Poruszający testament ks.Damiana

Pogrzeb ks. Damiana Kominka zgromadził kilka tysięcy ludzi z całego świata. Nawet przypadkowi ludzie, pytani o zmarłego, powszechnie przerywali swoje relacje z powodu spazmatycznego szlochu. Podczas Mszy eksportacyjnej został odczytany tekst duchowego testamentu śp. ks. Damiana.

Archiwum parafii Rusinowice

Śp. ks. Damian Kominek (1977-2013)

Ks. Damian Kominek pochodził z zabrzańskiej parafii św. Franciszka. Od 9 lat był wikarym w Rusinowicach koło Lublińca, gdzie znajduje się duży Ośrodek Edukacyjno-Rehabilitacyjny dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej, prowadzony przez Caritas Diecezji Gliwickiej. Swoją pracą w parafii i z niepełnosprawnymi zyskał powszechny szacunek i uznanie wszystkich, którzy go spotkali. Zginął tragicznie w wypadku samochodowym 16 kwietnia. Miał 35 lat. W jego pogrzebie 20 kwietnia w Rusinowicach uczestniczyło kilka tysięcy ludzi.

Poniżej tekst testamentu ks. Damiana Kominka. Zasadnicza część została napisana 14 maja 2006 r. (siedem lat przed śmiercią). Autor dokonał potem dwóch niewielkich korekt – 7 stycznia 2011 r. oraz 15 marca 2012 r. Pisownia oryginalna.


 „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który mnie posłał i wykonać Jego dzieło” (J4, 34)

TESTAMENT

Umieram… nie ma piękniejszej rzeczy na świecie jak codzienne umieranie, zwłaszcza, gdy ma się świadomość dla Kogo to czynię. Umierać dla Pana Boga, to dać z siebie ostatni dar z miłości własnej. Więc umieram… znaczy kocham… znaczy żyję wiecznie.

Świadomość, że pomału odchodzę z tego świata jest dla mnie zaszczytem nawet w takim wieku. Choć tak naprawdę nie wiekiem mierzy się moment przygotowania do spotkania z Bogiem, ale wewnętrzną dojrzałością, która rodzi się w duszy człowieka. Od jakiegoś czasu jestem głęboko przekonany, że do tej chwili, w której Pan Bóg mnie odwoła do wieczności, jestem już przygotowany. To dla mnie ogromna łaska, jaką wewnętrznie odczuwam w moim życiu, i przede wszystkim w swoim sercu.

W chwili swego chrztu świętego otrzymałem najpiękniejsze zaproszenie do Jego niebiańskiego Domu. Niebo – to Dom, do którego od maleńkiego chłopca bardzo pragnąłem iść. Nigdy nie zapomnę dnia mojej I komunii świętej i słów ks. – proboszcza parafii św. Franciszka z Asyżu w Zabrzu – Gintera Króla, że każdy, kto odprawi 9 pierwszych piątków jak trzeba, nie umrze w grzechu lecz wejdzie do nieba. Osobiście w tak młodym wieku, byłem i jestem do tej pory przekonany, o prawdziwości tego zdania, iż wierzę, że Wszechmogący i Miłosierny Pan Bóg nie odmówi mi tej szczególnej łaski, o którą, choć może ciągle za mało, starałem się przez całe życie.

Kiedy moja największa Miłość – Jezus, obdarowała mnie na drogę życia kapłaństwem, byłem przekonany całkowicie, że Niebo to moje jedyne marzenie na tym świecie, choć głośno bałem się wypowiadać te słowa. Dlaczego….? Mała, słaba wiara…

Umieram, więc odchodzę, – nie! PRZECHODZĘ – tylko na drugą stronę Życia.

Ten testament, który dziś świadomie spisuję, co prawda na komputerze, ma być wyrażeniem mej wdzięczności Panu Bogu za dar powołania mnie do życia przez moich najukochańszych rodziców, którzy będąc dla mnie najbliższymi osobami na ziemi, wraz z moim ukochanym bratem Mirosławem, pokazali mi jak żyć na ziemi dla nieba.

Dziękuję najukochańsza mamo za Twój najpiękniejszy dar miłości, którym każdego dnia obdarowywałaś moje serce. Czułem tą miłość i Twoją obecność każdego dnia życia. Twoja miłość, i wiara, której nigdy, powtarzam nigdy!!! się nie zaparłaś, była moim motorem, w którym każdego dnia odczuwałem bliskość Pana Boga. Dlatego też wiem, że otrzymałem od Niego także tą szczególną łaskę, że w swoim całym życiu nigdy nie miałem takiego zwątpienia, które chociażby na chwilę powodowało moje odejście od Niego. Pomimo wielu codziennych upadków i grzechów, zawsze pragnąłem do Niego powracać i odczuwać Jego największą miłość.

Dnia 14 września 2010r. w święto Podwyższenia Krzyża, po ciężkiej chorobie, kochana mamo Pan Bóg odwołał Cię do wieczności. Moi przyjaciele mogą potwierdzić, że niejednokrotnie zmagając się z Twoją chorobą, podkreślałem, że najbardziej w życiu boję się tej chwili, kiedy mógłbym utracić jednego z Was moich rodziców, czy też brata. Nie miałem pojęcia, że wraz z Twoim odejściem doświadczę tak głęboko – łaski świętych obcowania, która stała się naszym udziałem. Dlatego pomimo wcześniejszych obaw, doświadczyłem w tych dniach takiego wewnętrznego spokoju, który pozwolił mi zrozumieć, że całe życie swoje przygotowywałaś nas – tatę, bata i mnie do tej chwili. Twoja wola walki, chęć życia, nie poddawanie się i to, że nigdy nie narzekałaś na tą chorobę, ale przyjmowałaś ją jako wolę Pana Boga w życiu, stało się dla mnie drogowskazem jak chciałbym w życiu odchodzić do Pana. Kiedy kilka miesięcy przed twoją śmiercią, spełniliśmy ostatnie na ziemi marzenie, by pielgrzymować do Ziemi Świętej, nigdy nie zapomnę Twoich łez wzruszenia, w miejscach przeżywanych z męką i śmiercią Jezusa. Choć tego nie mogłem wtedy powiedzieć, a Ty także nie uzewnętrzniałaś w słowach, wiedzieliśmy oboje, że przeżywamy razem największą tajemnicę naszego życia, jednocześnie przygotowując się oboje do życia wiecznego. Były to moje najcudowniejsze, a zarazem najtrudniejsze momenty, w których dziękowałem Panu Bogu za to, że mi Cię dał, że dał Twoją miłość, wyrażoną także w przeżywaniu tajemnic bolesnych. Moja pewność, że jesteś już szczęśliwa w gronie zbawionych, wraz z Twoimi rodzicami i braćmi, pozwala mi z tym większą ufnością zawierzyć Panu Bogu swoje własne życie i śmierć, jednocześnie ufając głęboko, że ty właśnie będziesz tą, która przy bramie wraz z świętym Piotrem zaprosi mnie do życia wiecznego.

Dziękuję najukochańszy tato, że przez całe życie zawsze czułem się przez Ciebie kochany. Zawsze myślami powracam do dzieciństwa, kiedy opowiadałeś mi ulubioną bajkę, nawet kilka razy przed zaśnięciem, i nie szczędziłeś czasu, na to, by pomimo ciężkiej pracy, być przy mnie i poświęcić swój czas. Dziś, gdy brak Twojej żony, a mojej mamy, wiem, jak bardzo jesteśmy sobie potrzebni. Tym bardziej widzę Twoją troskę o mnie i Mirka, a także o to, jak bardzo mocno kochałeś mamę. Dziękuję Ci za wszystko, co stawało się w naszym domu także Twoim udziałem.

Pierwsza strona testamentu ks. Damiana Kominka<br / data-unveil=

Dziękuję kochany bracie, za Twoją obecność i wsparcie w życiu. Wszystko, co chciałbym Tobie powiedzieć mój bracie, pewnie zajęłoby jeszcze wiele stron tego testamentu. Czułem wielokrotnie, że bardzo mnie kochasz i zawsze mogłem na Ciebie liczyć, gdy potrzebowałem jakiejkolwiek pomocy od Ciebie. Być może razem nie zawsze potrafiliśmy tak rozmawiać jak tego pragnęły nasze serca, niemniej zawsze czułem Twoje głębokie wsparcie i bliskość. Doceniam to wszystko, co uczyniłeś dla mnie przez całe swoje życie, i wiedz, że jestem dumny z tego, że mam takiego brata jak Ty.

Wdzięczność wyrażam także wszystkim kapłanom, którzy stanęli na drodze mojego życia, i stali się osobami, które prowadziły mnie do Boga. W sposób szczególny dziękuję ks. proboszczowi ś.p. Ginterowi Królowi, który przygotował mnie do I Komunii świętej oraz ks. Andrzejowi Iwaneckiemu, przy którym doszedłem do święceń kapłańskich. Słowa szczególnej wdzięczności należą się ks. Prałatowi Franciszkowi Balionowi, za dar obecności w moim kapłańskim życiu, zawsze otwarte i życzliwe serce, zawsze przyjazne, wręcz ojcowskie podejście, które czułem każdego dnia służąc w rusinowickiej parafii. Podziwiałem wręcz niezwykły charyzmat gościnności oraz charyzmat nieustannej pomocy, każdemu człowiekowi, który jej od księdza Prałata potrzebował. Wiele osób nie wie i nie zdaje sobie sprawy z tego ile razy ksiądz pomógł ludziom, nigdy nie chwaląc się z tego powodu. Niech nie wie lewa ręka, co czyni prawa… Największą jednak lekcją życia były często powtarzane przez księdza słowa: jeżeli coś jest Bożą sprawą, to zobaczysz wszystko się ułoży, nawet jeśli są problemy. Głęboko tą myśl zakorzeniłem w swoim kapłańskim sercu.

Z serca dziękuję także wszystkim kapłanom, których spotkałem na drodze swojego życia, pozostałej rodzinie, przyjaciołom, na których zawsze mogłem liczyć i tym, dla których byłem bliską osobą. W sposób szczególny za wieloletnią przyjaźń dziękuję ks. Jackowi Orszulakowi, który nie lubi zbędnych słów, więc wie o co chodzi, ks. Grzegorzowi Gurze, mojemu najczęstszemu spowiednikowi, a także ks. Łukaszowi Meinertowi.

(…)

Wszystkie rzeczy, które używałem na co dzień zostawiam do dyspozycji mojemu ukochanemu tacie i bratu. Moją wolą jest, aby samochód sprzedać i uzyskane z niego pieniądze, wraz z oszczędnościami przeznaczyć na zakup 4 monstrancji, na podobieństwo tej którą podarowałem parafii św. Franciszka w Zabrzu. Na każdej z nich proszę wygrawerować napis: Wdzięczny Bogu za dar świętego kapłaństwa, ofiaruje ks. Damian Kominek. (+data).

Monstrancje te proszę podarować: Wyższemu Seminarium Duchownemu w Opolu, które przygotowało mnie do kapłaństwa. Parafii Matki Bożej Królowej Pokoju w Tarnowskich Górach (mojej pierwszej placówce wikariuszowskiej), parafii Znalezienia Krzyża Świętego w Rusinowicach (gdzie jestem obecnie wikarym) oraz dla kaplicy św. Rafała Archanioła, znajdującej się na terenie Ośrodka dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej w Rusinowicach. Pragnę dodać, że praca na ośrodku była jednym z największych pragnień, które Pan Bóg przez ręce ks. biskupa, spełnił w moim życiu.

Doświadczenie pracy na ośrodku; dzieci i młodzież niepełnosprawna, a także dzieci, które uczyłem w szkole podstawowej w Tarnowskich Górach i Rusinowicach, dzieci i młodzież z Ośrodka dla głuchoniemych w Lublińcu, nosiłem zawsze blisko serca, ponieważ praca z nimi była zawsze moim powołaniem. To prawdziwe studia w życiu, które każdego dnia uczyły mnie pokory wobec Miłującego Boga.

Książki jakie posiadam proszę podarować do biblioteki Ośrodka w Rusinowicach.

Wykonawcą mojej woli czynię mojego tatę oraz brata.

W przypadku śmierci wyrażam zgodę, aby pobrano narządy z mojego ciała w celu ratowania życia i zdrowia innych ludzi. Chciałbym poprzez taki ostatni akt miłości, która może dać życie także innym osobom, włożyć ostatnią cząstkę siebie, aby służyć innym na ziemi. Chciałbym w ten sposób przedłużyć poza śmierć swoje powołanie do miłości, do którego zostałem przez Boga wezwany w swoim ziemskim życiu.

Pragnę być pochowany jako kapłan na terenie parafii w której obecnie służę Bogu i ludziom, czyli w Rusinowicach. Parafia ta była dla mnie największym przykładem gorliwej modlitwy za kapłanów. To tutaj ludzie w swoich rodzinnych intencjach Mszy świętej, tak często dołączają modlitwę za zmarłych kapłanów, a także w modlitwie wypominek, zalecek czy w codziennej modlitwie różańcowej. Tą postawą swoich ukochanych parafian tak często byłem zbudowany. Wierzę, że gdy zostanę wśród nich, nie zabraknie tej modlitwy także za moją ś.p. duszę, za co już z całego serca Wam dziękuję. Jeśli natomiast wolą mojego taty oraz brata będzie złożenie mojego ciała na terenie rodzinnej parafii, to pragnę być pochowany obok mojej ś.p. najukochańszej mamy, lub przy grobach kapłanów.

Niech Pan Bóg obdarzy wszystkich, których znałem i do których zostałem posłany obfitym błogosławieństwem, a za każde zło, które popełniłem, lub jeśli kogoś czymś skrzywdziłem – z całego serca przepraszam, i proszę o wybaczenie.

Szczęście człowieka zaczyna się dlań wtedy, kiedy zapominając o sobie, zacznie żyć dla bliźnich”.

Umieram szczęśliwy. Amen. (…)

Ks. Damian Kominek


Tekst opublikowany za zgodą gosc.pl

Słuchaj, zanim doniesiesz

Kiedy zobaczyłem swój naznaczony przez „sąsiada waleczne serce” (o miejsce parkingowe) samochód, przyznaję, szlag mnie trafił.

Bartek Szkudlarek
Bartek
Szkudlarek
zobacz artykuly tego autora >

Przypadek 1

Kilka tygodni temu jakiś gorliwy sąsiad przejechał srebrnym sprejem po całej długości lewego boku mojego samochodu. Zaznaczam, że auto ma ciemny kolor, więc twórczość sąsiada była nad wyraz widoczna. Koszt malowania wszystkich części to około 1,5 tys. złotych, a przestępstwo zniszczenia mienia o wartości powyżej 250 złotych zagrożone jest karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Kiedy zobaczyłem swój naznaczony przez „sąsiada waleczne serce” (o miejsce parkingowe) samochód, przyznaję, szlag mnie trafił. Gdyby tylko komisariat policji był bliżej, zawitałbym tam od razu. Sąsiad dostałby wyrok z art. 288 § 1 k.k. Już widziałem, jak spotyka go sprawiedliwość. Ku mojej radości.

Jednak tego dnia nie miałem czasu iść na policję, a dnia kolejnego ciśnienie mi spadło. W sercu zapytałem Pana Jezusa, co mam zrobić z tym pajacem, co mi zniszczył auto?

Słuchaj, zanim doniesiesz

Kiedy ciśnienie zupełnie mi się unormowało usłyszałem, że mam nie robić nic…

Po kilku dniach zaczął intensywnie padać deszcz. Po kolejnych kilku deszczowych dniach zobaczyłem, że twórczość mojego sąsiada rozpuszcza się pod wpływem wilgoci i spływa sobie ładnie po karoserii.

Okazało się, że ten straszny lakier, którego użył sąsiad, to sztuczny śnieg w sprayu, a on chciał mnie tylko postraszyć. Pomijam ocenę jego zachowania, chodzi mi o coś innego.

Gdybym nie posłuchał Boga, dalszy ciąg wydarzeń wyglądałby następująco: zgłosiłbym na policję podejrzenie popełnienia przestępstwa zniszczenia mienia. Ponieważ mniej więcej znam się na rzeczy, policjant potraktowałby mnie poważnie i wszczął dochodzenie. Policja szybko odnalazłaby sąsiada, zostałby przesłuchany w charakterze podejrzanego.

Ja tymczasem zgłosiłbym jeszcze szkodę do ubezpieczyciela i żądał wypłaty odszkodowania. Nie chcę nawet myśleć, co zrobiłby ubezpieczyciel, gdyby w końcu doszedł do wniosku, że usiłowałem wyłudzić odszkodowanie…

Słuchaj Izraelu, słuchaj.

Przypadek 2

Znana mi osoba miała w rodzinie trudną sytuację. Jej ojciec jest alkoholikiem i delikatnie rzecz ujmując, źle traktował jej mamę, a swoją żonę. Moja znajoma widząc, jak jej mama cierpi, a ojciec pogrąża się w nałogu, modliła się i pytała Boga, co powinna zrobić. Przyszło jej na myśl, żeby skierować sprawę do prokuratury i oskarżyć tatę o znęcanie się nad mamą. Miała ku temu pełne podstawy.

Ryzykowała, że rodzina podzieli się i rozpadnie raz na zawsze. Jednak jej intencją nie było dokuczenie komukolwiek ani przykładne ukaranie ojca.  Chciała pomóc człowiekowi!

Na rozprawie przed sądem jej ojciec, który wówczas dopiero zrozumiał, do czego doprowadził jego nałóg, popłakał się, przeprosił całą rodzinę, dobrowolnie poddał się karze i poszedł na leczenie. Dziś mija kolejny rok, jak nie pije.

Wniosek

Obie te sytuacje pokazują jedno: zawsze ludzka kalkulacja jest ułomna. Choćbyś był najinteligentniejszy, nie przewidzisz wszystkiego. Dlatego zanim w taki czy inny sposób potraktujesz bliźniego, zrób sobie test, czy podejmując decyzję, słuchasz Boga? A jak nie Jego, to kogo? Zapytaj samego siebie, co tobą kieruje, po co to robisz? Chcesz komuś dopiec? Dopilnować, by sprawiedliwości stało się zadość? Dopilnuj jej najpierw w sobie i posłuchaj Boga. On Ci powie, co robić.

Słuchaj, zanim doniesiesz

Test

Czy słuchasz Boga?

Jeżeli twoja odpowiedź brzmi „nie”, mam dla ciebie… dobrą wiadomość. A nawet dwie:

Po pierwsze, gratuluję uczciwości intelektualnej.

Po drugie, Pan Jezus tylko czeka, aż zaczniesz słuchać. Bo On mówi, i to sporo, i właśnie do ciebie pragnie mówić.

Jeżeli twoja odpowiedź brzmi „tak”, pozwól, że jednak dopytam: czy aby na pewno słuchasz Go zawsze i w każdej sytuacji?

Drążę temat, bo – jak pokazałem na przykładach, które mógłbym mnożyć – jest ważny.

Zaryzykowałbym stwierdzenie, że Bogu najbardziej chodzi o SŁUCHANIE.

Nie o to, żeby zapoznać się z tym, co przekazał jak ze zbiorem praw, jak z przepisami, ale żeby Go słuchać. Bóg od założenia świata, aż do dziś nie przestał mówić. On żyje, słucha, mówi. W końcu Jego imię znaczy „JA JESTEM”.

Bartek Szkudlarek

Bartek Szkudlarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bartek Szkudlarek
Bartek
Szkudlarek
zobacz artykuly tego autora >