Nasze projekty
Instagram

Marta Król: Macierzyństwo otwiera mi serce i pokazuje, że super sobie radzę jako kobieta

Kobieta petarda! Aktorka, przedsiębiorczyni, podcasterka, a w dodatku spełniona żona i mama 5 dzieci! O swojej karierze w świecie teatralno-filmowym, o trudnych przeżyciach, stracie, ale także o pięknie kobiecości wyrażającej się między innymi w byciu mamą, w wywiadzie ze Stacją7 opowiedziała Marta Król!

Reklama

Katarzyna Wysocka: Jak to jest być żoną, mamą, aktorką, spełniającą się na Instagramie, przedsiębiorczynią, podcasterką. Jak można te wszystkie role w tak elastyczny sposób połączyć? Tak, aby nie zaniedbywać rodziny, męża. Czy jest w ogóle na to jakaś taka recepta? 

Marta Król: Sama sobie zadaję to pytanie. (śmiech) Czy to jest w ogóle możliwe? Mam poczucie, że życie samo w sobie jest złożone, wielokolorowe i odbywa się na wielu poziomach. I naturalną rzeczą jest łączyć te poziomy poprzez siebie, przez role, w które się wchodzi. 

My – kobiety, chociaż pewnie część mężczyzn też – mamy taką niezwykłą umiejętność łączenia różnych sfer życia w tym samym czasie. Potrafimy równocześnie karmić dziecko, rozmawiać przez telefon, prowadzić auto, malować paznokcie i planować ważne spotkanie biznesowe. Pandemia pokazała, że umiemy doskonale łączyć pracę zdalną z wychowywaniem dzieci, prowadzeniem domu i innymi obowiązkami. Uwidoczniła również, że to jest ogromnie trudne i obciążające na dłuższą metę i że dobrze jest dzielić obowiązki z mężem, partnerem, przyjaciółmi, nauczyć się prosić o pomoc i ją przyjmować. Dobrze jest też zadbać o przestrzeń dla siebie, o swoje pasje, przyjemności, odpoczynek. 

Reklama
Reklama

Kobieta z natury jest multitaskowa, ale też życie stawia przed nami, kobietami różne wyzwania i niejako wymusza na nas potrzebę korzystania z naszych supermocy. A mamy ich wiele…

W życiu pewne rzeczy dzieją się czasem poza naszymi możliwościami decydowania. Kiedy kobieta ma stać się mamą, nie wie jeszcze ile wyzwań postawi przed nią macierzyństwo. Wiele kobiet po porodzie mówi, że nigdy nie wyobrażały sobie, że potrafią robić tak wiele rzeczy naraz: zajmować się dzieckiem, pracować, gotować, pisać i tworzyć. Wszystkie raczej myślały “przecież nie dam rady”, a okazało się, że postawione przed wyzwaniem po prostu działamy. Stajemy się mamą, żoną, aktorką, fryzjerką, przyjaciółką, dyrektorką, pisarką, kobietą. Ja miałam podobnie.  

Reklama
Reklama

To, co mi pomaga w byciu i stawaniu się we wszystkich moich obecnych i przyszłych rolach, to poczucie, że w żadnej z tych ról nie muszę być perfekcyjna. Staram się jak najbardziej w zgodzie ze sobą te wszystkie role łączyć, ale też chcę być po prostu wystarczającą – to bardzo ważne słowo. Nie muszę być idealna w żadnej z tych ról, ale mogę na tyle, na ile jestem w stanie danego dnia spełniać się w danej roli. Zrobić to, co jest do zrobienia, a potem podziękować sobie: to ci się dziś udało – to był dobry dzień!   

Czyli taka codzienna wdzięczność odgrywa dużą rolę, aby być w multitaskingu spełnionym, szczęśliwym, prawda?  

Tak, ale też ona chyba nie jest taka na zawołanie. Nie da się nagle powiedzieć sobie: “no dobrze, to od dziś będę wdzięczna za wszystko”.  Wdzięczność jest wynikiem jakiegoś osobistego procesu, którego każdy z nas może być częścią. Ciężko jest być wdzięcznym, kiedy człowiek jest ciągle sfrustrowany, bierze na siebie za dużo obowiązków i tak po ludzku nie ma siły. Myślę, że dobrze jest pielęgnować wdzięczność też dla samej siebie. Staram się dziękować sobie za różne rzeczy, za wysiłek, za pracę, za swoje małe sukcesy, za to że jestem jaka jestem. Nauczyłam się tego.  

Reklama

Wdzięczność pomaga odkrywać siebie jako część większego świata, zachować równowagę w tym, czego chce ode mnie ten świat a czego sama chcę sobie i innym dać. Wdzięczność otacza nas jak tarcza ochronna. 

Wspomniała Pani, że przede wszystkim jest Pani kobietą. Odbieram Pani profil na Instagramie, jako taki rodzaj intymnego pamiętnika, w którym dzieli się Pani z odbiorcami swoimi przemyśleniami i przeżyciami. Oczywiście tymi, którymi chce się Pani podzielić. Obserwując Pani profil dostrzegamy, że bardzo często mówi Pani właśnie o kobiecości. Jak pojmuje Pani kobiecość?  

Ostatnio mam taką potrzebę podzielenia się sobą i żeby to, co piszę było szczere i blisko mnie.  

Jeśli chodzi o kobiecość, to zaczęłam ją odkrywać stosunkowo późno i wciąż ją odkrywam. Mam takie zdjęcia z dzieciństwa, kiedy dużo chodziłam po drzewach, zawsze w spodniach, z krótkimi włosami. Wtedy miałam wielką potrzebę niezależności i zawsze myślałam sobie, że chłopcy mają lepiej w sensie społecznym, mają większą wolność, mogą robić dużo więcej fajnych rzeczy niż dziewczynki. Nie bawiłam się lalkami. Już wtedy nie zgadzałam się na taki tradycyjny podział ról, jaki mi proponowano.

Kobiecość to dla mnie niesamowite bogactwo. Bogactwo na każdym poziomie – emocjonalnym, duchowym, intelektualnym, cielesnym, twórczym. 

Do odkrywania mojej kobiecości przyczyniło się bardzo macierzyństwo, a także relacje z moimi przyjaciółkami, z innymi kobietami. Wspieramy się, “rozkminiamy” emocje, to co przeżywamy i mam poczucie, że nasza kobiecość dzięki temu kwitnie. Co ważne, mam także bardzo dobre doświadczenia w relacji z mężczyznami, którzy postrzegają kobiecość nie jako zagrożenie, ale jako coś, z czego mogą czerpać, podziwiać i przy okazji pogłębiać swoją męskość.  

Dla mnie ostatnio niesamowitym odkrywaniem mojej wewnętrznej siły są  intuicja i właśnie emocje. Kobiety są bardzo nastawione na relacje oraz na postrzeganie świata poprzez filtr swoich uczuć. Mam takie doświadczenie, że to jest bardzo piękne i pierwotnie mądre, kiedy kobiety są blisko siebie, z całym zapasem emocji i są dla siebie dobre, wspierające, uważne.   

Emocje wyraża Pani między innymi poprzez swój zawód – zawód aktorki. To profesja, która zapewne jeszcze bardziej pomaga w odkrywaniu swoich emocji, a także dostrzec swoją kobiecość, dojrzewać do niej?  

To prawda, mam niesamowity przywilej, że w tym zawodzie mogę cały czas przyglądać się emocjom poprzez filtr postaci, którą biorę na warsztat. To wchodzenie w głąb uczuć często tych trudnych – niesamowicie ubogaca. Aktorstwo to nie tylko ich odkrywanie i badanie człowieka pod lupą. Praca nad rolą może być też próbą ucieczki od swoich własnych przeżyć. Dla mnie ważnym jest, aby owszem, odkrywać świat postaci, w którą się wcielam, ale także aby pozostać sobą, żeby odnajdywać siebie, swoją prawdę. Wtedy tym łatwiej jest mi zrozumieć motywacje mojej bohaterki. Nie wyobrażam sobie grać postaci, której nie lubię, której nie rozumiem. Mogę jej nie popierać moralnie, etycznie, ale potrzebuję ją akceptować. My aktorzy mamy taką niesamowitą okazję przyglądać się człowiekowi z bliska bez oceny, ze zrozumieniem.  

No właśnie, jakie to uczucie wchodzić w buty zupełnie innej osoby. Jak przekazywać emocje bohaterów, kiedy Pani prywatnie mierzy się z totalnie przeciwnymi? Czy można się jakoś z nimi uporać? 

Myślę, że to jest jakaś magia, która się dzieje. Nie da się tego do końca wytłumaczyć. To jest zarówno doświadczenie nabyte między innymi w szkole aktorskiej, w której uczy się nas wydobywania z siebie emocji na zawołanie, ale także połączenie innych, różnych rzeczy. Chwili, umiejętności bycia tu i teraz, otwartości na partnera. Dla mnie aktorstwo jest też jakąś formą autoterapii. Pamiętam, jak Jan Peszek w Szkole Teatralnej mówił, że dobrze uprawiane aktorstwo jest niezwykle higienicznym i zdrowym zawodem dla psychiki. Aktorstwo daje ujście różnym emocjom. Często te emocje są gdzieś pochowane, poblokowane. Czasami jestem zmęczona domowymi obowiązkami, zastanawiam się, jak się zebrać przed wyjściem na scenę. A kiedy już się na niej pojawiam coś się dzieje i natychmiast się odpalam, nie czuję zmęczenia. Po zagranym spektaklu, czy po dniu zdjęciowym dostaję wielkie doładowanie energetyczne, taki dopływ adrenaliny i to jest niesamowite! 

Ostatnio słuchałam wywiadu z Kate Winslet, która zagrała fantastycznie w serialu “Mare z Easttown” kobietę, która przeżyła stratę i próbuje się z nią uporać.  Była na planie zdjęciowym tej produkcji przez 123 dni. W wywiadzie, o którym wspomniałam powiedziała, że minął rok od zdjęć, a w niej ciągle są te trudne emocje, że nie może wyjść z tego stanu żałoby, jaki przeżywała jej bohaterka. Wtedy sobie pomyślałam, że to też prawda o nas aktorach. Nie jesteśmy zupełnie wolni od tego, co przeżywamy wcielając się w rolę. Jakaś część granej postaci zostaje w nas, często na zawsze. 

Lubię tę możliwość zmiany w sobie dzięki doświadczeniom granych przeze mnie postaci. 

Z tego co Pani mówi, aktorstwo to naprawdę niesamowite emocje. Bywają piękne, wzniosłe, ale także czasami po prostu trudne. Bywa, że aktorstwo jest ciężkim orzechem do zgryzienia, szczególnie na drodze do zawodu aktorskiego, w szkole aktorskiej. Co czuje młoda artystka, która dopiero jest na etapie takiego poznawania siebie, poznawania swojej kobiecości, która słyszy, że nie potrafi śpiewać, czy że przytyła? Nawiązuję do Pani wpisu na Instagramie odnośnie przemocy psychicznej w Szkole Teatralnej.  

Myślę, że dzisiejsze młode artystki mają nową świadomość swoich praw i granic niż miałyśmy my jeszcze kilka lat temu. 

w każdym zawodzie możemy być narażeni na mobbing. Nadużycia pojawiają się wszędzie, ale tutaj w zawodach artystycznych jest jakby większe przyzwolenie na różnego rodzaju przekroczenia.  Granica między emocjami prywatnymi, a emocjami postaci jest przecież bardzo cienka. To bywa kuszące dla twórców, a dodatkowo trudno się do tego zdystansować, gdy jest się młodym i niedoświadczonym. Ja w szkole aktorskiej miałam nieco łatwiej, bo byłam już ukształtowana przez 3 lata studiów dziennikarskich. Pracowałam już zawodowo i nie pozwoliłam zupełnie “oddać siebie na ołtarzu sztuki”. Szukałam niezależności i partnerstwa. W polskim szkolnictwie wciąż pokutuje kult hierarchii, relacji mistrz – uczeń, w której uczeń jest niejako podrzędny wobec mistrza i musi go słuchać za wszelką cenę. Nawet cenę złamania własnych uczuć i przekonań. 

Ale na szczęście dużo się o tym mówi i dużo się zmienia, najbardziej w kwestii świadomości. to mnie cieszy.  

A jest jakaś recepta na to, jak sobie poradzić z takimi trudnymi emocjami? Czy pani sobie z tym poradziła, a może jest jeszcze Pani w trakcie pracy nad tym, aby przepracować w sobie te trudne doświadczenia z przeszłości?  

Jestem daleka od określenia “radzić sobie z emocjami”. Emocje po prostu w nas są, pojawiają się i my możemy je ewentualnie przyjąć, zaakceptować. One jak receptory ostrzegawcze dają nam do zrozumienia, że coś się dzieje fajnego dla nas lub nie. Dlatego jest ważne, żeby mieć bliski kontakt ze sobą i obserwować swoje sygnały ostrzegawcze. Ja na początku nie byłam do końca świadoma tego, co się działo, kiedy byłam w szkole aktorskiej. Dopiero kiedy po latach moi koledzy po fachu zaczęli mówić o swoich doświadczeniach – wtedy zrozumiałam, że faktycznie ja także byłam świadkiem często niedopuszczalnych przemocowych zachowań i ich doświadczyłam. Nie raz zostawaliśmy po nocach na próbach, kosztem naszego zdrowia psychicznego i fizycznego. Wtedy się na to godziłam, bo się po prostu bałam, że nie zaliczę, że ktoś mnie wyrzuci. 

Dobrze, że te trudne doświadczenia są już za Panią. Mówimy tu o pewnych rolach, o roli aktorki. Ale chyba najważniejszą rolą Pani życia jest rola mamy, mam rację? Jak to jest być mamą?  

Macierzyństwo to ciężki kawałek chleba (haha) i równocześnie przepiękna podróż w nieznane. Warto odpuścić sobie perfekcjonizm i zbytnie wymagania. Podążać za dzieckiem, odkrywać je i wspierać całą sobą. 

Cały proces ciąży, rodzenia jest naprawdę trudny, a już o wychowaniu nie wspomnę! Ale to wszystko jest zarazem tak piękne, niewyjaśnione. To cud, magia. Mnie macierzyństwo ubogaca, otwiera mi serce i pokazuje też, że super sobie radzę jako kobieta!  

Dla mnie bycie mamą oznacza przede wszystkim t o w a r z y s z e n i e dziecku w rozwijaniu się, w odkrywaniu siebie, a nie wychowywaniu n a kogoś. Mogę owszem sobie wymyślić, co moje dzieci mogłyby robić, kim być. Ale to będzie tylko moje wyobrażenie o nich, ale nie ICH własne. My jako rodzice dostaliśmy niezwykłą możliwość towarzyszenia i pomagania im w odkrywaniu siebie samych, swoich pasji i zainteresowań, stawaniu się dojrzałymi istotami. 

Ostatnio na Pani Instagramie pojawił się post o Pani brzuszku, któremu było dane nosić piątkę dzieci. Jak sama Pani wyznaje trójka jest dziś z Panią i pięknie wypełnia tę rzeczywistość. Na spotkanie ze Stasiem i Szymonem wciąż Pani czeka. Wierzy Pani, że gdzieś tam się spotkacie?  

Oczywiście, że tak! Ja nawet wierzę, że oni gdzieś tutaj są, czuję ich obecność, jakkolwiek to brzmi. Jestem osobą wysoko wrażliwą i być może dlatego właśnie mam takie poczucie obecności duchowej. Oczywiście nie wiąże się to w żaden sposób z jakimiś spirytystycznymi doświadczeniami, ale po prostu mam głębokie przekonanie, że oni są, tu są, blisko. 

To dla mnie tak wzruszające, kiedy moje dzieci mówią: wiesz mamo, że Staś i Szymon są teraz z nami i kiedyś ich zobaczymy, przytulimy. 

Strata dziecka jest niezwykle trudnym doświadczeniem – każdego dziecka, tego które się urodziło i tego dziecka, które jeszcze w brzuszku. Zawsze czułam, że to co pulsuję pod moim sercem, to życie. Ten mały cud od początku jest małym człowiekiem. Choć wiem także, że dojrzewanie do roli matki to proces, czasem długi. 

Kiedyś wstydziłam się mówić o utracie dzieci. Wciąż jest to społecznie temat tabu, ale kiedy pierwszy raz podzieliłam się tym z koleżankami zrozumiałam, że nas kobiet po poronieniach jest naprawdę wiele. Często wstydzimy się, ukrywamy to, co przeżyłyśmy a przecież jest to część nas samych, naszej historii.

Dzięki temu, że pozwoliłam sobie na przeżycie straty, że przeszłam przez  żałobę, potem było mi łatwiej.  Miałam potrzebę pochowania swoich dzieci, co też pozwoliło mi przeżyć te wszystkie trudne emocje. Pomogło to też całej naszej rodzinie. Sama uroczystość pożegnania była piękna, kolorowa, z radosną muzyką, kwiatami, chrześcijańska, pełna smutku i nadziei jednocześnie. To pożegnanie bardzo dużo mi dało – przepłakać, przeżyć, przyjąć ten ból i zrozumieć, że to jest po prostu część mojego życia i już zawsze nią będzie.  

Dziękuję, że podzieliła się z nami Pani tymi trudnymi doświadczeniami. Czy było coś, co pomagało Pani przetrawić te doświadczenia? Może wiara pomogła w jakiś sposób oswoić się z myślą o stracie? 

Wiara to dla mnie sprawa bardzo intymna, o wierze się nie mówi, wiary się doświadcza, wiarą się żyje. Mówię tu o wierze w siebie, w drugiego człowieka, w Boga, w lepszy świat. Wierzę, że jest ktoś, kto stworzył ten świat z Miłości. Mimo, że świat jest pełen paradoksów, niebezpieczeństw i okrucieństwa, jest też światem pięknym, stworzonym z namysłem i czułością. Oczywiście tej wiary czasami mam więcej, czasami mniej – to normalne. Ale mogę powiedzieć, że wiara w skrajnych, przełomowych momentach takich jak: narodziny dziecka, praca, śmierć bliskiej osoby, choroba – bardzo mi pomogła.  

To piękne świadectwo. A czy jest coś, co chciałaby Pani powiedzieć kobietom, które straciły swoje pociechy, może jakieś słowo wsparcia, albo kilka słów porady? 

Jesteście wspaniałe! 

I Pani też jest wspaniała! 

Dziękuję bardzo! Po prostu doceńcie to, co przeszłyście, a było tego naprawdę dużo. Macie prawo do smutku, do tęsknoty, do marzeń. Możesz być mamą nawet wtedy, jeśli nie masz dziecka nawet fizycznie, albo jeśli je straciłaś. Ty stajesz się mamą. Możesz być także mamą duchową. Znam kobiety, które nigdy nie miały dzieci, ale są dla mnie jak mamy. Macierzyństwo ma wiele wymiarów. Bądźcie tymi, kim chcecie być. Odkrywajcie, kochajcie i bądźcie szczęśliwe!  

 Czy jest coś, czego mogę pani życzyć na koniec naszej rozmowy? 

Hmmm…Dalszego odkrywania piękna bycia kobietą! 

Tego Pani życzę i bardzo, bardzo dziękuję za tę piękną rozmowę.  

Wzajemnie i również bardzo dziękuję.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę