video-jav.net

Zabiliśmy trzystu ludzi

Papież Franciszek w coraz bardziej ostrych słowach mówi o tym, że świat ma w nosie biednych, że ma ich w nosie Kościół.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

To zabawne patrzeć jak dla niektórych obrośniętych w rzeczy i zaszczyty kapłanów, dosadne słowa Franciszka stają się gorącą blachą, na której wykonują rozkoszne łamańce, tłumacząc się pokrętnie ze świecideł. Papież stawia zarzuty nie tylko gościom w koloratkach. W Polsce księża to 0,08 proc. katolików, biskupi to 0,0003 proc. Zanim ruszy się na polowanie do biskupich garaży, warto zastanowić się o ileż więcej maybachów, bentlei, kamienic, i baterii czy sedesów z brylantami (znajomy znajomego sobie sprawił: czterdzieści tysięcy za sztukę, czyli osiem dych za oba sprzęty) zalega w życiorysach świeckich polskich katolików. Ile „ducha światowości” jest i w tych, co głośno pomstują, że nie mają na chleb, ale całe dnie zalegają przed telewizorem na pół ściany, a jeśli o czymś rozmawiają to o „pieniążkach”, myśląc już wyłącznie cyframi. Sam obrosłem w rzeczy, mam też telewizor, nie będę więc potępiał jubilerskich sedesów. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby po tym co (i jak) mówi papież Franciszek ich posiadacz, nie zaczął płacić dziesięciny (tak, mam na jej punkcie obsesję, bo to jałmużna skutecznie zabija owego „ducha światowości”, na którego tak pomstuje Franciszek).

Zabiliśmy trzystu ludzi

Coś mi jednak podpowiada, że nie zacznie płacić. Będzie instynktownie próbował przeczekać Franciszka, tak jak przeczekał srogiego Benedykta, a Jana Pawła II zamknął w ramkach nostalgicznych wspomnień o Błoniach i kremówkach. Bo papież to instancja normatywna – wskazuje ideał do którego należy dążyć, ale to każdy z nas ocenia na ile ideał da się zrealizować w życiu.

Gdy słuchało się papieża mówiącego o tym, co stało się w pobliżu Lampedusy można było odnieść wrażenie, że jest na granicy, za którą jest już tylko krzyk albo płacz. Pomyślałem: i co z tego jego rozgorączkowania? Na odpowiedź czekałem godzinę. W odruchu litości ktoś z włoskich władz rzucił pomysł, by tym co się utopili dać pośmiertnie obywatelstwo. Tych co przeżyli, zaraz objęto jednak śledztwem.

Zabiliśmy trzystu ludzi

Trwający pięć minut wybuch współodczuwania z Franciszkiem nic nie zmieni. Bo nawet jeśli przyjdzie święty dzień, w którym w każdej polskiej parafii oddziały Caritas będą prężniejsze niż Koła Radia Maryja, w kuriach powstaną wydziały do spraw pomocy ubogim, a zaproszenie samotnego człowieka na wieczerzę wigilijną nie będzie symboliczną fikcją, pozostanie odpowiedzialność za świat, której my wciąż nie rozumiemy, bo do nas wciąż nie dotarło, że życie w globalnej wiosce to nie tylko możliwość wchodzenia na strony internetowe z Ameryki, ale również koniec wymówek o niemożności troszczenia się o naszych braci w Afryce, Azji czy krajach Latynoameryki.

Co ja – poza laniem krokodylich łez – mogę zrobić dla człowieka z Lampedusy? Pójść za Franciszkiem, który mówi: twoja wyobraźnia miłosierdzia powinna być globalna. Poświęcić życie temu, by Lampedusa się nie powtórzyła.

Po pierwsze już dziś dołożyć swoją konkretną cegiełkę do pracy tych, którzy robią wszystko, by mieszkańcy Afryki nie musieli ryzykować śmierci szukając życia gdzie indziej. Nie czekać aż w parafii pojawi się z rokroczną wizytą misjonarz, a my wtedy rzucimy dychę na głodnych Murzynków. Dziś tu i teraz dać jeść, pić i zapłacić za szkołę jednemu człowiekowi, który naprawdę nie opuszczałby ziemi swoich przodków, gdyby miał podstawy do życia w swoim domu.

Po drugie – w swoich myślach, rozmowach, refleksjach (a one uformują w końcu decyzje polityków, procedury imigracyjne etc.), przestać patrzeć na Afrykę jak na dryfującą u europejskich wybrzeży humanitarną bombę. Afryka już rozumie, że w XXI wieku nie będzie się już liczył przemysł, pieniądze albo sława. Tu – zwłaszcza w zachodniej jej części – widać, że największym kapitałem globalnego człowieka jest dziś pomysł (bo jak masz pomysł, to finansowanie znajdziesz w internecie w pięć minut). To w Afryce są dziś najbardziej zaawansowane na świecie technologie komórkowe. Skala (sama Nigeria to prawie 200. milionów ludzi) sprawia, że widzimy tylko tych biednych. Ale gdybyśmy przestali tak traktować wszystkich jak leci, uprościli procedury wizowe, pozwolili wreszcie handlować z nami i robić z nami biznes, oni zmieniliby życie swoich krajów na tyle, że za jakiś czas to uchodźcy z bankrutującej Europy płynęliby być może szukać lepszego życia u nich.

Po trzecie – trzeba chyba mniej babrać się w cudzym złu, a zaoszczędzoną energię poświęcić na robienie dobra. Są dziś w Kościele rzeczy, które domagają się posprzątania i dobrze, że ktoś je wreszcie stanowczo czyści. Uparte tkwienie przed monitorem i podkręcanie w sobie palnika ze świętym oburzeniem wydaje mi się jednak zbyt bliskie grzechu zaniechania. To dlatego przez ostatnie tygodnie zamiast latać po telewizjach z komentarzami które nic nie zmienią, czułem że lepiej coś realnie w czyimś życiu zmienić. Zająłem się Fundacją Kasisi, ambulansem dla dzieciaków, który dzięki Waszej ofiarności udało nam się w dwa miesiące kupić. To dlatego będąc w Nigerii, zamiast lecieć do Yobe i przesyłać zdjęcia ofiar idiotów z Boka Haram, siedziałem w Lagos i z rozdziawioną gębą uczyłem się od koleżanki, która założyła w pierwsze lotnicze pogotowie w tym kraju (i ratuje kilkadziesiąt osób w miesiącu), gdzie można kupić inkubator za 15. dolarów, jak skonstruować respirator za dolarów 100. i jak wyszkolić ratowników pierwszego kontaktu (bo wiadomo, że lekarzy nigdy w Afryce nie będzie tylu, ilu potrzeba).

Czy zrobisz to przez Fundację Kasisiczy w jakikolwiek inny sposób – per saldo to nie ma znaczenia. Jeśli krzyk Franciszka dotknął cię choć odrobinę nie traktuj go jak kolejnego emocjonalnego wzmocnienia (do którego się przyzwyczaisz i zaraz żeby cię ruszyć papież będzie chyba musiał zacząć kląć).

Zmień świat, bo wreszcie możesz. Pytanie: czy ci się chce.


BBC NEWS: Migrants risk lives for Europe


Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Śmiercią nie leczy się bólu

Tomek Terlikowski, ulubiony autor czytelników stacja7, napisał wczoraj na Facebooku, do tych co mu zarzucają, że ma obsesję na punkcie aborcji, że chętnie zacznie pisać o Bożej miłości, jeśli inni zdejmą z niego choć na chwilę trud antyaborcyjnej walki. Do tego stopnia chciałbym usłyszeć, jak Tomek mówi światu o Bożej miłości, że wyzwania nie mogę nie podjąć.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W parlamencie właśnie został odrzucony obywatelski projekt ustawy usuwający z listy wyjątków umożliwiających w Polsce przerwanie ciąży, sytuację gdy mające się urodzić dziecko ma wady rozwojowe. Czy ten projekt to dobry pomysł? Bardzo dobry. Czy gdybym był posłem, podniósłbym za nim rękę? Bez chwili wahania, nawet gdyby mieli mnie skądś wywalić, albo Wanda Nowicka z Joanną Kluzik – Rostkowską miałaby na mnie krzyczeć, że nie rozumiem kobiet. Niech sobie krzyczą, i tak się pewnie nie dogadamy właśnie dlatego, że dla nich aborcja to sprawa kobiety, dla mnie – sprawa kobiety i dziecka, które też jest już w tej sytuacji podmiotem (a nie przedmiotem). Wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji nie jest w naszym kraju póki co realne, trzeba więc ratować sytuację krok po kroku.

Śmiercią nie leczy się bólu

Nowelizacja proponowana przez wnioskodawców nie znosi prawa do aborcji, eliminuje jednak z puli dopuszczalnych zachowań na razie jedną rzecz haniebną – zabijanie istnienia (nieważne – płodu ludzkiego, czy człowieka), dlatego że nie ze swojej winy jest ono chore, ułomne, cierpi lub będzie cierpieć. W krajach zachodniej Europy nie rodzą się już praktycznie osoby z wadami genetycznymi, wszystkie zostają zabite przed urodzeniem. Czy patrząc na te społeczeństwa (np. Holandii) można powiedzieć, że są szczęśliwsze? Że – mimo iż usunęli spośród siebie tych z zespołem Downa – mniej jest w nich lęku, dramatów, pytań o sens? Walkę z cierpieniem prowadzą na oślep, poprzez usuwanie tych, co są skazani na cierpienie. Zresztą – co to w ogóle za kategoria: "skazany na cierpienie"? A kto nie jest na nie skazany? Cierpienia w tym życiu nie uniknie nikt z nas. A jedyną metodą jego przezwyciężenia jest stawienie mu czoła. Koniecznie przy wsparciu innych.

Zostawmy wątki religijne. Wszyscy się u nas oburzają na to, że w Azji zabija się (przed urodzeniem albo zaraz po) dziewczynki, bo będą miały ciężkie życie. Czym różni się od tych praktyk stosowana w Polsce aborcja eugeniczna? Arbitralna decyzja w sprawie nie swojego życia – nie dajesz komuś szansy, by może doczekał postępu medycyny, by kochał, by może został na swój sposób geniuszem. Jasne, nie można zmuszać człowieka do bohaterstwa. Nie można też jednak arbitralnie odbierać mu do niego prawa (decydując ZA NIEGO, że do tego pułapu poradziłby sobie z cierpieniem, ale od tego już nie). Albo – o zgrozo – zabijać dlatego, że mi będzie później ciężko z nim żyć.

Jak skończy się historia z obywatelskim projektem? Jest słuszny, ale zostanie odrzucony. Za parę lat może ktoś zgłosi kolejny i może uda się go przepchnąć, a może się nie uda. Nie zaniedbując takich działań powinniśmy chyba też jednak w międyczasie nie tylko zbierać podpisy, ale wreszcie zacząć działać z drugiej strony. Z rozmachem i z hukiem (bo sporo cichych działań już jest, trzeba o nich trąbić gdzie się da). Tworzyć mechanizm, który zacznie rozwiązywać problem od dołu, nie od góry. Zbudować narodowy projekt budowy ośrodków dla mam, które spodziewają się potomostwa i wahają się, czy je urodzić. Domów, w których będzie można zamieszkać, albo korzystać z ich oferty w trybie dziennym. Gdzie będą specjaliści, lekarze, ludzie od opieki społecznej, tacy którzy pomagają załatwić życiowe sprawy. Gdzie zgwałcona dziewczyna (albo rodzina, która usłyszała prenatalną diagnozę) i czuje się najbardziej bezradna i osamotniona na świecie, dostanie gwarancję, że nie będzie sama. Zamiast "to państwa sprawa", usłyszy: "jakoś sobie wspólnie poradzimy". Te ośrodki nie mogą być przytułkami czy szpitalami. To musiałaby być prawdziwe DOMY, ucieleśnienie miłości i życia. Nie mogłyby to też być "nawracalnie". Takie ośrodki nie powinny zajmować się robieniem z ludzi katolików, ale przypomnaniem katolikom, że są ludźmi. Że muszą praktycznie żyć tym, co głoszą. Będę pierwszy, który na taki projekt wpłaci i z serca go poprze.

Śmiercią nie leczy się bólu

W Polsce Kościół (i państwo też, trzeba oddać) tu i ówdzie dużo już w tej dziedzinie robi. Byłem niedawno w (dofinansowywanym jakoś przez samorząd) domu dla ciężko chorych dzieci prowadzonym przez Siostry Służebniczki w Brzozowie. W życiu nie widziałem tak skomplikowanych i powikłanych przypadków, takiej ilości genetycznych schorzeń. Był tam ból, nie widziałem jednak cierpienia. Ból został, ale cierpienie wyparła miłość. Poczucie bezpieczeństwa nawet u tych, którzy nie mogą się ruszyć, nic powiedzieć, albo żyją w zupełnie swoim świecie. Niech mądry krakowski pan profesor albo elokwentna pani posłanka pojadą tam i powiedzą tym dzieciom w twarz, że ich życie nie ma sensu albo że przed urodzeniem nie miało, a teraz ma? Co się tu istotowo zmieniło?

Takich domów trzeba dużo więcej. A że nie będzie łatwo? A kto mówił, że będzie?

Jakiś czas temu siostra Mariola z mojego Kasisi poinformowała w lusackim szpitalu i w ministerstwie zdrowia, że jest gotowa włączyć się w program – kobiety, które będą zgłaszały się żeby dokonać aborcji po rozmowie z psychologiem dostaną informację, że jeśli tylko zechcą jednak urodzić – Kasisi te dzieci bez żadnych komplikacji od nich przyjmie. Projekt oficjalnie nie ruszył, ale wystarczyło że po świecie poszła wieść i dzieci w i tak pękającym w szwach sierocińcu z dwustu zrobiło się momentalnie o pięćdziesiąt więcej. Dramat? Przeciwnie. Błogosławieństwo. Pięćdziesiąt więcej okazji do tego, by kochać i by cały czas pamiętać o tym, że gdy jedną rekę podnoszę za tym czy innym projektem, drugą powinienem robić wszystko, by już dzisiaj, teraz, w tej chwili, nie tyle zbawiać świat, co bardzo konkretnie ocalić jedno ludzkie życie.

Tomek, twoja kolej.

 

 
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >