Nasze projekty
Anna Koźlik

Jak spotkać się z Bogiem w Jego Słowie?

"Jestem przekonana, że modlitwa Słowem za każdym razem coś w nas zostawia, nigdy nie pozostaje bezowocna, nawet, jeśli to owocowanie będzie odłożone w czasie." O tym jak spotkać żywego Boga w Słowie, rozmawiamy z s. Magdaleną Wielgus MChR, Misjonarką Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej.

Reklama
Anna Koźlik: Czy można rozkochać w Piśmie Świętym?Siostra Magdalena Wielgus MChR: U mnie było to doświadczenie żywego Słowa, które jest spójne z moim życiem, które ze mną dialoguje, precyzyjnie mnie diagnozuje i zaprasza do odpowiedzi. Ale takie czytanie Pisma Świętego to dopiero kwestia ostatnich 11 lat. Wcześniej traktowałam Biblię jak coś w rodzaju świętej „instrukcji obsługi” życia. Owszem, to Słowo Boga, ważne i najświętsze –  ale jednak „instrukcja”. Sytuacja zmieniła się pewnego dnia, podczas rekolekcji Lectio divina. Najpierw Pan mnie delikatnie prowadził do tego, abym zobaczyła swoją kondycję i kiedy już dokładnie ją nazwałam, dał mi tekst Ewangelii, który zwalił mnie z nóg!To znaczy?Byłam w totalnym szoku, że we fragmencie, którym mieliśmy się modlić w czasie rekolekcji (a więc nie szukałam go specjalnie dla siebie, nie otwierałam też Pisma na chybił-trafił, po prostu to Słowo było dane nam wszystkim) odnalazłam wprost sformułowania, którymi wcześniej określiłam swój stan. W dodatku zobaczyłam także jego konsekwencje i – co najważniejsze – kierunek, co dalej z tym zrobić. I wolność! To było niesamowite doświadczenie spotkania nie tyle z tekstem, co z Osobą. Trzymając wtedy Pismo Święte przekonywałam się, że mam w rękach coś żywego, że to Słowo nie tyle mnie poucza, co wchodzi ze mną w interakcję: słucha, mówi, dostosowuje się do mojego tempa i cierpliwie prowadzi… Do dziś tamto wydarzenie jest dla mnie przełomem nie tylko w czytaniu Pisma Świętego, ale w ogóle w życiu. Dopiero po nim z mądrych książek o Biblii dowiedziałam się, że jej sens moralny, czyli to, co ja nazywałam „świętą instrukcją jak żyć”, jest ważny, ale nie najważniejszy. Pierwszorzędne jest spotkanie z żywą Osobą Jezusa Chrystusa. Stąd wynika cała reszta, czyli choćby to, jak postępować, co robić, a czego unikać. Z tego właśnie powodu my, chrześcijanie, choć mamy swoją świętą Księgę, nie jesteśmy religią Księgi, ale Osoby. Jeśli ktoś przeżyje takie doświadczenie spotkania z Osobą, to myślę, że nie może nie rozkochać się w Biblii.Siostra jest siostrą, osobą konsekrowaną. Z punktu widzenia żony, mamy – czyli kobiety, która wybrała inną drogę, wydaje się, że ma Siostra więcej czasu na medytację Słowa, a to przecież nie do końca tak. Jakie „lifehacki” usprawniają regularną modlitwę? Pora dnia, wygospodarowany czas?Rzeczywiście mnie jest o tyle łatwiej, że mam z góry zaplanowany czas na medytację, ujęty w planie dnia, a szerzej w Konstytucjach mojego Zgromadzenia. Ale jak wiemy przewrotna ludzka natura zawsze znajdzie powód, żeby sobie odpuścić. Zwłaszcza, że w zakonie też pracy nie brakuje. Nie jestem więc zwolniona z czuwania. Ono jest podwójne. Z jednej strony nad wiernością temu czasowi na medytację, a z drugiej nad tym, aby nie popaść w rutynę, kiedy modlę się Słowem każdego dnia, ale właśnie ożywiać w sobie świadomość spotkania z Osobą, ciekawość Jej, tego, co ma mi do powiedzenia, tego dialogu, który ma szansę między nami zaistnieć. Tym, co pomaga w regularnym czytaniu Biblii jest wygospodarowanie czasu z uwzględnieniem realiów swojego życia. Bywa tak, że w początkowym zapale robimy postanowienia, które nie mają szans się ostać w zderzeniu z realizmem codzienności. I kiedy kilka razy nam nie wyjdzie stwierdzamy, że to nie ma sensu i dajemy sobie spokój. A to nie tak. Błąd był na samym początku. Jeśli spojrzymy realnie na swoje obowiązki i swoją kondycję, a jednocześnie naprawdę zależy nam na czytaniu Słowa, odpowiedni czas się znajdzie. A potem już tylko wytrwałość i konsekwencja.Zagrożenie literalnego czytania Słowa jest dość powszechne. Kiedy otwieram przypadkowo i czytam „Poszedł i się powiesił” a potem „Idź ty i czyń podobnie” to co wtedy? Czy w czytaniu Pisma osoby wierzące potrzebują przewodnika?Ja w ogóle nie jestem fanką otwierania Biblii na chybił-trafił. Rozumiem, że w życiu niektórych rzeczywiście w taki sposób Pan zadziałał, natomiast ja o wiele bezpieczniej czuję się na drodze modlitwy Słowem z dnia, które cały Kościół czyta w liturgii, bo tu mam pewność, że nie będzie mowy o żadnej przypadkowości. Co w sytuacjach, kiedy nie rozumiemy Słowa, kiedy jest ono dla nas trudne lub szokujące? Przewodnik jest potrzebny. I to nie tylko wtedy i nie tylko osobom, które nie mają przygotowania teologicznego lub nie posiadają komentarzy biblijnych. Nikt nie jest sędzią we własnej sprawie, czasem trudno nam zdroworozsądkowo ocenić poruszenia wewnętrzne, które pojawiają się przy okazji modlitwy Słowem (zwłaszcza, kiedy dochodzą emocje), dlatego ważne jest, aby każde doświadczenie duchowe było poddane obiektywizacji ze strony kogoś drugiego. Mam na myśli spowiednika lub kierownika duchowego. W moim życiu te dwie rzeczy: modlitwa Słowem i poddawanie jej owoców rozeznaniu wraz z kierownikiem idą w parze. I to się najlepiej sprawdza.Od czego zacząć w szukaniu bratniej postaci wprost z Pisma? Która księga, postać? Czym się kierować? Kto jest Siostrze najbliższy? Chyba po prostu trzeba zacząć od czytania. Czasem będzie tak, że od razu odnajdziemy się w jakichś historiach biblijnych i ich bohaterowie natychmiast staną się nam bliscy. Innym razem „oczytany” wcześniej tekst „uaktywni” się dopiero po czasie i jakaś biblijna postać, którą poznaliśmy wcześniej przypomni się i przeprowadzi nas przez bieżące doświadczenie. Ja tak miałam z Esterą. Najpierw przeczytałam jej historię, a potem pojawiła się w moim życiu bardzo trudna sytuacja – czekała mnie rozmowa, która dla mnie była sprawą wielkiej wagi. I wtedy wróciła Estera. Jej modlitwa przed pójściem do króla Aswerusa stała się wtedy też moją modlitwą. Absolutnie przeprowadziła mnie przez tamto doświadczenie. Mam wiele takich sytuacji, że w jakimś momencie życia tekst, który czytałam dużo wcześniej, nagle „ożywał” – interpretował to, co się działo, pokazywał kierunek… Według mnie najważniejsze jest dać się Panu nakarmić Słowem (nawet, jeśli nie od razu je rozumiemy) i zostawić Mu wolną rękę. W odpowiednim czasie podeśle odpowiedniego człowieka z Biblii. Ja to właśnie tak przeżywam, dlatego mam wiele biblijnych bratnich dusz.Co Siostra dostaje dzięki stałemu kontaktowi ze Słowem? Czy każdy to może dostać, czy jednak to takie „boskie copyright”, indywidualnie dla każdego? Tym, co dostaję, jest przede wszystkim kontakt z Osobą Jezusa, pogłębienie relacji z Nim. To jest najważniejsze i przy czytaniu Słowa z wiarą, z poddaniem się prowadzeniu Ducha Świętego, każdy ma szansę to dostać. Z tego dopiero wynika poznawanie Jego woli, ale też poznawanie siebie samej (Biblia jest jak lustro, można się w niej przeglądać na każdym etapie życia; Słowo „rośnie” wraz z nami i nawet dobrze znane fragmenty czytane po raz kolejny pokazują nowe rzeczy i o Bogu, i o nas) i to także możemy otrzymać wszyscy. A że jesteśmy różni, każdy z nas ma indywidualną drogę duchową, toteż doświadczenie obecności Boga przez Słowo w życiu każdego z nas także będzie niepowtarzalne. Jestem przekonana, że modlitwa Słowem za każdym razem coś w nas zostawia, nigdy nie pozostaje bezowocna, nawet, jeśli to owocowanie będzie odłożone w czasie. W końcu sam Pan obiecał, że słowo, które wychodzi z Jego ust, nie wraca do Niego bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciał, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa (por. Iz 55, 10-11).

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite