A Jezus nie miał domu

Co kształtuje dziś mentalność i duchowość młodego (oraz średniostarego) pokolenia rodaków? Nie mam wątpliwości: nie Unia, nie Kościół, nie Palikot. Przyszłość Polski układa dziś kredyt hipoteczny.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Na kupno lokum za gotówkę stać tylko dziedziców albo innych krezusów, znaczna część z nas dobrowolnie zakłada więc sobie na szyję złotą smycz. Godząc się na to, że przez najbliższych kilkadziesiąt lat (czyli większość życia) zamiast robić w tym świecie rewolucję, będziemy pilnować by co miesiąc dopięła nam się rata. Przerażenie człowieka ogarnia gdy pomyśli sobie, ile genialnych wizji się przeterminuje, ile książek, partytur, wynalazków nie powstanie, bo uznaliśmy za stosowne tak skupić się na zapuszczaniu korzeni, że owocowanie odłożyliśmy na Święty Nigdy. Gdy uświadamiam to ludziom na różnych spotkaniach z miejsca słyszę biadolenie, że "gdyby to był normalny kraj", to młodych ludzi stać byłoby na mieszkanie bez napychania kabzy bankom. Chwilunia. Znaczna część moich znajomych żyjących w krajach dużo zamożniejszych od Polski takiego ciśnienia na nieruchomości (nawet to słowo ma w sobie coś mocno złowieszczego) nie ma. Żyją jak chcą, zgodnie z tym co czują, zmieniając (wraz z całymi rodzinami) lokum czasem i co roku, na dobre osiedlając się bywa że i w okolicach pięćdziesiątki. Po co na portalu było nie było religijnym piszę o hipotecznych kredytach? Bo mam wrażenie, że nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo mentalność kredytobiorcy – kogoś, kto gotów jest dziś oddać swoją wolność, by za pięćdziesiąt lat mieć coś w ręku, zatruwa nam również i duchowe życie.

A Jezus nie miał domu

Stara mądrość mówi, że ten świat jest mostem, a na moście nie buduje się domu. Ten pęd do stabilizacji tak po ludzku idzie jednak chyba jakoś zrozumieć. Nic nie przeraża nas przecież na tym świecie bardziej niż bezdomność i osamotnienie. Każdą biedę da się przecież przetrwać, gdy człowiek ma jakiś kąt, kilka swoich rzeczy. Gdy wie, że nawet gdy będzie bardzo ciężko, znajdą się ludzie, którzy pomogą przejść przez zakręty.

Czy to jednak nie ciekawe, że Bóg żyjąc na tym świecie rezygnuje z obojga? Rodząc się w kulturze, w której znakiem Bożego błogosławieństwa był dostatek i towarzyska pozycja, wybiera samotność i nędzę. Tak na chłopski rozum: do ilu ówczesnych ludzi Jezus trafiłby szybciej i mocniej, gdyby swoje niewątpliwe talenty zainwestował inaczej?

Gdyby opracował plan, wziął od życia jakiś rodzaj ówczesnego kredytu, oczekując, że za trzydzieści, czterdzieści lat będzie miał narzędzia wpływu o jakich nie śniło się innym religijnym nauczycielom? Teraz trochę wyrzeczeń, może parę kroków do tyłu, zaciśniemy zęby, nie wszystko na raz (zachłanność jest zła), rozsądek – nie jakieś duchowe mrzonki, by w końcu, po siedemdziesiątce wypromieniować z siebie całe to dobro, skrupulatnie pomnażane przez całe ziemskie życie.

Jezus mógł być dobrze prosperującym rzemieślnikiem, mógł otoczyć się wiernymi przyjaciółmi (tych, jak się wydaje, zaczął mieć dopiero po zmartwychwstaniu), mógł być lokalnym celebrytą, mógł założyć sprawną religijną instytucję. Nie ma nic złego w żadnej z wymienionych rzeczy, a jednak On pokazuje, że każda z nich jest tylko pustym dzbankiem, który żeby miał sens, musi zostać wypełniony miłością. Oddaje wszystko inne, właśnie dlatego żeby pokazać, że tylko to wystarczy. Gdy jest w pełni sił, ledwie po trzydziestce, słyszy swoje: "sprawdzam". Rezygnuje ze wszystkiego, zostając sam, tylko ze swoim "kocham".

A Jezus nie miał domu

I nie są to słowa odrealnionego pięknoducha. Byłyby, gdyby historia Jezusa zakończyła się na krzyżu, gdyby przegrał wszystko w pięknym stylu. On jednak wszystko wygrał, bo – tu dochodzimy do sedna całej naszej sprawy – po śmierci jest jeszcze zmartwychwstanie.

Nie jakieś zupełnie nowe życie, a kontynuacja (choć w innych okolicznościach) starego. Uwaga, bo to strasznie ważne: to nie jest tak, że w tym życiu obowiązującą walutą są metry kwadratowe, ilość sukcesów, wielbłądów, owiec, Porsche Cayenne i przyjaciół, a w następnym będą już tylko duchowe uniesienia. Chrystus pokazuje: to jest jedno i to samo życie! Jasne, że możesz dziś gromadzić wspomianie wielbłądy, dolary i porschaki, kłopot w tym, że na granicy światów przekonasz się, że waluta obowiązująca po obu stronach jest ta sama – jest nią miłość. A kantoru w chwili śmierci już niestety nie znajdziesz.

Wymieniaj więc tu i teraz, póki możesz. Gdy patrzę jak papież Franciszek apeluje o ubóstwo w Kościele, nie mam wcale wrażenia, że chodzi mu o to by móc w Excelu wpisać sobie mniejsze liczby i powiedzieć: ale jesteśmy fajni, tacy chudsi, zgrabniejsi. Bycie biednym nie jest wcale obiektywnie fajniejsze niż bycie bogatym. Sprawa rozgrywa się na zupełnie innym poziomie. Mam wrażenie, że papieżowi chodzi o to, byśmy wreszcie z logiki pilnowania stanu posiadania i czekania na mające nadejść Królestwo, w którym Bóg pochwali nas, że tak ładnie żeśmy to upilnowali, przeszli do otwierania oczu na fakt, że Królestwo Boże, nasza przyszłość, dzieje się tu i teraz! I każdy wybór, którego dokonujemy dziś – wybór partnera, samochodu, pracy, sposobu spędzenia wakacji, powinien być podejmowany nie w perspektywie trzydziestu lat a wieczności. Która naprawdę może zacząć się dla Ciebie już dzisiaj. Przyjdą po Ciebie i co im powiesz: że wielkie rzeczy odłożyłeś na czasy, gdy spłacisz już swoje mieszkanie, gdy dzieci podrosną, gdy już ogarniesz się z całą tą rzeczywistością? Wtedy dasz na biedne dzieci, wtedy będziesz miał czas na modlitwę?

A Jezus nie miał domu

Przestań myśleć jak kredytobiorca – pół wieku się porozgrzewam, a później tak skoczę, że wygram. Czas na wielkie sprawy jest dokładnie w tej chwili. To bardzo piękne, że chciałeś kiedyś zrobić coś dobrego, ale jedyne "kiedyś" jakie masz jest dzisiaj. To ważne, czy śmierć zastanie Cię przy liczeniu pieniędzy, czy przy ich rozdawaniu. Czy "gdy zabrzmi trąba sroga" będziesz w dzikim pędzie szukał lokaty na dziesięć procent, czy w ramach przedświątecznych porządków czyścił regały by wyjąć z nich i rozdać swoją dziesięcinę.

Czy Jezus, gdyby żył dzisiaj, nie kupiłby więc mieszkania na kredyt? Nie ma nic głupszego niż takie gdybologie. Wiem jedno – ubóstwo Jezusa to nie programowa nędza. Mistrz używał pieniędzy, jadł, pił, gdyby chciał mógłby się z pewnością zapisać do ruchu radykalnych esseńczyków, a tego nie zrobił. Jego ubóstwo to wolność. Jezus to człowiek, który używa rzeczy, a nie jest przez nie używanym. Który nawet jeśli coś ma, nie dopuszcza do sytuacji by to coś miało jego. W którego życiu chodzi o to by tu i teraz kochać Boga i człowieka "na maksa", a cała reszta to komentarze, scenografia, didaskalia.

PS. To swoją drogą ciekawe: niby wiemy, że nie da się zagrać "Hamleta" didaskaliami, a mimo to – z jaką konsekwencją wielu z nas wciąż, uparcie próbuje…

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

To naprawdę twojabiblia.pl

Kiedyś w Stanach na jednym z protestanckich kościołów widziałem billboard: „Dusty Bibles Leads To Dirty Lives“ – „Zakurzona Biblia to wstęp do brudnego życia“. Mocne, prawdziwe, ale jak to powiedzieć ludziom w duchu mojej ulubionej ewangelizacji miodem, a nie octem? Jak ich przekonać, że z Żywym Słowem będzie im w życiu dużo lepiej niż bez niego?

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Bibliści, wydawcy, katecheci wylali już wodospady słów próbując przekonać ludzi do wejścia w kontakt z Pismem. Zwykle obijają się one o pełną uprzedzeń kompletną biblijną ignorację rodaków (tę w stylu Dody), albo podświadome przekonanie, że lektura Biblii to umartwienie, mozół, wystarczy więc nabożne słuchanie fraz odczytywanych przez księdza w świątyni.

Od jakiegoś czasu narasta we mnie przekonanie, że do Pisma Świętego najskuteczniej przekonuje się człowieka… Pismem Świętym. Tak jak o miłości najwięcej człowiek dowie się po prostu zakochując się, a nie czytając poradniki albo uczestnicząc w (niezwykle ostatnio modnych) rekolekcjach o zakochiwaniu. Głód Pisma urośnie, gdy zacznie się je czytać.

Czasem wkurzają mnie radykalni protestanci spotykani w różnych miejscach na świecie, którzy nawet porannej jajecznicy nie potrafią zamówić nie odwołując się przy tym do Pisma (a ponieważ jajecznicy w Piśmie nie ma, zaraz wpadają w niekończące się debaty, czy można ją jeść). Zanim jednak dojdziemy do prezentowanego przez niektórych z nich obsesyjno – kompulsywnego stosunku do Słowa, naprawdę mamy się czego od nich uczyć. Oni zaczynają od początku: idą w świat z Księgą i z wodą. Głoszą Słowo Boże (czyli Jezusa) i chrzczą. Nie toczą akademickich debat o przyszłości leśnictwa, oni gdzie tylko widzą centymetr wolnego miejsca – bez zbędnego pitolenia sadzą drzewko. Jedno i następne i kolejne. Wyrośnie czy nie wyrośnie – sprawa człowieka, sprawa Boga. Ja mam sadzić, siać.

To naprawdę twojabiblia.pl

Na biblijnym sklepie (chyba jedyny taki w Polsce) prowadzonym przez protestantów na ul. Marszałkowskiej w Warszawie neon z siewcą rzucającym ziarno daje do myślenia. Wystarczy zajrzeć do środka by przekonać się z jaką pasją ścigają się oni sami z sobą, by tylko Słowo Boże dotarło do jak największej liczby ludzi. A później niech działa w nich samo.

Długie lata poreformacyjnej nieufności w stosunku do Pisma zabiły w nas, katolikach biblijną wrażliwość. Powoli otwieramy się na czytanie go mózgiem, do czytania sercem jeszcze długa droga.

W pierwszych wiekach, gdy ludzie przeczytali Ewangelię, najpierw wpadali w szok, później wyskakiwali z kapci, w końcu zmieniali całe swoje życie i podporządkowywali je jednemu celowi. Widział ktoś takie reakcje dzisiaj? To koszmarne poreformacyjne zrobienie z Biblii księgi tylko dla kapłanów odczytywanej tylko z ambon, w wyrwanych z całości porcyjkach (co w zbiorowej świadomości redukuje Pismo do zbioru mądrościowych historyjek), z namaszczeniem (i często udziwnionym głosem) znieczuliło nas na nią na amen!

Obchodzimy się z Biblią jak pies z jeżem, trzęsiemy nad tym, czy ludzie właściwie zrozumieją – zostawmy te lęki, my nie mamy być stróżami księgi a jej kolporterami!

Jeszcze zanim powstała Stacja7.pl, gdy toczyliśmy na jej temat rozmowy, to była nasza obsesja: zastanawialiśmy się, jak jeszcze raz dać Biblię ludziom. Jak sprawić, żeby była z nimi wszędzie, żeby ich otaczała, żeby nią mimowolnie nasiąkali, żeby uczyli się jej, wchodzili w nią, zakochiwali się i w niej żyli, a czytając chcieli wiedzieć, czuć, rozumieć więcej, i więcej? By zreanimować w nas żywą relację z Księgą i zbudować biblijną kulturę?

To naprawdę twojabiblia.pl

Dziś dajemy wam serwis www.twojabiblia.pl. Jego sercem jest tekst Pisma. Pierwszy tak interaktywny w polskiej sieci. Taki, z którego możesz wykopiować fragment, podzielić się nim w serwisach społecznościowych, robić swoje notatki (wręcz dziennik duchowy), oznaczając komentarzami dotykające cię fragmenty (marzy mi się twojabiblia.pl jako wielka glosa – Biblia jest zapisem tego jak Bóg objawiał się ludziom, pokażmy światu, że On żyje, jak się dziś, nam objawia!).

Żeby (też biblijne) pytanie "Czy rozumiesz, co czytasz?" nie pozostało bez odpowiedzi – wybitni fachowcy będą komentować tekst, wybrali też dla Was fragmenty, którymi można karmić się krok po kroku, gdy nie wiesz jak kontakt z Biblią zacząć. Za chwilę ruszą biblijne mapy, mamy jeszcze milion pomysłów, które będziemy się starali wdrażać w życie, by dać Wam do ręki narzędzie do przekonania siebie i wszystkich których znacie, że Pan zmartwychwstał i żyje! Że nie bajki i sagi dajemy ludziom do poczytania, ale proponujemy im transfuzję żywej krwi.

© Farrell Grehan/CORBIS

Neon na Manhattanie, New York City, USA

Każdy kto czytał Biblię, wie że w niej jest klucz do każdego ludzkiego losu. Że czytasz ją czasem latami, bez specjalnych wrażeń i nagle – łup! Jedno słowo, jedno zdanie przeszywa cię do szpiku kości. Wiesz, że to słowo jest wyłącznie dla ciebie.

Nie doświadczysz tego z „Iliadą“, „Gligameszem“ czy „Panem Tadeuszem“. Znajomy ksiądz opowiada, że do dziś nie może się otrząsnąć, po tym jak trafił w Ewangelii na słowo „Przyjacielu“, którym Jezus zwraca się do Judasza, zatelepało w nim, pracuje w nim do dziś.

Mnie wyrwały ostatnio z kapci inne słowa, z którymi zasypiam i budzę się wciąż tak samo zszokowany. To zdanie z Pieśni nad Pieśniami, gdy dziewczyna mówi do chłopaka, „idźmy w pola, nocujmy po wioskach“. Czyli Boża miłość – to aż tak? To naprawdę, aż tak?!

Wszędzie wożę ze sobą zamęczone na śmierć egzemplarze Pisma, teraz zacznę też czytać je na twojabiblia.pl.  

Sobie i Wam życzę, żeby Słowo, które na tym portalu żyje, żyło tak, żeby kapcie nie tylko nam spadały, ale żebyśmy w ogóle latali po świecie na bosaka jak głupi, bo mamy dla niego Dobrą Nowinę, Ewangelię! A nie – jak wciąż jest przekonanych, lekko licząc, z osiemdziesiąt procent społeczeństwa – zbiór historycznych bajek czy umoralniających smętów.

Zapraszamy na nasz nowy serwis – TwojaBiblia.pl – Biblię online, którą możecie czytać i komentować. Bo "Potrzeba tylko jednego":


TwojaBiblia.pl


Zachęcamy do "polubienia" naszego nowego fanpage'a na Facebook'u:

 

 
Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >