Bashobora – Kaszpirowski

Kasia Wiśniewska z „Gazety Wyborczej“ jest naprawdę fajną koleżanką. Ale o Kościele pisze czasem tak niemądrze, że nie wiadomo już, czy lepiej zemdleć czy zaślepnąć.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Niesamowite są te Kaśkowe przeglądy katolickiej prasy, gdzie z „Niedzieli”, „Idziemy” czy „Gościa” niezawodnie wybierze do egzegezy jakiś fragment mający dowieść, że polski Kościół to zastęp zacofanych młotków i zderzy to z „postępowym” tekstem z „Tygodnika Powszechnego”, by – jak w każdej bajce – był zły (i liczny) Mordor i dobry hobbit (samotny, pojedynczy, walczący). W życiu bym nie wpadł na pomysł by przy okazji każdego kościelnego święta tak zawzięcie tropić tylko głupie polityczne aluzje siane przez kilku zawsze tych samych biskupów (podczas gdy dziesiątki innych i tysiące księży mówią jednak nie o mgle a o Panu Bogu). Gdyby to było dziennikarstwo, próbowałobym pewnie wznieść się ponad banał bipolarnego (i nudnego jak flaki z olejem) opowiadania o Kościele „zamkniętym” i „otwartym”, pokazać przekrój tego, co się na tej działce dziś dzieje. To jest jednak jakiś osobliwy masochizm. Względnie sadyzm (w zależności, czy się pisze z wewnątrz czy już z zewnątrz Kościoła, sam już nie wiem).

Ja ani sadystą ni masochistą nie jestem, pominę więc dziesiątki prac autorki, skupiając się na zamieszczonym dziś w serwisie wyborcza.pl komentarzu, w którym Kasia zgrabnie połączyła sprawę księdza Lemańskiego i wizytę w Warszawie ugandyjskiego księdza Johna Bashobory. Teza jest pi razy oko taka: abp Hoser karze (za błędy doktrynalne) szlachetnego księdza Lemańskiego, a wspiera księdza szarlatana, który wskrzesza zmarłych wbrew katolickiej doktrynie, „bo o ile ja znam się na teologii wskrzeszeń zmarłych dokonywał raczej tylko Jezus Chrystus, ewentualnie święty Paweł i było to dość dawno”.

Bashobora – Kaszpirowski

Otóż, Kasiu, sorry, ale nie znasz się na teologii. Ja też się zresztą nie znam. Ale mam w domu Pismo Święte. A tam jak wół stoi, że nie tylko Jezus i „ewentualnie“ Paweł. Paweł na pewno. I Piotr też (polecam Dzieje Apostolskie). Ba, nawet Eliasz (to z kolei 1. Księga Królewska). Jest też Ewangelia Mateusza. Oraz Marka. Tam Jezus zapowiada uczniom (i uczniom uczniów), że Jego mocą będą uzdrawiać ludzi z wszelkich chorób. Co zresztą masowo później czynią (znów: Dzieje Apostolskie). A czym – co do istoty – różni się uzdrowienie nieuleczalnie chorego od wskrzeszenia? I to i to jest zawieszeniem praw (skażonej grzechem) natury. Jezus mówi, że Duch Święty będzie działał, będzie potwierdzał słowa uczniów znakami. A Duch Święty to nie jogurt, ergo się nie przeterminował. Argument, że coś było „dawno temu“, w chrześcijaństwie nie ma więc zastosowania. Ewangelia to nie klechdy i podania – to życie! Wniebowstąpienie to nie Wyparowanie. Jezus żyje! Działa! Teraz! Dzisiaj! Tu! W Kościele! I to jest nasza doktryna! Alleluja! :-)

Niektórzy i dziś mocą tegoż Ducha mogą więc w Kościele (w łączności z nim, bo on te charyzmaty rozpoznaje) wyrzucać złe duchy, uzdrawiać chorych i wskrzeszać zmarłych. A jak ktoś nie wierzy w duchy i w moc Jezusa, nigdy nie zrozumie nie tyle księdza Bashobory, co po prostu chrześcijaństwa. I może dlatego będzie mu się wydawało, że przeciwstawianie Bashoborze ks. Lemańskiego i pisanie, że „jest do bólu racjonalny” w odniesieniu do księdza, nie musi być wcale komplementem.

O ks. Lemańskim piszę w jutrzejszej „Rzepie”. W skrócie: robienie zeń jedynego sprawiedliwego i męczennika wolności wydaje mi się kuriozalne. Podobnie – obkładanie go karami kościelnymi. Ks. Lemański ma dobre intencje i talent do docierania do „ludzi pogranicza”. Ma też jednak tę cechę, że owszem –  jest pełen wyrozumiałości i troski, ale tylko wobec tych, którzy myślą tak jak on. A myślących inaczej (Hołownię, Terlikowskiego, Mazurka) wdeptuje w grunt bez miłosierdzia. Doprawdy, mógłby sobie darować ciąganie się z biskupem po sądach, ale biskup mógłby też darować sobie strzelanie do niego z armat. Antyświadectwem nie są poglądy żadnego z nich, ale to, że nie nauczyli się ze sobą rozmawiać. Wróćmy jednak do Bashobory.

Bashobora – Kaszpirowski

Dopóki nie zabrania ludziom brać leków, nie bierze pieniędzy, nie przekonuje, że to on sam leczy  i nie składa obietnic bez pokrycia, nie mam mu nic do zarzucenia. Nie mam też złudzeń: znaczna część tych, co ruszą na Stadion Narodowy uda się tam z  ciekawości. I co z tego? A z Jezusem było inaczej? Zacheusz wlazł na drzewo , bo był mistykiem, czy po prostu gapiem? Tłum, który za Jezusem ciągnął to też nie była rozmodlona pielgrzymka, a pewnie fani (umowni) ówczesnych tabloidów. Niektórzy nawracają się czytając Mistrza Eckharta, inni patrząc na cuda. Jeszcze innym potrzebne jest i jedno i drugie.

Sam jednak na Stadion się nie wybiorę. Nie z powodu paternalistycznych pouczeń Kasi, która apeluje do abp. Hosera by zrobił coś z księdzem, który wywoła „niezdrową sensację i nadzieję u tysięcy naiwnych ludzi“. To tajemnica każdej modlitwy o uzdrowienie: jedni wstają z wózków, inni na nich zostają, część z nich zaczyna inaczej patrzeć na chorobę, zamieniając syf nieszczęścia w kryształ. Znów Pismo Święte (Łukasz): „wiele było wdów w Izraelu (…), ale Eliasz do żadnej z nich nie został posłany tylko do wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu było trędowatych za czasów proroka Elizeusza, ale żaden nie został oczyszczony tylko Syryjczyk Naaman”. Dlaczego? Tak, ja też tego nie rozumiem.

W religii bycie „do bólu racjonalnym” może rzeczywiście sprawiać ból. Bóg w którego wierzę mimo całej bliskości mnie przerasta. Wymyka się mojemu rozumowi. Wie więcej, szerzej ogarnia. A ja nie mogę – proszę wybaczyć kolokwializm – ładować się miedzy wódkę a zakąskę. Odmawiać Mu prawa do działania, a „naiwnym” ludziom prawa do szukania w Nim nadziei.

Na Stadion nie pójdę zaś, bo po tym wszystkim co się wokół tej sprawy dzieje, nie umiałbym sam siebie przekonać, że idę tam spotkać się z Chrystusem, a nie z ks. Bashoborą. Poza tym – moim światem jest znacznie bardziej kameralna modlitwa. Ale kim ja u licha jestem, żeby zabraniać Bogu – jeśli zechce – działać przez jakiegoś księdza na stadionie?! (zresztą wskrzeszeń tam przecież i tak nie będzie, bo jedyne co tam jest pochowane to nadzieja na sukces polskiej piłki nożnej, a tej nie ożywi nawet ks. Bashobora)

Droga Kasiu, to że głos pięciu hierarchów to dla Ciebie obraz liczącego dwadzieścia parę milionów dusz Kościoła (warto przy okazji odświeżyć sobie różnicę między pojęciami „homilia“ i „dogmat“), że nie odróżniasz cudu od czarnej magii, Ducha Świętego od Kaszpirowskiego, męczennika od nerwusa, wierzącego od naiwniaka – Twoja sprawa.

Ja nadal będę czytał Twoje teksty, bo chcę obserwować, jak rozwija się w Polsce katolicyzm kulturowy. Taki, w którym Jezus jest jak drzewko bonsai – ważny i miły element pejzażu, przycięty do naszych rozmiarów. A Kościół to egzystencjalna ogrzewalnia.

Będą one też dla mnie (te teksty) natchnieniem do modlitwy o to, żeby Pan Bóg obdarzył Cię takimi charyzmatami, przy których ks. Bashobora okaże się przedszkolakiem. A gdy już okaże się, że nie będziesz w stanie przejść koło Powązek by nie wywołać zatoru pieszych aż do ulicy Jana Pawła II, ja najpierw wybuchnę (wcale nie zawistnym) śmiechem, a później krzyknę sobie na głos: „Bóg jest wielki!“


 

 

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polska – kraj Mieszka i Leszka

Jestem już starym człowiekiem, dyskusji o stosunkach państwo – Kościół widziałem więc już w Polsce koło dwustu. Mimo to przebieg tej najnowszej nie przestaje mnie zadziwiać. Zdumiewające z jaką naiwnością jej uczestnicy dali się wciągnąć w maliny oglądającemu parę dni temu pilnie relacje z procesji Leszkowi Millerowi.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

To stara prawda o polskiej lewicy (i tej palikotystycznej i tej millerowierczej) – bez Kościoła nie pociągnęłaby ani sezonu. Trwała impotencja programowa sprawia, że ci Państwo swój seksapil są w stanie budować wyłącznie na okazjonalnym przeciwstawianiu się Kościołowi i to właśnie wykonał wielki lewicowy przywódca w Boże Ciało.

Co powiedział wyzwany przezeń od „polskich Chomeinich“ kardynał Dziwisz? To co odkąd pamiętam (czyli jakichś trzydziestu z hakiem lat) mówi każdy katolicki biskup w Polsce. Że prawo stanowione powinno wynikać z prawa Bożego i na nim się opierać. To jest podstawowa charakterystyka myślenia wspólnoty religijnej: my wierzymy, że Bóg stworzył ŚWIAT, a nie tylko katolików! Jego prawo jest uniwersalne, obejmuje i troszczy się o dobro wszystkich ludzi (muzułmanie na podobnej zresztą zasadzie myślą o szariacie, buddyści w Bhutanie – o naukach Buddy). Ktoś, kto dziś grzmi w gazecie, że katolicy mają prawo do tego by przekonywać tylko siebie nawzajem, a wara im od tych, co katolikami nie są, nie zrozumiał kwestii z pierwszego roku religioznawczych studiów: czym różni się Kościół od klubu dyskusyjnego, grupy charytatywnej albo partii politycznej. Tak, wszystkie religie zawsze będą miały w sobie coś, co współczesny oświecony ateusz nazwie „genem konfesyjnego totalitaryzmu”. Powtórzę: będą odnosiły się do całości świata, nie widzą go jako federacji sekcji, frakcji i klubików.

Polska – kraj Mieszka i Leszka

Ów współczesny mędrzec nie zechce rzecz jasna zauważyć, że podobne zakusy ma i owa nowa, świecka religia, którą on sam głosi. Że namawiając mnie, abym się posunął i zrobił miejsce innym, próbuje nawrócić mnie na „nowoateistyczny politeizm”. Wiarę, w której wszyscy bogowie jakich wybierają sobie obywatele są równi, ale do Sejmu się i tak ich nie wpuszcza, bo bogowie to sobie mogą rządzić w tych swoich niebach, a w Sejmie jest tylko jeden bóg – człowiek.

Pytanie jednak, dlaczego – skoro mamy już tę demokrację – to jego prawa i zasady mają być tymi, które wpisywane są do kodeksów, a nie moje? Dlaczego Leszek Miller ma prawo publicznie lansować swój światopogląd, a kardynał Dziwisz,  tylko dlatego, że jest katolickim biskupem, ma milczeć?

Dlaczego zasada „o zabijaniu nienarodzonych dzieci nie będą decydować biskupi, ale matki” ma być godniejsza od głoszącej, że „o życiu nienarodzonych dzieci (katolickich i nie) nie ma prawa decydować nikt, ani biskup, ani matki, bo to jest życie tych dzieci i ono jest święte”?

Polska – kraj Mieszka i Leszka

Nie mamy dziś sporu zwolenników wolności z promotorami zniewoleń. Tu naprzeciwko siebie stają dwa Kościoły. Kardynał Dziwisz jest ajatollahem Chomeinim? A kimże jest Leszek Miller jeśli nie Hugo Chavezem, wyjaśniającym, że jedynym obowiązującym Chrystusem będzie teraz on sam, a wprowadzenie jego zasad sprawi, że zniknie bezrobocie, nad naszym krajem wiecznie będzie świecić słońce, jabłonie zakwitną dodatkowo w październiku, a jeziora będą pełne wódki?

Zamiast toczyć durne wojny na słowa (tylko czekam na uchwałę SLD potępiającą Mieszka I, który przecież popełnił zbrodnię znacznie cięższą niż konkordat), może czas zrozumieć, że wszędzie tam gdzie Kościół istnieje, zawsze będzie drażnił polityków. Przekonanych, że tylko oni mają prawo do „rządu dusz”, a nie jacyś poddający się wyborczej weryfikacji „czarni”, którzy chcą im wejść w paradę. Tak jest obecnie i w Stanach i w Afryce i na Filipinach i w Australii i wszędzie.

Rozdział Kościoła od państwa powinien polegać na tym, żeby biskup nie był ministrem, a polityk nie zarządzał kurią. Każdy akt prawny dotyczący wszystkich powinien jednak być w tym kraju głośno dyskutowany przez wszystkich: katoli, lewaków, ateistów i wyznawców czterech podtrzymujących świat wielkich żółwi. Cała ta chryja, którą urządzają teraz lewicowe środowiska ma na celu wyrugowanie z tej debaty jednego z graczy z  powodu: „bo jesteś jaki jesteś”. Ot, taki uprawiany pod płaszczykiem promocji oświeceniowych wartości ideologiczny apartheid. Promowanie wolności przekonań, pod warunkiem, że są to moje przekonania. Historia stara jak świat: jak się jest krótkim w argumentach, zawsze można powiedzieć: „ale z tą zakutą pałą to ja przecież gadał nie będę” (i proszę zwrócić uwagę, że tych metod nigdy nie stosuje jednak oskarżany o totalitaryzm Kościół: biskupi czasem ostro się z kimś nie zgadzają, ale nigdy nie odmawiają mu prawa do wypowiedzi).

Polska – kraj Mieszka i Leszka

I jeszcze jedno. Odczepcie się wszyscy, proszę uprzejmie od naszego prezydenta. Jasne, palnął w Gnieźnie, że „świat jest zróżnicowany i nie ma jednego prawa bożego“, ale było to przecież oczywiste przejęzyczenie. Z kontekstu wypowiedzi wynika, że chodziło mu oto, że we współczesnym świecie na stole ludzie kładą nie tylko prawo Boga, ale i tysiące innych praw.

I (to już moje wnioski z ojcowskiej gawędy zacnego pana Bronisława) trzeba umiejętnie się w tym świecie poruszać. Nie wymagać od katolika, by wychodząc z kościoła zostawiał w przedsionku swój katolicyzm, bo na ulicy to już jest wyłącznie obywatelem. Nie zmuszać też jednak nikogo by nie wierzył w to, w co nie wierzy (bo Chrystus tego nie robił). Jak w takich warunkach podejmować polityczno – prawne decyzje?

Za lewicowców odpowiadał nie będę, niech się sami martwią jak wybrnąć z dylematu: „kochamy wolność, ale nie na tyle by przyznać ją Kościołowi”. U nas sprawa jest jasna: mamy robić wszystko, by nie zgadzając się z kimś, nie odmawiać mu  szacunku. I walczyć o prawo takie, które z możliwych na dziś jest jak najbliższe temu, do czego dążymy, nawet jeśli chwilowo oznacza to odległość od ideału liczoną w tysiącach kilometrów.

Polska – kraj Mieszka i Leszka


Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >