Życie na misji to nie scenariusz (9)

Do niedawna myślałam, że już nic mnie bardziej niż atak Seleki na naszą misję nie zaskoczy. Że już więcej niespodzianek nie będzie. Przynajmniej tych niemiłych. Pomyliłam się po raz kolejny.

Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >

W niedzielę wieczorem mieliśmy niezbyt miły incydent w naszym domu. W tej chwili pracuje u nas dwóch panów, w charakterze nocnych stróżów.  Na mnie padło, że nakryłam jednego z nich w naszym magazynie, kiedy chciał coś ukraść. Nie zdążył, bo zamknęłam go w środku, po czym szybko poszłam do przełożonej misji z tą informacją.

W tym czasie drugi stróż, o którym w ogóle zapomniałam, wypuścił tego zamkniętego. Popełniłam błąd zostawiając klucze w drzwiach. Jednak przełożona widziała jak wychodził z magazynu. I zaczęła się dyskusja, która nie miała ani rąk, ani nóg, ponieważ obaj byli pijani.

Życie na misji to nie scenariusz (9)

Poszłam do sąsiadującej z nami misji o. kapucynów prosząc o wsparcie. Wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie, gdyż to nie pierwsza tak sytuacja. Proboszcz, biegle władając sango, próbował się dogadać – niestety nie szło. Jako że to ja złapałam naszego stróża na próbie kradzieży, musiałam zaprzeczać jego bredniom i tym mu podpadłam. Stróż się zdenerwował i już ściągał na mnie pas – proszę to odebrać dosłownie, to nie jest przenośnia. Na szczęście o. Valenty powstrzymał go.

Jestem najmłodszą misjonarką i stażem, i wiekiem, a do tego z niewyparzonym językiem. I takim sposobem dostałabym lanie od naszego stróża. Niestety, prawo pracy w RCA sprzyja bardziej pracownikom, ponieważ zatrudniając kogoś na stałe trzeba przynajmniej 3 razy udowodnić, że pracownik się nie wywiązuje z obowiązków… czy też kradnie.

PS: Niestety tutaj wiele osób kradnie i często są to najbliżsi sąsiedzi bądź pracownicy. Wystarczy, że mają dobrą okazję ku temu. Paradoksem jest też to, że oskarżenie kogoś o kradzież jest bardzo poważnym zarzutem. Za kradzież można tutaj po prostu zginąć.

Wesprzyj nas

Ewelina Krasnowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >

Życie na misji to nie scenariusz (8)

Na drodze do Bouar nie było ani jednej wioski, która by nie ucierpiała. Cały czas puste domy, spalone domy, prawie pusta wioska i tak w kółko.

Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >

W drodze do Bouar, gdzie zamierzaliśmy odpocząć, nieustannie powtarzał się jeden widok. Były to opuszczone bądź spalone wioski. Gdzieniegdzie widzieliśmy ludzi albo dzieci, które na dźwięk samochodu wcale nie biegły za nami i nie machały jak zazwyczaj, tylko uciekały. Wiedzieliśmy, jaki był powód takich reakcji. Czasami  zatrzymywaliśmy się, aby porozmawiać z wystraszonymi mieszkańcami, dla których widok samochodu równał się z wizytą Seleki.

Na drodze do Bouar nie było ani jednej wioski, która by nie ucierpiała. Cały czas puste domy, spalone domy, prawie pusta wioska i tak w kółko, aż dojechaliśmy do Bouar. A na miejscu względny spokój, od dwóch dni stacjonują żołnierze francuscy i Miska, są też obecne organizacje charytatywne różnego rodzaju. Pierwszego wieczoru mieliśmy spotkanie z przedstawicielami wojsk francuskich, którzy zbierali informacje o sytuacji panującej w naszym regionie.

Życie na misji to nie scenariusz (8)

W Bouar o dziwo nie widać ludzi z Antybalaki, która wcześniej była wszechobecna. Jednak nocami towarzystwo wychodziło z cienia i czasami słychać było strzały. Chyba już mogę użyć takiego stwierdzenia, że takie strzały (znaczy się takie pojedyncze strzały) nie robią teraz na mnie takiego wrażenia, jak wcześniej.

W tym czasie udało nam się odwiedzić inne misje, a głównym tematem spotkań były nasze wcześniejsze doświadczenia, którymi się wymienialiśmy. Po niecałych dwóch tygodniach wracamy na naszą misję tą samą drogą. Widać, że ludzie powoli wracają do domów, jednak wioski, które były doszczętnie spalone, nadal często świecą pustkami.

Życie na misji to nie scenariusz (8)

Pomimo tego, że w drodze spędziliśmy w sumie 4 dni, cieszyłyśmy się z tej podróży. Bardzo rzadko trafia się okazja wyjazdu wszystkich misjonarzy z jednej placówki, w jednym czasie. Nie narzekając wcale na usytuowanie naszej misji, która jest bardzo oddalona od innych misji, a fatalne drogi odcinają nas wręcz od reszty kraju, podróżuje się tu głównie za  potrzebami. Tym bardziej miło było poodwiedzać parę miejsc i poczuć się trochę bardziej swobodnie… Mimo wszystko, nie zamieniłabym tych dziurawych ścieżek na inne, najlepsze asfaltowe drogi na świecie.

Wesprzyj nas

Ewelina Krasnowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >