video-jav.net

Abraham, Tobiasz, Józef – zwykli ojcowie

Mamy w naszej religii Ojców Kościoła, Ojców pustyni, ojców duchowych. Mamy świętych mnichów, świętych biskupów i męczenników. A świętych „po prostu ojców” – jakoś mniej. Samo sformułowanie „święty ojciec” kojarzy się raczej z jednym z określeń papieża niż z konkretną postacią. Jeśli jednak troszkę poszukamy, to i tacy (i to jacy!) ojcowie się znajdą

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ojciec Abraham

Wiele osób pewnie będzie zaskoczonych, a nawet zbulwersowanych, ale za świętego ojca (choć na pewno nie bezgrzesznego) można uznać Abrahama. Tak, tego samego, który zamierzał w ofierze złożyć swego syna Izaaka. Co więcej, Abraham, mimo iż prawdopodobnie żył jakieś 4 tysiące lat temu, jest doskonałym wzorcem dla współczesnych ojców. Dlaczego?

Bo jak niemal każdy współczesny ojciec rozpieszczał swego syna. Izaak, syn obietnicy, na którego tak długo z Sarą czekali, kiedy wreszcie się pojawił, stał się dla niego centrum świata, oczkiem w głowie. Ojciec przychyliłby mu nieba, wyprułby sobie dla niego żyły, gdyby tylko mógł. Abraham pokładał w Izaaku wielkie nadzieje, miał w końcu ku temu podstawy, Bóg nie rzuca słów na wiatr. Zapewne obmyślił, jak pokierować losem syna, żeby jak najlepiej mu się w życiu układało i szybko został „królem królów”, człowiekiem sukcesu. Robił wszystko, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo i przekazać całe swoje doświadczenie, całą swoją (i nie tylko) wiedzę. Syn Abrahama. Prawdziwa duma ojca…

I kiedy wszystko wydawało się być na najlepszej drodze, Abraham usłyszał to mrożące krew w żyłach wezwanie. Ma ofiarować swego ukochanego syna Bogu. Jak to? Dlaczego?

Abraham, Tobiasz, Józef – zwykli ojcowie

Żeby lepiej zrozumieć sens tego Bożego wezwania, warto wyjść poza krwawą narrację starożytnych koczowników, która zdominowała naszą wyobraźnię. Przecież nie o zabicie Izaaka chodziło Bogu. Bóg chciał, aby Abraham ofiarował Mu swego syna, czyli powierzył Mu go, oddał Dawcy Życia. Żeby sędziwy i poczciwy ojciec zrozumiał, że Izaak tak naprawdę nie należy do niego, że nie jest jego własnością, że to nie on panuje nad jego losem, choć z miłości zapewne chciałby, aby tak było. Abraham musi wypuścić z rąk syna. Bo Izaak sam, we współpracy z Bogiem, powinien kierować swoim życiem.

Zapewne dzięki ikonografii przywykliśmy myśleć, że Izaak, miał na Górze Moria kilka lat. Ale gdy wczytamy się w biblijny opis, łatwo dostrzeżemy, że tak nie było, w końcu sam wniósł na górę drewno potrzebne do rozpalenia ognia. Żydowskie komentarze mówią, że mógł mieć wtedy 15 lat, a są i takie, w których ma on skończonych lat 30. Abraham musiał zrozumieć na górze Moria, jak każdy ojciec, że przyjdzie taki moment, kiedy trzeba dziecku, nawet najbardziej ukochanemu i wyczekiwanemu, pozwolić dorosnąć, że trzeba zgodzić się na to, że pójdzie swoją drogą, że zniknie mu ono na jakiś czas z oczu. I tak też jest w Biblii. Abraham wraca do domu sam, a Izaak pojawia się w momencie ślubu z Rebeką (dwa rozdziały później).

Biblijny Tobiasz

Jak każdy Ojciec, on też w pewnym momencie wypuszcza w świat swojego syna (również Tobiasza) i na dodatek pociesza przy tym płaczącą matkę. Ale to nie wszystko. Tata Tobiasz żyje na wygnaniu, w asyryjskiej Niniwie. Przez jakiś czas całkiem dobrze mu się powodzi – służy władcy, który go bardzo ceni. Jednocześnie Tobiasz, w odróżnieniu od reszty swoich rodaków w mieście, zachowuje ściśle przykazania i religijne przepisy. A niektóre z nich kłócą się z przepisami ustanowionymi przez Asyryjczyków.

To sprowadza na niego kłopoty prawne i finansowe, gniew żony, a nawet kalectwo (ptasie odchody spadają na oczy wyczerpanego Tobiasza i powodują u niego ślepotę). Ale on, mimo wszystko pozostaje wierny i tej wierności Bogu, sobie, swoim zasadom uczy syna. Kiedy wysyła swojego syna w podróż do dalekiej Medii, jest spokojny o jego los. Nie tylko dlatego, że z Tobiaszem juniorem idzie archanioł Rafał. Ojciec wie, że syn sobie poradzi, wie, że pozostanie wierny Bogu i sobie, nawet kiedy będzie mu ciężko. Bo widział ojca, który tak żył i się nie poddał.

Abraham, Tobiasz, Józef – zwykli ojcowie

Abraham, Tobiasz, Józef – zwykli ojcowie

Święty Józef, Guido Reni

Św. Józef

W pewnym stopniu łączy w sobie dojrzałe na górze Moria ojcostwo Abrahama (mój Syn nie jest tak naprawdę mój, On jest Synem Bożym) i postawę Tobiasza (zawsze bądź wierny Bogu, nawet wtedy, kiedy sytuacja całkowicie cię przerasta).

Józef to prosty człowiek prostego serca, ale jednocześnie otwarty na nowe, na nieoczekiwane. Nie zatrzymuje się, nie ucieka, kiedy wydaje się, że świat wali mu się na głowę. Po prostu robi to, co do niego należy, bo tak zwyczajnie trzeba. I nie oczekuje niczego w zamian. Szkoda, że tak mało o nim wiemy. Może dlatego, że sam szybko usunął się w cień?

Nie wiem, czy Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów ogłaszając najnowszy dekret brała pod uwagę Dzień Ojca (podejrzewam, że nie), ale zrobiła nam, ojcom, ciekawy prezent. Otóż św. Józef, „jako przykład niezwykłej pokory” i „obraz zwyczajnych, ludzkich, prostych cnót” trafił do Modlitwy Eucharystycznej (II, III i IV). Znaczy to tyle, że już wkrótce będziemy się modlić na Mszy: „z Najświętszą Dziewicą, Bogurodzicą Maryją, ze świętym Józefem, Jej Oblubieńcem, ze świętymi Apostołami”. By tego świętego ojca uczcić w ten sposób naciskało dwóch Ojców świętych: Benedykt XVI i Franciszek. Chyba na to zasłużył.

 
Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Antoni z Padwy czy z Lizbony?

Urodził się w Lizbonie a zmarł w Padwie – te dwa miasta zostały naznaczone imieniem świętego, ale wszyscy – z wyjątkiem Portugalczyków – mówią dzisiaj św. Antoni Padewski, więc jak to jest: święty Antoni z Lizbony czy z Padwy?

Artur Karbowy SAC
Artur
Karbowy SAC
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Miał na imię Ferdynand, urodził się w pobliżu katedry w Lizbonie – miejscu, które zostało odzyskane od Maurów około 50 lat wcześniej. Za dzień urodzin przyjmuje się 15 sierpnia 1195 roku – taką datę podał jeden z jego pierwszych biografów: brat Marek z Lizbony, chociaż inni biografowie uważają, że jego narodziny miały miejsce przed rokiem 1192. Zmarł 13 czerwca 1231 roku w Arcella, niedaleko Padwy.

Uważa się, że jego rodzice nosili imiona: Martinho i Mary, a możliwe nazwisko to Bulhões. Nie wiadomo czym się zajmowali, czy pochodzili z mieszczaństwa czy ze szlachty.

Wiadomo, że został w pierwszych latach dzieciństwa oddany przez rodziców na wychowanie księżom z lizbońskiej katedry, aby poznać naukę Pisma Świętego.

Tam studiował gramatykę, retorykę i dialektykę, muzykę sakralną, teologię, liturgikę i dogmatykę. Tam też po raz pierwszy objawiła mu się dziwna postać:

gdy przechadzał się po krużgankach katedry, zobaczył postać rzadkiej piękności, która stara się go dogonić. Uznając w tej postaci demoniczną pokusę szatana, próbował uciec na chór, ale postać ponownie stanęła na jego drodze, w połowie schodów prowadzących na chór. Ferdynand podniósł rękę i zakreślił zdecydowanie znak krzyża na ogromnym kamieniu. Postać znikła.

Antoni z Padwy czy z Lizbony?

Kamień z wyrytym krzyżem ciągle znajduje się w lizbońskiej katedrze.

To wydarzenie zaczęło wprowadzać zmiany w jego życiu: Ferdynand postanawia wstąpić do zakonu Kanoników Regularnych Św. Augustyna i zamieszkuje najpierw w klasztorze Św. Wincentego de Fora w Lizbonie, a później przeprowadza się do Coimbry. To właśnie tam, w klasztorze Świętego Krzyża, zaczął się kształcić: studiował arytmetykę, geometrie, astronomie i muzykę, oraz prawo kanoniczne, nauki przyrodnicze, historię, medycynę, hebrajski, chaldejski i języki nowożytne, oraz zgłębia nauki teologiczne. Uważa się, że otrzymał święcenia kapłańskie w klasztorze Świętego Krzyża w wieku 25 lub 29 lat.

Po święceniach został furtianinem klasztoru i tu po raz pierwszy miał bezpośredni kontakt z ludźmi, którzy przybywali do klasztoru, prosić o pomoc. Tam też spotkał się z braćmi, którzy byli uczniami świętego Franciszka z Asyżu – wędrującymi żebrakami, żyjącymi bez grosza lecz posiadającymi radość. Pod ich wpływem Ferdynand zostawia komfort klasztoru Świętego Krzyża, aby stać się ubogim Bratem Mniejszym.

Antoni z Padwy czy z Lizbony?

Przywędrował do klasztoru św. Antoniego Pustelnika w Olivais w pobliżu Coimbry. Przyjął imię Antoni (patrona tamtejszego klasztoru). Od tamtej chwili zaczął być znany jako braciszek Antoni, którego marzeniem było udać się na misje do ziemi Maurów. W końcu wyruszył w drogę. W Lizbonie  przy Rua do Vale de Santo Antonio znajduje się kaplica, która została wzniesiona, aby zaznaczyć miejsce, w którym miał się zatrzymać na odpoczynek, kiedy po raz ostatni stąpał po portugalskiej ziemi.

Przybył do Maroka, ale tam zachorował i z wysoką gorączką został wysłany z powrotem do Portugalii. Z woli Boga – jak mówią niektórzy – burza zatopiła statek i Antoni znalazł się na Sycylii! Franciszkanie mieli mały klasztor w pobliżu Messyny, w którym zamieszkał Antoni.

W czasie jego pobytu w Messynie zwołano Kapitułę Generalna Franciszkanów, na którą przyjechał święty Franciszek z Asyżu. Wtedy to Antoni poznał założyciela braci mniejszych.

Po Kapitule, jako że brat Antoni jeszcze potrzebował czasu na rekonwalescencję, udał się do klasztoru Montepaolo, gdzie zaczął pracować jako ogrodnik i kucharz. Szczęśliwy, spędzał czas na pokornej pracy i żarliwej modlitwie – nikt nie wiedział, że jest człowiekiem wysoko wykształconym.

Antoni z Padwy czy z Lizbony?

Kazanie do ryb, Arnold Böcklin, 1892

W 1222 roku miały odbyć się w Forli święcenia kapłańskie jednego ze współbraci, wyznaczony na tą uroczystość kaznodzieja zachorował, więc przełożony polecił bratu Antoniemu, by go zastąpił. Jego kazanie tak zachwyciło obecnych, że od tego momentu brat Antoni został kaznodzieją. Według panujących wtedy zwyczajów, pełniąc taką funkcję miał za zadanie wędrować pieszo po miastach, wsiach, zamkach i ewangelizować. Elokwencja Antoniego rozpalała osłabioną wiarę.

Często jego nauczaniu towarzyszyły cuda. Najbardziej znany jest cud ryb.

Antoni przebywał w Rimini, i wydawało się, że jego nauczanie nie było skuteczne. Słuchano go z obojętnością, więc Antoni zszedł z ambony i udał się nad morze, by wygłosić kazanie do ryb. Powiedział odchodząc do wiernych, że skoro oni nie chcą słuchać, to może wysłuchają go ryby. Kiedy zszedł nad brzeg, podpłynęło wiele ryb, zdumieni ludzie zastanowili się nad swoim postępowaniem i byli gotowi słuchać nauki Antoniego. Opowiada się wiele innych zadziwiających cudów, jak na przykład ten, w którym osioł pozostawia swoją karmę, aby adorować Eucharystię.

Brat Antoni był nie tylko wielkim mówcą, ale również znakomitym teologiem. W tej sprawie otrzymał nawet krótki list od brata Franciszka z Asyżu, w którym napisał:

Cieszę się, że uczysz braci teologii, ucząc w taki sposób, że nie gasisz ducha świętej modlitwy i pobożności, tak jak nakazuje nam reguła.

Pozdrowienia, Franciszek

Franciszek z Asyżu nazywał Antoniego „moim biskupem” ze względu na prowadzone przez niego życie oraz sławę jego przepowiadania. W ten sposób stał się pierwszym mistrzem teologii Zakonu Franciszkańskiego, dzięki swojej wyjątkowej przejrzystości w odniesieniu do spraw Bożych z tego samego powodu później został ogłoszony doktorem Kościoła.

Z misyjnym zaangażowaniem głosił Słowo Boże we Francji. We Włoszech przemierzył Rzym, Ferrarę, Florencję, głosił kazania prostemu ludowi i papieżowi – Grzegorzowi IX, (który po wysłuchaniu Antoniego nazwał go "Arką Testamentu").

Antoni w swoich kazaniach potępiał chciwość, żądze, pychę, obłudę, przekupstwo i marnotrawstwo. Wychwalał Matkę Bożą, której był wiernym sługą. Jego dzieła z homiletyki nadal są świadectwem wiary i elokwencji i skutecznym narzędziem do lepszego poznania i miłowania Boga i Kościoła. "Doktor Kościoła", "Młot na heretyków", "Doktor ewangelicki", "Arka Testamentu", "Święty całego świata" – to tylko niektóre z tytułów, z którymi był honorowany przez papieży, a którego życie było, według słów jednego z jego biografów, ciągłym cudem.

W 1230 roku przybył do Asyżu, aby uczestniczyć w Kapitule Generalnej Franciszkanów. Po Kapitule, już bardzo osłabionych wskutek pielgrzymek, (które prawie zawsze odbywał pieszo), oraz niezliczonych działań, udał się do Padwy, gdzie zaczął służyć pomagać braciom w studium teologii i kaznodziejstwa.

Antoni z Padwy czy z Lizbony?

Święty Antoni i dzieciątko Jezus, Giambattista Tiepolo, 1696

Czując, że śmierć zbliża, Antoni poprosił, żeby mu bracia wybudowali chatkę, do której się przeniesie i w której będzie mógł odejść w spokoju. A kiedy się przeprowadził, zaczęli do niego przychodzić ludzie – chcieli zobaczyć człowieka, który już wtedy miał opinię świętego. Jeden z ofiarodawców, hrabia Tiso, zaproponował mu schronienie. Antoni zamieszkał w małym pokoju na jego zamku. Właśnie tu zdarzył się największy cud w życiu Antoniego, o którym zaświadczył ów hrabia:

Brat Antoni nie mógł spać i chodził po pokoju modląc się. Nagle wokół niego wszystko zostało oświetlone przez bardzo intensywne światło: pośród jasności pojawiło się Dzieciątko Jezus i brat Antonio, upadając na kolana, objął Dzieciątko.

We wczesnych godzinach rannych, 13 czerwca, Antoni poczuł, że zbliża się do śmierci i prosił, aby zawieźli go do Padwy. Chciał dokończyć swych dni w kościele Świętej Maryi Matki Bożej. Wieziono go wozem zaprzężonym w woły, ale udało się przebyć tylko połowę drogi. Dojechał do klasztoru w Arcela, gdzie już umierający, został przyjęty przez siostry Klaryski. Przebywał w nim kilka godzin, przed śmiercią powiedział: „Widzę Pana!”. Zmarł wieczorem tego samego dnia (1231r.). Miał 43 lata.

Antoni z Padwy czy z Lizbony?

Mówi się, że natychmiast dzieci w Padwie, których nikt nie poinformował o tym fakcie, zorganizowały się i przeszły w procesji ulicami Padwy krzycząc: Zmarł nasz Dobry Ojciec! Zmarł święty! Jego ciało zostało pochowane w kościele, w którym pragnął umrzeć. Niecały rok później, 30 maja 1232 papież Grzegorz IX ogłosił go świętym.

Tak samo nie do wyjaśnienia jest to, co wydarzyło się w Lizbonie w dniu jego kanonizacji. Dzwony wszystkich kościołów biły, choć nikt ich nie wprowadzał w ruch, a mieszkańcy wychodzili z domów na ulice wypełnieni nieznaną, tajemniczą radością. W tym dniu nikt w Lizbonie nie wiedział o kanonizacji ich rodaka, wieść o kanonizacji Antoniego doszła do jego rodzinnego miasta wiele dni później.

Urodził się w Lizbonie, a zmarł w Padwie te – dwa miasta zostały naznaczone imieniem świętego. Więc jak to jest: święty Antoni z Lizbony czy z Padwy? Dla mnie, oczywiście z Lizbony. Wystarczy odwiedzić kościół wzniesiony nad domem świętego, obok katedry w Lizbonie, czy bazylikę w Mafra, poświęconą temu świętemu czy niezliczone inne miejsca, aby poznać wielką miłość jaką Portugalczycy mają do świętego Antoniego.

Artur Karbowy SAC

Artur Karbowy SAC

Zobacz inne artykuły tego autora >
Artur Karbowy SAC
Artur
Karbowy SAC
zobacz artykuly tego autora >