowadzeniu Armanda Torna zaznacza Dialog Scoli i Realego doprowadza do Chrystusa, który poza wszelką filozofią wyjaśnia, kim jest człowiek i jak może on zrozumieć samego siebie. Oczywiście, w rozmowie zostaje podjęte zagadnienie miłości; Kardynał i Filozof nie zapomnieli też i pięknie, Kościele, wierze, a nawet o demokracji i korzeniach Europy. Słuchając tych dwóch rozmówców, spostrzegamy taki efekt wywrze na czytelniku lektura książki, że powoli otwierają się przestrzenie, dzięki którym nasze horyzonty się poszerzają i przenika je zmysł krytyczny.

W platońskim dialogu zbieżność poglądów jest oczywista i sprowadza się do nauki, jaką kierował dla świata Jan Paweł II. Tematy, jakie są podejmowane to między innymi: ateizm, nihilizm, relatywizm, wolność i samowola, demokracja, wielokulturowość, pojęcie osoby, cierpienie i śmierć, miłość i piękno. Zagadnienia te nurtują i krążą ciągle w naszych głowach. Zazwyczaj nie wiemy jak się odnieść do terminu lub nie chcemy się zbłaźnić, podając swoje racje, co do zagadnienia. Książka ta to podanie w pigułce odpowiedzi i usystematyzowanie naszych dywagacji. Dialog ten może nie jest łatwy, a słownictwo trudne do zrozumienia, nie komunikatywne dla człowieka czasów komputera i nowych gadżetów, ale przy odrobinie chęci i samozaparcia, możemy podrasować swój język i wprowadzić nowe słownictwo w naszej rzeczywistości. A może skonfrontować swoje racje z tymi zawartymi w książce. Lektura niebanalna, czasami zaskakująca, dająca duże pole do popisu naszych przemyśleń. Pozwalająca sięgnąć głęboko w nasze przekonania i utwierdzić nas w nich, a może przeciwnie naprowadzić na inne spojrzenie na sprawę. Ostrzegam: bardzo wciągająca!Lubię letnie wieczory. Dzięki nim następny dzień można spędzić na rozważaniu form piękna czy też zastanowić się nad tym, czym jest prawdziwa miłość i dlaczego współczesny człowiek nie potrafi kochać. Lubię letnie wieczory.”Skończyła się era zwyczajnego katolicyzmu, a rozpoczęła się epoka katolicyzmu heroicznego. Nie da rady już dłużej być katolikiem z przypadku, ale trzeba być katolikiem z przekonania.” fr. Terence Henry

Wesprzyj nas

Modlitwa św. Jana Pawła II o pojednanie

Boże, pomóż nam poświęcić się szczeremu dążeniu do miłości, która przezwycięża nienawiść

Aby przeciwnicy podali sobie ręce

św. Jan Paweł II, papież

Boże, Stworzycielu świata, który każde stworzenie otaczasz swoją ojcowską troską i kierujesz biegiem historii, by osiągnęła swój cel – zbawienie. My widzimy Twoją ojcowską miłość, gdy łagodzisz zatwardziałość człowieka i otwierasz rozdarty konfliktami i walką świat na pojednanie.

Odnów dla nas cuda Twojego miłosierdzia: ześlij swojego Ducha, by działał w głębi naszych serc, aby wrogowie dojrzeli do dialogu, przeciwnicy uścisnęli sobie dłonie, a ludzie żyli w zgodzie.

Pomóż nam poświęcić się szczeremu dążeniu do prawdziwego pokoju, który kładzie kres kłótniom, do miłości, która przezwycięża nienawiść, do wybaczenia, które rozbraja wszelką zemstę.

Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

 

Modlitwa wstawiennicza o pokój w Syrii

Boże daj nam nadzieję na przyszłe budowanie pokoju dla wszystkich

Boże Miłosierdzia,
usłysz krzyki rozpaczy mieszkańców Syrii.
Pociesz tych, którzy cierpią z powodu doznanej przemocy.
Pociesz tych, którzy opłakują swoich zmarłych.

Daj siłę sąsiednim krajom, aby chętnie przyjęły uchodźców z Syrii.
Przemień serca tych, którzy chwycili za broń;
I chroń tych, którzy poświęcają się dla pokoju.

Boże nadziei, zachęcaj przywódców, aby wybrali pokój, a nie przemoc i aby szukali pojednania ze swoimi wrogami.

Rozpal w Kościele Powszechnym współczucie dla narodu syryjskiego;
I daj nam nadzieję na przyszłe budowanie pokoju dla wszystkich, które będzie oparte na sprawiedliwości.

Prosimy o to przez Jezusa Chrystusa, Księcia Pokoju i Światłość Świata.

Amen.

 

Panie, uczyń mnie narzędziem Twego pokoju

Spraw, Panie, abym nie tyle szukał pociechy, ile pociechę dawał

Modlitwa św. Franciszka z Asyżu

Panie, uczyń mnie narzędziem Twego pokoju.
Tam, gdzie nienawiść – pozwól mi siać miłość,
gdzie krzywda – przebaczenie,
gdzie zwątpienie – wiarę,
gdzie rozpacz – nadzieję,
gdzie mrok – światło,
tam gdzie smutek – radość.

Spraw, Panie, abym nie tyle szukał pociechy,
ile pociechę dawał;
nie tyle szukał zrozumienia, co rozumiał
nie tyle był kochany, ile kochał.

Albowiem dając – otrzymujemy,
przebaczając – zyskujemy przebaczenie,
a umierając – rodzimy się do życia wiecznego.

 

Gietrzwałd. Matka Boża mówiła po polsku

140 lat temu rozpoczęły się objawienia maryjne w Gietrzwałdzie. W sumie było ich 160

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

We wtorek 27 czerwca przypada 140. rocznica rozpoczęcia objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Od czerwca do września Maryja objawiała się dwóm dziewczynkom: Justynie Szafryńskiej i Barbarze Samulowskiej, w sumie tych objawień było 160. Gietrzwałd jest jedynym miejscem w Polsce, gdzie objawień maryjne zostały uznane za autentyczne przez Kościół. Z tej okazji we wtorek w sanktuarium gietrzwałdzkim odbywają się uroczystości rocznicowe.

Ich głównym punktem będzie o godz. 18.00 Msza św. pod przewodnictwem abp. seniora Edmunda Piszcza, poprzedzona modlitwą różańcową i konferencją na temat objawień gietrzwałdzkich.

Wierni upamiętniają rocznicę objawień od początku roku. Odbyły się już i są planowane liczne pielgrzymki. Jedną z nich będzie pielgrzymka rodzin do Gietrzwałdu 15 sierpnia, w uroczystości odpustowe ku czci Wniebowzięcia NMP, połączona z rodzinnym apelem maryjnym a także dzień chorych 20 sierpnia, czy wrześniowe czuwanie młodzieży oraz spotkanie modlitewne kapłanów warmińskich 7 września. Trwają też comiesięczne czuwania modlitewne z udziałem ruchów i wspólnot katolickich.

Na 10 września planowane są główne uroczystości odpustowe z udziałem nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Salvatore Pennacchio, Episkopatu Polski i władz państwowych. Homilię podczas uroczystej Mszy św. o godz. 11.00 wygłosi prymas Polski abp Wojciech Polak.

Objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie trwały od 27 czerwca do 16 września 1877 r. Głównymi wizjonerkami były: trzynastoletnia Justyna Szafryńska i dwunastoletnia Barbara Samulowska. Matka Boża przemówiła do nich po polsku, co podkreślił ks. Franciszek Hipler – „w języku takim, jakim mówią w Polsce”.

11 września 1977 r. odbyły się, poprzedzone IV Ogólnopolskim Kongresem Mariologicznym, uroczystości 100-lecia objawień Matki Bożej, którym przewodniczył metropolita krakowski kard. Karol Wojtyła. W tym dniu bp Józef Drzazga, biskup warmiński, uroczyście zatwierdził kult objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Jest to jedyne miejsce w Polsce, gdzie objawienia Matki Bożej zostały uznane przez Kościół katolicki jako autentyczne.

KAI

 


Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej wraz z Archidiecezją Warmińską zapraszają na obchody jubileuszowe.

 

 

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Przełożeni Wyższych Zakonów Męskich o uchodźcach

Z racji naszego powołania należymy do ubogich tej ziemi i czujemy się wezwani do służby ludziom potrzebującym. Stawiając się w wygodnym dystansie od ludzkich zranień, zaprzeczylibyśmy podstawom swojego istnienia

Janusz
Sok CSsR
zobacz artykuly tego autora >

W związku z pytaniami jakie otrzymałem od portalu stacja7.pl w sprawie uchodźców, postanowiliśmy udzielić jednej – wspólnej odpowiedzi, skonsultowanej w gronie Konsulty Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich.

Autor artykułu, o. Janusz Soka CSsR, jest Przewodniczącym Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce.

 

-//-

 

Osoby konsekrowane, muszą widzieć ludzką biedę i podejmować konkretne czyny. Z racji naszego powołania i wyboru należymy do ubogich tej ziemi i czujemy się wezwani do służby ludziom potrzebującym. W przeciwnym razie, stawiając się w wygodnym dystansie od ludzkich zranień, zaprzeczylibyśmy podstawom swojego istnienia.

 

Większość zakonów i zgromadzeń zakonnych w Polsce ma charakter międzynarodowy. Pracujemy w wielu krajach poza Polską i poza bogatą Europą. Nasi współbracia to osoby różnych narodowości i kultur. Posługujemy w szkołach i sierocińcach, bywa, że większość uczniów to np. muzułmanie czy buddyści. Pomocą ogarniamy ludzi bez względu na ich rasę i wyznanie. To jest nasza codzienność, a nie sporadyczne akcje.

 

Mamy głębokie przekonanie, że nasza pomoc powinna się realizować przede wszystkim w krajach objętych wojną czy skrajną niesprawiedliwością. Słyszymy raz po raz apele, kierowane do nas przez tamtejszych biskupów, by pomóc ludziom pozostać w ich własnych domach, by pomoc nieść przede wszystkim na miejscu. Stąd też tysiące zakonnych misjonarzy, także z Polski, angażuje się od lat z wielkim poświęceniem, a często z ofiarnością zagrażającą życiu, w zapewnienie ludziom pokrzywdzonym, w tym uchodźcom, godnych warunków egzystencji. W ostatnim czasie mamy tego żywe przykłady choćby w Republice Środkowej Afryki, Nigerii, Jemenie, Syrii czy Iraku. Od dawna, w wielu miejscach świata, osoby konsekrowane angażują się w pomoc uchodźcom i migrantom, bez względu na różnice kultur i wyznań.

 

Obóz uchodźców w Grecji | fot. Fotomovimiento / flickr.com

 

Zdajemy sobie jednocześnie sprawę, że wyjście na peryferie, do czego tak często wzywa osoby konsekrowane papież Franciszek, nie oznacza jedynie wysiłku podejmowanego w krajach ubogich i dotkniętych wojną. Jest też konieczne większe zaangażowanie na rzecz ludzi potrzebujących w krajach bogatych. Wiele osób konsekrowanych organizuje, nie od dzisiaj, pomoc materialną i medyczną. Płynie ona z krajów, z których pochodzą, przy zachowaniu troski o to, by pomoc docierała do osób naprawdę potrzebujących. Przykładowo, chyba wszystkie rodziny zakonne biorą dziś udział w programie „Rodzina Rodzinie”.

 

Zadajemy sobie jednak pytanie: co lub kto sprawia i jaka jest tego przyczyna, że setki tysięcy ludzi zmuszanych jest do migracji? Czymś przecież naturalnym, wpisanym w życie każdego człowieka, jest fakt, że chce pozostać we własnym domu. Jeżeli się go ludziom odbierze i nawet jeśli będą potem żyli w relatywnym dobrobycie materialnym, nie będą szczęśliwi – jak podkreślał ostatnio abp Marek Jędraszewski.

 

Dlatego towarzysząc wielu tysiącom pokrzywdzonych i pomagając uchodźcom, próbujemy zrozumieć współczesną migrację. Jest to ważne i aktualne wyzwanie dla świata i Kościoła. Nie odwracamy oczu od tego problemu, bo nie sposób nie widzieć twarzy ludzi prześladowanych, których sytuacja zmusza do opuszczenia domów, a nawet rodzinnego kraju. To są nasi bliźni, bracia i siostry, którzy mają prawo do uczynnej miłości ze strony wszystkich ludzi dobrej woli, a może szczególnie przez posługę i zaangażowanie osób konsekrowanych.

 

Ulica w syryjskim mieście Homs po ustaniu walk | fot. Xinhua/Pan Chaoyue/flickr. com

 

Jest sprawą oczywistą, że każdy ma prawo bronić się przed agresją, terroryzmem czy niesprawiedliwością. Jednocześnie faktem jest, że pomoc dla drugiego człowieka dotkniętego wojną, głodem, czy to w jego ojczyźnie, czy poza nią jest obowiązkiem chrześcijan. Kierujemy się bowiem wskazaniami Ewangelii, chcemy być jej wierni, gdyż jest światłem w świecie, w którym jest więcej rozdroży niż dróg.

 

Nie mamy wpływu na decyzje polityków i nie zamierzamy ich komentować, ale nasze wspólnoty w Polsce – już dzisiaj – otwierają się na ludzi potrzebujących bez względu na pochodzenie, kolor skóry czy wyznawaną wiarę. Jeśli decyzje polityczne i okoliczności historyczne sprawią napływ nowych uchodźców, z pewnością nie pozostaniemy na to obojętni i zaangażujemy się w każdy możliwy sposób, by przyjść z pomocą potrzebującym. Powyższa postawa – mamy takie przekonanie – jest w pełni zgodna ze stanowiskiem Ojca Świętego Franciszka i Kościoła w Polsce, wyrażonym niejednokrotnie głosem Konferencji Episkopatu Polski.

 

Łączę wyrazy szacunku i pozdrowień dla wszystkich czytelników

W imieniu Konsulty Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce,

Janusz Sok CSsR

Przewodniczący Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce

 

Przeczytaj także:


Uchodźcy obnażają kryzys naszej cywilizacji

Artykuł Tomasza Nowaczka MIC, prowincjała marianów


“Mamy rodzinę w Iraku”. Dominikańska odpowiedź na atak islamistów

Artykuł Pawła Kozackiego OP, prowincjała dominikanów


 

Janusz Sok CSsR

Prowincjał zakonu redemptorystów w Polsce, od 2013 roku Przewodniczący Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Janusz
Sok CSsR
zobacz artykuly tego autora >

Nie ma podziału w Kościele w sprawie uchodźców

Nie można wykorzystywać uchodźców do tego, by pokazać, że jesteśmy podzieleni. Nie można “używać” uchodźców do tego, by pokazać, kto jest do kogo w kontrze. Nie można niczego rozgrywać na tragedii innych

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Słuchając wielu komentarzy, nie ma wątpliwości, że w dyskusji o uchodźcach, która rozgrywa się niby w sprawie obrony pokrzywdzonych i z drugiej strony bezpieczeństwa rodaków wcale nie chodzi ani o jednych, ani o drugich. Każda ze stron sporu próbuje różnymi obrazkami przekonać więcej ludzi do swoich racji, które nie mają często nic wspólnego ani z pomocą ani z bezpieczeństwem. Raczej z podniesieniem liczby fanów, followersów, czy budową poparcia dla danej strony.

 

Najgorsze jest to, że robi się to kosztem innych. Oraz to, że próbuje się prowadzić tę rozgrywkę “udowadniając” podział w Kościele. Tymczasem żadnego podziału w Kościele nie ma.

 

Póki co obserwujemy toczącą się rozmowę na dwa różne, kompletnie pomieszane ze sobą tematy. W ten sposób nigdy się nie dogadamy, ponieważ to dwie różne rozmowy. Czy więc przypadkiem nie chodzi tylko o to, byśmy się różnili, bo tak nam się podzieliła ta nasza Ojczyzna, że każdy temat jest dobry do wygrania jakiejś większości, jakiegoś kapitału, czy to będzie zasięg, liczba odbiorców, czytelników, czy też kapitał polityczny? Zostały postawione dwie tezy, których każda ze stron się trzyma i nawet nie próbuje inaczej postawić problemu. Konflikt został zdefiniowany tak, że:

• jeśli jesteś za pomocą uchodźcom, to znaczy, że jesteś za islamizacją Europy

• jeśli jesteś za blokowaniem granic przed imigrantami, to znaczy, że  jesteś ksenofobem i jesteś obojętny na los człowieka, nawet dziecka

 

Otóż nie. Mogę być za tym, by pomagać ludziom na miejscu, a rodziny w najtrudniejszej sytuacji wyciągać stamtąd, i jednocześnie mogę być za uszczelnieniem granic dla imigrantów społecznych czy ekonomicznych, wśród których przenikają radykalni islamiści.

 

Do bólu wyjaśniana może być różnica pomiędzy imigrantami i uchodźcami. I tak ciągle dla wielu te pojęcia są tożsame. Podobnie jak stanowisko, że pomaganie wyklucza bezpieczeństwo. Kiedy Kardynał Nycz zaapelował byśmy nie dali sobie wmówić, że jest konflikt między pomaganiem a bezpieczeństwem, natychmiast doczekał się odpowiedzi, że jakakolwiek pomoc jest sztuczką forsowaną przez lewicę i niektóre środowiska kościelne.

 

Konsulta Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce wydała wspólne oświadczenie, że: “Jest sprawą oczywistą, że każdy ma prawo bronić się przed agresją, terroryzmem czy niesprawiedliwością. Jednocześnie faktem jest, że pomoc dla drugiego człowieka dotkniętego wojną, głodem, czy to w jego ojczyźnie, czy poza nią jest obowiązkiem chrześcijan.” W oświadczeniu można przeczytać także powołanie się na słowa innych hierarchów w Polsce. Gdzie tu jest podział w Kościele? (Przeczytaj całe stanowisko Konsulty Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce)

 

Nie dajmy się podzielić. Nie dajmy sobie wmówić, że Kościół jest w jakimś wewnętrznym konflikcie w tej sprawie.

 

 

Każdy boi się o bezpieczeństwo, każdy chciałby spokojnie żyć, korzystać z niedawno odzyskanej wolności. Patrząc na wydarzenia z Francji, Anglii, Szwecji… nikt nie ma wątpliwości, że Europa sobie z tym nie radzi, więc nie poradzi sobie także Polska. (Więcej o naszym uzasadnionym strachu w artykule Aliny Petrowej – Wasilewicz: Uchodźcy i Migranci. Dwie narracje) Dlatego też Kościół nigdy nie nawoływał do całkowitego otwarcia granic dla migrantów, nie utożsamiał się z naiwną koncepcją multi-kulti, a jedynie zaproponował – we współpracy z Caritas – pomoc tylko tym rodzinom, które naprawdę nie mogą dłużej zostać na terenach objętych wojną. Chodziło zawsze o uchodźców.

 

W budowie korytarzy humanitarnych chodzi o jeszcze coś innego. Chodzi o zapewnienie hospitalizacji kilkuset rannym, którzy odpowiedniego leczenia nie doczekają się w swym kraju, objętym wojną. Nic nie wiadomo o tym, by mieli pozostać dłużej, jak tylko na czas leczenia, jeśli tylko warunki pozwalają na bezpieczny powrót do własnej ojczyzny. Jak nie dopuścić, by takim korytarzem przedostał się ktoś niebezpieczny? To jest właśnie zadanie Caritas, która jest obecna w każdym niemal kraju na świecie, rządu i Kościoła tam na miejscu.

 

Nie mamy zakus, jak inne kraje Europy, na łatanie sobie dziury demograficznej ściąganiem imigrantów (szerzej o tym pisze Ojciec Tomasz Nowaczek w artykule: “Uchodźcy obnażają kryzys naszej cywilizacji”). Udało się nam ustrzec Polskę przed napływem niezweryfikowanych tłumów ludzi, wśród których mogliby przeniknąć radykalni islamiści. Wszelkie decyzje dotyczące migrantów leżą wyłącznie po stronie rządu, ponieważ to on odpowiada za nasze bezpieczeństwo. Kościół jedynie apeluje o współpracę z Caritas w obronie człowieka, rodziny, może kilkuset rodzin na terenie objętym wojną.

 

Na Stacji7, robimy raz jeszcze otwarcie tej rozmowy. Może warto zacząć od początku, żeby dojść do wspólnych podsumowań. Zaprosiliśmy przełożonych zakonów w Polsce o zdanie na ten temat, przytaczamy obszerne opinie dziennikarzy, oparte na toczącej się dyskusji jak również własnych doświadczeniach, powracamy do słów hierarchów.

 

Kościół to jedna wspólnota, mamy te same wartości, mamy tego samego Ojca. Musimy tylko przestać torpedować się emocjonalnymi obrazkami a zacząć wracać do korzeni. “Kierować się wskazaniami Ewangelii, chcemy być jej wierni, gdyż jest światłem w świecie, w którym jest więcej rozdroży niż dróg.”

 

Zapraszam do rozmowy na temat uchodźców. Można się włączyć poprzez komentowanie tekstów, postów w mediach społecznościowych oraz przekazanie szerszej refleksji na naszym blogu: http://blogownia.stacja7.pl/

 


Uchodźcy i Migranci. Dwie narracje

 

Przełożeni Wyższych Zakonów Męskich o uchodźcach

 

“Uchodźcy obnażają kryzys naszej cywilizacji”

 

“Mamy rodzinę w Iraku”. Dominikańska odpowiedź na atak islamistów

 

Terroryzm, strach, Facebook

 

Wy też możecie nam pomóc!

 

Rozmowy z Janem Pawłem II: Imigranci

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Dyrektor i redaktor naczelna Stacji7.pl, z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >
UCHODŹCY

“Mamy rodzinę w Iraku”. Dominikańska odpowiedź na atak islamistów

Dziesiątki tysięcy chrześcijan z okolic Mosulu zostało zmuszonych do ucieczki przed bojownikami Państwa Islamskiego. Dominikanki, które wraz z innymi ludźmi uciekały w nieznane przed fanatycznymi islamistami, nie załamały się. Wprost przeciwnie.

Paweł Kozacki OP
Paweł
Kozacki OP
zobacz artykuly tego autora >

Gdy w mediach toczy się zażarta dyskusja na temat uchodźców, wspominam inicjatywę moich młodych współbraci, którzy nie chcieli pozostać bierni wobec dramatu chrześcijańskiej społeczności w Iraku. Do konkretnego gestu solidarności zainspirowały ich irackie dominikanki.

 

W nocy z 5 na 6 sierpnia 2014 roku dziesiątki tysięcy chrześcijan z okolic Mosulu zostało zmuszonych do ucieczki przed bojownikami Państwa Islamskiego. Musieli opuścić swoje domy, miejsca pracy i miasta… Dominikanki, które wraz z innymi ludźmi uciekały w nieznane przed fanatycznymi islamistami, nie załamały się. Wprost przeciwnie. Gdy tylko chrześcijańscy uchodźcy znaleźli schronienie w Kurdystanie, czyli północno-wschodniej części Iraku, siostry zaczęły pomagać rodzinom koczującym na ulicy, a potem zorganizowały fundusze i wybudowały szpital, szkołę podstawową i mały dom dziecka.

 

Polscy Dominikanie, bracia: Mateusz, Rafał i Gaweł skontaktowali się z siostrami i ustalili, że konkretną formą pomocy może być ich miesięczny pobyt w społeczności uchodźców, połączony z nauczaniem angielskiego. W sierpniu ubiegłego roku polecieli do trzymilionowego Irbilu, w którym schronienie znalazło około 130 tysięcy chrześcijańskich uchodźców.

 

Przed wyjazdem zorganizowali zbiórkę pieniędzy w dominikańskich kościołach pod hasłem „Mamy rodzinę w Iraku”. Zaangażowanie ludzi i chęć włączenia się w pomoc była ogromna, choć niektórzy sceptycy pytali, czy nie lepiej przesłać uchodźcom pieniądze, a nie organizować sobie wycieczkę. Równie często spotykali się z wątpliwościami, czy jest sens jechać do tak odległego regionu, skoro tuż za naszą granicą – na Ukrainie – ludzie też potrzebują pomocy, bo toczy się tam wojna. Bracia jednak dostrzegli ludzi cierpiących w Iraku i stwierdzili, że nie mogą pozostać bezradni. Czuli, że odległość 3 tysięcy kilometrów nie zwalnia ich z odpowiedzialności za żyjących tam ludzi. Na miejscu nie musieli zbyt długo tłumaczyć, skąd przyjechali, bo nazwa Polska jest dobrze znana mieszkańcom Iraku. Pamięta się tam nasze zaangażowanie w wojnę roku 2003, która uczyniła los mieszkańców jeszcze bardziej niepewnym.

 

Jednym z najbardziej poruszających momentów dla polskich dominikanów była wieczorna modlitwa, 5 sierpnia, w drugą rocznicę nocy, kiedy chrześcijanie musieli uciekać ze swoich domów. Dominikanki zorganizowały czuwanie: ból znalazł ujście w psalmach, śpiewanych niegdyś przez Izraelitów wygnanych z Jerozolimy. Dzisiaj znowu te psalmy są dla wielu wygnańców znakiem i mową Bożej obecności w ich trudnym doświadczeniu.

 

Bracia powrócili z przekonaniem, że upokorzeni ucieczką uchodźcy potrzebują nie tylko wsparcia materialnego, ale zwykłej obecności, osobistego zainteresowania i szczerego dzielenia ich codzienności. Dla wygnanych ze swoich domów irackich chrześcijan ważne było, że ktoś o nich pamięta, że z nimi się modli, że są ludzie, którym nie jest obojętny ich los, którzy są gotowi przyjechać do nich ze swojego bezpiecznego świata.

 

Paweł Kozacki OP

Paweł Kozacki OP

Dominikanin, publicysta, blogger, były przeor Konwentu Świętej Trójcy w Krakowie oraz wieloletni redaktor naczelny miesięcznika "W drodze". Od 1 lutego 2014 r. Prowincjał Polskiej Prowincji Dominikanów.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł Kozacki OP
Paweł
Kozacki OP
zobacz artykuly tego autora >

Strefa Chwały Festiwal. Rekolekcje, muzyka, ludzie.

Pięć dni, sześć krajów, siedemset osób, jeden Duch. Tak zapowiadają się tegoroczne, rekordowe nie tylko pod względem uczestników, rekolekcje Strefa Chwały Festiwal w Starym Sączu.

W najbliższy czwartek – 29 czerwca rozpocznie się kolejna edycja rekolekcji Strefa Chwały Festiwal. Stary Sącz na kilka dni zamieni się w oazę pełną kultury. Do udziału w tegorocznej edycji zgłosiło się blisko 700 osób z Polski, a także Niemiec, Belgi, Ukrainy, Anglii oraz Chorwacji. Uczestnicy to zarówno młodzież, dorośli, małżeństwa z dziećmi w wieku od kilku miesięcy w górę. Przyjeżdżają na rekolekcje jako muzycy, artyści plastycy, dziennikarze, liderzy wspólnot, organizatorzy różnorodnych wydarzeń, sportowcy, politycy, przedsiębiorcy, a przede wszystkim jako osoby na co dzień starające się żyć według Dekalogu – jako Ludzie Nowej Kultury.

Z każdym kolejnym rokiem zwiększa się liczba uczestników, co generuje większe zaangażowanie logistyczne organizatorów. W tym roku na Placu Papieskim powstanie wielki namiot – miejsce centralnych wydarzeń oraz cztery mniejsze namioty. W odpowiedzi na zapotrzebowania uczestników organizatorzy postanowili o jeden dzień wydłużyć czas rekolekcji. Tak więc inauguracja zaplanowana jest na czwartek – 29 czerwca, a zakończenie na wtorek – 4 lipca. W programie wiele ciekawych spotkań, konferencji, paneli, a przede wszystkich dużo muzyki na najwyższym poziomie.

 

 

Po raz pierwszy w historii na Strefa Chwały Festiwal pojawi się trzech biskupów, organizatorzy zapowiadają udział bp Grzegorza Rysia, bp Andrzeja Siemieniewskiego oraz bp Leszka Leszkiewicza. Ponadto wśród gości będą m.in. dziennikarka i autorka książek – Brygida Grysiak, wieloletnia organizatorka spotkań Strefa Chwały, liderka wspólnoty Dom Zwycięstwa, Alpha Polska – Stanisława Iżyk-Dekowska, psychoterapeutka – Urszula Mela, publicysta, redaktor naczelny portalu deon.pl – Piotr Żyłka, były marszałek Sejmu, poseł do Parlamentu Europejskiego – Marek Jurek, twórca portalu SzukajacBoga.pl – Henryk Król, aktor – Dariusz Kowalski

Jak co roku wyjątkowa będzie Niedziela – dzień otwarty! To Rodzinne Świętowanie Niedzieli – na które organizatorzy zapraszają wszystkich pragnących poprzez rodzinne zabawy i muzykowanie wielbić Boga.

Strefa Chwały Festiwal – rekolekcje Ludzi Nowej Kultury to wyjątkowy czas, jedyna w swoim rodzaju płaszczyzna spotkania ludzi wielu talentów, wielu profesji. Wszystkich ich łączy Nowa Kultura, czyli życie w wolności i godności, jaką daje tylko bliska relacja z Bogiem na wszystkich płaszczyznach życia.

Organizatorem rekolekcji jest stowarzyszenie Muza Dei przy współpracy z Urzędem  Gminy Stary Sącz oraz Diecezją Tarnowską.  Szczegółowe informacje na https://www.facebook.com/strefachwalyfestiwal oraz  www.strefachwalyfestiwal.pl


Terroryzm, strach, Facebook

Wiadomości o kolejnych zamachach powodują, że coraz bardziej się do nich przyzwyczajamy. O zagrożeniu terrorystycznym, przyzwyczajeniu do wiadomości o kolejnych atakach i dbaniu o własne bezpieczeństwo opowiada Łukasz Bok, redaktor naczelny portalu Konflikty i katastrofy światowe.

Łukasz Bok
Łukasz
Bok
zobacz artykuly tego autora >
Otylia Brendel
Otylia
Brendel
zobacz artykuly tego autora >

W których krajach najczęściej są ataki terrorystyczne? Prowadzisz takie statystyki?

Łukasz Bok: Statystyk nie prowadzę, aczkolwiek łatwo zauważyć, iż najwięcej zamachów terrorystycznych przeprowadzanych jest w Iraku, Syrii czy Somalii. Dochodzą do tego też takie kraje jak Afganistan, Pakistan, Jemen. Jak widać – są to głównie państwa, które zmagają się z konfliktami zbrojnymi i innymi poważnymi problemami. Jest to najlepsze środowisko dla ugrupowań terrorystycznych.

 

Ale nie zawsze są udziałem Państwa Islamskiego? Wydawałoby się, że można mówić o czymś w rodzaju monopolu na zamachy w ich przypadku.

W ostatnich latach zdecydowanie najwięcej zamachów przeprowadziło tzw. Państwo Islamskie. Stwierdzenie jednak, iż mają na nie monopol, jest sporym nadużyciem. Na świecie działa mnóstwo organizacji terrorystycznych mniejszych czy większych, które co jakiś czas dają o sobie znać – na przykład al-Kaida, PKK czy Talibowie. Jest ich naprawdę wiele, ale nie działają na tak szerokim polu jak IS.

 

Czy ta częstotliwość zamachów to zapowiedź lub już część wojny światowej?

Moim zdaniem wojna już trwa. Od lat nazywana jest wojną z terroryzmem. Teraz jest to głównie wojna z tzw. Państwem Islamskim, ale to nie jedyna kwestia konfliktowa. W tym starciu biorą udział wszystkie tuzy świata, które przy okazji załatwiają swoje interesy. Oglądamy kilka stron barykady i choć praktycznie wszystkie zapewniają, że ich celem jest pokonanie dżihadystów, to układanka jest na tyle skomplikowana, iż nie sposób określić, kiedy zostanie to dokonane. Szczegółowa rozmowa na ten temat zajęłaby nam długie, długie godziny. Warto też wspomnieć o słowach papieża Franciszka, który zauważył w ubiegłym roku, że mamy do czynienia z III wojną światową. I ma w tym sporo racji.

 

Czy zatem są jeszcze gdzieś na świecie są miejsca bezpieczne, wolne od ataków?

To trudne pytanie. Gdyby na nie spojrzeć z jednej strony, to trzeba by odpowiedzieć, iż większość krajów na świecie jest wolna od zamachów terrorystycznych. Ale z drugiej strony – jeśli mowa o terroryzmie międzynarodowym – trzeba wyraźnie powiedzieć, iż taki stan rzeczy nie jest spowodowany tak dobrymi środkami bezpieczeństwa w owych krajach, a “nieatrakcyjnością” dla terrorystyów. Zorganizowanym grupom terrorystycznym w głównej mierze zależy na rozgłosie, stąd na cel wybierają Paryż czy Londyn znane na całym świecie stolice. Dodatkowo dochodzi do tego chęć odwetu. Atakowane przez zamachowców są głównie kraje, które uczestniczą w operacjach zbrojnych przeciwko nim.

 

Dlatego Polska jest niejako “omijana”? Możemy być spokojni, bo to nie jest miejsce ‘atrakcyjne’ dla terrorystów?

Tylko dlatego. Ale to może zmienić się w przeciągu chwili. Na przykład z powodu jednej nieprzemyślanej decyzji władz. Granice mamy otwarte.

 

Powinniśmy je zamknąć? Przecież nie każdy uchodźca to muzułmanin i nie każdy muzułmanin to terrorysta. Jak znaleźć złoty środek między bezrefleksyjnym przyjmowaniem wszystkich a paranoicznym strachem?

Kontrole na granicach to z pewnością wzrost bezpieczeństwa, ale nie likwidacja problemu. Większa część ostatnich zamachów w Europie, to nie uchodźcy z ostatnich fal, a ludzie rodzący się tutaj, potomkowie imigrantów. Być może nie każdemu spodoba się to, co teraz powiem, lecz jeśli Europa nie zaostrzy swojego prawa, to zamachy terrorystyczne staną się chlebem powszednim i codziennością naszych miast. Trzeba między innymi poddać inwigilacji sunnickie meczety, bo jest to poza internetem główne miejsce, gdzie regularnie odbywa się pranie mózgów przyszłych terrorystów. Skończyć z polityczną poprawnością. Nie bać się deportacji et cetera. Nie każdy muzułmanin to terrorysta ale i nie każdy terrorysta, to muzułmanin – przed niespełna dwoma tygodniami Brytyjczyk celowo wjechał w grupę muzułmanów przed meczetem. Był to odwet za poprzednie ataki. Przemoc rodzi przemoc, spirala nienawiści się nakręca. Wygląda to źle i wygląda to tak, jak sobie życzy tzw. Państwo Islamskie.

 

Przychodzą mi na myśl zeszłoroczne Światowe Dni Młodzieży. Było wiele strachu o możliwe ataki, niektórzy wyjeżdżali z Krakowa. Nikomu jednak nic się nie stało. Nie jest jednak powiedziane, że możemy czuć się całkowicie bezpiecznie. Co powinniśmy zrobić w razie zagrożenia?

Przede wszystkim trzeba być czujnym i dbać najpierw o własne bezpieczeństwo. Czujność to obserwacja – co się dzieje naokoło mnie, kto koło mnie stoi. Nie popadać w paranoję, ale też nie bagatelizować. Jeśli czekasz na metro i widzisz kogoś dziwnie się zachowującego – najlepiej spokojnie odejść, bez siania paniki, zadbać o własne bezpieczeństwo.

 

Prowadzisz na Facebooku fanpage “Konflikty i katastrofy światowe”. Jako pierwszy – zdaje się – informujesz o atakach, wybuchach, nalotach, czy katastrofach przyrodniczych. Jaką rolę pełnią w tej rzeczywistości media społecznościowe – raczej ostrzegającą i edukacyjną? A może ma to też na celu budzenie świadomości zagrożenia?

W dziedzinie mediów społecznościowych pionierem jest tzw. Państwo Islamskie (IS). To właśnie dzięki nim zdobyło tak wielką popularność. Mnóstwo filmów propagandowych, mnóstwo brutalnych filmów z egzekucjami, z pola bitwy, nawoływania do ataków. Robią to bardzo profesjonalne, mają do tego specjalnie wyszkolonych ludzi. Internet jest głównym źródłem prania mózgów młodym, potencjalnym zamachowcom. Dżihadyści wynajdują osoby podatne na propagandę, a następnie skutecznie rekrutują. Bardzo wielu Europejczyków po takich kontaktach zdecydowało się na wylot do Syrii. Są nawet przypadki nastolatek.

Media społecznościowe mają oczywiście też swoją dobrą misję i taką nazywam moją pracę. Od kilku lat staram się przekazywać czytelnikom prawdę, jaką by ona nie była. Skupiam się tylko i wyłącznie na faktach i toczących się wydarzeniach bez okazywania, po której stronie barykady stoję.

 

I jakie reakcje najczęściej obserwujesz na wieść o kolejnych atakach?

Jeszcze dwa lata temu po atakach w Paryżu, później po Brukseli czy Nicei dało się odczuć strach, niepokój, złość. Teraz coraz częściej wśród swoich czytelników zauważam, co jest niepokojące – przyzwyczajenie, a czasem wręcz znudzenie. Część ludzi zdaje się już przywykła do aktów terroru w Europie. Ja nie.

 

A nie jest tak, że oprócz zniechęcenia i przyzwyczajenia ludzie trochę pobłażają problemowi zagrożenia i że może to osłabić ich czujność?

W gruncie rzeczy przeciętny Kowalski ma niewielki wpływ na walkę z terroryzmem. Wywieranie presji na władzę czy odpowiedni wybór przy urnie to nie są silne narzędzia. Jak już wcześniej mówiłem – trzeba być czujnym, dbać o bezpieczeństwo własne oraz najbliższych. Z problemem ataków przede wszystkim mierzyć mają się nasi przedstawiciele u władzy czy służby. W takiej Francji na słynnej liście “S”, gdzie znajdują się osoby potencjalnie niebezpieczne, jest ponad 10 tysięcy osób, to jest olbrzymie wyzwanie. My, zwykli obywatele niewiele z tym możemy już zrobić.

 

Nie da się  ukryć, że masz żywy kontakt z fanami na facebooku. Odpisujesz na wiele komentarzy, cierpliwie odpowiadasz na uwagi i pytania.

Myślę, że kontakt z czytelnikami to podstawa. Wzrost popularności strony przyczynił się do większej aktywności hejterów, trolli, ale też nowych czytelników, którzy dopiero “uczą się” tematyki, więc wiele pytań po prostu się powtarza – wyrobiłem sobie dzięki temu jednak bardzo dobrą cierpliwość (śmiech). Męczące są jedynie komentarze cechujące się nienawiścią czy prowokacją. Jest to jednak problem, z którym cały internet zmaga się od lat, bo sieć to przede wszystkim anonimowość.

 

Ale dla osób, które odnoszą się pogardliwie do ofiar zamachów, wyrażają swoją nienawiść – jesteś bezwględny. Jest jakaś grupa docelowa, do której najbardziej chciałbyś dotrzeć z wiadomościami na “Konfliktach…”?

Moją grupą docelową są wszystkie osoby, które chcą być na bieżąco ze wszystkimi informacjami z tematyki konfliktów zbrojnych, terroryzmu czy katastrof naturalnych. Tak jak wspomniałem wcześniej – w ostatnim czasie strona przeżyła spory wzrost popularności. Ma to dobre i złe strony. Pojawiło się mnóstwo komentarzy, które absolutnie nie mają prawa widywać światła dziennego. Staram się takim ludziom odbierać głos. Nie chcę, aby KiKŚ był kojarzony z nawoływania do nienawiści czy cieszenia się z czyjejś śmierci. Regularnie z tym walczę.

 

Na koniec pytanie o zbliżający się Twój wyjazd do szwedzkiego Malmö. Co skłoniło Cię, by się tam wybrać?

Myślę, że to połączenie moich pasji. Podróżowania oraz dziennikarstwa. Kilka miesięcy temu zaproponowałem moim czytelnikom relację z jednego z europejskich miast, o których było głośno w mediach właśnie ze względu na uchodźców. Wybór ludzi padł na szwedzkie Malmö, choć proponowana była też Bruksela czy Paryż. Malmö ma w mediach opinię miasta szalenie niebezpiecznego ze względu na olbrzymi napływ uchodźców, którzy w zdecydowanej większości nie mają zamiaru asymilować się z lokalną społecznością. Relacje mieszkańców nie są zachecające, przyznają się, że boją się wieczorami wychodzić z domów, ponoć regularnie dochodzi do strzelanin. Szwedzi chcąc uniknąć konfliktów – nic z tym nie robią i opuszczają miasto, powoli oddając je “gościom”.

Mam cichą nadzieję, iż w tym rejonie nie jest tak źle, jak się o tym mówi. Mój wyjazd zaplanowany jest na lipiec, porozmawiam ze Szwedami, spotkam się z Polakami mieszkającymi w mieście i pokażę jak wygląda życie nie tylko w centrum Malmö, ale również w miejscach, które określane są jako strefy “no-go”. Już teraz zachęcam, by podglądać w tych dniach (i nie tylko) KiKŚ.

 

Zobacz fanpage Konflikty i katastrofy światowe

 

Łukasz Bok

Łukasz Bok

Twórca i redaktor naczelny portalu Konflikty i katastrofy światowe, na którym można znaleźć najszybsze informacje dotyczące konfliktów zbrojnych i katastrof na świecie. Dziennikarz, bloger, podróżnik. Pochodzi z Katowic.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Otylia Brendel

Otylia Brendel

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i "Przyjaciół" oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Łukasz Bok
Łukasz
Bok
zobacz artykuly tego autora >
Otylia Brendel
Otylia
Brendel
zobacz artykuly tego autora >

Uchodźcy obnażają kryzys naszej cywilizacji

Problem uchodźców obnaża interesy państw mocno konfrontowanych przez widoczny gołym okiem kryzys dzietności. W ich interesie jest przyjęcie “nowych ludzi” jako panaceum na wypełnienie demograficznej „dziury”. W ślad za takim podejściem podąża pokusa traktowania uchodźców jak nowych niewolników

Tomasz
Nowaczek MIC
zobacz artykuly tego autora >

Autor artykułu jest przełożonym Prowincji Polskiej Zgromadzenia Księży Marianów.

 

Uchodźca, czyli “osoba, która musiała opuścić teren, na którym mieszkała ze względu na zagrożenie życia, zdrowia, bądź wolności. Zagrożenie to jest najczęściej związane z walkami zbrojnymi, klęskami żywiołowymi, prześladowaniami religijnymi bądź z powodu rasy lub przekonań politycznych”. To prosta definicja, którą można przeczytać w internecie korzystając z wolnej encyklopedii – Wikipedii.

 

Nie chcemy jednak dogłębnie analizować zjawiska współczesnych uchodźctwa czy szerzej migracji, a jedynie zarysować zasadniczą postawę, która obowiązuje ucznia Chrystusa wobec “obcych przybyszów”. Chrystus był również uchodźcą, kiedy wraz z Maryją i Józefem uciekał do Egiptu przed zawiścią Heroda Józef wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda” (Mt 2,14). Ktoś bezbronny i niechciany, skazany na unicestwienie szuka schronienia. Niebezpieczeństwo czyhające w malutkim człowieku obezwładnia możnych tego świata.

 

Tabuny obcych nam kulturowo i religijnie ludzi, wielu silnych mężczyzn, liczne kobiety, ale i dzieci stoją u naszych drzwi. Spoglądając na przekazy szeroko pojętych mediów wnioskujemy, że życie istotnie jest zagrożone, ale przy tej okazji spontanicznie narzuca się również refleksja, że zagrożone jest nie tylko życie uchodźców, ale i tych, którzy użyczą im gościny: strzelanina podobna do tej we Francji, Anglii, liczne incydenty w krajach jak Szwecja i Niemcy, które mają już u siebie pokaźne grupy mniej lub bardziej chcianych “gości”, zdają się potwierdzać te obawy. Nie da się ukryć, że migranci i uchodźcy są dla nas poważnym wyzwaniem.

 

 

Jak przyjąć w tej kwestii odpowiednią postawę, aby nie rozminąć się z Ewangelią?

Rozwiązaniem jest miłosierdzie. W praktyce oznacza to jak najszerzej otwarte drzwi wszystkim, którzy z przyczyn ekonomicznych, politycznych lub religijnych cierpią wojnę, prześladowanie i terror, przez co zmuszeni są w poszukiwaniu bezpieczeństwa do opuszczenia swoich domów rodzinnych oraz ojczyzny. Chrystusowe “Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie” (Mt 25,35), jest słowem nie pozostawiającym żadnych wątpliwości, co należy czynić. W Starym Testamencie również odnajdziemy wezwania do okazywania szacunku i zrozumienia dla obcych przybyszów, jak chociażby to z Księgi Wyjścia: “Nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców, bo wy sami byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej” (Wj 22,20). To są poważne wskazówki do wypełniania przykazania miłości bliźniego. Miłość caritas nie zna tutaj kryteriów wyznaniowych, pochodzenia, koloru skóry i innych; opieką muszą być objęci wszyscy potrzebujący i nie tylko chrześcijanie.

 

W optyce miłosierdzia Chrystus ma rzeczywiście twarz każdego człowieka, także uchodźcy. Takie jest święte prawo obowiązujące chrześcijan, którzy siłę do tak wielkiej miłości czerpią z Eucharystii, sprawowanej w Kościele pamiątki krzyżowej męki, śmierci i chwalebnego zmartwychwstania Chrystusa Pana. Jesteśmy dumni z naszego pochodzenia od Chrystusa, bo to On daje nam w Duchu Świętym możliwość kochania bliźniego, a nawet nieprzyjaciela. Warto zwrócić uwagę na fakt, że przy okazji podejmowania problematyki uchodźców, środowiska, które w innym czasie coraz mocniej postulowały raczej ograniczanie, a wręcz eliminowanie roli Kościoła i wartości chrześcijańskich w szeroko rozumianym życiu społecznym, teraz się na nie powołują i czynią z nich podstawę oskarżenia o rzekomą hipokryzję wyznawców Chrystusa, sprzeciwiających się przyjmowaniu obcych.

 

 

Gdzie leży źródło problemu?

Zerknijmy do Katechizmu Kościoła Katolickiego, sprawdzając, czy przypadkiem nie znajdziemy w nim praktycznego sposobu na rozwiązanie nurtującego nas pytania. W punkcie 2241 KKK czytamy: “Narody bogate są obowiązane przyjmować, o ile to możliwe, obcokrajowców poszukujących bezpieczeństwa i środków do życia, których nie mogą znaleźć w kraju rodzinnym. Władze publiczne powinny czuwać nad poszanowaniem prawa naturalnego, powierzającego przybysza opiece tych, którzy go przyjmują”. I dalej: “Władze polityczne z uwagi na dobro wspólne, za które ponoszą odpowiedzialność, mogą poddać prawo do emigracji różnym warunkom prawnym, zwłaszcza poszanowaniu obowiązków migrantów względem kraju przyjmującego. Imigrant obowiązany jest z wdzięcznością szanować dziedzictwo materialne i duchowe kraju przyjmującego, być posłusznym jego prawom i wnosić swój wkład w jego wydatki”.

 

Kościół wskazuje na prawa, które obowiązują nie tylko gościnnych gospodarzy, ale i przybyszów.

Ulegając nie tyle sugestywnym korespondencjom i przesyconym wieloma negatywnymi emocjami dyskusjom o obcych – uchodźcach oraz imigrantach, ukazywanych również w ostrej konfrontacji na tle religijnym – islam kontra chrześcijaństwo, ile bardziej korzystając z doświadczeń konkretnych osób i społeczności mających okazję zderzyć się z pogardą wobec kultury i wartości, które umożliwiły otwarcie drzwi dla wspomnianych potrzebujących, inaczej trzeba rozumieć obawy tychże osób, społeczności, a nawet narodów. W takiej sytuacji rzeczą zrozumiałą jest, że czują się one zagrożone nie tylko w swojej tożsamości kulturowej, ale nawet w swojej egzystencji. Dlatego Kościół wskazuje na prawa, które obowiązują nie tylko gościnnych gospodarzy, ale i przybyszów.

 

Problemem staje się brak precyzyjnego określenia i egzekwowania tych praw. Tego wszystkiego nie ułatwiają interesy poszczególnych państw, najczęściej już bardzo mocno konfrontowanych przez widoczny gołym okiem kryzys dzietności, w których interesie jest przyjęcie określonej liczby nowych ludzi jako panaceum na wypełnienie demograficznej „dziury”. W ślad za takim podejściem podąża pokusa traktowania uchodźców jak nowych niewolników, o czym świadczyć mogą tzw. relokacje uchodźców, które w gruncie rzeczy nie liczą się z ich wolnościami i łatwo zamieniają się w swoisty przymus. To zaledwie niektóre punkty nakazujące ostrożność co do intencji i słuszności proponowanych rozwiązań dla wszystkich państw Unii Europejskiej.

 

 

Uchodźcy obnażają też obecny kryzys cywilizacji w której wyrastamy, ciągle jeszcze cywilizacji zachodniej, który polega na porzuceniu tego, co było u jej podstaw: filozofia grecka, prawo rzymskie i religia Judeo-chrześcijańska. Z tego trójnogu wyrastały wszystkie wartości, które pozwoliły nam ukształtować nasz dotychczasowy sposób życia i wzajemnych odniesień, którego istotnym osiągnięciem stała się wrażliwość na osobę, uznanie jej niezbywalnej godności i ustanowienie praw, które umożliwiają jej rozwój ku pełni człowieczeństwa. Dzięki nim mieliśmy szansę wzrastać w niełatwym poszukiwaniu prawdy i dobra oraz umiłowaniu piękna. W takiej atmosferze dojrzewała mentalność miłosierdzia i zyskiwaliśmy perspektywę nadziei sięgającej poza ziemską doczesność.

 

Obawiam się, że znaleźliśmy się na równi pochyłej w kierunku upadku, dla którego wyraźnym, ale nie jedynym sygnałem jest demografia. Ona określa dzisiejszą politykę w perspektywie na przyszłe lata, ale nie na tyle odległe, aby naszego pokolenia nie zastały. Kształtowane przez współczesną fasadową demokrację trendy kulturowe symbolicznie oddałbym przez zamknięte kobiece łono i mężczyznę pozbawionego silnych ramion, niezdolnego do ochrony jej i jej potomstwa. Trudno mi powiedzieć, czy jesteśmy w stanie temu przeciwdziałać, czy raczej należałoby się poddać nieuniknionym procesom rozkładu i dać miejsce czemuś nieznanemu, trudno nawet powiedzieć – nowemu. Pewien jednak jestem, że Kościół naprzeciw tego wszystkiego, nie tylko przetrwa, ale jeszcze bardziej rozkwitnie.

 

Kościół jest organizmem, latoroślą wszczepioną w serce Boga i nosi w sobie słowo obietnicy Chrystusa, że „bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16, 18). Kościół ma Chrystusa Zmartwychwstałego, ma życie w sobie, a towarzyszące mu świadectwo męczenników dobitnie potwierdza, że śmierć nie ma ostatniego słowa. Ostatnie słowo ma Chrystus żyjący na wieki, który ze śmierci zawsze wyprowadza życie. Ewangelia będzie głoszona wszelkiemu stworzeniu słowem i czynem; także uchodźcom niezależnie od ich pochodzenia i przynależności religijnej i będzie to zawsze Ewangelia miłosierdzia.

 

Tomasz Nowaczek MIC

Przełożony Prowincji Polskiej Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. W 2014 roku obronił doktorat na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W tym samym roku został rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Księży Marianów

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz
Nowaczek MIC
zobacz artykuly tego autora >

Uchodźcy i Migranci. Dwie narracje

To nie strach przed obcymi, tych Polacy od wieków mieli u siebie – to lęk przed tłumami roszczeniowo nastawionych ludzi, którzy już na wstępie nie okazują szacunku gospodarzom, ich kulturze, religii

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Uchodźcy/migranci – wyzwanie, zadania, reakcje

Dwa lata temu napisałam dla Stacja7.pl felieton „Czy ktoś zadecydował o moim samobójstwie?” Była to reakcja na napływ migrantów do Europy, który częściowo obserwowałam wracając przez Węgry z bułgarskiego wybrzeża. Dziś wiemy coraz więcej o tym bezprecedensowym napływie migrantów na kontynent europejski. Unia Europejska domaga się od krajów członkowskich ich przyjęcia w ramach tzw. „relokacji”. Jak mamy na te żądania reagować mówią politycy, celebryci, papież Franciszek, biskupi. Co my, chrześcijanie, mamy robić, jak odczytać znaki czasu?

 

Uchodźcy/migranci – dwie narracje

Biedni zawsze będą szukać lepszego losu w krajach bogatych. Ludzie z obszarów, na których toczy się wojna, zawsze będą szukać bezpieczeństwa.

Ucieczki ludności z ogarniętą wojną domową Syrii trwają od sześciu lat. Szukający bezpieczeństwa cywile ruszyli do krajów ościennych, koczując w obozach w opłakanych warunkach, ale znamienne, że trzymają się regionu. Tylko niewielka część z nich poszła dalej, przedostając się do Europy.

Równocześnie od momentu destabilizacji w regionie z roku na rok nasila się – i jest to zjawisko bez precedensu – migracja osób z krajów, które, choć są bardzo biedne, nie są ogarnięte wojną. To Afgańczycy, Somalijczycy, Erytrejczycy. To emigranci ekonomiczni, nie uchodźcy. Tak więc do Europy podążają lub już dotarły dwie kategorie migrantów: uchodźcy i emigranci ekonomiczni.

Jaka jest proporcja między tymi grupami? Szacuje się, że uchodźców, przeważnie Syryjczyków, jest od 1-10 procent liczby ogólnej, a w ostatnich 2-3 latach do Europy przybyło ogółem od 1,5 do 2 milionów migrantów. I ta statystyka pokazuje gigantyczne semantyczne przekłamanie, jakie stosuje się wobec opinii publicznej w Unii Europejskiej. Gdyż politycy, media, organizacje pozarządowe nazywają wszystkich migrantów uchodźcami, choć są zdecydowaną mniejszością, jest ich około 150-200 tysięcy. Pozostali to ponad milion przeważnie młodych mężczyzn. Jednak ikoną wszystkich tych osób, także mężczyzn w wieku poborowym, stał się Alan Kurdi, chłopiec, który utonął u tureckich wybrzeży w drodze na kontynent.

 

Kamizelki ratunkowe porzucone na greckiej wyspie Kos | fot. Ann Wuyts / flickr.com

 

Spróbujmy teraz opisać tę wędrówkę, używając tych dwóch wyrazów – ‘uchodźca’, ‘emigrant ekonomiczny’, a co za tym idzie, ująć je w dwie odmienne ramy narracyjne. Jeśli użyjemy słowa ‘uchodźcy’ i zastosujemy ten klucz wobec wszystkich przybyszów z wielu krajów i przedstawimy ich jako ofiary wojny, zdobędziemy potężne narzędzie oddziaływania, kształtowania opinii społecznej, inspirowania do określonych zachowań, a także wywierania presji emocjonalnej. Przyjęcie ludzi, którzy przeżyli katastrofę, to oczywisty obowiązek moralny. I takiego właśnie języka używają instytucje europejskie, żądające od krajów członkowskich przymusowej relokacji emigrantów.

 

W związku z tym robi się rachunek sumienia Polakom, w czym celuje lewica, ale dyskutujemy też we własnym kościelnym gronie jak reagować oraz o jakości naszego chrześcijaństwa. Ludzie znani z wrogości do Kościoła cytują nam Ewangelię, wypominają egoizm i nieposłuszeństwo Ojcu Świętemu. Tak więc opis rzeczywistości, w którym używa się terminu „uchodźca”, ma skutkować szerokim otwarciem drzwi wszystkim, którzy zechcieli przybyć, a u bram Europy podobno czeka kolejne 6-6,5 milionów migrantów. I zawsze będzie pobrzmiewać pytanie, będące też oskarżeniem: Czy przejdziesz obojętnie, gdy dzieci toną podczas ucieczki?

 

Gdyby zaś ikoną tej wędrówki milionów byli butni i wyluzowani młodzi mężczyźni z i-Phonami w garści i niewielkimi plecakami na ramionach, te same fakty musiałyby być opisane inaczej. Obserwowałam ich dwa lata temu, to nie byli przerażeni, niepewni jutra ludzie, to były dobrze zorganizowane, poruszające się w określonym porządku grupy osób, które wiedziały, że mają zapewniony wikt i opierunek. Ich historia, opisana w ten sposób, brzmiałaby zgoła inaczej i prowokowała inne pytania: Czy jesteśmy w stanie przyjąć tylu emigrantów ekonomicznych, czy wchłonie ich gospodarka, czy będą zdolni do pokojowego współżycia z narodami gospodarzy, czy uszanują obce kultury, czy zdolni są do lojalności wobec nowych wspólnot?

Sądzę, że większość Polaków używa tego klucza do zrozumienia fali emigrantów, stąd ich lęk i „zatwardziałość” serc. To nie strach przed obcymi, tych Polacy od wieków mieli u siebie – to lęk przed tłumami roszczeniowo nastawionych ludzi, którzy już na wstępie nie okazują szacunku gospodarzom, ich kulturze, religii. Opinia publiczna w Polsce dostrzega, że ‘uchodźcy’ są przykrywką do bezprecedensowego najścia emigrantów ekonomicznych na kraje europejskie, a niemal codzienne informacje o zamachach terrorystycznych, w których giną także Polacy, utwierdza ją w ich przekonaniach.

 

Uchodźcy przy granicy Grecji z Macedonią | fot. Natalia Tsoukala / Caritas International, styczeń 2016

 

Pytania o plan

Ale w dyskusjach o przyjmowaniu migrantów najbardziej niepokoi, że pomija się podstawowe i konieczne ustalenia i nie zadaje najważniejszych pytań, bez których jakiekolwiek planowanie jest niemożliwe. Czy można przewidzieć kiedy ten strumień ludzi ustanie? Ile milionów mieszkańców może przyjąć nasz kontynent? Kto ich wyżywi, gdzie zamieszkają? Nawet jeśli wszyscy bardzo chcą podjąć pracę, to trzeba lat, by zaadaptowali się w nowym miejscu. Czy kraje – gospodarze mają dostateczną ilość kadr – orientalistów, lekarzy, pracowników socjalnych, czy ich budżety są w stanie udźwignąć koszty mieszkania, wyżywienia, edukacji, leczenia? Czy Unia wypracowała jakieś plany działania, czy po „rozlokowaniu” przestanie interesować się losem tych osób (choć wiadomo, że Polska ma otrzymać w najbliższych 7 latach 69 mln euro na integrację emigrantów, którzy z założenia euro instytucji mają tu być długoterminowo)? I czy „relokując” nie traktuje się emigrantów jak stare graty, przesuwane z miejsca na miejsce, bo zawadzają gospodarzom, ignorując ich podmiotowość. A jeśli oni nie chcą być w Polsce? Jak ich zatrzymać? Utworzyć zamknięte obozy bez prawa swobodnego poruszania się? Czy nie naruszy to wartości europejskich?

Tych pytań jest wiele, ale skoro europejscy decydenci nie mówią o tych problemach, obywatele nie mogą czuć się bezpieczni, bo czują, że coś dzieje się bez ich wiedzy. W krajach dochodzi do przemocy wobec kobiet, ale spod państwowej jurysdykcji wyłączane są całe terytoria, to strefy no-go… Obecni emigranci ekonomiczni są roszczeniowi i często łamią prawo, a praktyka pokazuje, że w takich krajach jak Szwecja czy Niemcy bardziej chronieni są emigranci niż rdzenni obywatele, o czym świadczą choćby wydarzenia w Kolonii.

 

I kolejne pytanie, które nie zostaje zadane. Czy muzułmanie, a migranci są niemal wyłącznie wyznawcami islamu, są zdolni do integracji? Po dekadach „eksperymentu”, w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, już wiadomo, że odpowiedź brzmi „nie”. Ponieważ są tak uformowani, mają taką koncepcję człowieka i Boga oraz wizję świata. Wystarczy pobieżnie zapoznać się z ich świętymi tekstami, żeby się zorientować, że nie ma na to szansy.

 

Francja – Strajk imigrantów domagających się swobody podróżowania pomimo braku posiadania dokumentów | fot. Philippe Leroyer / flickr.com

 

W islamie nie uznaje się bezwarunkowej wartości każdego człowieka, dziecka Boga. Wszyscy, którzy Proroka nie wyznają, to brudni ‘kafirzy’, świat dzieli się na pokojową część, będącą pod prawem islamu i resztę, będącą w stanie wojny. Na integrację nie ma więc szans, gdy zasadą jest wchłanianie lub podbój niewiernych. Społeczność muzułmańska jest jak walec, który albo idzie do przodu, albo cofa przed silniejszymi. Odnośne wersety świętych tekstów, nawet jeśli nie są „w użyciu” i są uśpione, mogą w każdej chwili eksplodować, inspirując świętą wojnę. I eksplodują. Teraz lub za dwa, trzy pokolenia. Rzecz jasna, są muzułmanie, którzy eksponują sury na temat pokoju, ale brak reakcji wyznawców Allaha na kolejne ataki terrorystyczne pokazuje, że są w mniejszości.

Jest jeszcze inna trudność: mówimy innymi językami. Nasza cywilizacja przeżywa głęboki kryzys i dziś Europejczycy nie mogą być wzorem dla kogokolwiek. Dzieciobójstwo, rozkład rodziny i hedonizm nie są zachęcającą wizytówką cywilizacji pogrążonej w kryzysie. Ale europejska koncepcja człowieka, jego wolności, muszą uchodzić w oczach przybyszów za słabość i kapitulację.

 

Czy oznacza to, że nie powinniśmy pomagać prawdziwym ofiarom wojny? Powinniśmy. I Polacy to robią. Ale roztropnie.

 

Miliony złotych idzie na pomoc na miejscu. Konieczne jest zakończenie wojny i przyjęcie planu Marschalla dla całego regionu. Niech kraje, które bezwzględnie wykorzystywały swoje kolonie, odpokutują swoją bezwzględność i egoizm przodków. Przyjmować najsłabszych? Pod ściśle określonymi warunkami, ustalając, że mają szanować gospodarzy i stosować się do reguł, które obowiązują wszystkich. Współżycie z naszymi Tatarami udało się dlatego, że warunki były jasno sprecyzowane, umowy przestrzegane, a gościom do głowy nawet nie przyszło żeby narzucać coś gospodarzom.

 

Milczenie o praprzyczynie

I ostatnie pytanie, które należy zadać – o praprzyczynę zjawiska. Europa się starzeje? Brakuje rąk do pracy? Czy ktoś pamięta, ile aborcji dokonywanych jest co roku w krajach UE? W Wielkiej Brytanii 200 tys., we Francji tyle samo. Europa umiera z powodu własnego hedonizmu, migranci ekonomiczni przychodzą, by wypełnić pustkę po Europejczykach, którym nie dano się narodzić. I o tym się nie mówi, albo są to głosy, pochodzące z marginesu, spoza głównego nurtu, gdzie dyskutuje się jedynie o relokacji „uchodźców”.

 

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

25 lat sakry biskupiej Papieża Franciszka

Wokół trzech słów: „wstań”, „spójrz”, „żyj nadzieją!” rozwinął Franciszek swoją homilię podczas uroczystej Eucharystii sprawowanej w Kaplicy Paulińskiej wraz z kardynałami obecnymi w Rzymie z okazji 25. lecia swojej sakry biskupiej.

Na początku Mszy św. życzenia w imieniu zgromadzonych złożył Ojcu Świętemu dziekan Kolegium Kardynalskiego, kard. Angelo Sodano.

W improwizowanej homilii Franciszek odniósł się do ukazanej w pierwszym czytaniu dzisiejszej liturgii postaci Abrahama. Zauważył, że w chwili swego powołania był on mniej więcej w wieku zgromadzonych purpuratów. Papież podkreślił, że chociaż niektórzy zarzucają, iż w Kościele rządzą starcy, to powołaniem pasterzy jest bycie dziadkiem, który dzieli z młodymi swe marzenia. “Nie mają być zamknięci, lecz powołani są do otwartości, podobnie jak starcy Symeon i Anna” – stwierdził papież.

Przed udzieleniem swego pasterskiego błogosławieństwa Ojciec Święty podziękował zgromadzonym za wspólną modlitwę, prosił o wybaczenie swoich grzechów. Modlił się o wytrwałość w wierze, nadziei i miłości.

20 maja 1992 r. Jan Paweł II mianował 55-letniego ks. Jorge Mario Bergoglio biskupem pomocniczym archidiecezji Buenos Aires. Sakrę biskupią nowy hierarcha przyjął 27 czerwca tegoż roku z rąk ówczesnego arcybiskupa stolicy kard. Antonio Quarracino. Jego zawołaniem biskupim są słowa “Miserando atque eligendo” – “Spojrzał z miłosierdziem i wybrał”.


st (KAI) / Watykan