video-jav.net

Fotoradar na drodze do zbawienia? (29.11.2012)

29.11.2012

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Któryś z moich kolegów przytomnie zauważył, że Polska jest chyba jedynym znanym mu krajem, w którym samochód jest narzędziem do płacenia podatków. Rząd i samorządy kilka lat temu z zachwytem odkryły bijące źródełko gotówki w kieszeniach kierowców, zaplanowały więc bezprecedensową ofensywę, zbrojąc się w setki fotoradarów, tajniackich radiowozów, obliczających średnią prędkość bramek, teraz pewnie powieszą nad Płońskiem specjalnego fotoradarowego satelitę, zakupią magnetyczne proce, Batmobil, pociąg pancerny i batyskaf.

Wyścig zbrojeń między rządem a kierowcami szczegółowo relacjonują media. Każdy kto odważy się wykazywać ewidentny związek przyczynowo – skutkowy między dziurą budżetową a radarową ofensywą, jest zakrzykiwany przez urzędników przekonujących, że kto jest przeciw wydawaniu dziesiątek milionów złotych na nowe zabawki Inspekcji Transportu Drogowego, zaciąga na swoje sumienie ciężar współudziału w drogowych zabójstwach.

Po pierwsze – nie wiem, co im pozwala mieć czyste sumienie. Wiadomo przecież, że rząd czy gmina mając dostęp do prawa i środków wkłada więcej serca i pomysłowości w ściganie niż w profilaktykę i edukację, w ostatecznym rozrachunku szkodzi sprawie w znacznie większej skali. Bo tresura zawsze jest mniej efektywna niż wychowanie. Naprawdę trzeba jakiegoś szczególnego geniuszu, by odkryć, że zamiast ciągle sprzątać bardziej "opyla się" nie śmiecić?

Przyczyny, dla których ludzie łamią drogowe przepisy od lat leżą przecież na talerzu. Przegadaliśmy kiedyś z pewnym księdzem pół wieczoru, zastanawiając się dlaczego polscy katolicy, choć coraz częściej są zachęcani do tego przez księży, nie spowiadają się z łamania przepisów drogowych. Mechanizm per saldo wydaje się być prosty. Psychologowie pokazują, że kierowca zamknięty w puszce samochodu ma przekonanie, że na drodze, ba w całym Wszechświecie istnieje tylko on. Jest sam na bezludnej wyspie. A gdy wokół nie ma nikogo – czy moralność w ogóle istnieje, ma sens? Używam czasem owego "argumentu z bezludnej wyspy", by wykazać, że każde mówienie o moralności trzeba zaczynać nie od proklamacji zakazów i nakazów, a od pokazania, że zawsze jest ktoś, ze względu na kogo powinniśmy się do określonych zasad stosować. Nawet na bezludnej wyspie tym kimś po pierwsze jest Bóg, po drugie ty sam. Jeśli zaś jesteś ateistą – wyłącznie ty sam, ale to i tak wystarczy.

Dopóki ktoś sensownym poszerzaniem wyobraźni nie przebije się przez tę bańkę wirtualnego egocentryzmu, kierowca będzie miał poczucie, że radar nie tyle jest narzędziem troski o innych, co czymś co absurdalnie ogranicza jego własną wolność. A z tymi co ograniczają własną wolność umiemy walczyć z zacięciem i fantazją, o czym wie każde dziecko, które uczyło się polskiej historii.

W całej tej sprawie znajduję jeszcze jeden ciekawy wątek dla badaczy sumienia. Kierowcy skrzykują sie teraz podobno, żeby "na złość Rostowskiemu" jeździć w zgodzie z przepisami i popsuć cudowną maszynkę do łagodzenia efektów kryzysu. Kolejne pytanie. Czy robienie dobrych rzeczy (bo jazda z przepisami choć nie na wszystkich odcinkach dróg jest narzucającym się wyborem, jest jednak z pewnością moralnie dobra) w złej intencji, ostatecznie jest dobre, czy nie? Skutek będzie dobry, owoc jest dobry, więc dobre jest i drzewo? Mam swoją odpowiedź, ale najpierw chciałbym poznać Waszą. :)

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Recenzje książek

Polub nas na Facebooku!

Boskie podróże Szymona Hołowni

Fascynujący wyścig z czasem przez wszystkie kontynenty – Szymon Hołownia w poszukiwaniu żywej wiary dociera aż do Australii i odległych wysp Oceanii. Spotyka wyznawców Chrystusa w Hongkongu i w Turkmenistanie, w Zambii i w Papui-Nowej Gwinei. Modli się na mszy sprawowanej w wielopoziomowym supermarkecie na Filipinach i w bazie wojskowej US NAVY na Guamie. Kardynał Maradiaga, kandydat na papieża, pilotuje dla niego śmigłowiec w Hondurasie, a przypominający Buddę taksówkarz w Bhutanie wyznaje wiarę na jednym z najostrzejszych zakrętów himalajskich bezdroży. W książce LAST MINUTE przemilczana zostaje tylko jedna kwestia: miejsce pobytu Koptyjki Miriam, na którą wydano w Egipcie za porzucenie islamu WYROK ŚMIERCI.

„Czy ktoś wierzy, czy nie, czyta się wybornie. Jak dla mnie – najlepsza rzecz Szymona” – Marcin Prokop

Ból do samego nieba

„Nazywam się Marianna Popiełuszko, z domu Gniedziejko. Jestem matką Sługi Bożego Jerzego Popiełuszki…” Takimi słowami Marianna Popiełuszko rozpoczęła składanie zeznań w procesie beatyfikacyjnym swego syna. W taki sposób rozpoczyna się również jej poruszające świadectwo ukazane w książce Mileny Kindziuk „Matka Świętego”. Niepublikowane dotąd zdjęcia z rodzinnego archiwum i wstrząsające zeznania z brutalnego zabójstwa księdza Popiełuszki rzucają nie tylko nowe światło na postać polskiego męczennika, ale i jego matkę, która po raz kolejny wypowiada publicznie to niezwykłe zdanie:  „Wybaczam mordercom mojego syna”.

Sekretarka Pana Boga

Szafarka Bożego Miłosierdzia, wielka mistyczka i sekretarka Miłości, ale też opętana fanatyczka, wizjonerka i zwykła oszustka – oto określenia kierowane w stronę najsłynniejszej polskiej świętej, Faustyny Kowalskiej, inicjatorki obrazu Jezusa Miłosiernego, którego kopie znajdujemy w najbardziej egzotycznych miejscach na ziemi – wszędzie z nieodłącznym zawołaniem „Jezu ufam Tobie”, przetłumaczonym na niemal wszystkie języki świata.

„Siostra Faustyna” to pierwsza biografia ukazująca nieznane fakty z życia skromnej zakonnicy z podkrakowskich Łagiewnik. Historia pełna pasji, nieustannych walk z siłami zła i objawień dotyczących istoty Boga. Książka Czaczkowskiej trzyma w napięciu jak dobry raport z pola bitwy i zachwyca szczegółami nieprawdopodobnie bliskiej relacji z Jezusem... Jezusem, który jeśli wierzyć objawieniom Faustyny – rzeczywiście przyjdzie niebawem.